Nie potrafię się pogodzić z utratą męża, że nie będziemy już ze sobą. Tęsknie za nim, brakuje mi go, wszystko wydaje mi się bez sensu skoro go nie ma.
Pokrótce: mąż stwierdził od roku jest ze mną nieszczęśliwy (nasze małżeństwo ?trwa? dwa lata, a znamy się od 6 lat). Nie rozumiem, co źle zrobiłam, jak zadaje mu to pytanie to mówi, że nic, on jest ze mną nieszczęśliwy, nie pasujemy do siebie, że jego uczucie do mnie jest słabe i nie da mi szczęścia. Czułam, że się od siebie oddalamy, myślałam, że to z powodu tego, że on ciągle pracował a mi towarzyszył smutek, bo czułam się samotna, mówiłam mu o tym, ale on zawsze wolał iść pograć w piłkę niż spędzić ze mną czas. Ciągle go prosiłam żeby mnie przytulił, pocałował itd. Był lodowaty. Z czasem coraz mniej rozmawialiśmy, tylko ja zdawałam pytania, on wolał bawić się na telefonie, albo mówił, że zmęczony, albo, że wszystko ok. Na seks nie miał ochoty, bo zmęczony, albo jutro, wychodziło to tylko z mojej inicjatywy. Strasznie mnie to bolało, ale wierzyłam ze tak jest. Osiem miesięcy temu odkryłam ze pisał, przez co najmniej 2 miesiące z jakąś dziewczyna SMS, zanim wyszło to na jaw kłamał mi w żywe oczy. Przebaczyłam mu to. Ale dwa tygodnie później kolejne kłamstwo, po kłótni wyszedł z domu i wrócił następnego dnia popołudniu. Rozmawialiśmy, juz wtedy mówił, że nie pasujemy do siebie, ale pogodziliśmy się, błagałam go żeby dał nam szansę, żeby nie patrzał tak pesymistyczne na nasze małżeństwo. "Szczęście" trwało chwile, znowu się wycofał i mnie odtrącał. Powiedział ze to nie ma sensu, koniec między nami. Znalazłam kolejne SMS, tym razem pisał swojej koleżance ze wie, kogo kocha, ale żona tego nie zrozumie, a jak dowie się prawdy to zmiecie ja to z nóg, że nie wie, kiedy z nią zamieszka, itd.. Pokazałam mu te SMS, ale mówił, że źle to rozumiem, bo on to na szybko pisał i to nie taki sens i że nikogo nie ma i słownik w telefonie to przekształcił. Następnym razem widziałam jak jechał z kobieta w samochodzie, wiec pościg za nim, nie dogoniłam go, a jego tłumaczeniem było to, że źle widziałam, bo to była torba na miejscu pasażera a nie kobieta. Wyprowadziłam się na kilka dni do rodziców z myślą, że to go wstrząśnie i wróci do mnie. Nie napisał, nie zadzwonił?wróciłam do mieszkania wyprowadził się tym razem on. Wciąż nalegałam, żeby pójść na terapię, po pierwszym spotkaniu spytał czy możemy na święta zamieszkać razem. Oczywiście! Pokonałam swoje lęki, mąż chce wrócić to najważniejsze. Spędzaliśmy więcej czasu, myślałam, że to krok ku lepszemu, co prawda dalej był oziębły w stosunku do mnie, ale nadzieja matką głupich. Stwierdził, że jestem mu obojętna, mógłby tak samo spędzić czas w domu przed telewizorem, to mu nie daje szczęścia. Opadły mi ręce, nie wiedziałam, co mam robić dalej żeby uratować małżeństwo. Czułam jak wykańcza mnie to psychicznie, wyprowadziłam się?znów się nie odezwał, zmiękłam ja. Powiedział, że tak mu lepiej jest spokojniejszy, a ja każdego wieczora wyje z bólu i tęsknoty za nim. Gdyby nie wsparcie moich rodziców, nie byłoby mnie na tym świecie. Nie odpisuje na moje smsy, olewa mnie, zdjęcia w mieszkaniu, na których jestem poobracał, tak jakbym ja mu jakąś krzywdę zrobiłam, nie rozumiem tego i siebie, bo czemu tak mnie do niego ciągnie skoro on tak mnie krzywdzi? Chciałabym zapomnieć, ale ciągle spoglądam na telefon, z nadzieją, że napisze, co mnie, spoglądam na zdjęcia, na których tak nie dawno mnie kochał. Całe 6 lat poświęciłam mu, wszystko było robione pod niego, dla niego i z myślą o nim, a teraz nie wiem jak mam żyć bez niego.