Tak jak w tytule posłuchajcie
Pracowałam w sklepie w małej wsi, pewnego dnia przyszedł młody chłopak, którego wcześniej nie widziałam, spodobał mi się, zaczęliśmy delikatnie flirtować, myślałam że przyjechał na wakacje do rodziny, po około 2 tygodniach przyszedł z małym dzieckiem, jego dzieckiem. Zaczął narzekać na żonę, że wyjechała, że mu źle itd. itd. oczywiście ja już wpadłam po uszy chociaż właściwie jeszcze sobie nie zdawałam z tego sprawy, po 2 miesiacach byłam już pewna że coś z tego będzie. Zaczęliśmy się spotykać potajemnie wieczorami na początku tylko porozmawiać, ale po kilku takich spotkaniach zaczęliśmy być dla siebie kimś więcej. Tak naprawdę to podświadomie dobrze wiedziałąm że to się tak skończy, a on? nie wiem czy robił to wszystko świadomie czy też tak jak ja, po prostu wpadł jak szalony.... Spotykaliśmy sie w kawiarniach, kilka razy u moich znajomych, trwało to jakiś czas, dopóki nie zauważyłam że jego żona sie zaczyna orientować. Nie chciałam żeby doszło do czegoś więcej niż pocałunki i zwykłe przytulanie, było mi po prostu dobrze, i gdzieś tam głupio sie usprawiedliwiałam że nie mają ślubu kościelnego.... w święta Bożego Narodzenia jego telefon był niedostępny, wtedy chyba już wiedziałąm że coś jest nie tak, spędzał je po prostu z rodziną. Widzieliśmy sie raz pomiędzy świętami a sylwestrem, wytłumaczył się, już nawet nie pamiętam jak. Ja 29 grudnia poszłam na wesele z kolegą który mnie zaprosił, ustaliliśmy z - nazwijmy go umownie Wojtkiem - że to dobry pomysł bo odsunę od siebie podejrzenia że mamy jakiś romans. Jemu niespecjalnie się ten pomysł podobał. Sylwestra tez postanowiliśmy spędzić osobno, wysłał mi życzenia noworoczne, a za parę minut dostałam kolejnego smsa - który zaczynał się słowami: "a ja życzę ci wszystkiego najgorszego...." dalej było generalnie o zniszczeniu rodziny, zapamiętałąm dokładnie tylk ote pierwsze słowa, których już chyba nigdy nie zapomnę.... Po kilku dniach umówiłam się z 'Wojtkiem' na mieście i poprosiąłm żebyśmy się więcej nie spotykali, że dobrze że do niczego więcej między nami nie dosżło, żeby ratował swój związek, musimy o tym zapomnieć, itd. itd. On cały czas nic nie mówił, w końcu powiedział tylk oż emnie kocha ale skoro tak zdecydowałam, to on to szanuje i wyszedł. Płakałam. Po chwili zebrałam się w sobie i też poszłam w swoją stronę. I to był nasz koniec. Najgorsze dla mnie było to że nam się naprawde świetnie rozmawiało, to na tym najbardziej opierała się nasza znajomość, i zepsuliśmy to jakimiś potajemnymi spotkaniami i fatalnym zauroczeniem. Z jego żoną nigdy nie było konfrontacji, ale myślę że ona wie że to byłam ja. Chociaż nie wiem czy zna całą prawdę
W marcu zmarł mój tata na zawał. Nagle. Od razu pomyślałam że to jego żona mi złorzeczyła i że to na pewno kara, że to przeze mnie, prawdopodobnie do końca życia zostanie we mnie ta myśl. Po kilku dniach od śmierci taty, ona przyszła do sklepu na mojej zmianie, ot tak zrobiła zakupy i na koniec kiedy byłyśmy same powiedziała: "przykro mi, naprawde" odpowiedziałam że nie chcę o tym rozmawiać, ona wyszła to było nasze ostatnie spotkanie. Wydaje mi się że w tych słowach i wzroku było wybaczenie z jej strony lub chociaz jakas jego namiastka i może nawet żal za to że życzyła mi wszystkiego najgorszego.
Jeszcze do niedawna byłam przekonana że gdybyśmy zabrnęli w to dalej, to moja historia skończyłaby się tak jak kasku84. Miesiąc temu spotkałam go po raz pierwszy do 3,5 roku. Nie miałam wyjścia musiałąm usiąść obok niego w minibusie, rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym tak jak kiedyś, on już nie jest z nią, ich małżeństwo rozpadło się jakieś pół roku po naszym ostatnim spotkaniu. Kiedy zapytał co u mnie pokazałąm obrączkę i zdjęcie mojej córeczki, chyba trochę go to zmartwiło. nie umówiliśmy ani on ani ja tego nie zaproponowałam, on chyba by chciał, ale ja jestem teraz szczęśliwa i już nic do niego nie czuje. Nawet cieszę sie że go spotkałam, bo myślę teraz że chyba jednak mnie szanował i nie byłam jedną z wielu jego zdobyczy. Koniec końców, jakoś sięto wszystko ułożyło, nie wiem co z nią, ale z tego co słyszałam ona nie była z nim nigdy tak naprawdę szczęśliwa. Tak po prostu miało być
Na koniec chciałąm zaznaczyć że to nie ejst tak że nie żałuje że to wszystko się stało, cieszę się że znalazłam w sobie siłę by odejść definitywnie zanim było za późno.
Podobne tematy