Witam serdecznie, podczytuję to forum, ale o swoich problemach piszę tu po raz pierwszy.
Mam 19 lat, mój chłopak jest ode mnie o 4 lata starszy. Jesteśmy ze sobą od 14 miesięcy. W październiku rozpoczynamy studia w Warszawie, dlatego postanowiliśmy, że razem zamieszkamy. Nie myślcie sobie, że za pieniądze rodziców będę się bawić w dom, przez ostatnie dwa lata sporo zaoszczędziłam, odłożyłam wszystkie pieniądze z osiemnastki, udzielałam korepetycji, w wakacje dorabiałam.
Ma on co prawda bujną przeszłość, która mi nie odpowiadała (ja byłam tylko w dwóch długich związkach - rocznym i dwuletnim, obecny chłopak jest moim trzecim poważnym partnerem). Wiem, że na poprzednich studiach mieszkał ze swoją byłą dziewczyną, ale zaczął ją zdradzać, krótko mówiąc nie był przykładem wiernego chłopaka. Do tego dochodzą liczne przygody na jedną noc. Przeszkadzało mi to, ale postanowiłam, że dam mu szansę, ponieważ bardzo się o mnie starał i po rozstaniu z moim byłym, pokazał mi lepszy świat.
Początkowo przy nim czułam się naprawdę wyjątkowa i piękna. Prawił mi komplementy, zabierał w różne miejsca, kupował kwiaty, na każdym kroku pokazywał mi, jak bardzo jestem dla niego ważna. Potrafiliśmy przesiedzieć nad Wisłą pół nocy, albo przegadać całą noc. Było bajkowo, cudnie...
W listopadzie wręczył mi pierścionek zaręczynowy, przyjęłam go, choć nie planowaliśmy wówczas ustalać daty ślubu. Po prostu wiedziałam, że jestem tylko jego, a on tylko mój.
Nawet nie wiem, kiedy zaczęło się między nami psuć... W tym roku przeżyłam dwie śmierci samobójcze bardzo bliskich mi osób, miałam na głowie szkołę i maturę, więc nie bardzo miałam czas na analizowanie mojego związku.
Wszystko zaczęło się pogarszać, gdy chłopak poszedł do pracy (od czerwca).
W lipcu musieliśmy zacząć szukać mieszkania w Warszawie, rozumiałam, że on pracuje, więc "dał mi wolną rękę", zajęłam się wszystkim - znajdowałam ogłoszenia, dzwoniłam, umawiałam się, jeździłam, by oglądać. W końcu udało mi się coś znaleźć, zapłaciłam zaliczkę (200 zł), boli mnie to, że on nie zaangażował się w to wszystko, ale teraz wszystko już jest załatwione.
W każdym razie, umówiłam się z właścicielką, że pojedziemy 4 września na podpisanie umowy, odebranie kluczy - chłopak o tym wiedział od początku, więc bez problemu mógłby załatwić sobie wolne, bądź się z kimś zamienić, zwłaszcza, że pracuje na pół etatu. Dzisiaj zaczął kręcić, że on nie wie, jak z pracą itd. Nie czuję, żeby mu na tym wszystkim zależało...
Wiadomo, że ja nie będę w stanie kupić wszystkich rzeczy do mieszkania, garnków, sztućców, czy nawet detergentów, ale jego te kwestie zupełnie nie obchodzą...
Poza tym, ostatnio zobaczyłam u niego na facebooku, że zaczepił swoją byłą kochankę, o której sam mi mówił, że to "zajebista dziewucha". Jestem pewna,że on rozpoczął to zaczepianie, gdyż ona mu napisała wiadomość - "cóż to za zaczepki?" On się wszystko wyparł i stwierdził, że ludzie różne rzeczy mogą mówić i o co ja w ogóle mam pretensje....
Nie miałabym pretensji, gdyby nie to, że on jak widać nie może o swojej przeszłosci zapomnieć, w dodatku o moich kolegów jest zazdrosny i ciagle mówi, że go zdradzam - choć to nieprawda i nie daję mu powodów, by tak myślał.
Ostatnio nie czuję, żeby mu na mnie zależało, coraz rzadziej słyszę, że mnie kocha, czuję że się od siebie oddalamy, nie mówi mi nic miłego, nie stara się o mnie, praktycznie nigdzie nie wychodzimy tylko siedzimy w domu. Mieliśmy okazję pobyć sami przez kilka dni, to nawet seksu nie było (choć wcześniej był bardzo często), próbowałam zainicjować, chodziłam w samym ręczniku po kąpieli, nic go nie skusiło, nawet mnie nie dotknął....
Rozmawiałam z nim o tym wiele razy, mówiłam co mnie boli, on jednak problemu nie widzi i tłumaczy się, że przecież stara się o mnie w inny sposób - zaczął pracę dla Nas. Dodam, że ja nie chcę od niego żadnych pieniędzy, bo mam swoje, a resztę dołożą mi rodzice!!
Oczywiście zarzeka się, że mnie nie zdradza.
Spędza mi to wszystko ostatnio sen z powiek i nie wiem, co robić i jak z nim rozmawiać...
Proszę pomóżcie mi, bo nie mam się już do kogo zwrócić... ![]()