Witam
Może ktoś rzuci okiem na moja historię. Jestem w związku na odległość już prawie rok. dzieli nas dużooo kilometrów. jeszcze w tym roku zamierzam/zamierzałam się do niego przeprowadzić, bo coraz trudniej tak zyc.
spędzilismy razem zeszły weekend, było tak jak zawsze, czyli super...
jednak już w poniedziałek po moim powrocie znów zaczęły się niepokojące rzeczy. humory mojego faceta. mniejszy kontakt, nie narzucałam się, mamy kolejne spotkanie za 12 dni (ale już nie wiem czy do niego dojdzie, a tak bardzo bym chciała). jakoś w czwartek oznajmił mi, że chyba ma jakąś depreche. chciałam mu pomoc, pogadac, ale milczał. wiec to uszanowałam. wczoraj napisał jedno słowo - przepraszam. spytałam za co, bo przeciez ja sie nie gniewam
ale cisza. zaczęłam się coraz bardziej martwić, analizować, co i jak.dzis rano napisał mi ze "nie jest zadnym skarbem i nie chce byc skarbem, dajcie mi wszyscy swiety spokoj!!
"
ja cierpliwie napisałam mu pare rzeczym zaoferowalam pomoc, przypomniałam ze za niedługo znow bede u niego itp. on dalej milczy. a teraz przeczytałam kolejna wiadomosc, nie wiem czy na trzezwo, czy po czyms - ze on chce byc sam, ile razy ma to mowic, zostawcie mnie (caly czas mowi w licznie mnogiej). "jestem chory psychicznie, rozumiesz?!" ze on nie ogarnia niczego, nic mu sie nie chce, nikogo nie hcce widziec itp itd. "czemu sie mnie tak uczepiłas?!" "nic nie chce, sam sobie pomoge"
![]()
jestem podłamana. niestety mieszkamy tak daleko od siebie, ze nie moge wsiasc teraz w pociag, auto, autobus i jechac do niego. on tam jest w sumie sam, ja tu, jego rodzina tez tu.... nie znam w sumie jego przeszłosci (od strony jakis chorob), wiem jakiego go znam, wiem ze jest zamkniety w sobie, ze ma trudnosci z ukazywaniem uczuc, ale nie wiem czy to hasło choroba psychiczna to cos co ma stwierdzone "od dawna" czy po prostu tak nazwał swoj daremny stan w jakim teraz jest ;/ nie wiem czy kiedys juz tak miał, nic nie wiem...nie chce ze mna rozmawiac.
boje sie ze to się poglebi, boje sie ze cos sobie zrobi ;/ o ile wiem byl wczoraj w pracy, nie wiem jak to bedzie po weekendzie.
postanowilam, ze bede cicho, zareaguje tylko na jego prosby, gdyby chcial pogadac - czy to dobry pomysl?
nie wiem co bedzie za 10 dni, gdy bedzie sie zblizał moj wyjazd do niego. wtedy napewnoe sie odezwe, czy mam przyjezdzac. moze mu do tego czasu przejdzie?
nie wiem zupełnie co o tym myslec.
jeszcze tydzien temu trzymał w ramionach i mowił "kocham". mam to brac za koniec zwiazku?! ;( mam sie od niego odwrocic, zapomniec, zostawic go tak?
i jeszcze jedno: mam kontakt do jego siostry, ktora znam. dorosła kobieta. czy powinnam sie z nia skontaktowac i porozmawiac, czy ma z nim ostatnio jakis kontakt? czy to dobre wyjscie ;/ ? jak mu pomoc - na odleglosc ;/
dzieki za wsparcie, jestem totalnie zdezorientowana.