Wiem, że pewnie was już nudza takie łzawe hisrotyjki o wielkich miłościach heh
Ale dołoże do tego i moją, dlatego że musze komuś to powiedzieć... Wygadać się komuś całkiem obcemu i cóż, padło na was Drogie Panie
Tak więc, w wieku 15 lat poznałam takiego chłopaka, był ode mnie dwa lata starszy... Zaprzyjaźniliśmy się i spędzaliśmy ze sobą dużo czasu tylko przez okres wakacyjny. Potem gdy zaczeła sie szkoła, kontakt sie zmniejszył ale nie skończył
ja oczywiscie zakochałam się po uszy i dopiero po wakacjach mu o tym powiedziałam, niestety było to uczucie nieodwzajemnione. Ale ciagle utrzymywaliśmy przyjacielskie stosunki
rok po tych wakacjach on znalazł sobie dziewczynę i był szczęśliwy wiec odsunęłam się na bok, głównie żeby nie cierpieć... W wieku 17 lat czyli dwa lata po poznaniu Łukasza wyjechałam do Anglii wraz z rodzicami i wtedy też nasz kontakt urwał sie całkowicie... wiele razy wspominałam go i tęskniłam ale te myśli od siebie odsuwałam jak najdalej. Nigdy nie byłam romantyczką i nie czekałam na księcia z bajki. Ale zajełam sie nauką i spędzałam mnóstwo czasu z przyjaciółmi by nie tęsknić. Tak minęły kolejne dwa lata a ja wróciłam do kraju, miałam już 19 lat i całkiem przypadkowo spotkałam go znów, i tego nie zapomnę nigdy... ponad 3 lata nie widziałam go na oczy a od dwóch nie zamieniłam z nim ani słowa a tu nagle stał przede mną z uśmiechem, doroślejszy. Serce moje zwariowało, nie czułam, że oddycham, napewno wiele z was zna to uczucie. Eh i odnowiliśmy kontakt bardziej niż kiedykolwiek, staliśmy się bliższymi przyjaciółmi (on nie miał już dziewczyny). Mieliśmy wspolną ekipe z którą sie trzymaliśmy. Bardzo fajna paczka ale dla mnie zawsze istniał tylko on... wiedział co do niego czuje i ciągle nic. A spędzaliśmy czasem czas sami... były to chwile pełne wspaniałych rozmów i wielkiej namiętnosci (mimo ze w towarzystwie bylismy sobie jak tylko zwykli znajomi). Tak czy siak dalej mnie nie kochał... A ja umierałam z teskoty gdny tylko odchodził na krok. Wpakowałam się w to bardziej niż kiedyś... a on zawsze powtarzał "Nie potrafię Cię kochać, przykro mi" i że nic z tego nie będzie ale mimo to spędzał ze mną czas, opowiadał o swoich problemach itp. Przytulał, całował... A ja wtedy ze szczęścia umierałam wręcz... Tak to trwa już od kolejnych dwóch lat (ja mam 21 a on 23). Taki ROMANS z jednostronnym uczuciem heh. Czasem nie widujemy sie pare tygodni ale nie trwa to dłużej niż miesiac i nikogo nie miał od tamtej poprzedniej dziewczyny przede mną... To jest tak jakby ZAWSZE wracał do mnie jakby jednak coś czuł a mimo to mówi, że nie...
Kocham i to okropnie... Na zabój.
Próbowałam rozmawiać i zawsze wychodziło na to samo, że nic z tego nie będzie i że lepiej żebyśmy sie nie widzieli a potem pisze/dzwoni że chce sie zobaczyć a ja nie umiem odmówić. Mimo, że nie pisze do niego nigdy sama z siebie.