Wracając z pracy w środę wieczorem zostałam napadnięta
. Szłam akurat przez osiedle do autobusu, kiedy przyczepił się do mnie jakiś facet, zaczął zagadywać, wypytywać o różne rzeczy. Był mniej więcej w moim wieku, trochę wyższy i miał średnią budowę. Był trochę pijany, choć nie aż tak, żeby się przewracać. Myślałam, że jest niegroźny, że wokół są ludzie, więc w razie czegoś mi pomogą, ale się myliłam.
Wyraźnie dawałam mu do zrozumienia, żeby się ode mnie odczepił, że nie będę z min rozmawiać. Powiedziałam parę niemiłych słów, typu "odwal się" itp. Szedł ze mną chyba ze trzy minuty, Dochodziliśmy do głównej ulicy (szłam szybko, bo chciałam go wyprzedzić, ale nie dawał za wygraną) i zaczął być bardziej nachalny. Zaczął dotykać mnie po rękach, przystawiać się. Nie chciał mnie przepuścić... Zaczęłam krzyczeć, żeby dał mi spokój.
W końcu doskoczył do mnie, złapał za rękę, drugą zaczął mnie obmacywać po całym ciele, po piersiach, po kroczu... Mówił coś w stylu; "chodź na numerek"... Zaczął mnie ciągnąć w boczną uliczkę, ale zaczęłam krzyczeć głośniej i to go chyba rozproszyło, bo zdołałam mu się wyrwać. Szarpaliśmy się jakieś 10 metrów od dużego sklepu, stało tam parę ludzi, ale nikt nawet nie pofatygował się, żeby się wtrącić i mi pomóc
... Jakby widok przemocy na ulicy był czymś normalnym.
Zadzwoniłam po swojego chłopaka (nie wiem czemu nie przyszło mi do głowy, żeby wezwać policję), ale nie potrafiłam nic sensownego powiedzieć, bo się strasznie poryczałam. Już kiedyś zostałam zgwałcona, więc wiem jaka to trauma...
Od tego zdarzenia boję się chodzić do pracy. Ktoś przeważnie po mnie przyjeżdża. Dostałam dwa gazy łzawiące, ale wcale nie czuję się z nimi tak pewnie.
Zgłosiłam sprawę na policję dwa dni później, bo jak tylko zaczynałam o tym mówić to tylko płakałam i nikt nie rozumiał co mówię. Musiałam się trochę uspokoić i zebrać myśli. Na komendzie czekało mnie rozczarowanie, bo dowiedziałam się, że z punktu widzenia kodeksu karnego, nie mogą mu nic zrobić, bo on mi nic nie zrobił. Dopiero gdyby mnie zgwałcił, pobił i okradł, to by się tym zajęli... Porażka... I jak tu wierzyć w sprawiedliwość???
Ciągle nie mogę dojść do siebie po tym co się stało. Nie śpię po nocach, a w co drugim mijanym facecie widzę napastnika...