Moja historia - niekochana, sama sobie, nagrodzona od Boga... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Moja historia - niekochana, sama sobie, nagrodzona od Boga...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 ]

Temat: Moja historia - niekochana, sama sobie, nagrodzona od Boga...

... dziwny i pokrętny tytuł, jednak tylko taki przyszedł mi do głowy.
Proszę mi wierzyć, że długo dojrzewałam, żeby komukolwiek opowiedzieć historię swojego życia. Jeśli ktoś chciałby się wypowiedzieć i przede wszystkim przeczytać, to z góry dziękuję.
Moi rodzice długo wyczekiwali pierwszego dziecka. Mama raz poroniła. Po 11latach małżeństwa udało się - narodził się "mój brat". Rodzice przelali na niego całą swoją miłość, dzieciak był rozpieszczany przez wszystkich. Dwa lata później urodziłam się ja. Podobno byłam chciana, także przez "ojca". Jednak nigdy nie było dane mi tego odczuć. Odkąd pamiętam "tatuś" biegał za moim "bratem" i doglądał, żeby to żadna krzywda mu się nie działa. Mną się tak nie opiekował. Zawsze traktował mnie jakbym mu była obojętna. Był nerwowy. Nie było go całymi dniami w domu. Pracował. Nie dlatego, że musiał, tylko dlatego, ze chciał być jak najmniej w domu. Nie interesował się jak mama się nami opiekuje, jak nas wychowuje, jak sobie radzi. Przychodził 'na gotowe i wszystko miało być jak należy' .Ponieważ mój brat był bardzo rozpieszczony i uważał, ze wszystko mu się należy i wszystko jest jego, często się kłóciliśmy. Bił mnie. Byłam drobna od dzieciaka, zaś on był pulchniutki, więc miałam marne szanse na pokonanie go, a musiałam radzić sobie sama. Kiedy poszedł do szkoły i nauczył się przeklinać - wyzywał mnie, od najgorszych... Mama ostro reagowała (nie umiała sobie poradzić, więc z bezradności nas biła...), nie mogła tego ścierpieć. Więc wyzywał mnie po cichu. Kiedy się skarżyłam zarzucał mi kłamstwo. "Tatuś bronił jego. Podzielili się z mamą. Mama broniła mnie, "tatuś" swojego synka... Tak zostało do dziś.
W grudniu '09 poznałam mojego obecnego chłopaka. Mojego anioła, dosłownie. Mój "ojciec" nie polubił go od samego początku. Ale nie spodziewałam się niczego innego. Natomiast moja mama lubiła go bardzo, świetnie się ze sobą dogadywali, pracowali razem Kiedy mój mężczyzna przychodził do nas do domu pił z mamą kawę, rozmawiali, śmiali się. "Ojciec" pracował do późnych godz. wieczornych i nie miał okazji widywać mojego D. i rozmawiać z nim. Miał o to wielką pretensje. Robiłam wszystko, żeby mieli okazję zamienić kilka słów. Kiedy do tego doszło wydawali się niczym dobrzy znajomi. Mój "braciszek" dalej mnie wyzywał, próbował bić, zastraszał, niszczył moje rzeczy, kradł mi pieniądze i przede wszystkim nie lubił mojego chłopaka. Raz na naszych oczach - moich i D. - opluł mu samochód, innym razem nie chciał mu podać ręki na przywitanie. D. trochę się zrażał, ale wytrzymywał. Do czasu. Nie chciał do mnie przychodzić. Więc jego wizyty były coraz rzadsze. Spotykaliśmy się u niego (dodam, ze jego rodzinę po prostu kocham, przyjęli mnie bardzo serdecznie, ciepło, jak 'swoją', a przyszłą teściową mam najlepszą na świecie!), I zaczęły się pretensje, że D. nie przyjeżdża (a kto na jego miejscu chciałby przyjeżdżać do takiego domu?!), nikt nie wie co się z nami dzieje, on robi ze mnie niewolnicę (tak się złożyło, że w tym samym czasie miałam problemy z przyjaciółką, przyjaźń się kończyła, rzadko wychodziłam z domu...ale to oczywiście jego wina!), on mnie kontroluje (bo w przerwie w pracy, 5cio min pisał ok 3 sms). Potem było tylko gorzej... Tydzień przed świętami 2010r. mój "braciszek" w obecności mojego chłopaka i sąsiadów zwyzywał mnie. Chłopak stanął w mojej obronie - ze spokojem powiedział mu, że nie ma prawa tak odzywać się do siostry. To tylko podsyciło "brata". Nakłamał swojemu tatusiowi, że mój D. bić go chciał, szarpał go, groził mu... To się tatuś wkurzył i po powrocie z pracy zabronił mi przyprowadzania D. do domu! Tydzień przed świętami! Nie mogłam go zaprosić na Wigilię! A "braciszek" śmiał mi się prosto w oczy...
Od tamtej pory nie zamieniłam słowa z człowiekiem, który w papierach widnieje jako mój "ojciec", to samo tyczy się "braciszka". "Ojciec" wielokrotnie mówił mamie, ze on nie ma córki, mojego D. nazywa nierobem (co jest nieprawdą, ma stałą pracę, zarabia więcej niż on), burakiem, itp. 5 kwietnia br po kłótni ukartowanej przez mojego "brata" "ojciec" kazał mi wypier... z domu. Z moim D. szykujemy mieszkanie, jednak najwcześniej uda nam się razem zamieszkać po nowym roku. Mam 18lat, dwa lata nauki przede mną. Mój aniołek wszystko przeżywa, opiekuje się mną, martwi, pomaga jak tylko może, bardzo się poświęca, wiele dla mnie robi. Radzi sobie jak umie, mimo że i jemu czasem brak sił, to się nie poddaje. Odkłada pieniądze, spłaca kredyty, urządza nasze mieszkanie. Ja też się jakoś trzymam, bo muszę. Wiem, ze jeszcze kilka miesięcy i będę wolna. Od wyzwisk, kradzieży, od tego wszystkiego. Będę szczęśliwa. A teraz tak naprawdę zostałam w domu sama sobie, ponieważ mama straciła pracę z dnia na dzień i przeżywa to, prawie ze sobą nie rozmawiamy. Jest przestraszona, bo jest na łasce i niełasce "ojca", więc odsunęła się ode mnie. Ja siedzę całymi dniami w swoich czterech ścianach i odliczam miesiące do wolności...
"Ojca" i "brata" nienawidzę szczerze i z całego serca. Na mamie się zawiodłam. W tygodniu jestem całkiem sama, w weekendy jeżdżę do mojego D. i tam dopiero żyje. Uśmiecham się, odpoczywam, uczy mnie łowić ryby, chodzimy na grzyby, lenimy się i wygłupiamy jak małe dzieci, wreszcie chodzę do kościoła (wcześniej "ojciec" nie pozwalał nam na to, w każda niedziele musieliśmy chodzić całą "rodziną" do babki od str "ojca", od zawsze...) Jestem szczęśliwa i uczę się żyć. Myślę tylko o mamie, którą tu zostawię samą z nimi. Szkoda mi jej, chciałbym jej jakoś pomóc. Najchętniej wzięłabym ją ze sobą, ale nie mogę... Po tym wszystkim co mnie spotkało, jestem bardzo krucha, łatwo mnie zranić (dziwne, w ogóle mnie to wszystko nie zahartowało), mam potworne kompleksy, niską samoocenę, nie lubię siebie. Długi czas uważałam, ze oni mają rację traktując mnie tak, że zasłużyłam na to, że to moja wina. Od początku roku szkolnego chcę zacząć chodzić do psychologa szkolnego. Rozmawiać o tym wszystkim. Wygadać się z całego mojego życia.
Moja historia opowiada o domowym  tyranie i bezradności ale także i o szczęściu, które jest nagrodą. Dziękuję wszystkim tym, którzy zechcieli ją przeczytać.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Moja historia - niekochana, sama sobie, nagrodzona od Boga...

Droga Margo  jesteś dzielną dziewczyną i na pewno dasz sobie radę tylko spróbuj  uwierzyć w siebie .Jeżeli ty siebie zaakceptujesz to inni też .Życie niestety nie jest łatwe i trzeba dużo wycierpieć ,ale to wszystko nas wzmacnia i uczy cieszyć się z małych rzeczy.Wytrzymasz te parę miesięcy ,a potem będziesz szczęśliwa ,dam Ci tylko jedną radę ,nigdy nie zapominaj o sobie .Dużo już przeszłaś i to Ci da siły do walki o leprze jutro ,pozdrawiam .

Śpieszmy się kochać ludzi bo tak szybko odchodzą.

3

Odp: Moja historia - niekochana, sama sobie, nagrodzona od Boga...

Witaj.

Margo18 napisał/a:

Po tym wszystkim co mnie spotkało, jestem bardzo krucha, łatwo mnie zranić (dziwne, w ogóle mnie to wszystko nie zahartowało), mam potworne kompleksy, niską samoocenę, nie lubię siebie. Długi czas uważałam, ze oni mają rację traktując mnie tak, że zasłużyłam na to, że to moja wina. Od początku roku szkolnego chcę zacząć chodzić do psychologa szkolnego. Rozmawiać o tym wszystkim. Wygadać się z całego mojego życia.

MARGO, wbrew temu, co o sobie sądzisz , to jesteś bardzo silną osobowością.
Przeczytaj, te zaznaczone zdania. Nie wypowiada je osoba nieporadna, tylko taka, która już wie jak odnaleźć się w życiu, aby odciąć się od tych koszmarów, które  spotykają ją w domu od ojca i brata. W matce też już nie masz oparcia, bo ona żyje w świecie swoich trosk i zmartwień- o siebie.

Twoje cele są  jasno wytyczone, te najbliższe - skończyć szkołę i zamieszkać z chłopakiem.W trakcie zamierzasz rozpocząć terapię u psychologa. To bardzo ważna decyzja i pełna uznania, że szukasz wszędzie pomocy, a na pewno taka terapia zaowocuje poprawą Twojego samopoczucia, zwiększeniem poczucia własnej  wartości.

Masz nie tylko polubić się, TY masz się pokochać ! bo, jesteś dla siebie najwyższą wartością.
Sama, też możesz wspomagać się afirmacją i niezależnie od pory dnia i nocy
powtarzać, nawet w myślach:  KOCHAM SIEBIE.
Możesz, przy tym wymieniać swoje walory, bo: jestem wyjątkowa, jestem niepowtarzalna, mam piękne oczy itd. - albo wypowiadać te słowa bezwarunkowo, bo wiadomo, że będą dotyczyć Ciebie jako całości.

Margo18 napisał/a:

W grudniu '09 poznałam mojego obecnego chłopaka. Mojego anioła, dosłownie.

Każdy człowiek ma swojego "anioła stróża", trzeba tylko zwracać się do niego o pomoc.
Dobrze , że masz go w swoim chłopaku - takie oparcie. Ale pamiętaj, że on za ciebie życia nie przeżyje i z wieloma problemami nadal będziesz borykać się sama.

Margo18 napisał/a:

siedzę całymi dniami w swoich czterech ścianach i odliczam miesiące do wolności...

To, już jest z górki, a wnet zacznie się nauka, zatem czas prędzej będzie mijał.

Tytuł Twojego wątku, nie jest pokrętny, jest bardzo trafny. Niech Bóg ma Cię w swojej opiece.

Pozdrawiam Cię serdecznie.

"Ludzi poznajemy w momencie, kiedy sytuacja jest dla nich trudna, wtedy pokazują prawdziwą twarz" - przeczytane na forum

4

Odp: Moja historia - niekochana, sama sobie, nagrodzona od Boga...

Margo, kiedy ma się w głowie mocno zakorzenione kompleksy, niską samoocenę, poczucie beznadziei i to wszystko o czym piszesz, nie będzie Ci łatwo o tym zapomnieć, ale wierz mi da się. Cierpliwości życzę i pamiętaj o jednym, bądź przede wszystkim samodzielna, bo takie osoby jak Ty, mają skłonność do szukania u innych tego czego nie dostali w domu, a to najkrótsza droga aby znów się sparzyć. Myśl o sobie.

Powodzenia

5

Odp: Moja historia - niekochana, sama sobie, nagrodzona od Boga...

Bardzo Wam dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Są dla mnie ważne.
Patrzycie na to jako osoby postronne, więc odnosicie się obiektywnie do całej mojej wypowiedzi, macie racje. Biorę sobie do serca Wasze wypowiedzi i rady. Zamierzam z nich skorzystać jak najbardziej będę umiała. Będę siebie kochać i akceptować, myśleć i walczyć o siebie samą. Jeszcze raz Wam dziękuję i gorąco pozdrawiam.
smile

Posty [ 6 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Moja historia - niekochana, sama sobie, nagrodzona od Boga...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018