Opowiem Wam moje życie. Gdy miałam 6 lat mój tato zginął w wypadku,czyli 28 lat temu.Tęsknie do dzisiaj ,ta tęsknota jest czasami nie do wytrzymania.Wierzę że kiedyś się jeszcze spotkamy ,ze weżnie mnie na kolana ,przytuli i powie mi jak bardzo mnie kocha.Moja matka po 3 latach wyszła ponownie za mąż.Mi strasznie brakowało ojca,wierzyłam mu ,myślałam ze wszyscy ludzie dorośli są dobrzy.Ojczym to wykorzystał. słodycze kupywał mi tonami. Moje piekiełko zaczeło sie gdy miałam 9 lat,zaczął wykorzystywac mnie seksualnie,trwało to długo,sama już nie wiem dokładnie ile lat ,ale co najmniej do 13 roku życia.Najgorsze co niemoge teraz znieśc to to że to Ja sama się na to zgadzałam,nie protestowałam.Chociaż w sumie nie wiedziałam co on właściwie robi,myślałam ,ze tak robią wszyscy.On robił wszystko...Długo mi to zajęło nim zorientowałam się że cos tu nie jest tak ,że ja nie chce tego.Matka..Czasami myślałam czy ona naprawde widzi na oczy,miałam wrażenie nieraz że z moją siostrą robi to samo.Próbowałam nieraz coś jej powiedziec ale ona nawet nie chciała mnie słuchac. Nigdy nie poczułam że ta kobieta jest matką,nigdy mnie nie przytuliła,nigdy nie powiedziała że mnie kocha.Nieraz dostałam w twarz od niej,nie musiał byc,powód wielki,nieraz rzucała się na mnie z rekami i ciągała mnie za włosy,nieraz miałam pręgi po biciu sznurem. Zaczęłam unikac ojczyma bo zorientowałam się już że coś nie jest tak.Wtedy zaczęły się następne lekcje-filmy porno które puszczał niby przypadkiem przy mnie.Zaczął też pic.Awantury były na porządku dziennym.Pobódki o 1 ,2 w nocy ,normalka .Straszył mnie i brata,że nas pozabija,że połamie nam ręce i nogi.Matka twardo stała za nim,nawet wówczas gdy wywalał obiad z garnkiem na ziemie,matka kazała mi leciec do sąsiadów i dzwonic po policje,tak zrobiłam,przyjechali,matka powiedziała nikt panów nie wzywał.Któregoś dnia obudziłam się rano i poczułam jak ktos mni rozpina koszulke,4 guziki,zaczęłam krzyczec,powiedział matce że bił muchy i jedna wpadła mi za bluzkę i on chciał ja wyciągnąc.Uwierzyła mu .Ja płakałam a ona powiedziała mi słowa ,które do dzisiaj słyszę w uszach,zreszta nie tylko raz-szkoda,że nie obcięłam ci łba przy porodzie,byłoby mniejsze zło.Dzisiaj myśle,dlaczego???tego nie zrobiłas,jak ja bym cię za to kochała.Mojemu ojczymowi nie znudziło się to,zaczął obnażac się przede mną.Potrafił niby przypadkiem rozebrac się przy mnie do naga ,udając że np śpi. Ba.....potrafił nawet przy matce chodzic po domu niby w majtkach,a gdzies po bokach wystawiał sobie części genitaliów.Dla mnie to był paraliżujący strach,nie wiedziałam co mam robic.Matka nigdy za mną nie poszła. Zamiast tego wciąż mnie wyzywała od k***w ,szmat.mówiła zebym zdechła,nawet jak mnie budziła do szkoły to ze słowami wstawaj k***o.Nie moge tego pojąc dlaczego. Nigdy nie współzżyłam z żadnym chłopakiem,pierwszy mój raz był pół roku po ślubie w wieku 23 lat .Owszem byłam dzieckiem żywym ,roztrzepanym,ale nigdy np nie ubliżyłam jej ,nigdy jej nic nie ukradłam,.Byłam zamknieta w sobie ,izolowałam się od ludzi,koleżanki nie przychodziły do mnie,bały się mojej matki.Nieraz się starałam ,myślałam,że ona moze sie ucieszy ,ale zawsze znalazła pretekst żeby mnie poniżyc.Nie musiałam wcale z powodu molestowania czuc sie że jestem nikim,matka prawie na codzień mi to wbijała do głowy.A ja na każdy dzień matki leciałam do niej z kwiatami lub bombonierką.Podczas gdy na moje np urodziny raz złożyła życzenia raz nie ,nigdy nie miałam żadnego tortu,czy gości itp Dziś nic nie czuję do tej kobiety.Szukałam kogos kto mógłby byc dla mnie autorytetem,raz był to ksiadz.Próbowałam tez innych rozwiazan ,czasem wypiłam ,ale to nie było często,zaczęłam palic papierosy ,raz nawet paliłam marihuane.Chodziłam na chór koscielny 10 lat,7 razy byłam na pielgrzymce do Czestochowy.Uczyłam sie nieżle.Chodziłam do liceum.Gdy miałam 16 lat ojczym namawiał mnie żebym z nim wypiła,nie zgodziłam sie ,dawał mi papierosy.To trwało do 18 roku zycia.Zapytałam wtedy matki ,dlaczego nic sie nie odezwie,czy myśli że ja nic nie czuję.Jej odpowiedz spierd***.Ojczym znowu sie obnażył.Poprzypalałam sobie rękę papierosem i uciekłam z domu. Zaraz potem czułam ze juz nie dam rady zgłosiłam się do psychologa,.Chodziłam do szkoły ,zaczeła interesowac się mna wychowawczyni.Dla mnie była kims najważniejszym w życiu,marzyłam o takiej matce,przytulała mnie czasem ,pocałowała.W domu juz nie mogłam zniesc tego wszystkiego,czułam sie coraz gorzej do tego stopnia że bałam się nawet budynków na ulicy.W miedzyczasie wysyłano mnie od jednego do drugiego psychologa,psychiatry.W końcu stwierdzili,że jestem w krytycznym stanie psychicznym ,mogłam godzinami patrzec w ściane....umieszczono mnie w szpitalu,wychowawczyni zakazali kontaktów ze mną.Teraz w skrócie dalej 5 prób samobójczych,jeszcze dwa razy szpital,uzależnienie emocjonalne od wychowawczyni,po ok4 latach stanęłam na nogi. Potem znowu koleżanka i następne uzależnienie emocjonalne,załamanie nerwowe,7 miesięczna terapia,i znowu stanęłam na nogi.W międzyczasie ślub,córka,syn. Kwiecień 2011 przypadkowo powróciła trauma z dzieciństwa dotycząca molestowania,a za nią cała reszta dzieciństwa,od kwietnia znowu terapia,załamanie nerwowe kolejne,czasami mam tak dosc,ja naprawde nie chce życ ,żyje na siłe bo mam dla kogo życ,czuję się wrakiem człowieka.Znowu nie mam pracy,zresztą nie mam teraz nawet siły.Jestem na zwolnieniu w Zusie co mies,mam psychiatre wystawia mi zwolnienie,co 2 tygodnie psychologa.Często myślę co jeszcze się wydarzy,czy napewno wytrzymam,w najgorszych myślach mam to żeby skończyc juz to wszystko ale nie tylko sama.Nienawidze siebie.Usypiam 3,4,siedze i słucham żałosnych piosenek ,przy jednym piwie codziennie.Nie płacze już nie potrafię.Po co to pisze,właściwe to niewiem
a moze napiszcie cokolwiek, to co myślicie.Jak dalej życ żeby przeżyc????????????
Podobne tematy
Nic nikt nie napiasał ,jestem nikim
Witaj.
Strzała, mam oczy zamglone... już w trakcie czytania Twojej historii.
Nie znajduję słów pocieszenia, a jedynie kieruję do Ciebie gorącą prośbę, aby ta powracająca trauma z dzieciństwa nie przesłaniała Ci bieżącego życia.
Masz już swój dom, męża, dzieci ( syna i córkę). Napisz po ile mają lat, ale sądząc z Twojego wieku to niepełnoletnie. Zatem, masz po co , a przede wszystkim dla KOGO żyć. Kto ich wychowa, ochroni właśnie przed takimi podłymi ludźmi- bestiami, zwyrodnialcami.
Niech rola matki oddali od Ciebie te okrutne wspomnienia.
Czy, mąż wie o wszystkim i czy masz w nim oparcie?
Co za " przypadek" spowodował, że powróciły wspomnienia z dzieciństwa -molestowania przez ojczyma?
Często myślę co jeszcze się wydarzy,czy napewno wytrzymam,w najgorszych myślach mam to żeby skończyc juz to wszystko ale nie tylko sama.
Powiedz, kogo jeszcze masz na myśli??? co planujesz???
Jesteś naprawdę w okropnym dołku psychicznym, jeżeli takie myśli zbrodnicze chodzą Ci po głowie!
Jesteś pod opieką lekarza, ale sama też staraj się SOBIE pomóc.
Jeżeli, jesteś na zwolnieniu lekarskim, to popytaj się w ZUS-ie w sprawie wyjazdu rehabilitacyjnego.
Są organizowane właśnie przez placówkę ZUS-u, wyjazdy połączone są z terapią i tam spotkasz osoby również z takimi przeżyciami. Może taka forma terapii pobytu na wyjeździe okaże się dla Ciebie skuteczniejsza.
Co do Twojej matki? po prostu nienawidziła Cię...ona wiedziała od początku o wszystkim i dla niej byłaś rywalką. Dlatego tak Cię traktowała jak rywalkę, a nie córkę. Masz z nią kontakt, widujesz ojczyma?
Myślę, że masz słuszne podejrzenia, że również molestował Twoja siostrę. Czy kiedykolwiek rozmawiałaś z nią o tym? Jak potoczyły się jej losy?
Pozdrawiam Cię cieplutko i pisz...
STRZAŁA przeszłaś piekło:(
nie pojmuję jak mozna tak traktowac własne dziecko KOSZMAR
powiedz jaką role spełnia w tej sytuacji twój mąż???? piszesz o dzieciach , o pracy ale o męzu nic
nie znajduję słów pocieszenia:(:(
masz dla kogo zyć , masz dzieci , dbaj o nie abys była dobra mamą dla nich aby miały to czego tobie brakowało!!!
A ja uważam, że może Ci pomóc jedynie dobry specjalista i wsparcie najbliższych: dzieci, męża. Właśnie dla nich musisz walczyć o lepsze jutro:* Pozdrawiam.
tak naprawde ,to nie daje rady ,ileż można.Naprawde mam dośc.Tak naprawde gdybym juz miała w domu pistolet to juz bym z tym skończyła,a sama niemoge odejsc,to byłby za duży ból dla moich dzieci przede wszystkim.Lepiej by było zaoszczędzic im cierpienia i zabrac je ze sobą.I nie mówcie mi że nie mam racji ,życie jest do dupy,wiem coś o tym,nie myle się.Dostałam juz tyle kopniaków od życia ,i co???????????????????????? znowu mam wstac i sie podniesc.Po co ???????? znacie odpowiedz ,prosto jest pisac????????????Dla mnie nie.Dlaczego wróciła trauma molestowania?-po0nieważ mój mąz jest oskarżony o to samo,od kwietnia trwa postępowanie w tej sprawie.Mam córke 10 lat i syna 6 lat.Córka napisała mi na kartce że tato ją molestował,wytłumaczyłam jej na czym moze polegac molestowanie ,po czym stwierdziła że to nie było to .Powiedziała że to gwałt,wytłumaczyłam jej na czym polega gwałt,stwierdziła ze to też nie to.Ale od tej pory reagowała histeria na jakikiolwiek mój kontakt z mężem,tzn od kwietnia śpie z córką,nie moge go pocałowac ,ani przytulic,córka denerwuje się nawet wówczas gdy siedzę za blisko męża.jesteśmy pod okiem prokuratury,mamy już dwie sprawy za sobą,jedna o ograniczenie władzy rodziciel.z powodu rzekomego molestowania( nie odebrano nam praw)nic tak naprawde na nas nie mieli,druga sprawa o przyznanie kuratora na wniosek prokuratury,z tego względu że zadne z nas nie może reprezentowac córki w sprawie karnej.A sciślej cała sprawa w prokuraturze zaczęła się od tego że postanowiłam zgłosic sie z córką do psychologa i to ja zgłosiłam o tym niby molestowaniu,że córka nie wiedziała jak to określic.Musiałam przeanalizowac całe swoje życie,wszystkie zachowania ojczyma,żeby w końcu zdac sobie sprawę że mój mąż jest niewinny.Właśnie dlatego powróciły przezycia z dzieciństwa,ja nie wiem jak z tym życ.Córka była przesłuchiwana przez biegłego psychologa sądowego który stwierdził że nie widzi w niej żadnej oznaki molestowania.Odetchnęłam,że córki to nie spotkało,wszystkie sprawy zmierzają ku umorzeniu.Ale niestety jesteśmy tylko ludzmi,znowu mam przed oczami moje dzieciństwo ,od kwietnia mam je codziennie.Mąz wie ze byłam molestowana,często mnie przytula,czuje się tak jakbym miała znowu ojca,mówi że mnie kocha .ALE...tu kolejny problem,mąz chyba już za dużo zaczyna nadużywac alkoholu,nie znąca się nademną,nie bije mnie,ale tak naprawde zostaje sama ze wszystkim.Chociaż kocham go tak jak potrafie.,ale nie damy rady.Matka ........od ok 1mies staram się byc z dale od niej.Do tej pory dzwoniła dzień dnia do mnie ,pytała gdzie jestem co robie,czy byłam w kosciele w niedz,sprawdza mi porządki,krytykuje za co sie tylko da.Jak wiem ze ma przyjechac to napełniam lodówkę po brzegi bo inaczej bym miała zjebę że nic nie mam. gdy jestem w miescie mówi jak mam się ubrac zeby podobac się jej koleżankom z pracy.Poza tym co kilka dni ma do załatwienia jakies sprawy które musze za nią wykonac,tzn jestem taxi na zawołanie,kiedy jej potrzeba muszę jechac i ją zawiesc,chociaz ma autobus pod nosem,dzwoni do mnie ze ma dośc życia ze się powiesi ,lecę na kazde zawołanie.Oni dalej są razem z ojczymem ,moje dzieci uwielbiają go jako dziadka,a mnie krew zalewa gdy widzę jak on trzyma moją córkę na kolanach,ale nie mogę jej powiedziec że dziadek jest zły,dzieci musza wiedziec ze życie jest piękne.Chociaż nie może moja córka zostac z nim sam na sam ,ja za to dpowiadam głową.Moja siostra ....no cóz ma syna,non stop jakichs facetów,dla niej wystarczy aby facet miał coś w spodniach,nie jestem w stanie nic zmienic w jej myśleniu.Najgorsze ma jej syn,siostra tak samo go traktuje jak kiedys nasza matka nas,mieszkają razem z matką ,mają horror codziennie,bo moja matka nie zmieniła się ani troche,teraz obie powielają swoje błędy.Wydzwaniaję do mnie ,chcą żebym ich osądziła która ma racje.Jak zajade do nich to już na podwórku słyszę krzyk ,znowu się biją wyzywają się,już nie wiem za kim mam stanąc,nie wiem co z nimi zrobic,.Każdy pewnie chciałby miec jakies miejsce tzn rodzinny dom gdzie można zajechac,pogadac z kims spokojnie ,poczuc się dobrze,ja jak tam zajeżdzam to jestem zmuszana patrzec na ich przedstawienie ,mam mętlik w głowie,sąsiedzi ich skarża mi sie że maja już ich dośc ,że chcą spokojnie życ ,mówią Anka tam któregoś dnia naprawde coś się stanie.Potrafią ganiac się nawet z nożami .Moja matka nadal bije moja siostre,która ma już 25 lat i nawet nie moze ubrac syna po swojemu ,bo o tym decyduje moja matka,która bije moją siostrę ,wyzywa chociażby za to że zupa była za słona.Ja mam juz tego dośc ,chce spokojnie pooddychac,ja jej nie chce,wcześniej myślałam że zrobię dla niej wszystko ,że tak powinnam ,ale ja już nie mam siły /..........Ja chce spokoju.Już nic do niej nie czuje ,nie wiem jak ja mam dalej życ.Nie piszcie że będzie lepiej ,już nie wierze w bajki,za duza już jestem.Mam dośc ,znowu mam wstac,żeby za chwile paśc,widzicie wyjście ???????śmieszne znowu mam zaczynac wszystko od nowa,który to już raz,chciałabym żeby ktoś mnie przytulił.................................................................................
Bardzo ciężko Ci co kolwiek poradzić. Powiem więcej, ja nie mam prawa mówić Ci co masz robić. Ty kobieta, która tyle przeżyłaś i ja jakaś "małolata" z forum.
Twoje wypowiedzi mimo wszystko świadczą o niesamowitej Twojej sile. Tyle okropnych rzeczy, a Ty masz męża założyłaś rodzinę..
Piszesz, że nie masz już siły. Ale ja myślę, ze masz, bo niby kto do cholery może mieć więcej siły niż TY????!!!
Upadłaś wiele razy, wiele razy dostałaś kopa prosto w twarz, ale mimo wszystko zawsze wstałałaś.
Podnieś się i tym razem, pokaż życiu, ze masz je w d**ie!! Że i tak dasz radę!
Musisz zacząć od nowa, wszystko!!
Na Twoim miejscu, wziełabym męża, dzieci i wyjechałabym, daleko.
Daleko od mamy, ojczyma.. nawet od siostry.. Oni wszyscy działają na Ciebie depresyjnie.
W ogóle nie potrafię zrozumieć, jak w ogóle możesz patrzeć na tego zwyrodnialca, który zrobił Ci tyle krzywdy.
Wyjedź, zacznij żyć, zmień miasti, otoczenie.
Zajmij się swoją rodziną, masz małe dzieci, które potrzebują Cię jako matki, mąż też Cię potrzebuje.
Tak samo i Ty jego. Ty zerwij z rodziną, on z alkoholem, umówcie się, że otwieracie czystą kartę swojego życia.
A co z siostrą i matką?
przedewszystkim, nie masz siły patrzeć na nie, sluchać ich kłótni. Ty leżysz, a one dodatkowo Cię kopią, mimo, ze może nie zdają sobie sprawy.
Zrób sobie od nich odpoczynek, taki detoks!
Musisz wszystko poukładać, odsapnąć, kontakt z nimi nie ułatwi Ci tego..
Poza tym jeśli będziesz gotowa, zawsze możesz się do nich odezwać, masz adres, znasz telefon.
Może teraz pomyślisz, ze truję, ale MUSISZ być pod opieką specjalisty, sama na pewno nie dasz rady.
Lekarz jest Ci potrzebny, skoro nachodzą Cię myśli samobójcze, w dodatku wciągasz w to dzieci
Wiem, że Tobie zawdzięczają życie, ale uważam, że nie masz prawa im go odbierać. Może one wręcz przeciwnie, kochają życie i chcą się nim zachłysnąć.. Daj im szansę, niech mogą sami przekonać się czym właściwie jest życie.
To, ze Ty dostałaś tyle ciosów od losu, to nie znaczy, że one je dostaną.
Uważam, ze ty już dość się wycierpiałaś za wszystkich.
Więc teraz daj dzieciom, to czego Ty sama nigdy nie miałaś. Daj im miłość, szczęście, radość...
A kto przytuli Ciebie?? Właśnie one! Dla dzieci jesteś najważniejsza w życiu. Jesteś ich, autorytetem, guru, idolem, ostoją!!
Musisz, zyć dla nich, a one dla Ciebie! Bo miłość dziecka, jest bezinteresowna, dzieci nie wymagają od Ciebie seksu, pieniędzy czy dowodów miłości.
Kochają cię tylko (albo aż) za to, że jesteś ich mamą.
I dla tego życie jest piękne!!
Trzymaj się kochana, gorąco Ci kibicuję!!!!
Dzieki Lexy za miłe słowa ,jesteś w porzadku.Wcale nie myślę,że jesteś jakąś małolatą i że trujesz.Pozdrawiam również żyworódkę,ONA1977,LadyInBlack.Ja wiem ,zdaję sobie sprawe że piszecie mądrze i chcecie dobrze ,ale.........szczerze postawcie się wszyscy na mim miejscu,to nie jest łatwe wciąż życ,wiedząc że za chwiele znowu nastapi tragedia ,nie wierze w szczęscie,wyrosłam juz z tego,nie wiem co będzie jutro co za tydzień.Znowu mam udowodnic wszystkim że jestem kimś?????????Znowu to cholerne życie musi dalej trwac????????Tak bardzo mam już dosc,wiecie co to znaczy życ na siłe,budzic się i znowu z tymi samymi myślami,słyszec każde słowa z dzieciństwa ,miec w pamięci wiele obrazków,zmuszac sie do zrobienia czegokolwiek,aby wszyscy myśleli ze jest ok.Tak, zawsze wychodziłam ze wszystkiego ,ale teraz........nawet już nie widze sensu,a dzieciom nie pozwolę na życie w bólu z powodu tęsknoty za mną ,wiem co to znaczy.Życie nie jest piękne ,jest ciężkie,może i są piękne ale tylko momenty.Ja już się zmęczyłam,chce wysiąsc,lepiej by było nafaszerowac się czymś tak aby nie czuc wyrzutów sumienia i wszystko skończyc.
Nie jesteś ofiarą losu tylko ofiarą ludzi, którzy powinni być najbliższymi Ci osobami, a stali się oprawcami. Sprawdź maila - tam masz więcej moich przemyśleń.
Witaj STRZAŁA.
Zapamiętaj, TY jesteś CZŁOWIEKIEM, bardzo wartościowym, nie masz prawa do tego, żeby mówić o SOBIE "jestem nikim"- sama się dołować. Nie wolno Ci tak myśleć destruktywnie, tak powinien o sobie myśleć Twój wieloletni KAT. A zobacz, on nie ma wyrzutów sumienia, a TY cały ciężar jego poczynań bierzesz na SIEBIE.
Mimo, że tyle razy byłaś w leczeniu, w tym szpitalnym, to jak widać ten temat nie do końca masz przerobiony. Jest w TOBIE duże poczucie winy, co nie powinno mieć miejsca, bo byłaś wówczas dzieckiem, zdana na bestie i matkę, która Cię w swej zazdrosci odtrącała.
Do obecnego stanu doprowadził CIĘ fakt, że LOS ZOSTAŁ POWTÓRZONY!!!
Padło oskarżenie Twojej córki na ojca. Chociaż zarzut został oddalony, to wszystko do Ciebie wróciło. Mąż też nie może sobie z tym poradzić, z oskarżeniem i zaczął nadużywać alkoholu. TY również popijasz dziennie piwko. STRZAŁA nie tędy droga. Alkohol powoduje, że człowiek nie panuje nad swoimi działaniami. A miarka, bezpiecznie wypitego alkoholu jest różna dla każdego.
Psychiatrzy i psychologowie na podstawie testów, rozmów z córką orzekli, że nie było molestowania. Należy im wierzyć, gdyż takie badania są wiarygodne.
Zachodzi zatem pytanie, skąd u 10-letniej dziewczynki powstał pomysł, aby rzucać takie oskarżenia w stosunku do swojego ojca?
Dzieci mają dużą fantazję, również można im wiele zasugerować.
Pomyśl, czy może były miedzy Tobą i mężem rozmowy o molestowaniu Cię przez ojczyma, które mogła słyszeć Twoja córka? Może, Twoja matka albo siostra coś wspominały o tym w jej obecności podczas jakiejś kłótni. Dziewczynka mogła to wziąć do siebie, że ją też może spotkać podobny los i jakby zapobiegawczo zadziałała.
Mogła, to też być czyjaś sugestia np. dziadka, który w ten sposób chce się na Tobie zemścić.
To nie da się tak całkowicie poddać kontroli o czym rozmawiają, bo wystarczy, że wyjdziesz na chwileczkę, a on w tym czasie jej zakomunikuje jakiś przekaz. Bo fakt pozostaje, że córka boi się ojca, jest do niego nastawiona, zachowaniem swoim wskazuje, że doznała od niego krzywdy, ale może to być "krzywda urojona", bo została zmanipulowana.
Oczywiście, to są moje takie rozważania, ale weź je pod uwagę, bo chodzi tu też o Twojego męża.
Oni dalej są razem z ojczymem ,moje dzieci uwielbiają go jako dziadka,a mnie krew zalewa gdy widzę jak on trzyma moją córkę na kolanach,ale nie mogę jej powiedziec że dziadek jest zły,dzieci musza wiedziec ze życie jest piękne.
No, w tym momencie , to mnie krew zalała. Jak możesz pozwolić 10-cio letniej już córce, żeby ten pedofil sadzał ją sobie na kolana, a nawet juz wczesniej. Czy, jestes az tak naiwna, ze uwazasz iz corka w tym momencie bezpieczna, bo w zasiegu Twojego wzroku.
Czy uwazasz, ze jemu w portkach nie staje, a corka nie odczuwa jego meskosci, ale tak ja Ty kiedys nie widzi w tym nic zlego.
musze konczyc, bo mam problem z klawiatura, pisze jedna reka, a druga trzymam przewod.
Vinnga dziękuje,WIELKI szacunek dla Ciebie,odezwę się na e-mail. Żyworódka pozdrawiam cieplutko.To dobrze że są tacy ludzie jak Wy którzy mają w sobie tyle mądrości życiowej.Ja zawsze musiałam się uczyc tej mądrości od innych.Jedni pomagali inni byli fałszywi,a ja musiałam się z tym godzic. Uczyc się na własnych błędach i przez to miec kolejny bagaż życiowych doświadczeń,często złych.Tak na prawdę dużo pomogli mi całkiem obcy ludzie ,bo najbliżsi mieli mnie gdzieś. Wiele zawdzięczam różnym psychologom,nauczycielom(zwłaszcza wychowawczyni),często też słuchałam i lubiłam to co mówił ksiądz,wiele bardzo mądrych konferencji wytyczających jasne granice miedzy dobrem a złem.To własnie dlatego nadal jeszcze żyje.Chociaż to strasznie ciężkie dla mnie zwłaszcza teraz.Jestem w tym sama.Na codzień udaje że jest ok,nie chce żeby ktoś po mnie poznał że coś nie jest tak,tego nie zmienię ,nikomu z mojego najbliższego otoczenia nie dam poznac po sobie że jest mi zle.To mój dół i nikogo nie będę w to wkrecac.Wole byc sama,nie chcę żeby ktoś przeze mnie cierpiał ,nie będę się nikomu żalic.To ja albo sobie poradze albo przegram. Zawsze sama do wszystkiego dochodziłam od dziecka.Mogę polegac tylko na sobie ,szczerze to nie ufam nikomu,nie wierze ze coś takiego jak zaufanie wogóle istnieje.Teraz jestem tu sama i już nic nie muszę udawac.Jest mi zle,każdy następny dzień jest dla mnie niepewny.Chciałabym zniknąc,nic już nie czuc,zostac sama.Chcę byc z dala od ludzi.Codziennie myślę kiedy to wszystko się już skończy.Chciałabym już nigdy więcej się nie obudzic.Może wszyscy są inni,ja nie daje rady.Mam dośc użalania się nad sobą. Nie widzę przyszłości.
12 2011-08-21 21:51:28 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2011-08-21 21:52:00)
STRZAŁA, dziękuję za pozdrowienia.
VINNGA jest naszym moderatorem, dobrze , że wspomogła Cię słowem, radą w krytycznym momencie - na pewno jej wskazówki są dobre i cenne dla Ciebie.
To dobrze że są tacy ludzie jak Wy którzy mają w sobie tyle mądrości życiowej.Ja zawsze musiałam się uczyc tej mądrości od innych.Jedni pomagali inni byli fałszywi,a ja musiałam się z tym godzic. Uczyc się na własnych błędach i przez to miec kolejny bagaż życiowych doświadczeń,często złych.
Człowiek nie rodzi się z gotową receptą na życie. Przebyłam taką samą drogę jak Ty obecnie, do miejsca w którym się znajduję, w sensie, że oprócz tego, że uczyłam się na własnych błędach, to korzystałam z rad życiowych i wiadomości od innych ludzi -też często obcych.
Myślę, że tak każdy ma. Jestem znacznie starsza od Ciebie , stąd bagaż doświadczeń większy.
Obecnie, jest dużo lepiej, bo jest możliwość komunikowania się z ludźmi anonimowo, opowiedzenia o swoim problemie choćby tu na forum. Kiedyś było ograniczenie do rodziny, koleżanek, ale jak sama piszesz, nie każdemu można zaufać, a już pójście do psychologa przypinało łatkę wariata/wariatki. Dziś to normalka, że ludzie korzystają z terapii.
To tak ogólnie, a wracając do Ciebie to od dzieciństwa byłaś krzywdzona i to brzemię ciągnie się i przedkłada na Twoją obecną rodzinę. Jak już pisałam, to LOS POWTÓRZONY. Nawiasem mówiąc , określenie to zapożyczyłam z tytułu książki Janusza Leona Wiśniewskiego, bo myślę, że doskonale określa Twoją sytuację życiową.
Bardzo Ci ciężko, bo sama borykasz się z problemami, które się nawarstwiają. To Cię przygniata, ale ja widzę w Tobie tą siłę, która pozwoli Ci przejść przez te wszystkie zawirowania. Pamiętaj, że masz dzieci, które potrzebują Cię, Twojej miłości, opieki i ochrony przed złem, czyli tego czego Ty nie doświadczyłaś.
Bardzo niepokojące jest to, że popijasz piwo. Jesteś w trakcie leczenia u lekarza psychiatry, zatem bierzesz leki psychotropowe, co wyklucza picie alkoholu. Musisz zadecydować, czy chcesz się leczyć, czy pogrążać w depresji.
Była rada, żebyście się wyprowadzili gdzieś dalej od Twojego rodzinnego domu. Nie odpowiedziałaś, czy jest taka możliwość. Jeśli nie, to przynajmniej ogranicz odwiedziny u matki do minimum.
Stanowczo i zdecydowanie nie pozwól, aby Twoja córka siadała na kolana u tego pedofila.
Naucz się mówić NIE - bądź asertywna. Masz swoją rodzinę, więc nie zajmuj się waśniami Twojej matki z siostrą, całkowicie się od tego odetnij. Jeżeli matka dzwoni z żalami, to po prostu przeproś, że masz jakąś robotę, albo wprost powiedz, że Cię to nie interesuje.
Matka, odwiedzając Cię sprawdza zawartość Twojej lodówki? a jakim prawem? a Ty napełniasz ją, bo się boisz jej krytyki? To znaczy, że jesteś od niej uzależniona, chcesz zasłużyć na pochwałę jak za dziecka. Może przerób ten temat z psychologiem.
Mam dośc użalania się nad sobą. Nie widzę przyszłości.
Jak przestaniesz użalać się nad sobą, to zobaczysz, że przyszłość należy do Ciebie.
Ja wierzę w Ciebie, zbierz się w sobie i przekieruj swoje myśli na pozytywne tory.
Powiem Ci , że nadal dręczy mnie myśl, dlaczego córka oskarżała ojca...może kiedyś sama powie, albo Ty dojdziesz do prawdy.
Trzymam za Ciebie kciuki i pozdrawiam serdecznie.
Chyba za bardzo się pogrążam,nie wiem jak z tego wyjśc.Wszystko stanęło w miejscu,cała terapia.Wczoraj byłam u mojej psycholog,prawie nic się nie odzywałam,miałam pustkę w głowie.Chyba już za dużo tego myślenia.Psycholog powiedziała że zachowuje się tak jakbym miała zamienic się w posąg.Nie wiem juz co mam mówic,jak z tego wyjśc.Chodzę do psychiatry ale tylko po to żeby przepisał mi zwolnienie.Przepisuje mi jakieś leki,ale i tak ich nie borę.I niech nikt mnie do tego nie namawia bo i tak mnie nie przekona.To tak jakbym miała funkcjonowac po alkoholu,muszę sama myślec,bez wspomagaczy.Ode mnie zależy czy wygram czy nie.Ale nie jest dobrze,jest zle.Nie mam możliwosci wyjechania stąd ,zmiany miejsca pobytu,chociaż tak naprawde bym bardzo chciała .Nie wiem co będzie dalej,nie widzę w ogóle przyszłości,nie wiem co mam robic.Mówiłam mojej psycholog o tym że moja córka potrafi siadac na kolana do mojego ojczyma.Ona mi na to że powinnam może jej pozwolic,że to że skrzywdził mnie wcale nie oznacza że może również to zrobic wobec mojej córki.Powiedziałam psycholog że ją bardzo lubię,ona unika tego tematu,a ja czuję że jeśli jeszcze i ją stracę,może będzie chciała przerwac terapię,to nie wyobrażam sobie życia.Ona jest taka miła,choc ostatnio czułam się tak jakby miała to gdzieś o czym mówię. Nie wiem jak mam dalej życ,nawet wyjście do sklepu to dla mnie wysiłek.Chciałabym stąd uciec tam gdzie by mnie już nikt nie widział.
Szczerze Cię rozumiem. Ja nie miałam matki, która pozwalała na to aby ktoś mnie molestował ale mam matkę która uzależnia wszystkich od siebie, mam matkę faszystkę. Ty masz o tyle dobrze, że potrafiłaś iść do psychologa, ja mam 35 lat i się boję, wstydzę... mam obawy nawet przed pójściem do sklepu. Dziś wiem, że za to mogę podziękować tylko mojej kochanej mamusi, która prześladowała mnie na każdym kroku. Nie mam możliwości nawet przyjąć spokojnie gości bez słowa krytyki. Niestety tak mnie uzależniła od siebie że jakikolwiek krok bez jej wiedzy jest dla mnie koszmarem. Muszę analizowac w kółko po setki razy czy dobrze robię - to koszmar. przeżycia z dzieciństwa zostawiają przeogromne piętno w dorosłym życiu, są momenty, że człowiek czuje się silniejszy ale potem są znowu nawrot i to jest prawdziwy koszmar. Ja osobiście jestem na skraju załamania nerwowego, alkocholizmu albo jakiegokolwiek innego uzależnienia.... Za Ciebie trzymam kciuk.
15 2011-09-02 22:49:36 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2011-09-02 22:52:49)
Gdy przeczytałam pierwszy post to się popłakałam. Jak ty teraz masz żyć? Na czym się oprzeć? Jak masz sobie to wszystko w głowie poukładać, żeby zacząć czuć się chociaż ''normalnie''? ![]()
Pomyślałam też, że bardzo chciałabym się znaleźć na miejscu Twojej matki i zrobić to, co należało. Rozwieść się z pedofilem,a ciebie pocieszyć i przytulić. Przypomniało mi się, że można odgrywać takie ''spektakle'' psychoterapeutyczne, żeby naprawić przeszłość. Jeszcze raz przeżyć to wszystko, pozbywać się tego bólu. A potem przeżyć od nowa, w taki sposób, jak to powinno wyglądać, ''naprawić'' ta sytuację. Słyszałaś o psychodramie? http://pl.wikipedia.org/wiki/Psychodrama
Masz w sobie dużo bólu i rozumiem to, bo nawet mnie boli, jak o tym czytam. Skoro przeżyłaś 5 prób samobójczych,to może warto jeszcze sie nie poddawać? Może bedziesz jeszcze szczęśliwa?
I musisz odciąć się od matki. To ogromnie dużo da. Ona leczy się jakoś? A twoja siostra?
Polecam Ci książki: Susan Forward ''Toksyczni rodzice'', Colin Tipping 'Radykalne wybaczanie'', Barbara de Angelis ''Prawdy o życiu''. Dwie pierwsze możesz znaleźć w formie ebooka
(Jeśli nie bedziesz umiała, to wyślę ci je na maila - tylko napisz do mnie.)
Pozdrawiam cię serdecznie :*
Gdy przeczytałam pierwszy post to się popłakałam. Jak ty teraz masz żyć? Na czym się oprzeć? Jak masz sobie to wszystko w głowie poukładać, żeby zacząć czuć się chociaż ''normalnie''?
Paulina20 dzięki,dobrze jest wiedziec że ktoś mnie rozumie.Ja nie potrafię już nad sobą płakac,zresztą nie chce już użalac się nad sobą.To mi nic nie da .Chcę z tego już wyjśc i juz mam nadzieję że wyjdę.Życie jest niestety ciężkie,dla mnie pełne bólu.Nie powiem ze tak musiało byc ,ale stało się,bo najbliższe mi osoby nie zrobiły nic,pozostawiły mnie samą.To nie powinno nigdy sie wydarzyc.Zawsze czułam się jak ofiara losu.Powiem nawet tak, że przez tyle lat dzieciństwa można nawet się do tego przyzwyczaic.Czasem myślałam sobie ze jestem kamieniem ,wtedy nie czułam już nic,żadnego bólu. Kolejny mój upadek teraz czyli trzeci,ale zrobię wszystko żeby z tego wyjśc.Nie mam wyjscia bo mam dla kogo życ,mam rodzinę,czyli męża i dzieci i zrobię dla nich wszystko,żeby tylko byli szczęśliwi.Muszę jeszcze tylko lub aż przepracowac traumę molestowania,a może i całego dzieciństwa.Wcześniej nie byłam w stanie rozmawiac o tym z moją psycholog ale wydaje mi się,że teraz już jestem na to gotowa.Wiem że muszę podejsc do tego z dystansem,zacząc inaczej myślec.Ostatnio myślałam o tym ,ze jeżeli bym usłyszała z ust mojego ojczyma( zle mówie śmiecia) jakąś kpinę na ten temat to nie byłabym w stanie zapanowac nad sobą ,rzuciłabym się na pewno na niego z rękami i nikt nie byłby mnie w stanie uspokoic.Już raz mi się śniło ostatnio, że stoję nad nim i krzyczę, że go zabiję za to wszystko .Ale to nic by nie dało .Tak naprawdę to nigdy im tego nie wypomnę,ani jemu,ani matce,chyba że sami o tym wspomną,ale wtedy nie wiem czy będę w stanie to przeżyc..Teraz nie mogę juz się rozczulac sama nad soba,musze życ.Dla moich dzieci jestem przecież wszystkim.Mam męż i go kocham. Z matką ograniczyłam kontakt do minimum,wcale nie tęsknie,a tego śmiecia też nie chce widziec na oczy.Wcale ich nie potrzebuję,skoro jeszcze żyję bez ich pomocy, to będę i dalej żyła.Matka nigdy się nie leczyła,choc uważam że powinna.Ale zawsze mi krzyczała że wszyscy psycholodzy są pierd*******.Siostra też nie korzysta z żadnych porad psychologa,kiedyś przebywała w ośrodku wychowawczym ,miała potem kuratora,ale jest już pełnoletnia i żyje jak chce.Ja mam ich dośc i zostawiam ich w tym piekiełku,nie obchodzi mnie już jak sobie poradza.Chyba i tak już za długo byłam przy nich,a oni nic z tym nie robią ,aby cokolwiek zmienic.Mam to juz gdzieś.Muszę zacząc wszystko od nowa ,po raz kolejny musze wstac i życ dalej.Chce dac swojej rodzinie to czego ja nigdy nie miałam ,chce żeby czuli się kochani,żeby wiedzieli że są dla mnie wszystkim,nie mogę ich zawieśc.Nigdy nie będę taka jak moja matka.Matka...brak mi słów.Życie to nie bajka niestety,ale może moje cierpienie było do czegoś potrzebne.Jestem w stanie już to znieśc.
Paulina20 nie słyszałam o psychodramie ,mieszkam niedaleko małego miasta,u nas nie ma czegoś takiego.A jeśli chodzi o te książki to byłabym Ci wdzięczna jakbyś przesłała mi w formie ebooka na maila.
Pozdrawiam cieplutko.
17 2011-09-04 00:38:38 Ostatnio edytowany przez strzała (2011-09-04 21:29:20)
.........................
Strzala duzo przeszlas.. ale masz dla kogo zyc... Niekiedz sama mam mzsli samobojcze bo odechciewa misie tego zycia..z chorzm czlowiekiem ktory mnie zdradzal i ponizal. ale ktos mi powiedzial nie mozesz tego zrobic chcesz bz dzieci znim zostalz bz patrzyly jak ojciec z inna baba jest.. Ze mam dla kogo zyc.. a zabijac tez ich nie mozesz bo czego sa winne to ze matka nie radzi z wlasnzm zyciem... one chca byc chca zyc chca w kroczyc w doroslosc a tz musisz im w tzm pomoc by zylo im sie lepiej. a zwlaszcza by nie pamietaly takiej matki.
Pamietaj jest dla kogo zyc, pierw sa dzieci pozniej wnuki.
kobieto zyj bo masz dla kogo.
Tak wiem, mam dla kogo życ.Wiecie jaka to radośc zobaczyc szczęście w oczach własnego dziecka.?To coś niesamowitego,coś co nadaje sens życiu.Dzieci są niewinne,bezbronne i nie mogę tego zniszczyc,muszę byc przy nich.One muszą poczuc że świat jest piękny ,że można byc szczęśliwym.Dzieciństwo to moim zdaniem właśnie taki okres w którym dzieci powinny wiedziec,że są kochane,że mogą na kogoś liczyc,czuc się bezpieczne.To rzutuje potem na całe życie,na to jak potem w życiu dorosłym będą postrzegac świat,na to jakimi będą ludzmi.To jest cel mojego życia właśnie żeby wyrosły na dobrych ludzi ,którzy potrafią kochac i szanowac drugiego człowieka.Ja zrobię wszystko,żeby im to wszystko ułatwic.Żeby było im lepiej w życiu niż mi. Mam huśtawki nastrojów, raz lepiej raz gorzej to znaczy już,że będzie dobrze. Wcześniej było tylko żle,czasami beznadziejnie,to trwa od kwietnia .Ale już wiem ,że przejdzie mi to,dam rade .Bo tak było za każdym razem, gdy wychodziłam z załamania,depresji. Poukładam wszystko,zaczne od nowa. Myślę, że jednak nikt nie jest w stanie mnie dobic,bo zawsze się podniosę. A mojej rodzince życzę szczęścia ,ale bez mojego udziału,niech sobie znajdą innego jelenia.Mnie już nie wzrusza ich los ,jak któreś znowu zadzwoni, że się wiesza to pojade i zawioze im dobry sznurek. Jest takie powiedzenie,że zło wyrządzone drugiej osobie czasami wraca ze zdwojoną siła.Oni nie mają spokoju,sami sobie stworzyli to piekiełko i trwają w nim po uszy i ja już nie będę ich z tego wyciągac,to nie jest moje zadanie,mam swoje zycie.I wierze że mi się uda, że zacznę normalnie życ,funkcjonowac. WYJDE Z TEGO
Czytałam Twoje posty od początku i zauważylam, że Twoje myslenie zmieniło się od pierwszego postu do teraz.
Bardzo dobrze robisz odcinając się od tamtego życia od matki i od siostry. Nie możesz im ciągle pomagać, bo sama potrzebujesz pomocy. Z resztą myślę, że Twoja matka nie zasługuje na pomoc.
Twoja historia dała mi dużo do myślenia nad swoim życiem. Wiem teraz że moje błahe problemy nie mają znaczenia.
Jeszcze mam takie pytanie (nie wiem czy już tu padło). Czy nie mogłabyś oskarżyć ojczyma za molestowanie??
Na pewno było by to bardzo ciężkie ponieważ musiałabyś wracać do wszystkiego od nowa, wszystko sobie przypominać.
Studiuję psychologię i czytałam o wielu przypadkach gdzie ludzie po wielu latach odważają się oskarżyć kogoś o molestowanie. Dzieła to w pewien sposób oczyszczająco i pomaga uporać się z przeszłością.
Wierzę, że uda Ci się podnieść ponieważ jesteś bardzo silną osobą. Masz dla kogo to robić. POWODZENIA i pisz czasem jak się masz co osiągnęłaś ![]()
I tak powinnas właśnie podchodzic do życia!!Ze dasz radę że wszystko sie ułoży bo jest dla kogo żyć i Ty właśnie masz takie osoby w soim życiu aby dla nich żyć,chronić zeby nigdy nic podobnego je nie spotkało to są Twoje dzieci które powinny mieć w Tobie oparcie.Nie możesz myślec o sobie jako o kimś nic nie wartym!!Nie możesz odbierać im życia bo to nie jest wyjście,one nie są niczemu winne!Tak jak napisała Ania90 powinnaś oskarżyc ojczyma,dlaczego nie zrobiłaś tego wcześniej chociaż by wtedy gdy byłaś nastolatką juz wtedy powinnas zgloscis sie do kogos o pomoc.To temu zwyrodnialcowi należy sie kara,on powinien za wszystko odpowiedziec a nie Ty nie Twoje dzieci.
Powinnas jak najszybciej odciąć sie od matki siostry i ojczyma.Wiem ze łatwo jest napisać jak nie przeszło sie tego samego co Ty ale zacznij nowe życie.Zostaw to wszystko za sobą w tyle a oni niech sie tam bija robią sobie co chca.Ty już za dużo wycierpiałaś.Napewno dasz sobie radę ja w to wierze.Jesteś wartościową osoba i bardzo dzielną.Pokaż wszystkim niech Twoja matka zobaczy ze stać Cie jest na bardzo dużo.Zrób to dla taty który gdzieś z wysoka w niebie na Ciebie patrzy i modli sie.
Trzymam za Ciebie mocno kciuki kochana!:*:)
Molestowanie to dla mnie najgorszy temat.To najgorsze zło jakie dorosły może wyrządzic dziecku.Ktoś kto krzywdzi dziecko nie jest człowiekiem,nie zasługuje na takie określenie.Ten ktoś jest potworem pozbawionym jakiegokolwiek człowieczeństwa.To samo mogę powiedziec o matce,nie mogę tego znieśc ,bo najprawdopodobniej ona o wszystkim wiedziała.Jak ja mam teraz to zrozumiec ,nie znajduję dla nich żadnego wytłumaczenia.To mnie najbardziej przytłacza,to że nikt nie stanął po mojej stronie.To są grzechy wołające o pomstę do nieba.Ja byłam dzieckiem ,ale sama miałam wrażenie ze on równiez molestuje moją siostrę czyli jego córke.Więc jak?????????MATKA mogła tego niewidziec,nie miesci mi się to w głowie.Chciałam nieraz o tym jej powiedziec ale ona nigdy nawet mi nie dała skończyc,nie chciała mnie wcale słuchac,a było przecież tyle oznak tego że mogę byc molestowana.Jak ona do cholery mogła tego nie widziec.Nie trzeba było byc psychologiem żeby to pojąc.Ale matka nie zrobiła kompletnie nic i ja nie moge teraz tego znieśc.Mnie to wszystko wykańczało,byłam odizolowana od wszystkiego,miałam zawsze swój własny świat ,w którym mój tato był ze mną bo strasznie za nim tęskniłam.To trwało tyle lat ,całe moje dzieciństwo,cały czas brałam wszystko na siebie,całą winę,myślałam że jestem strasznie niedobrym dzieckiem.Nie byłam w stanie z nikim rozmawiac o molestowaniu ,bo nawet własna matka nie chciała mnie słuchac,a ja ciągle czułam że to moja wina,strasznie się wstydziłam tego.Gdy miałam juz ok 17 czy 18 lat znowu chciałam matce o tym powiedziec,zapytałam jej czemu nic się nie odezwie ,czemu nic nie powie ,czy ona nie widzi co się dzieję.Dostałam jej odpowiedz tylko jedno słowo -spierd****(a ten śmiec nadal obnażał się przede mną)Trzasnęłam drzwiami i wyszłam .Uciekłam z domu ,pojechałam do ciotki,opowiedziałam jej ze on się obnaża,nie byłam w stanie przyznac się że również mnie molestował.Niestety nikt mi nie uwierzył i nadal musiałam sama z tym walczyc.Powiedziałam również o obnażaniu wychowawczyni,wezwała matkę i powiedziała jej o tym ,matka nie uwierzyła.Mój stan się pogarszał,poprosiłam pielęgniarkę szkolną o skierowanie do psychologa.Wypisała mi je,ale wychowawczyni powiedziała mi że kto jak kto ale ja sobie na pewno poradzę ze wszystkim.Zrezygnowałam z psychologa,ale było coraz gorzej,w domu nie dawało się wytrzymac.Czułam że już nie wytrzymam jednak dłużej,matka wyzywała mnie od różnych,rzucała się na mnie z rękami.Ponownie poprosiłam pielęgniarkę o skierowanie do psychologa,wypisała je z napisem Cito.Dalej jak przez mgłę psycholodzy ,psychiatra,którzy rozmawiali ze mną godzinami,bo nie byli już w stanie ze mną się dogadac.W końcu dostałam skierowanie do szpitala psychiatr. z powodu krytycznego stanu psychicznego,byłam już jak wrak człowieka ,już nic mnie nie bolało ,nic nie czułam,wszystko obojętne,mogłam godzinami patrzec się w sufit.Dalej historię juz znacie ,pisałam wcześniej o tym.Może potępicie mnie że nie byłam w stanie nic z tym zrobic,że zachowałam się tak bezradnie,że nie wykazałam żadnej woli,że nie odważyłam się wsadzic tego pedofila za kratki.Zrozumcie mnie proszę ja naprawdę nie byłam w stanie nic z tym zrobic!!!!!!!. Gdy miałam 13 lat i wtedy jeszcze mnie molestował to postanowiłam ,że w końcu go zabiję,skoro nikt nie może tego zmienic,mylałam że ja to zmienię,ja się tym zajmę.Często spał w dzień, myślałam wtedy że wezne nóż i dostanie parę razy w brzuch i będzie po nim.Ale któregoś dnia gdy siedziałam nad swoją siostrą małą,9 lat młodszą ode mnie,ona wtedy spała,to przyszła mi do głowy taka myśl,że ja nie mam taty ,strasznie za nim tęsknie i oddałabym wszystko żeby tylko wrócił,a ten śmiec to przeciez jej ojciec ,nieważne jaki ale ojcieci już nie mogłam go zabic ,bo przecież ona tak samo by pewnie za nim tęskniła jak ja za swoim.Zrozumcie to myślenie dziecka. Ale dzisiaj uważam że on powinien ponieśc karę,powinien iśc siedziec.To by mi pomogło chociaż częsciowo pogodzic się z przeszłością.Gdy byłam już pełnoletnia to praktycznie ciągle byłam pod opieką psychologów ,walczyłam sama ze sobą ,wychodziłam z depresjii,,to ciągnęło się latami, nie byłam w stanie wspominac o molestowaniu,wzięłam to na siebie,myślałam,że to moja wina,zaszufladkowałam te wspomnienia gdzieś głęboko,niemalże wymazałam z pamięci.Niestety przeliczyłam sie z tym,bo teraz gdy mam juz 34 lata wszystko to wyszło ze mnie,teraz pamiętam niemalze kazdy dzień,szczegóły,które zatruwają mi życie,zjadają od wewnątrz.Wszystkie wspomnienia wróciły i zostały we mnie.Wiem mozecie powiedziec,gdzie byłam do tej pory czy nagle się obudziłam ,ale zrozumcie,nie jestem w stanie tego zatrzymac,znowu wymazac,już się nie da.Myślę teraz o tym dzień dnia,to nie daje mi spokoju,świadomośc tego,że ktoś mnie skrzywdziłi i na dodatek nie poniósł za to zadnej konsekwencji,ani on ani matka.Mam ogromny żal do matki,że mi nie pomogła ,że zostawiła mnie na pastwe losu.Tak nie robi matka,to nie jest matka.A do niego czuję nieopisaną złośc,z dnia na dzień coraz większa.Lepiej niech mi nie wchodzi teraz w droge bo nie będę w stanie się opanowac,rozerwałabym go teraz na strzępy .Najgorsze jest to że już nic nie mogę z tym zrobic,wszystko jest już przedawnione,to koszmar,jak mam to teraz znieśc ,to tak jakbym miała teraz walic głową w ścianę znieśc.Znowu muszę zostac z tym sama!!!!!!!!!!
Witaj STRZAŁA.
Cały czas zaglądam do Twojego wątku.
Zupełnie niepotrzebnie skasowałaś ten jeden wpis.To zrozumiałe, że masz huśtawkę nastrojów. Twoje samopoczucie, myśli, mają prawo zmieniać się nawet z minuty na minutę, bo jesteś w depresji. Molestowanie pozostawiło trwały ślad w Twoim umyśle - już wiesz, że to będzie towarzyszyć Ci przez całe życie, z mniejszym lub większym nasileniem.
Jak w większości chorób i Ty przechodzisz fazy remisji, teraz jesteś w fazie nasilenia - nawrotu wspomnień i związanego z tym silnego bólu emocjonalnego. To dobrze, że chcesz wyrzucić te "śmieci" z siebie na zewnątrz. Zatem pisz i nie wstydź się swoich objawów, bo z pewnością Tobie to w jakiś sposób pomaga, przynosi choćby chwilową ulgę.
Bardzo dobrze, że odgradzasz się od matki,siostry i tego pedofila. Im mniej wiadomości z ich obecnego życia będzie do Ciebie docierać, tym będzie lepiej dla Twojego samopoczucia. Jakby nie było, jest to Twoja rodzina, a Ty jesteś osobą bardzo wrażliwą. Pomimo, że tyle krzywd doznałaś, to nadal czujesz tą więź rodzinną, chociażby przez to, że łączą Was więzy krwi.
Żyj swoim życiem i życiem rodziny, którą stworzyłaś. Masz męża, córkę i syna i jesteś Ty - mądra, wspaniała kobiet, żona i matka. Jesteś też córką dla swojej matki, której uczucia zawsze pragnęłaś, ale przez jej zazdrość o męża "pedofila" byłaś dręczona, upokarzana, niekochana.To cały obraz Twojego dzieciństwa.
STRZAŁA, ja bym Ci radziła, żebyś zebrała się "w sobie" i powiedziała/wykrzyczała jej "to", w obecności tego drania (jej męża) oraz siostry. Wtedy nie będzie, że matka nie wie, bo się właśnie dowiedziała. Może zaprzeczać (pewnie tak), wypierać się, że nic nie wiedziała, posądzać Cię o oszczerstwa. Ale usłyszy/ usłyszą te słowa oskarżenia z Twoich ust.To będzie takie zagranie w otwarte karty - jasność sytuacji.
Powinnaś im powiedzieć/wykrzyczeć, jak bardzo zostałaś skrzywdzona, że WSZYSTKO pamiętasz. Te "jego łapska" i to, że matka "nie chciała" o tym wiedzieć, bo nigdy nie chciała Cię wysłuchać. Może nawet chodzi Ci taka myśl po głowie, więc zrób to. Niech będzie jasność sytuacji, bo chociaż wszyscy doskonale o tym wiedzą, to zachowaniem swoim chcą zatuszować "sprawę". Było, minęło...Tylko, że u Ciebie NIC nie minęło, bo ciągle są powroty do tych zdarzeń.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Jak już wcześniej pisałam najlepszym rozwiązaniem było by zgłosić to do prokuratury, niech drań ma za swoje. Na pewno masz jakieś dokumenty określające Twój stan psychiczny od dzieciństwa. Zrób to dla dobra swoich dzieci, bo co będzie jeśli zacznie dobierać się do Twojej córki?
Sama sobie z tym nie poradzisz, a jak on pójdzie siedzieć poczujesz choć trochę ulgę.
Ania90 jeżeli chodzi o prawo w naszym kraju to jest niestety tak ,że nic już kompletnie nie mogę z tym zrobic,chciałabym teraz wsadzic tego pedofila za kratki ale ..........już za pózno .Ja mam już 34 lata i wszystko jest niestety przedawnione,tzn jest tak przecież, że każda sprawa ma określony czas ważności,takie jest prawo.Ja już się wszystkiego dowiedziałam i już naprawdę nic nie mogę z tym zrobic,dla mnie to całkowita bezradnośc.Takie jest niestety bezduszne prawo i przez to muszę sama się z tym zmagac.
Żyworódka dziękuję za to że jesteś,Twoje rady są naprawdę bardzo cenne i bardzo mądre,jesteś po prostu Człowiekiem ,a nie każdy potrafi nim byc.
Myślałam już nad tym ,aby spotkac się z nimi ,żeby w końcu zrobic rozrachunek z moją przeszłością,żeby wreszcie dowiedzieli się co tak naprawdę czuję,żeby wykrzyczec im wszystko w twarz.Czuję teraz już nie złośc,tylko nieopisaną wściekłosc.!!!!!Znam na pamięc matki reakcje,ona zmiesza mnie z błotem.Potraktuje mnie znowu jak tą najgorszą,znowu zobaczę w jej oczach straszną nienawisc do mnie.Zmagam sie z tym ostatnio codziennie.Sama już nie wiem co mam zrobic.Boje się też ,że z tego powodu może jej się coś stac,że może dostac jakiegoś zawału,a to nie o to chodzi.Ona też jednak przeszła straszną tragedię,miała28 lat przecież,gdy zginął mój tato i została sam z dwójką małych dzieci.Chociaż w tej chwili nie mam dla niej żadnego usprawiedliwienia. Z jednej strony ona zawsze stała za nim,ale z drugiej strony to zawsze mnie obwiniała za to, że za niego wyszła.Bo to ja jak miałam ok 7 lat to chodziłam do niego do domu z innymi dziecmi, bo on dawał nam ciastka i od tego się zaczęło, że zaczął przychodzic do nas.Ale kurcze to przecież nie ja szłam z nim do ślubu z brzuchem tylko ONA,więc nie rozumiem za co obwiniała mnie,przecież ja byłam dzieckiem ,któremu tak bardzo brakowało ojca.Dlaczego ona tego nie rozumiała????Dlaczego????????? to mi wykrzykiwała ,że skoro go ściągnęłam do domu to mam byc teraz cicho.
Boję się też jego reakcji,jeżeli zacznie ze mnie kpic nie wiem ,czy będę w stanie to zniesc,nie wiem ,czy to przeżyję w ogóle.Nie jestem na codzień jakaś porywcza,staram się nie wyładowywac na kimś swojej złości,wolałabym na sobie,ale w tym momencie wiem, że jeżeli zacznie on się wypierac lub śmiac ze mnie to rzucę się na niego z rękami i nikt nie będzie mnie w stanie powstrzymac od tego,a z niego nie wiem czy będzie co zbierac.Nie chcę go juz znac,nie chce go widziec na oczy,dla mnie jest teraz nikim.
Jeżeli chodzi o matkę to nie znajduję dobrych momentów z życia z jej udzialem,poza tym że jednak dawała mi jeśc,miałam ubrania i kupowała mi nawet prezenty na gwiazdkę. Całe zło przysłoniło te lepsze rzeczy,których nie mogę sobie przypomniec.
Jeśli chodzi o niego to mam mętlik w głowie,to on mi zrobił największą krzywdę ,to on mnie wykorzystywał seksualnie latami najpierw fizycznie potem psychicznie.Ale........ja teraz nie mogę tego znieśc,bo to on .......kurcze nie mogę znowu się rozklejam....ale to on zawsze bronił mnie przed matką,jak był w domu to nie pozwolił jej żeby mnie uderzyła,owszem pił ,robił matce awantury , wyzywali się,matka wyzywała mnie,on owszem nieraz straszył mnie i brata że któregoś dnia nas i tak wszystkich pozabija.Ale bezpośrednio np jeśli chodzi o mnie to nigdy mnie nie uderzył,nigdy mnie nie wyzywał,on jezdził ze mną na choinki do pracy jezdził ze mną na różne odpusty,kupowal mi wszystko co tylko chciałam,on się ze mną bawił ........nie matka,on na każde imieniny ,urodziny ,zawsze leciał do mnie z prezentami,a matkę to czasem mało obchodziło.Teraz powiedziałabym że zmienił się,chociaż tak ciężko mi o tym pisac.Gdy w wieku 18 lat miałam pierwsze ciężkie załamanie podpisał na 10 lat żeby nie pic i wytrzymał, potem co kilka lat teraz też dalej nie pije,znowu podpisał,od kilku lat chodzi co roku na pielgrzymkę.Nie mogę szczerze pojąc tego wszystkiego,zrozumcie mnie.Nie jest mi go żal,ale w domu on nie ma teraz życia ,on stał się teraz bardzo "malutki", już nikogo nie straszy,nie udaje władcy,a moja matka doskonale zatruwa mu życie ,ona to świetnie potrafi.Matka potrafi nieraz tak bez zdania racji podejśc do niego i uderzyc go w twarz,tak z płaskiej tak po prostu bo ma taki kaprys akurat,a u niego zero reakcji,nadstawia jej drugi policzek.I najgorsze jest to że wszyscy trzymają jego stronę,uważają go za mądrzejszego niż matka czy siostra,jak one się kłócą,on wychodzi z domu,niektórzy mówią że ma stalowe nerwy, że to wszystko wytrzymuje.Tylko jakie nerwy mam miec ja,która wiem jaki on jest naprawdę lub jaki był.Teraz nienawidzę go za to, co mi zrobił.Oboje zniszczyli mi życie i nie znajduję dla nich żadnego wytłumaczenia .Chciałabym, żeby chociaż przez moment poczuli to wszystko, co teraz ja czuje.Wszystko się we mnie skręca.Siedzę nadal po nocach przy jednym piwie, na razie nie potrafię inaczej,nie zwiększę dawki bo się uzaleznię, przynajmniej teraz jestem sama,wszyscy śpia,tylko ja i Wy po drugiej stronie monitora.Musze z tym walczyc.Czekam na wizytę u mojej psycholog,niestety jest na stażu i teraz tylko raz w mieś mogę z nią rozmawiac.Teraz mam wizytę dopiero 17 września.Piszę tutaj ,bo nie wytrzymuję,już wszystko mi się miesza,nie wiem co mam robic.Słyszałam, że oprócz spotkania z nimi twarzą w twarz, ulgę daje też napisanie do nich listu i wyrzucenie w nim tego wszystkiego co mnie boli.Jak ja mam dalej życ?????Jak mam to wszystko sobie wytłumaczyc,żeby zrozumiec samą siebie.
Ciesze sie ze zmienilas zdanie.
Twoją rodziną teraz są dzieci.. a Matka , ojcZym no cóz nie wiem czy cos da sie zrobić prawnie.. ze po tylu latach mozna czlowieka po sądzic o molestowanie.. jesli nie to trudno... a On zaplaci duzo kare.. u BOga.
mi pomoglo sie uspokoic i wyciszyc kurs prawa jazdy... polecam.. wszystkie moje zmartwienia zostawiam za samochodem. ![]()
Tak to już chyba często jest, że w najgorszych chwilach życia przychodzą okrutne myśli,ale ja nie chcę tych myśli.Chciałabym już z tego wyjśc mam dośc tych mysli,już mi głowa pęka.Chciałabym już zacząc wszystko od nowa,bo to już mnie męczy .Ja już sama nie mogę tego wszystkiego ogarnąc.Ja juz nie chce nic myślec,chciałabym zostawic to wszystko w tyle.Chciałabym usnac i juz się nie obudzic,aby tylko już nic nie czuc.Najgorsze to czekanie na kolejna wizytę,bo moja psycholog,nie przyjmuje prywatnie.Jeszcze 9 dni,to jak pół wieku dla mnie .
Matka dzwoniła do mnie,żaliła się jaka to jest teraz nieszczęśliwa,bo ma remont w domu,nie ma jej komu pomalowac ścian,nie wie co ma zrobic.Mówiła jakich to się dzieci dochowała ,że nikt nie chce jej pomóc.Zawsze to ja malowałam ,jak miałam kilkanaście lat to ja jej robiłam jakieś remonty,sama malowałam sufity,czy futryny w drzwiach ..Jeszcze w czerwcu woziłam ją po sklepach żeby pokupywała sobie potrzebne materiały,a teraz jest biedna,bo ona sama nie potrafi ,nie wie co z ty zrobic.Ma 56 lat ,nie jest staruszką,czyli ogólnie 3 osoby dorosłe w domu i oni nie wiedzą co mają nieszczęśliwi zrobic,bo ja nie przyjade i im tego nie zrobie,bo mam to w d....e. Ściany i sufity mają czarne, w domu smród od wilgoci,a matka twierdzi że ona nie ma siły na malowanie.Dziwne, jak ostatnio jeszcze na początku sierpnia skopała moją siostrę to zauważyłam że jest silna jak lew,a oprócz tego ma jeszcze siłę się drzec,tak że sąsiedzi po drugiej stronie ulicy skarżyli mi się że mają już dośc jej krzyków,bo chcą spokojnie życ,a ona im na codzień ten spokój zakłóca.Chyba powinnam im napisac instrukcję używania pędzelka lub wałka do malowania,to jakaś paranoja.Zresztą co mnie to obchodzi,ona się jakoś mną nigdy nie przejmowała, więc dlaczego to ja mam się teraz przejąc nią.Chociaż przez moment pomyślałam ze pojade im to pomaluję ,ostatni raz,może się odczepią potem ....ale przemyślałam i nie pojade,nie mam ochoty patrzec się jeszcze na nich,ani ich słuchac.Nic od nich nie chcę i niech mi zejdą z drogi.
Chcę spokoju od nich ,nic więcej..................
Witaj Strzałko;-))
Matka niech sobie sama radzi kij jej w oko!!!
Bardzo Ci współczuje i rozumiem bo mnie wykorzystywał kuzyn choć nigdy nie posunoł sie do ....ale i tak mam slad do dziś dzień!!!
Musisz sie trzymac dla siebie i dla dzieci bo one sa wazne i musisz im pokazać jak się zyje normalnie, bez....
Mocno Cię przytulam i całuje tak od serca.;-))
STRZAŁKA (podoba mi się ten zwrot, jakim nazwała Cię OLIMPIA), brzmi ciepło i tak przyjaźnie.
Matka dzwoniła do mnie,żaliła się jaka to jest teraz nieszczęśliwa,bo ma remont w domu,nie ma jej komu pomalowac ścian,nie wie co ma zrobic.Mówiła jakich to się dzieci dochowała ,że nikt nie chce jej pomóc.Zawsze to ja malowałam ,jak miałam kilkanaście lat to ja jej robiłam jakieś remonty,sama malowałam sufity,czy futryny w drzwiach ..Jeszcze w czerwcu woziłam ją po sklepach żeby pokupywała sobie potrzebne materiały,a teraz jest biedna,bo ona sama nie potrafi ,nie wie co z ty zrobic.Ma 56 lat ,nie jest staruszką,czyli ogólnie 3 osoby dorosłe w domu i oni nie wiedzą co mają nieszczęśliwi zrobic,bo ja nie przyjade i im tego nie zrobie,bo mam to w d....e. Ściany i sufity mają czarne, w domu smród od wilgoci,a matka twierdzi że ona nie ma siły na malowanie.
Jesteś dobrą córką. Pomagasz jej w zakupach, wozisz swoim samochodem.
Myślę, że nie jesteś "malarzem pokojowym". To, że umiesz posługiwać się pędzlem, to świadczy o Twojej pracowitości. Jesteś "kobieta pracująca, która żadnej pracy się nie boi" (to cytat z "Czterdziestolatków").
Twoja matka musi w końcu zrozumieć, że nie jesteś już do : przynieś , wynieś , pozamiataj.
Ty już nie mieszkasz w ich domu, masz swój i jeśli będzie taka potrzeba, to z pewnością pomalujesz sama mieszkanie, bo nawet nie przyjdzie Ci do głowy prosić ich o pomoc.
Nie chcą sami malować ( a przecież, "każdemu Bozia dała rączki dwie"), to nich wynajmą sobie malarza!
Malowanie, to nie praca na kilka godzin, ale wiele, wiele dni. Kto w tym czasie zajmie się Twoim domem? Ty, masz dużo swoich obowiązków tym bardziej, że zaczął się rok szkolny, zatem musisz zająć się córeczką - wyprawić ją do szkoły, pomóc przy lekcjach.
Podoba mi się Twoja postawa, bo zaczynasz siebie doceniać, odzyskujesz wartość swojego JA.
Niech Cię matka zacznie szanować i doceniać za to, co robiłaś w domu, gdy razem z nimi mieszkałaś.
Owszem należy jej pomagać, ale w granicach rozsądku.
Rozumiem, że jeszcze nie jesteś gotowa, żeby im to wszystko powiedzieć w oczy.
Tak, możesz też wszystko opisać - czy psycholog nie proponuje Ci takiej formy odreagowania?
Może uznaje, że jeszcze nie na ten moment, że jesteś jeszcze nie gotowa - porozmawiaj o tym na wizycie.
Jeżeli opiszesz wszystko w liście do nich, to i tak po przeczytaniu matka będzie się wściekać.
Musiałabyś też do każdego z osobna napisać, bo jak dasz tylko matce, to z pewnością zatai treść przed mężem i Twoją siostrą.
Nie maluj im mieszkania! Jeżeli się przełamiesz i w odruchu litości zdecydujesz się na malowanie, to tak, jakbyś się cofnęła o dwa kroki do tyłu w procesie swojego uzdrawiania.
Tak trzymaj. Pozdrawiam.
DROGA STRZALO! Zapewne zostane zmieszana z blotem gdyz powiem ci ze Modlitwa i Wiara w Boga pomaga zapewne mysl twoja gdzie byl kiedy to okrucienstwo trwalo i trwa. Ale modlilas sie prosilas o ukojenie ran? Rowniez przezylam wiele cierpien okrutnych i do tej pory przezywam sa w miejszym stopniu niz twoje ale Sa! I wiesz co mi pomaga? Modlitwa rozmowa z Bogiem to dzieki niemu wiele zrozumialam i wiele sprawil dla mnie cudow . Wszystko od mometu modlitw i prosb. Moze nie pomoglam ci byc moze i wyszydzisz mnie ale chcialam ci tylko powiedziec co mi pomaga i co robie gdy cierpie.
Zapewne zostane zmieszana z blotem gdyz powiem ci ze Modlitwa i Wiara w Boga pomaga zapewne mysl twoja gdzie byl kiedy to okrucienstwo trwalo i trwa. Ale modlilas sie prosilas o ukojenie ran?
Dlaczego masz być zmieszana z błotem? Oczywiście, że modlitwa i wiara pomaga. Nie pytałam STRZAŁKI, bo tak jakoś uznałam za pewnik, że się zwraca do Boga o pomoc.
Rowniez przezylam wiele cierpien okrutnych i do tej pory przezywam sa w miejszym stopniu niz twoje ale Sa! I wiesz co mi pomaga? Modlitwa rozmowa z Bogiem to dzieki niemu wiele zrozumialam i wiele sprawil dla mnie cudow . Wszystko od mometu modlitw i prosb.
BIAŁA GEJSZA, skoro miałaś drastyczne przeżycia i nadal trauma ciągnie się za Tobą, to jak najbardziej jesteś w stanie zrozumieć ludzi, którzy cierpią.
Tobie również życzę z całego serca, abyś odnalazła spokój i ukojenie bólu. Niech Bóg ma Cię w swojej opiece.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Jeśli chodzi o moją psycholożkę, to do tej pory na jej każdą próbę podjęcia tematu molestowania,dosłownie odwracałam się do niej plecami.Ale teraz już wiem,że to mnie nie minie i już jestem na to gotowa ,aby zacząc rozmawiac ,czyli przerabiac ten temat.Nie mogła więc nic mi zaproponowac,żadnego rozwiązania, abym poczuła się lepiej.Teraz myślę, że będę w stanie podejśc z dystansem do sprawy molestowania,muszę nie ma innej opcji.
Co do mojej rodzinki to nie ,nie będę ich jeleniem,chciałabym, żeby mnie w końcu docenili,choc myślę,że marne szanse.Teraz akurat też mam drobne prace remontowe w domu i robię to sama,bo mąż sporo pracuję,a ja przecież jestem w domu cały czas.Odnowiłam już dwa pokoje,częśc łazienki a jutro(raczej dzisiaj) kuchnia.Jest czyściutko,świeżutko i to mi się podoba.Przynajmniej coś robię,żeby mniej myślec.
A dzieci oboje już do szkoły chodzą,synka muszę zaprowadzic i przyprowadzic ,bo to zerówka.I jest mi z nimi dobrze.Nie potrzeba mi żadnych "stróżów" sprawujących nade mną kontrolę,typu matka.
W sumie to aż się sama sobie dziwię,że nawet nie tęsknię,nie obchodzi mnie co u nich,mam to zresztą gdzieś,bo jeszcze jakiś czas temu byłam w stanie zrobic dla nich wszystko,jaka ja głupia byłam.Co oni zrobili dla mnie ,że nawet własnego męża oszukiwałam,ze coś mi wypadło,gdy pojechałam do miasta na godz,a wracałam po trzech załatwiając im jakieś sprawy, czy robiąc im zakupy.Tak-wynieś ,przynieś,pozamiataj- wszystko się zgadza.Ale dośc i tak mieli ze mną za dobrze,tylko głupi by się na to zgadzał,gdzie ten mój rozum się wtedy podział???Matka mnie nawet nie prosiła ona po prostu mówiła,masz zrobic to i to,a ja tak robiłam.Normalnie to chyba chore było.Teraz to mój krok do przodu ,bo zaczynam już to rozumiec .Nie będę im usługiwac,mam swoją rodzinę i to dla mojej będę w stanie robic wszystko a,nie dla tych pasożytów.Pewnie trudno będzie im znaleśc kogoś aż tak głupiego. Powiem nawet nie znajda,bo ja byłam w stanie skoczyc dla nich w ogień, to chore myślenie było ,teraz już wiem
Droga Biała Gejszo dlaczego uważasz,że zmieszam Cię z błotem ,po tym co mi napisałaś.Owszem,pochodzę z takiej ,a nie innej rodziny,ale to nie znaczy,że ja jestem taka sama jak np moja matka ,bo już dzisiaj byłaby to dla mnie klęska.Nigdy taka nie będę.Jeżeli miałabym kogoś zmieszac z błotem to należałoby w pierwszej kolejności zrobic to z moją matką i ojczymem,a ja jednak tego nie zrobiłam,pomimo tego ,że moja matka nawet by się nad tym nie zastanawiała i nieraz zmieszała mnie z błotem ,a ja mam jeszcze wyrzuty ,że tak po prostu się nie robi.
Pewnie się zdziwisz tym co napiszę,ale Bóg w moim życiu zawsze był i jest Kimś ważnym.Może czytałaś moje wszystkie posty,a może i nie to powtórzę,że od dziecka śpiewałam w chórze kościelnym przez 10 lat,7 razy uczestniczyłam w pieszej pielgrzymce do Częstochowy.Pielgrzymka to jest coś pięknego,tam wszyscy są jedną wielką rodzina,mili dla siebie.Tam każdy jest bratem ,siostrą,wszyscy pomagają sobie nawzajem,są złączeni we wspólnocie,wspólnej modlitwie.Można czuc się tam niemalże świętym.Trzeba to przeżyc ,żeby to wszystko pojąc,to całe dobro,które z tego wypływa.
Jeśli chodzi o moje życie ,to nawet mi to do głowy nie przychodziło ,żebym pomyślała gdzie jest Bóg,że patrzy na to wszystko co oni ze mną robią i nawet nie zareaguje.Nigdy nie miałam pretensji o to do Boga,Jego nigdy w to nie mieszałam.A Pan Bóg zsyła na nas tyle cierpienia, ile jesteśmy wstanie udzwignąc,skoro żyję to znaczy, że dałam radę.Człowiekowi Bóg dał wolną wolę,więc każdy postępuje według swojego sumienia ,a skoro moja matka i ojczym nie posiadali tego,to dlaczego miałabym miec o to pretensje do Boga.
Będąc dzieckiem czasami co tydzień chodziłam do spowiedzi ,bo myślałam że to ja jestem taka zła.Od roku należę do kółka różańcowego.Wiem ,bo nieraz się z tym spotkałam ,że teraz to ze mnie ktoś może sobie szydzic z tego powodu.Nie przejmuję się tym.Chociażby ostatnio mój znajomy nabijał się ze mnie,gdy się dowiedział o kółku,zadał mi pytanie, czy my tam mamy jakieś wspólne beretki,np zielone:)
Nie myślcie też,że jestem jakaś święta, czy nawiedzona,raczej jestem normalnym człowiekiem,tak samo grzeszę raz mocniej raz lżej
Gdy byłam dzieckiem w swej samotności często myślałam, że nie jestem sama,jest przecież i On tam w Niebie,że mi pomoże i pomagał.Czesto gdy się modliłam ,było mi
lepiej.Dzięki modlitwie moje życie wydawało mi się mniej bolesne .O co poprosiłam,to często otrzymałam.Wiara dodawała mi sił.
Dzisiaj ,gdy zmagam się z wywróconym życiem moje relacje z Bogiem są słabsze.Owszem odmawiam(raczej teraz odklepuję) codziennie 10-tek różańca,bo jestem w tym kółku,ale już nie czuję tej tak wyraznej wiary,nie jestem w stanie wgłębic się w to wszystko.Tak jakby wszystko nagle dla mnie straciło sens,ogólnie całe zainteresowanie czymkolwiek ,całym światem.Zostałam ja i mój ból.
Ale gdy poskładam znowu życie w jedną całośc,wszystko przekieruję na prawidłowe myślenie,wtedy i Bóg będzie na swoim miejscu.
Nie wiem ile to czasu jeszcze mi zajmie,to tak jakby ktoś miał poskładac tysiące małych klocków w jedną całośc.
Pozdrawiam Wszystkich:)))
Znowu piszę,bo jest mi zle.Byłam dzisiaj u matki.Musiałam ,nie pojechałam do niej tylko do brata,ale oni mieszkają w jednym domu.To drugi raz w przeciągu całego miesiąca.Matka zmieniła się w stosunku do mnie,po tym jak przestałam już cokolwiek dla niej robic i utrzymywac z nią kontakt,bo w sumie od początku lipca ograniczam ten kontakt do minimum.Teraz dawała mi do zrozumienia,że to wszystko jest przeze mnie.Nie pomalowałam jej mieszkań więc przez to wszystko się zaczęło .Jest zła na mnie. Twierdzi, że nikt nie chce jej pomóc,a ona sama nie będzie nic robic. Jest zła ,że nie pomogłam jej kopac dołów na rury od szamba.Zaśmiałam się.Mówię jej,jak to ja mam to niby kopac,ona mi na to ,a ja mam je kopac?Mówiła ,że nie ma komu jechac z nią do miasta ,a jej trzeba płytki kupic i przywieśc.W końcu poszła do ogródka ,coś tam zaczęła w kwiatach grzebac,za chwile przyszła i mówi,że trzeba jej ogródek skopac, a nikt jej nie chce pomóc.Pytam jej się dlaczego sama nie weznie się za to wszystko ,a ona na to,że jak ma to niby sama wszystko robic.Przesiedziałam u nich na ławce na podwórku jakaś godzinę,obserwowaliśmy ją z bratem.On mówi że ma już tego dośc,matka jest święcie przekonana że wszystko robi dobrze,jak ktoś jej coś zarzuca to wypiera się ze nic takiego nie zrobila.Poskarżyła mi się,że mały siostry tak przeklina przez to, że tamta chodzi do jednego faceta i to on go na pewno tak uczy.Pomyślałam i mówię jej,jak to mały gdzieś to u innych usłyszał,skoro on na co dzień ma to w domu,wychowany w tym wszystkim,bo musi patrzec na ich cyrki.Matka wtedy na to ,że to nie ona przecież przeklina.Zatkało mnie,a niby kto sadzi wszystkim joby!!Wsciekła się ,bo pierwszy raz chyba odkąd nie mieszkam z nią odważyłam się powiedziec jej prawdę.Do tej pory zawsze to ja ją broniłam ,ja za nią stałam .Teraz widac w jej oczach pogardę dla mnie,znowu wiem, że jestem dla niej nikim.Zaczęła chodzic tyłem do mnie,dając mi do zrozumienia ze ma mnie gdzieś.Nie wiem co ja jej zrobiłam ,dlaczego nie chce mi dac spokoju,czy ja jej musze wszystko robic.Dlaczego za kare traktuje mnie znowu tak jak kiedyś ,z tym że jeszcze nie ,ale czekam dnia kiedy znowu mnie w końcu zwyzywa,wtedy przynajmniej nie było by mi już jej żal i już by mnie mogła latami nie zobaczyc.
Przez ostatnie dni siostra zaczęła codziennie dzwonic ,żali się na matkę. Ma wyznaczona wizytę do lekarza z małym,znowu chce żebym ją tam zawiozła.Oprócz tego ma wesele u faceta,chce mi małego oddac w opiekę na ten czas.Zaczęłam się wykręcac,powiedziałam jej, że raczej nie ,bo coś tam mi wypadnie może (zmyśliłam).Ona na to ,że może jednak mi nie wypadnie,nie odpowiedziałam jednoznacznie.Matka nie chce jej puścic na to wesele,dlatego tez nie będzie jej siedziała z małym.Siostra sobie ubzdurała ,że ja jej posiedzę ,pochwaliła się matce.Od tej pory matka każe jej wypierd**** z domu,żeby się do mnie wyniosła.Jak siostra chce,żeby jej kupiła coś jeśc,to matka jej krzyczy,żeby do mnie z tym przyszła.Znowu matka wykrzykuje tym razem do siostry ,że się powiesi,bo wszyscy nie wiadomo dlaczego się jej czepiają,wszyscy uważają ,że jest najgorsza.Choc nikt jej tak nie powiedział. Jak jej wcześniej zwróciłam uwagę,żeby przestały się wyzywac obie z moją siostra,to ona mi na to ,że co już jej we własnym domu nie można się odezwac.
Zawsze wołała mnie na interwencję ,teraz już nie stoję za nią ,inne myślenie,i ona nie może tego znieśc.Nie wiem już sama.Beznadziejnie mi to wszystko idzie.NIe wiem, czy matce należy się pomoc na co dzień. Czego właściwie ona ode mnie chce.Nie chcę ,żeby się wieszała,choc nic do niej nie czuje,ale to nie o to chodzi.
Przecież nic takiego jej nie mówię,tylko prawdę.Zmagam się z tym wszystkim,to się poplątało.W tej chwili to już nie wiem, który problem jest dla mnie największy,który mam przepracowac z psychologiem.
Dlaczego dla matki jestem znowu nikim?Ta jej złośc aż promieniuje z niej.Czemu ona mi nie da spokojnie życ i obwinia mnie za wszystko?.Dlaczego muszę jej pomagac.O co właściwie jej chodzi? Jeszcze i siostra.
Nic już nie wiem
Witaj STRZAŁKO.
W wątku "Byłam molestowana" napisałaś:
Kilka dni temu zrzuciłam z siebie ten ciężar ,który nosiłam przez lata.Wykrzyczałam mojemu ojczymowi prosto w twarz wszystko, co leżało mi na sercu,wszystko ,molestowanie i całe moje dzieciństwo.Całą winę zrzuciłam na niego.Nawyzywałam go od pedofilów,że zniszczył mi życie,że nigdy nie był moim ojcem i nigdy nie będzie.Siedział z kamienną twarzą,mało się odzywał,miał spuszczoną głowę,nie zaprzeczał..Myślałam że go rozerwę na strzępy, ale jego opanowanie nie pozwoliło mi wytrącic się z równowagi.
Powinien prosic mnie na kolanach o wybaczenie,ale nie zrobił nic ,żadnego wytłumaczenia ,żadnej skruchy,żadnego żalu.Jedyne nad czym się zastanowił to to ,że może zdoła to wszystko odpokutowac.Ale ja mam nadzieję,że kiedyś spotka go za to kara,wierzę w to,bo ja w tej chwili już nic nie mogę zrobic ,bo sprawa jest przedawniona.
Nawet w testamencie jest napisane o takich pedofilach jak on,że lepiej byłoby mu koło młyńskie uwiesic na szyi i rzucic się w morze,właśnie dlatego ze nigdy nie zdoła odpokutowac tego na ziemi.Ja nie mam wyjścia ,muszę wierzyc w to .Wierzę, że kiedyś każdy z nas odpowie za swoje czyny przed Bogiem.
A ja będę życ dalej,bo mam dla kogo ,szkoda czasu na przeszłośc,na mój dawny ból.Muszę zając się tym co teraz i tym co przede mną.
Zniosę wszystko,dam radę,nie będę płakac z powodu tego śmiecia,bo nie chcę go znac.
Jestem pełna uznania dla Ciebie. Bo to Twój kolejny krok do odcięcia się od tej dręczącej Cię przeszłości. Należało mu się - wykrzyczałaś cały swój ból, krzywdę, marazm lat dziecinnych, których był sprawcą.
Nie przepraszał Cię, bo dla tego bydlaka było to zaspokajanie swoich wyuzdanych potrzeb.
Może nawet żył tymi wspomnieniami w skrytości licząc, że Ty nic nie pamiętasz.
Ważne, że teraz wie, iż pamiętasz wszystko.
Twoje oskarżenia rzucone mu prosto w twarz z pewnością będą mu dźwięczeć w uszach, przypominać, że te jego niecne, lubieżne czyny zniszczyły Twoją psychikę, bo mordował duszę dziecka w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Czy w tym czasie była obecna Twoja matka i siostra, jeśli tak to jaka była ich reakcja?
Podziwiam Twoją moc i siłę w dążeniu do "uzdrowienia" swojego JA, bo masz dla kogo żyć i przede wszystkim by chronić swoje dzieci.
Myślę, że nadal powinnaś kontynuować terapię...
Pozdrawiam Cię serdecznie.
35 2011-10-03 18:46:17 Ostatnio edytowany przez strzała (2011-10-03 21:40:37)
Żyworódko dzięki i pozdrawiam również.
Wykrzyczałam wszystko ojczymowi ,bo zdałam sobie sprawę,że nie obchodzi mnie już ani jego reakcja ,ani on,bo dla mnie on już nie istnieje.To najtrudniejsza rozmowa w moim życiu,dlatego ,że musiałam stanąc z nim twarzą w twarz.Nagrałam to na telefonie specjalnie ,bo zdawałam sobie sprawę, że może różnie zareagowac, że może dojśc między nami do jakiejś bójki,że coś może się stac,ale byłam gotowa na wszystko.Teraz po tym trochę było mi lepiej ,bo całą winę zrzuciłam na niego.
Byliśmy sami tylko ja i on.Ja wiem ,że podobnie powinnam wykrzyczec wszystko i matce,ale ja naprawdę na razie nie byłam w stanie zrobic tego również w jej obecności.Może to błąd,ale jest coś takiego co mówi mi, że matkę powinno się szanowac,chocby nawet i rozum straciła,a on jest dla mnie zupełnie obcym.
Co do mojej siostry to wykluczona jest możliwosc rozmowy z nią ,czy przy niej na ten temat.Siostra jest osobą ,u której na podstawie badań,testów psychologicznych stwierdzono pewne wrodzone lub nabyte nieprawidłowości,ona nie jest do końca "normalna" i tego nie da się wyleczyc już.To stwierdzili lekarze z ośrodka wychowawczego.
Gdyby dowiedziała się ona o wszystkim ludzie wytykali by mnie palcami,choc wiem,że to nie moja wina ,ale nie chcę żeby wiedzieli o tym wszyscy naokoło.
Powiedziałam ojczymowi ,że jeżeli zbliży się do któregoś mojego dziecka to własnoręcznie go zabije,że jest nikim ,śmieciem,że niechcę go znac,że niema prawa zbliżac się do mnie na kilka kroków,że zrobię wszystko ,żeby ograniczyc mu kontakt z moimi dziecmi ,że go nienawidzę,że przez niego mam teraz zjechaną psychikę ,że powinien zgnic za kratkami.Wsiadłam potem w samochód,muzyka na full i gaz do dechy ,to mnie trochę uspokoiło.
Jednak mój nastrój wyczuł mąz ,pytał czy coś się stało,włączyłam odtworzenie nagrania.,kilka sekund.Gdy usłyszał ,że krzyczę do ojczyma wkurzył się,że niepotrzebnie tam pojechałam.Padła bateria w tel ,powiedziałam męzowi, że nigdy nie dowie się co było dalej w tym nagraniu,nie powróciliśmy już do tej rozmowy.To jest ciężkie,trudne do zrozumienia,bo ojczym świetnie się zamaskował i biorąc pod uwagę jego, matkę i siostrę to on właśnie uchodzi za"najnormalniejszego".Wszyscy go faworyzują.A mnie coś kłuje w środku jak widzę ,gdy podają sobie ręce mój mąż i on mój kat.
Matka ostatnio zadzwoniła pytała nawet o dzieci,ale jak dzwoni to przeważnie na coś się żali.że coś jej znowu zle.Rozmowa się nie klei,dalej nie jeżdżę do nich.Dzisiaj dzwoniła siostra,zarzuciła mi, że ja ją ostatnio zaniedbuję,pytała mnie o czas wolny na czwartek, bo ma wizytę u lekarza,ale ja nigdzie się nie wybieram.Potem pożaliła się na matkę, bo siostra miała urodziny i dopominała się prezentu od matki, a ta jej powiedziała,że jeżeli chce to może jej nóz kupic w prezencie żeby siostra się sama zaje****
to matka miałaby wreszcie spokój. Same brednie ,nie wiem czy mam się śmiac czy płakac,pozostanę chyba neutralna.
Dzisiaj znowu mam "doła' dostałam wezwanie z sądu rodzinnego na kolejną rozprawę w sprawie o ograniczenie praw rodzicielskich,to już druga rozprawa ,ostatnia.W wezwaniu jest napisane,że nikt nie odbierze nam żadnych praw,ale zostaniemy skierowani na terapię rodzinną.W załączeniu jest dołączona opinia z RODK.W opinii jest napisane m.inn., że moją córkę w chwili obecnej łączą ze mną silne,pogłębione,symbiotyczne wręcz więzi uczuciowe,że córka ma specyficzne potrzeby emocjonalne.
To co dotyczy mnie ,to to ,że poważnym zródłem problemów małżeńskich są traumatyczne przeżycia w przeszłości,mój stan emocjonalny,ogólne funkcjonowanie,które jest konsekwencją tamtych zdarzeń,że są to dla mnie trudne emocjonalnie sprawy.Wskazane dalsze leczenie i własna terapia.
Dla mnie to porażka,myślałam, że będzie już lepiej ,teraz czuję ,że jestem emocjonalną kaleką.Nie mam siły,myślałam że jestem bliżej końca ,że wychodzę już z tego bagna,że wyjde na ludzi.A teraz znowu wszystko idzie gdzieś??Czy moja przeszłośc w końcu mnie pokona.Wtedy byłam dzieckiem ,teraz jestem dorosła i powinnam juz lepiej funkcjonowac,lepiej sobie radzic z życiem ,powinnam pozbyc się przeszłości.Nie wiem czy powinnam znowu stac się dzieckiem,żeby ktoś od nowa uczył mnie życia.
Mam dośc wszystkiego ,dośc myślenia.Było naprawdę już dobrze,myślałam że idę do przodu.Nie wiem, jak mam pokonac samą siebie i jak ze sobą walczyc i od czego znowu zacząc.Chciałabym zniknąc!
Jest mi zle.Chciałabym żeby ktoś mi pomógł,ale nie wiem już jak.Wszystko znowu mi się wali .Znowu mam doła.Zdałam sobie sprawę z tego ,że nie mam szans .
Że nawet jakbym stawała i na głowie to nie będę w stanie pozbyc się przeszłości,wszystkiego zmienic.Ciagle to będzie nade mną ciążyło.
Wyrobione od dzieciństwa myślenie,poglądy .Wszystko mnie przerasta.
To ja jestem poważnym zródłem wszelkich nieprawidłowości w rodzinie.To nade mną ciążą moje traumatyczne przeżycia z przeszłości,moje zachowania ,które są konsekwencją tamtych lat.
Chociaż w opinii RODK nie postawiono mi żadnych zarzutow odnośnie np zaniedbywania dzieci czy braku miłości do nich z mojej strony,ale moja przeszłośc wciąż wisi nade mną,nie daje mi życ,nie pozwala mi normalnie funkcjonowac,dołuje mnie ,strasznie boli,zjada mnie.
Mąż dzisiaj mi wykrzyczał, że on ma dośc tych wszystkich spraw bo jest niewinny,że nawet nie pojedzie na sprawę do sądu bo nic nie zrobił.Docinał mi ,że jestem psycholem.To boli,bardzo boli.Mówił ,żebym wreszcie oprzytomniała,żebym nie wyciągała przeszłości.
Moja psycholog mówiła mi ostatnio ,że uważa, że pora zakończyc te spotkania,jednak zgodziła się dalej kontynuowac po mojej prośbie.
Z sądu dostałam wskazanie jako ważne do dalszego leczenia i własnej terapii.Myślę,że moja psycholog zorientowała się, że powoli zaczynam się od niej uzależniac i dlatego chciała to zakończyc.
Nie zniosę tego jeżeli ona zostawi mnie w tym .
Zle się czuję.Miałabym ochotę wsiąsc w samochód i uciec jak najdalej stąd.Ja juz nie wiem jak dale życ .
WSzystko mnie boli,wszystko się we mnie przekręca.Znowu wracam chyba do punktu wyjścia.
Mam świadomośc ,że tego już za dużo,że los zle się ze mną obszedł,że zostałam zle potraktowana.Męczę się sama ze sobą,już nawet sama nie potrafię siebie zrozumiec.
Już nawet nie wiem co pisac...............
Strzało - nawet nie wiem jak zacząć ... temat molestowania i pedofilii jest b. trudny i zostawia tak głębokie i jątrzące się rany, że wiele jestem w stanie zrozumieć. Chciałabym Ci pomóc chociaż słowem. Aby to jednak zrobić, pomóż mi proszę wyjaśnić kilka spraw.
Czy na pewno ZAWSZE piszesz tu na forum prawdę ? Nie czuj się obwiniana, czy ,że coś Ci wytykam. Osoby po traumatycznych przejściach, w celu własnej ochrony często kłamią i nawet sobie z tego nie zdają sprawy. Czytając Ciebie znalazłam kilka nieścisłości, którymi nikt się nie zainteresował, a w Twoim przypadku są b. ważne.
1) Wspomniałaś min. że chodzisz do psychiatry nie po leki ale po kolejne zwolnienia. Jaką psychiatra wystawił Ci diagnozę ? na co otrzymujesz zwolnienia i jak długo to trwa?
2) Napisałaś, że psychiatra przepisuje Ci leki ale ich nie przyjmujesz, bo nie chcesz działać jak " po alkoholu". Jakie lekarz zapisał Ci leki ?
3) Napisałaś,że poprosiłaś szkolną pielęgniarkę do skierowanie do psychologa i że Ci je wystawiła.
Min. trzy punkty ( nie tylko te ) są powodem dlaczego zaczęłam się zastanawiać czy aby na pewno chodzisz do psychiatry.
Po otrzymaniu odpowiedzi na 1 i 2 punkt napiszę Ci dlaczego zaczęłam wątpić.
Co do punktu 3. Pielęgniarka szkolna NIE MOGŁA wystawić Ci skierowania do psychologa, NIE MA TAKIEJ MOŻLIWOŚCI.
Do ukończenia 18r.życia byłaś osobą prawnie nieletnią, każde niepokojące zachowanie dziecka wychowawca lub inny nauczyciel zgłasza pedagogowi, który wzywa rodzica na rozmowę i wtedy pedagog szkolny, i nikt inny,, w przypadku konieczności kieruje dziecko do psychologa. Jeżeli rodzic się nie wstawia, nie interesuje się dzieckiem wzywa się kuratora.
Jak widzisz jest tu kilka nieścisłości.
Strzało, ja wierzę, że przeszłaś piekło, wierzę, że byłaś molestowana
Ale wyjaśnij nam te nieścisłości, po to abym spróbowała Ci pomóc. MUSISZ zaufać psychiatrze, jeżeli odpowiesz mi na te 2 punkty, napiszę dlaczego to takie ważne i o co w tym wszystkim chodzi. Trzymaj się, nie patrz w tył, nie odbieraj tel. od matki, zerwij z nią WSZYSTKIE kontakty.
Ściskam
Szczerze to poleciały mi łzy po przeczytaniu ostatniego posta.Chociaż, gdy postanowiłam opisac tu swoje życie to miałam jednak swiadomośc ,że może ludzie mi nie uwierzą.
Bo główną osobą która nigdy nie chciała mi wierzyc była moja matka i ona zostawiła mnie w tym wszystkim samą.Nie byłam już potem skłonna nigdy do żadnych zwierzeń.
Nie ufam ludziom i do tej pory,nie potrafię,nie wierzę,to nie ta bajka.
Droga Autentyczna Smoczyco WSZYSTKO co napisałam na tym forum jest prawdą,piszę szczerze o tym co akurat w danej chwili czuję,jednego dnia dół drugiego już nawet lepiej ,a potem znowu gorzej i tak wkółko.Chociaż były już dni lepszego samopoczucia ale po czasie wszystko znowu mi się zawalało.
Nie wiem jaki byłby sens gdybym miała kłamac i po co ,jestem tutaj przecież anonimowa,po co miałabym chronic siebie,co by mi to dało.Ja naprawdę chciałabym z tego wszystkiego wyjśc,bo czuję, że życie przecieka mi przez palce,to czas stracony,jak wyrwane kartki z kalendarza.Mam dzieci przecież,powinnam ten czas poświęcic bardziej im niż chodzic na wpół obecna,fizycznie przy nich,a myślami ,w przeszłości, z ogromnym bólem.
Co do pkt.1-opiszę to głębiej.Gdy chodziłam rok temu do psychiatry ,to miałam wystawioną diagnozę wstępną -zaburzenia osobowości F60.Miałam przepisany lek,po czasie przyznałam się że nie biorę nic,wtedy lekarz skierował mnie na terapie do psychologa.Lek nazywał się-Rexetin.Po ok 8,czy 9 miesiecznej terapii wyszłam z tego,stanęłam na nogi.Cała sprawa dotyczyła emocjonalnego uzależnienia od koleżanki.Serio to nie wierzyłam że z tego wyjdę,nie widziałam żadnego rozwiązania tej sprawy ale się udało.Po całej terapii czułam się jak nowo narodzona,życie wydawało się dla mnie piękne,miałam tyle optymizmu w sobie ,że nie spodziewałam się że cokolwiek będzie mnie w stanie jeszcze złamac.Ale niestety po roku zdarzyło się to co pisałam wcześniej,wszystko dosłownie się zawaliło.Nastąpił cały nawrót przeszłości ,całego dzieciństwa i teraz nadal w tym tkwie.
Na zwolnieniu przebywam od 18 kw.,na tym zwolnieniu nie ma jednoznacznie wskazanej diagnozy,są jakieś kody na które nigdy nie zwracałam uwagi.Wizyta wygląda tak ze idę do lekarz ,lekarz zadaje mi pytania.Pierwsze pyt które zawsze pada to to ,jak układa mi się pożycie małżeńskie,następnie ogólnie o to jak się czuję ,co słychac w mojej rodzinie.Odpowiadam szczerze to co myślę i co czuje.Nie proszę go o zwolnienia ,sam mi je wystawia.Rozmowa trwa kilka min,po czym przepisuje mi leki.
Miałam już wezwanie na komisję do Zusu .To też była rozmowa ogólnie o sytuacji w rodzinie,o tym jak się czuję.Przedstawiłam historię choroby.Bez jakichkolwiek zastrzeżeń uznali moje zwolnienia za zasadne.
15 pazdziernika mija 180 dni ,gdy jestem na tym zwolnieniu i dalej podobno już nie można .W tej chwili nie wiem co dalej.
Pkt 2 pierwszy lek który dostałam w kwietniu i nawet go wykupiłam,mam w domu to Pramolan i Hydroxyzinum.Ten drugi wzięłam jeden raz ,po nim czułam się jak nie wiem jakaś jakby nie w pełni świadoma,usypiałam na siedząc.W końcu położyłam się spac, bo nie dało się wytrzymac,od 11 w dzień spałam do 17 po południu.
Następnie lekarz zmieniał leki,bo nie przyznałam się ,że ich nie biorę.Były to Cital,Asertin i jeszcze jeden którego nie mogę rozczytac z recepty,strasznie niewyraznie napisane.(dzisiaj będę potem w aptece to zapytam o tą nazwę, jeśli to potrzebne)
Pkt 3 tak pierwszy mój kontakt z psychologiem był właśnie po tym skierowaniu na bank,właśnie wystawiony przez pielęgniarkę szkolną.Nie mogę tylko na 100% potwierdzic czy miałam już 18 lat czy brakowało mi kilku miesięcy.Teraz nie potrzeba skierowania do psychologa ,nie pamiętam czy wtedy ,ale chyba tak ,było potrzebne.Pamiętam że skierowanie miało napis Cito ,nie wiedziałam co to znaczy wtedy.Pamiętam że z tym skierowaniem trafiłam do pani psycholog,która po rozmowie ze mną wstała ,ubrała się(to była zima) i mimo moich protestów ,że może ma co innego do pracy niż zajmowac się mną,pojechała ze mną do szkoły i rozmawiała z moją wychowawczynią,wtedy już padło zdanie,że jestem w krytycznym stanie psychicznym.Następnego dnia wezwano moją matkę do szkoły(lub tego samego dnia).Oprócz tego wysłano mnie do lekarza psychiatry ,który teraz dalej mnie leczy.Pamiętam że siedział ze mną długo ,to była jakaś poradnia ,byli tam chłopcy badani przed wojskiem,jak wyszłam od lekarza pamiętam ,że przestraszyłam się budynków na ulicy.Na drugi dzień lekarz wezwał matkę na rozmowę ,po czym zapytał mnie o zgodę na leczenie w szpitalu psychiatrycznym,zgodziłam się.Pytał czy wyrażam zgodę na zgłoszenie sprawy do prokuratury,chodziło o obnażanie się ojczyma przede mną ,więcej nie byłam w stanie im powiedziec,nie wyraziłam na to zgody.Trafiłam do szpitala.
Może to chaotycznie wszystko napisałam ,ale jak najbardziej to jest prawdziwe.
Pozdrawiam
kochana, dziękuję, że to wszystko opisałaś, trochę to teraz bardziej przejrzyste :-)
Cały czas zastanawiam się, dlaczego boisz się leków, czy lekarz wytłumaczył Ci jak lek działa ?
Bo kurcze jeżeli Ci nie wytłumaczył to źle, a Ty niepotrzebnie cierpisz.
W chwili obecnej leki/antydepresanty są b. wysokiej jakości i ludzie je b. dobrze znoszą, ważne aby dopasować leki do człowieka.
Strzałko nie musisz bać się uzależnienia czy też jak to nazwałaś uczucia jak po alkoholu, bo dobrze dobrane antydepresanty działają tak,że człowiek funkcjonuje normalnie ale dodatkowo ma siłę i chęci walczyć z problemami a ów problem zaczyna widzieć w innym świetle.
Nie bój się i zaufaj psychiatrze, po to są by pomogli osobom cierpiącym tak jak Ty. Co do męża, myślę,ze on po prostu sobie nie radzi z sytuacją, nie wiem jak Ci pomóc, dobrze byłoby gdyby poszedł z Tobą raz do psychologa aby mu wyjaśnić dlaczego zachowujesz się tak a nie inaczej i jak może Tobie i sobie pomóc.
Tkwisz w ciężkiej depresji, depresji nie da się wyleczyć samemu, do tego potrzebne są leki. Wytłumaczę Ci to w bardzo prosty sposób:
Neurony są jak pączki kwiatów, pod wpływem ciężkich, traumatycznych przeżyć zamykają się jak kwiat, któremu nocą brakuje słońca.
Rano kiedy budzi się słońce kwiaty na nowo rozkwitają, neurony nie są w stanie na nowo same się rozwinąć. Potrzebna jest serotonina, która odpowiada za dobry nastrój i energię. Ponieważ u osób z depresją praca neuroprzekaźników jest zaburzona - potrzebne są leki.
Zaufaj lekarzom, możesz tego wyjść, będą trudne momenty ale dasz radę, zrobiłaś wielkie postępy i nadal je robisz szukając dla siebie i swojej rodziny pomocy.
Co do przedawnienia czynu karalnego akurat molestowanie dzieci jest chyba traktowane inaczej vide odświeżanie spraw dot. księży i dzieci, które są teraz dorosłymi ludźmi. Jeżeli chcesz dowiem się, co można zrobić w Twojej sprawie.
Teraz co do zwolnień, po 180 dniach możesz ubiegać się o tzw. świadczenie rehabilitacyjne, to tak jakbyś kontynuowała leczenie i być może w trakcie tego świadczenia, możesz wystąpić o rentę.
Będę Cię mocno wspierać i trzymam za Ciebie kciuki, pisz jak najwięcej, wyrzucaj z siebie to co boli i rani.
Ściskam
Autentyczna Smoczyco dziękuję za te słowa.
Jeśli chodzi o leki,lekarz nigdy nie tłumaczył mi jak one działają.A sama zawsze bałam sie zaczynac jakiegoś leczenia psychotropami,sama nazwa już mnie przeraża.Wiem, że wtedy jak miałam 18 lat brałam jakieś leki,nazw nie pamiętam kompletnie.Potem jednak z lekami skończyłam .Myślałam zawsze,że i bez nich się obędzie,że sama sobie poradzę.Przykładem jest ostatnia terapia właśnie z przed roku ,gdy udało mi się wyjśc z tego wszystkiego,bez jakichkolwiek leków,jedynie sama terapia.
Leki traktowałam jako ostatnią deskę ratunku.Zniechęciło mnie też to jak podziałała na mnie jedna tabletka Hydroksyzinum.
Teraz coraz częściej już myślę nad tym ,że jednak chyba nie dam rady bez nich dalej funkcjonowac.Myślałam,że poradzę sobie sama jak zawsze ,ale chyba się przliczę.
Boję się teraz powiedziec o tym lekarzowi,nie wiem jak on to przyjmie.Bo ostatnio gdy czułam się lepiej mówiłam o tym lekarzowi,ucieszył się,odebrał to jako sukces,nie zmieniał juz leków,pozostawił te co są.Na 13 pazdziernika mam wizyte,podczas której miał mi wystawic zaświadczenie o zdolności do pracy,gdyz minęło te 180 dni.
Teraz już sama nie wiem co z tym dalej zrobic,o rencie nie myślę,ja chcę z tego wyjśc,życ jak normalny człowiek,nie siedziec i myslec dalej.
Rozumiem ,że ta sytuacja jest trudna dla męża,ale zle mi jest z tego powodu,że i on zostawia mnie w tym samą.Chociaż wie o mnie ogólnikowo i wiem,ze raczej przejdzie mu złośc,ale ja nie zrobię chyba nic, żeby go w to wszystko wgłębic.Wystarczy ,że mi jest zle,ja muszę sama z tym sobie poradzic,sama z tego wyjsc.
Co do przedawnienia molestowania to najdłuższy termin ważnosci sprawy to jest 15 lat -chodzi tutaj o-Inne czynnosci seksualne z małoletnim poniżej 15 roku życia i niestety ale jest to w polskim prawie TYLKO występek i to jest dla mnie tragedią,za takie prawo.
W sprawie innych artykułow np -Molestowanie osoby poniżej 18 r życia przedawnienie jest po 10 latach,jeśli chodzi o obnażanie ,też nic nie zdziałam.Także i -Prezentowanie treści pornograficznej małoletniemu poniżej 15 r zycia jest występkiem ,przedaw.po 5 latach.
Można tylko siedziec i płakac ,można sobie strzelic w głowę i tak już nic nie zmieni się.
Chyba ,ze się mylę wiadomosci te mam z internetu.
Kilka min temu znowu dostałam tel od siostry, że niedługo będę mogła odwiedzac ją w psychiatryku lub, że będzie 2 metry pod ziemią,bo ona już nie wytrzymuje nerwowo z matką,bo ma dzisiaj głodówkę,matka nie zostawia jej nic do jedzenia.Ale mnie to już nie wzrusza ,bo wiem że obie są sobie winne,nie udzielam im już ani rad ,ani nie polecam się ,że coś dla nich zrobię.Mam to gdzies,nie mam już dla nich serca ani uczuc.
Dzisiaj trochę mi lepiej,a co przede mną tego nikt nie wie.
Pozdrawiam
41 2011-10-05 16:04:20 Ostatnio edytowany przez ewcia1233 (2011-10-05 16:13:58)
Boze ja mialam z pieprzone zycie w domu ale ty to dopiero naprawde jestes nie samowita kobieta godna podziwu z kad w tobie tyle sily ... mysle ze nie jedno jestes w stanie przezyc no i bardzo dobrze a przyjdzie dzien ze dla Ciebie tylko dla Ciebie zaswieci slonko !!! Mysle ze tylko od izolowanie sie od twojej matki przyniesie jakis efekt . Ja to kiedys zrobilam po dzialalo ,ale tylko na chwileke do mometu przyjazdu reszty rodzenstwa i wtedy zrozumialam ze nigdy dla mnie sie nie zmieni szkoda czasu i twojej energii musisz uwolnic sie od niej juz nie wspomne o twoim ojczymie .Pozdrawiam
Strzałko, dowiem się więc jak to wygląda w świetle prawa i dam Ci znać.
Co do Hydroksyzyny, te leki nie są antydepresantami, te leki są po to aby stłamsić/zdusić lęki.
I po nich faktycznie człowiek może czuć się senny, stosuje się je w trakcie leczenia różnych fobii, nerwic i w momentach paniki.
Możesz śmiało powiedzieć lekarzowi, ze hydroksyzynę źle znosisz. Jestem św. przekonana, że Ci ją odstawi.
Bardzo ważnym lekiem dla Ciebie to antydepresanty, które zaczynają działać po ok 2-6tyg regularnego stosowania. Bywa, że człowiek źle znosi dany lek, wtedy lekarz zmienia na inny. W każdym bądź razie jestem przekonana o tym, że z lekami byłoby Ci dużo łatwiej. Wtedy i terapia u Pani psycholog byłaby bardziej skuteczna :-) Pomyśl o tym :-)
Co do zwolnienia, zapytaj lekarza o świadczenie rehabilitacyjne, to po prostu kontynuacja leczenia.
Trzymam za Ciebie kciuki i pisz :-)
Strzało, bardzo trudno mi coś napisać, bo Twoja historia jest tak smutna i przerażająca, że trudno znaleźć właściwe słowa. Szczerze współczuję Ci makabry, przez którą przeszłaś, i szczerze też gratuluję siły, która pozwala Ci iść do przodu.
Mogę Cię zapewnić, że wierzę w KAŻDE Twoje słowo.
Walcz o siebie i swoje dzieci. Zasługujesz na lepszy los, niż rola "ofiary losu". Rodzina tak Cię urabiała, i dlatego dzisiaj tak się czujesz. Ważne jednak, że gdzieś w środku tkwi w Tobie świadomość, że nie mieli prawa Cię krzywdzić i że wyrządzili Ci zło. To jest ważne, że zachowałaś tę świadomość. Że chociaż emocje w Tobie szaleją, to potrafisz adekwatnie nazwać to co się stało.
Przypuszczam, że trudno pogodzić Ci się z tym, że nie możesz zmienić zachowania matki, siostry i ojczyma. Że ojczym nie chce przeprosić, że matka w dalszym ciągu nie uznaje żadnych Twoich praw i traktuje Cię tak jak chce, żąda zbyt wiele pomocy, oczekuje Twojej dyspozycyjności i uwagi, obwinia o własne decyzje i swoją sytuację, wciąga Cię w swoje sprawy z innymi ludźmi, a jednocześnie milczy w Twoich sprawach, a gdy Ty próbujesz coś powiedzieć o sobie, pokazać swoją wolę, to odwraca się plecami.
Jest niestety prawdopodobne, że matka się nie zmieni i nie przejrzy na oczy - dla niej uznanie Twoich racji oznaczałoby, że musiałaby w sobie samej dostrzec potwora (ojczym tak samo). Mało kto potrafi tak trzeźwo i uczciwie na siebie spojrzeć. Dlatego Twoje pytania czemu ona taka jest i dlaczego Cię obwinia mogą pozostać bez odpowiedzi.
Myślę, że bardzo ważne jest żebyś sama nauczyła się ufać własnym emocjom i stawiać tym ludziom granice - np. odmawiać roli pomagierki na każde zawołanie. W dzieciństwie nie mogłaś przerwać nieprzyjemnych i trudnych dla siebie sytuacji, byłaś bezradnym dzieckiem. Dzisiaj możesz to jednak zrobić - jeśli jesteś źle traktowana, jeśli matka odwraca się plecami, możesz przerwać tę sytuację i po prostu chociażby wyjść i zapowiedzieć matce, że jeśli nie chce z Tobą rozmawiać, to Ty wychodzisz (i zrobić to). Możesz też ograniczyć całkowicie kontakt ojczyma z Twoimi dziećmi - i nie musisz tego w żaden sposób uzasadniać. Świetnie wiesz co ten człowiek zrobił Tobie i jest ryzyko, że może zrobić to samo Twojemu dziecku. I to ryzyko Tobie jako dobrej matce ma prawo w zupełności wystarczyć do tego, żeby całkowicie odciąć tego człowieka od Twojego dziecka (wbrew Twojej psycholożce uważam, że jest bardzo prawdopodobne, że może zrobić krzywdę Twoim dzieciom - ten człowiek dalej jest pedofilem, nie zmienił się, Ciebie już nie molestuje bo po prostu dorosłaś).
Często pojawia się w Twoich wypowiedziach słowo "powinnam" i "muszę". Zastąp to słowem "mogę" i "chcę". Nie musisz podwozić nigdzie matki, możesz to zrobić jeśli będziesz miała czas, ochotę i siłę. Nie musisz angażować się w konflikty między matką i siostrą, chcesz się skupić na swoich własnych sprawach. Jeśli nie podoba Ci się, że mąż traktuje ojczyma, tak jakby nic się nie stało, to również możesz wypowiedzieć swoje obawy i emocje. Być może Twoja rodzina nie zechce uznać Twoich racji, to nie pozbawia Cię jednak możliwości ich wypowiedzenia. Tak jak zresztą zrobiłaś z ojczymem - nie przeprosił Cię, ale nie był w stanie zapobiec temu, że wypowiedziałaś swój żal i gniew. Zobacz, że w tym wypadku to ON nie miał wpływu - tak naprawdę to już żadne z nich nie ma wpływu na Ciebie. Jesteś dorosła i nic już nie musisz, a oni nie mają już mocy żeby zmusić Cię do czegokolwiek. Masz w sobie więcej siły niż sądzisz, wystarczy jedynie, że sobie to uświadomisz i zaczniesz z tej siły korzystać. Nie ma uniwersalnych reguł na wiele sytuacji - nie jest tak, że matce trzeba obowiązkowo świadczyć tyle i tyle pomocy. Twoim drogowskazem mogą (i mają prawo) być Twoje własne emocje - dawaj tyle ile czujesz, że chcesz i możesz dać, jeśli jest Ci źle - protestuj i przerywaj niemiłe sytuacje, jeśli nie podoba Ci się zachowanie najbliższych - nazwij to co Ci się nie podoba, domagaj się traktowania z szacunkiem i wysłuchania Twoich racji.
Czy znasz książkę "Katotata - nie-pamiętnik? Historia autorki jest bardzo podobna do Twojej - z tą różnicą jedynie, że molestującym był własny ojciec, nie ojczym. Zachęcam do przeczytania - myślę, że książka pomoże Ci w nazwaniu wielu własnych emocji i myśli, a także zrozumieniu wielu mechanizmów działających w Twojej rodzinie.
Tak wiem, mam dla kogo życ.Wiecie jaka to radośc zobaczyc szczęście w oczach własnego dziecka.?To coś niesamowitego,coś co nadaje sens życiu.Dzieci są niewinne,bezbronne i nie mogę tego zniszczyc,muszę byc przy nich.One muszą poczuc że świat jest piękny ,że można byc szczęśliwym.Dzieciństwo to moim zdaniem właśnie taki okres w którym dzieci powinny wiedziec,że są kochane,że mogą na kogoś liczyc,czuc się bezpieczne.To rzutuje potem na całe życie,na to jak potem w życiu dorosłym będą postrzegac świat,na to jakimi będą ludzmi.
Musisz wszystko poukładać, odsapnąć, kontakt z nimi nie ułatwi Ci tego..
Poza tym jeśli będziesz gotowa, zawsze możesz się do nich odezwać, masz adres, znasz telefon.
Może teraz pomyślisz, ze truję, ale MUSISZ być pod opieką specjalisty, sama na pewno nie dasz rady.
Lekarz jest Ci potrzebny, skoro nachodzą Cię myśli samobójcze, w dodatku wciągasz w to dzieci
Wiem, że Tobie zawdzięczają życie, ale uważam, że nie masz prawa im go odbierać. Może one wręcz przeciwnie, kochają życie i chcą się nim zachłysnąć.. Daj im szansę, niech mogą sami przekonać się czym właściwie jest życie.
To, ze Ty dostałaś tyle ciosów od losu, to nie znaczy, że one je dostaną.
Uważam, ze ty już dość się wycierpiałaś za wszystkich.
Więc teraz daj dzieciom, to czego Ty sama nigdy nie miałaś. Daj im miłość, szczęście, radość...
A kto przytuli Ciebie?? Właśnie one! Dla dzieci jesteś najważniejsza w życiu. Jesteś ich, autorytetem, guru, idolem, ostoją!!
Musisz, zyć dla nich, a one dla Ciebie! Bo miłość dziecka, jest bezinteresowna, dzieci nie wymagają od Ciebie seksu, pieniędzy czy dowodów miłości.
Kochają cię tylko (albo aż) za to, że jesteś ich mamą.
I dla tego życie jest piękne!!Trzymaj się kochana, gorąco Ci kibicuję!!!!
szczerze mówiąc czytałam kilka razy to wszystko i w głowie mi się to nie mieści...............
ale STRZAŁA sama napisałaś co zacytowałam w komentarzu wyżej, o dzieciach , przeczytaj raz jeszcze , wcale nie chcesz ich zabierać za sobą bo sama nigdzie się nie wybierasz ![]()
Pokaż im świat jak umiesz najwspanialej, przy nich czujesz się potrzebna, przy mężu również, dlaczego byś miała to wszystko zniszczyć .
Odetnij się od tej patologii, nie bądź na każde zawołanie matki , ojej ją jak ona olewała ciebie, w końcu do jasnej cholery masz swoje życie, rodzinę. A ona niech tkwi tam sama i niech się wiesza, jak jej się żyć nie chce. Ojczymowi wykrzyczałaś to jej też wykrzycz lub na spokojnie usiądź i napisz do niej list jak ją odwiedzisz to jej go wręcz jak będziesz wychodzić. Napisz dosłownie to wszystko co tutaj napisałaś, niech czyta. Potem wyjdź nie odzywaj się w ogóle aż ona może do ciebie przyjdzie i pokaże jak jej przykro , no ale nie wiem czy się na to zdobędzie. W każdym razie nie daj się ugiąć , jak będzie dzwonić nie odbieraj choćby ci pisała esy że się idzie zabić, bo jakbyś to ty jej powiedziała że jesteś ciężko chora lub potrzebujesz pomocy to wątpię czy by tak przyszła zaraz do ciebie. Masz 34 lata i w końcu musisz powiedzieć stop! A masz tyle lepiej od siostry że nie mieszkasz z nią tym jej ochlaptusem. A siostra przesiąkła matką, szkoda tylko jej syna... Nie daj sobą manipulować bo się nigdy nie uwolnisz od przeszłości.
Pozdrawiam cię i życzę powodzenia
JESTEŚ WIELKA I SILNA I TERAZ TY DAJ PORZĄDNEGO KOPA W DUPĘ CAŁEJ RODZINCE OD SIEDMIU BOLEŚCI
Witaj STRZAŁKO.
Nie wiem, na ile zmieniły się przepisy, ale myślę, że procedura pozostała taka sama.
Wniosek o świadczenie rehabilitacyjne składa się w takcie ostatniego miesiąca pobytu na chorobowym.
Druk "Wniosek o świadczenie rehabilitacyjne" oraz druk "Zaświadczenie o stanie zdrowia" pobiera się w oddziale ZUS. Pierwszy druk wypełniasz Ty, a drugi lekarz prowadzący.
Jeżeli chcesz z tego skorzystać (nadal kontynuować leczenie) to sprawa jest PILNA.
Byłoby to korzystne dla Ciebie, bo otrzymywało się 75% ( tu może być zmiana) pobieranego zasiłku chorobowego i ten okres wlicza się do lat pracy jako okres bezskładkowy.
Jedź do ZUS i jeszcze dokładnie się dowiedz, wstępnie możesz telefonicznie uzyskać pewne informacje.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
STRZAŁKO, co się dzieje? czemu krzyczysz!
Bo jest mi zle,strasznie zle.
I strasznie mi głupio ,ze tyle osób jest za mną a do mnie to nie dociera.
Boję się ,czuję,że się pogrążam,że nie dam rady,że opadam z sił
STRZAŁKO, musisz odstawić piwo i zacząć zażywać systematycznie przepisane przez lekarza leki.
Widać, że sama terapia nie odnosi należytego skutku. Leki będą działać na Ciebie zobojętniająco, przez co wspomnienia traumatycznych zdarzeń nie będą dominować w Twoich myślach.
Jeśli jesteś w takim stanie nasilenia depresji, to jak najbardziej powinnaś starać się o świadczenie rehabilitacyjne.
Jeżeli psycholog twierdzi, że nie jest Ci już potrzebna jej pomoc, a Ty nadal czujesz potrzebę terapii to zwróć sie do lekarza prowadzącego o przeprowadzenie odpowiednich testów, które wykażą czy należy terapię kontynuować.
Osobiście uważam, że Pani psycholog bardzo lekko podeszła do tematu siadania Twojej córki na kolanach u ojczyma - pedofila. Moim zdaniem wręcz powinna Cię przestrzegać, abyś była przeciwna.
Teraz znowu chce zakończyć terapię. Zawsze możesz poprosić o zmianę prowadzącej.
Koniecznie zacznij leczyć się farmakologicznie.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Strzałko - w pełni zgadzam się z Żyworódką, KONIECZNIE podejmij terapię farmaceutyczną. Nie ma innego wyboru.
Może czas na zmianę psychologa ? A może Twoja psycholog nie jest świadoma Twojego cierpienia ? Może nie mówisz jej wsazystkiego ?
51 2011-10-08 03:13:41 Ostatnio edytowany przez strzała (2011-10-08 03:44:07)
Dziękuję Wam za to, że jesteście,dodajecie mi skrzydeł.Choc może czasem za krótko trwa euforia,sama siebie nie rozumiem,mój nastrój zmienia się jak w kalejdoskopie. Aż sie zastanawiam ,czy w końcu nie zostanę wyrzucona z forum za taki mętlik wyrażania moich myśli . Najbardziej zdołowało mnie ostatnio to,że zdałam sobie sprawę,że nie potrafię normalnie funkcjonowac przez swoją przeszłośc,która wciąż wisi nade mną ,że nie potrafię się od niej odciąc .Ale skupię się na tym,że ostatnio też już czułam się lepiej.
Proszę też o to ,aby nikt tutaj nie obchodził się ze mną jak z jajkiem ,nawet wolałabym trochę krytycyzmu co do mojej osoby,może i trochę mnie to zdołuje ,ale i na pewno lepiej pomoże mi zrozumiec sens wszystkiego.
Chcę z tego wyjśc,odciąc się od tej patologii,nie powielac błędów mojej rodzinki od siedmiu boleści.Myślę ,że nie jestem już od nich uzależniona,bo już nie robią na mnie wrażenia,nie obchodzą mnie ,nie przejmuję się już ich problemami.Już nie są w stanie mną zawładnąc,a wcześniej potrafiłam do rana nie zasnąc,żałując się ich i rozmyślając co by tu zrobiz,żeby im pomóc i użalając się nad nimi,jacy to są biedni i nieszczęśliwi.
Nie przejmuje się już matką ,wcale nie jestem wyrodną córką,że jej nie pomagam,że nie stoję po jej stronie,bo tak naprawdę nie mam za co byc jej wdzięczna.Wiem już ,że nigdy mnie nie kochała i nigdy nie będzie mnie kochała,to całe sedno tej sprawy.Mogę stawac i na głowie i tak będzie mnie zauważała tylko wtedy gdy będzie jej to na rękę,a to tylko złudzenie dla mnie ,mogę oszukiwac samą siebie ,że jest inaczej,mogę w tym tkwic ,ale ja do cholery CHCE z tego wyjśc.Muszę się z tym pogodzic po prostu innego wyjścia nie mam.I nie warto nad tym płakac,to i tak nic nie da,co najwyżej będzie mnie wpędzac w nowe dołki.Takie jest moje życie,moja przeszłośc i tak zostanie.
Nie mam w zwyczaju "oko za oko,ząb za ząb" i chociaż wiem,że matka zrobiła mi wielką krzywdę ,współwinna razem z tym menelem,to nie jestem osobą,która postawi całkowicie krzyżyk na niej,nie potrafię całkowicie odwrócic się do niej plecami,choc może nie powinnam chciec już wcale jej znac.Ale wiem już na pewno ,że nigdy więcej nie będzie już tak jak było,nigdy,ona nie miała prawa i nie ma traktowac mnie tak jak to robiła.Ja mam prawo okazac, powiedziec jej w twarz co czuję,a jak ona to przyjmie ,to jej sprawa.I już nie mam zamiaru robic z siebie ofiary ,np w momencie gdy odwróciła się do mnie plecami,ja głupia zastanawiałam się co teraz jej powiedziec,żeby była zadowolona i żeby się np uśmiechnęła i nie była zła na mnie.Nie potrzebne mi już jej uczucie,jak to pisze nawet to już mnie to nic nie wzrusza,a jeszcze jakiś czas temu ,nie byłabym w stanie nawet tak pomyślec. Jej zachowanie w stosunku do mnie będzie mi dawało sygnały z jakimi marnymi ludzmi mam do czynienia.To ja jestem górą ,oni nie dorastają mi do pięt.
Dzisiaj znowu miałam tel od siostry,ściga ich windykator,no i oczywiście ,kto miałby załatwic całą sprawę za nich?Prosta odpowiedz jasne że ja ,bo kto miałby wiedziec gdzie z tym iśc ,kto ma na to czas.Żałosne ,niech sobie w takim razie wynajmą jakąś panią do załatwiania osobistych spraw,bo mi najzwyczajniej w świecie się nie chce.I znowu będę tą niedobrą córką.Ostatnio nawet doszły mnie słuchy, że strasznie wredna się teraz zrobiłam,słowa matki. Jakoś mnie to nie rusza,niech sobie gada co chce,przecież każdy może wyrazic swoją opinie,a moja jest taka,że wredna to jest ona ,a nie ja.
Wiem ,że dużo jest przede mną ,dużo jeszcze muszę zmienic,ale wierzę że idę w dobrym kierunku,że jednak mam szanse,że nie wszystko stracone.Oni nie byli w stanie zniszczyc mnie całkowicie,że coś jeszcze we mnie zostało,jakaś odrobina człowieczeństwa.I to właśnie będzie motywowało mnie do dalszego działania w celu naprawienia swojej kalekiej osobowości.Pełny optymizm,oby nie na krótko,ale wierze ,że tak jak nie jeden raz,w końcu dopnę swego.
Teraz tez muszę bardziej skupic się na swojej rodzinie,nie bedę ciągnęła za sobą całej patologii wyniesionej z domu rodzinnego.
Choc czasami brak mi sił,ale nie ma innej możliwości dla mnie.Więcej poświęcę czasu dzieciom,mężowi i nie będę oglądac się wstecz.
Za dużo już czasu straciłam na pogrążanie sie w tym ,obecna tylko fizycznie,za dużo już naużalałam się nad sobą,wystarczy już tego.
Bo nawet oczywiste jakieś zadania zaczęły sprawiac mi trudnosci.Ostatnio np gotowałam kisiel córce,to taka byłam mądra ,że zamiast wsypac proszek do szklanki z zimną wodą to wsypałam do gorącej wody i ... miałam "kisiel" -kluchy w szklance:)) i mogłabym jeszcze wymienic różne przykłady osoby robiącej coś "bez głowy"
W sumie pisac to jest mi łatwiej,ale wiem,że łatwo nie będzie ,zwłaszcza tez, że ostatnio trochę ruszyłam się z domu,tzn pracowałam po kilka godz dziennie,dosłownie w ostat tygodniu po 3 góra 4 godz,razem 80 godz przez jakieś 3 tygod bodajże..Teraz już dzisiaj ta praca się skończyła,będzie dopiero za jakiś mieś,znowu i tak z przerwami do lata mogę.Dlatego teraz może byc ciężko bo będę cały dzien zostawała w domu,ale postaram się coś zawsze wymyślec.
Pierwszy krok to już od dzisiaj ,czyli aktualnie wczoraj odstawiam piwo,owszem pomagało,ale tylko w tym, aby jeszcze bardziej pogrążac się w swojej bezradności,po to aby się rozklejac.Nic nie piłam i nawet nie chciało mi się wyjśc z domu żeby je kupic,tak postanowiłam.
Po drugie wizytę u lekarza mam dopiero 10 list. ,bo byłam w czwartek na własną prośbę,choc ta wizyta miała odbyc się 13 pazdziernika.Z tego względu co do leków daję sobie ostatnią szansę i obiecuję nawet całemu światu ,że jeżeli do następnej wizyty wyraznie nie poprawi się mój stan zdrowia to zacznę je brac na 100%,w sumie mam miesiąc ,to długo,ale wyczuję ten moment gdy nie będę dawała rady i wówczas pojadę wcześniej do lekarza.
Żyworódko jeśli chodzi o to świadczenie rehabilitacyjne to właśnie z tym jezdziłam w czwartek do lekarza ,po przeczytaniu Twojego posta,niestety nic z tego .
W ogóle to lekarz nie był zadowolony ,twierdził że umawialiśmy się inaczej ,że miałam byc po zaświadczenie o zdolności do pracy .Bo fakt jest taki ,że ostatnio pierwszy raz powiedziałam mu,że czuję się lepiej.Ogólnie to wydaje mi się,że lekarz mało mnie zna,bo jak można poznac się na kimś po 10 min wizycie,to jest facet,nie umiem otworzyc się przy nim tak jak przy mojej Pani psycholog.
Twierdził też ,że skoro mój stosunek pracy wygasł 30 czerwca to w tej chwili nie ma takiej możliwości abym mogła skorzystac ze świadczenia rehabilitacyjnego,co innego gdybym nadal była zatrudniona i na nic zdały się moje słowa,że nie czuję się obecnie jeszcze na siłach żeby iśc do pracy i spędzic tam 8 godz.
Ale w sumie to może i lepiej ,przynajmiej będę miała świadomośc,że kończy mi się zasiłek i trzeba szybciej coś z tym wszystkim robic.Jedyne co mi zaproponował lekarz to to ,że mogłabym ubiegac się o rentę,co mnie zaskoczyło,bo przecież jestem za młoda ,nie jestem obłożnie chora i ja mam wyzdrowiec, a nie czekac,że mi kase do ręki dadzą ,to nie będę musiała zbytnio się o nic wysilac.Ja chcę ,i jak tylko będę już w stanie to pójdę do jakiejś pracy,zawsze coś tam się znajdzie,choc nie wiem jeszcze co.
Co do mojej psycholog to jest tak ,że mam coś takiego w sobie,że bardzo mocno przywiązuje się do niektórych osób.Gdy ja się cała trzęsłam ,ona przytuliła mnie,2 razy na jednej wizycie ,to coś wspaniałego,nie mogę o tym zapomniec,chciałabym aby taka chwila trwała wiecznie.Poprosiłam ją o to znowu na innej wizycie ,ale niestety mówiła ,że to wbrew regułom,zrozumiałam ją,nie nalegałam,zaproponowała,że w zamian może mnie potrzymac za rękę,podałam jej obie.To takie uczucie niedoopisania,że to właśnie ona ,przed którą,nie mam tajemnic w cztery oczy,która wie o mnie wszystko,której ufam,jedyna osoba ,która mi wierzy,która jest dla mnie autorytetem w realu.
Fakt ,z niektórymi sprawami nie zgadzam się z nią,bo po jej stwierdzeniu ,że to iż ojczym mnie skrzywdził to nie znaczy, że skrzywdzi również moje dzieci ,odpowiedziałam że -chocby nawet ogłosili go świętym to i tak mu nie uwierzę,wtedy mówiła ,że to oczywiste ,że mogę tak myślec,że mam prawo do złości ,czy gniewu.To samo tyczy się w sprawie np siadania mojej córki do niego na kolana ,ja teraz za to odpowiadam .Myślę też,że ta Pani ma świadomośc mojego bólu ,bo widzi mnie i zwraca mi uwagę na moje zachowania w chwilach ,gdy opowiadam np o matce czy ojczymie wtedy siedzę i cała się trzęsę i ona zwraca na to uwagę oprócz tego zdarzają mi się krótkie chwile zasłabnięc podczas wizyty,dawała mi wodę do picia.Ona wie wszystko,włącznie ze szczegółami,zna mnie bardzo dokładnie,taka jest moja opinia.
Uważam ,że może trochę za bardzo dałam jej do zrozumienia ile dla mnie znaczy,powiedziałam jej,że bardzo ją lubię,co przyjęła uśmiechem,ale nie skomentowała.
Wiem ,że muszę na to uważac ,choc to nie łatwe,ale następne emocjonalne uzależnienie byłoby dla mnie ostateczną tragedią.
Pozdrawiam Wszystkich:)))
Żyworódko jeśli chodzi o to świadczenie rehabilitacyjne to właśnie z tym jezdziłam w czwartek do lekarza ,po przeczytaniu Twojego posta,niestety nic z tego .
W ogóle to lekarz nie był zadowolony ,twierdził że umawialiśmy się inaczej ,że miałam byc po zaświadczenie o zdolności do pracy .Bo fakt jest taki ,że ostatnio pierwszy raz powiedziałam mu,że czuję się lepiej.Ogólnie to wydaje mi się,że lekarz mało mnie zna,bo jak można poznac się na kimś po 10 min wizycie,to jest facet,nie umiem otworzyc się przy nim tak jak przy mojej Pani psycholog.
Twierdził też ,że skoro mój stosunek pracy wygasł 30 czerwca to w tej chwili nie ma takiej możliwości abym mogła skorzystac ze świadczenia rehabilitacyjnego, co innego gdybym nadal była zatrudniona i na nic zdały się moje słowa,że nie czuję się obecnie jeszcze na siłach żeby iśc do pracy i spędzic tam 8 godz.
Jestem oburzona zachowaniem lekarza!
Masz prawo z dnia na dzień poczuć się gorzej i prosić/żądać kontynuacji, w tym przypadku wystawienia wniosku o świadczenie rehabilitacyjne. Żadna Twoja wcześniejsza decyzja nie jest wiążąca, liczy się obecny stan Twojego zdrowia, tym bardziej, że jeszcze lekarz nie wystawił Ci zaświadczenia o zdolności do pracy. Ty poczułaś się gorzej i zgłosiłaś o tym lekarzowi przed faktem - wystawieniem zaświadczenia.
Zaczęłaś chorować od 18 kwietnia br. - rozumiem, że w trakcie zatrudnienia.
Zatem wytłumacz proszę, dlaczego piszesz, że Twój stosunek pracy wygasł 30 czerwca (rozumiem, że tego roku) skoro chorobowe 180 dni przypada na dzień 15 października?
Byłaś zatrudniona na czas określony, czy zwolnili Cię w okresie chorobowym?
Kolejna sprawa:
Jedyne co mi zaproponował lekarz to to ,że mogłabym ubiegac się o rentę,co mnie zaskoczyło,bo przecież jestem za młoda ,nie jestem obłożnie chora i ja mam wyzdrowiec, a nie czekac,że mi kase do ręki dadzą ,to nie będę musiała zbytnio się o nic wysilac.
Faktycznie dziwne podejście ma lekarz. Odmawia Ci wystawienia wniosku o świadczenia rehabilitacyjne, a w zamian proponuje wystawienie wniosku o przyznanie renty.
Z powyższego wynika, że dobrze zdaje sobie sprawę z Twojego stanu zdrowia!
Ja radziłabym Ci skorzystać z tej formy dalszego uznania Cię za niezdolną do pracy.
Teraz renty nie przyznają dożywotnio, tylko w przypadku trwałego kalectwa.
Otrzymasz ją na rok lub dwa. Twój młody wiek nie ma tu nic do rzeczy.
Z tego co piszesz, to będziesz dopiero szukała pracy. Tu nie byłabym taka optymistyczna, że zaraz ją znajdziesz, a renta to zawsze jakiś stały miesięczny dochód. Zawsze też będziesz mogła ją zawiesić. Jeśli nie skorzystasz, to szybko odczujesz brak pieniędzy w budżecie rodzinnym co będzie skutkować dodatkowym stresem.
Dziękuję Wam za to, że jesteście,dodajecie mi skrzydeł.Choc może czasem za krótko trwa euforia,sama siebie nie rozumiem,mój nastrój zmienia się jak w kalejdoskopie. Aż sie zastanawiam ,czy w końcu nie zostanę wyrzucona z forum za taki mętlik wyrażania moich myśli .
Miło usłyszeć takie słowa podziękowania.
To Twój wątek, w którym piszesz na bieżąco, zatem oddajesz swój stan emocjonalny w danym momencie i cały czas trzymasz się treści swojej historii.
Bana jak wynika z regulaminu, forumowicze dostają przede wszystkim za wulgarne odnoszenie się do rozmówców.
Jedynie mam prośbę, abyś robiła odstępy (enter) między przekazywaniem kolejnej myśli/problemu. Będzie czytelniejszy odbiór.
Pracowałam w tej firmie od 20 września 2010 r do 30 czerwca 2011r,czyli umowa była zawarta na czas określony.
Od 18 kwietnia przebywam na zwolnieniu lekarskim,którego 180 dni kończy się 15 pazdziernika br.
Umowa wygasła 30 czerwca ,czyli w trakcie okresu chorobowego,który kontynuowałam w Zus-ie.
Po ustaniu okresu zatrudnienia można kontynuowac przebywanie na zasiłku chorobowym ,ale nie dłużej niż 180 dni łącznie.
Po tym okresie św.rehabilit.,które według lekarza mi nie przysługuje ,gdyż mój stosunek pracy wcześniej wygasł.
W rozmowie z lekarzem poczułam się tak ,jakby miałabym na siłę przekonywac go ,że nie czuję się jednak zdolna do tej pracy.
Był zły ,że przecież na poprzedniej wizycie już było lepiej ,a teraz odniosłam wrażenie że może chciał mi zasugerowac sam ,że czuję się dobrze tylko chce coś wymusic.
Nawet mu powiedziałam wprost ,że ta decyzja należy do niego,że nie chodzi mi o pieniądze,ale że wiem o tym ,że do tej pracy jednak się nie nadaję.
Też byłam zaskoczona w sprawie renty,że proponuje mi takie rozwiązanie,skoro uważa, że nie należy mi się świadczenie.
W rezultacie wszystkiego lekarz właśnie w czwartek wystawił mi zaświadczenie,iż po powrocie ze zwolnienia lekarskiego mogę podjąc pracę na uprzednio zajmowanym stanowisku.
Trochę to dla mnie niezrozumiałe bo,przecież nie mam tego stanowiska i będę musiała zarejestrowac się w UP.
Nie należy mi się zasiłek dla bezrobotnych. Pobierałam taki od stycznia 2010 roku.
Do zasiłku brakuje mi ok 3 mieś,pomyślę jeszcze nad tym,bo brat ma firmę.
54 2011-10-08 12:32:21 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2011-10-08 12:37:37)
STRZAŁKA.
Zachorowałaś w trakcie zatrudnienia - nota bene pamiętaj, że pomimo, iż okres zatrudnienia minął w czerwcu, to do lat pracy wlicza Ci się cały okres pobytu na chorobowym jako okres nieskładkowy - a świadczenie rehabilitacyjne jest kontynuacją leczenia.
Moja znajoma zatrudniona na czas nieokreślony została zwolniona z pracy (rok 2003) i w trakcie wypowiedzenia oraz po, przebywała na zwolnieniu lekarskim, a następnie na świadczeniu rehabilitacyjnym.
Zatem sytuacja analogiczna do Twojej z tym tylko, że Ty byłaś zatrudniona na czas określony.
Trudno mi powiedzieć jednoznacznie czy to ma jakieś znaczenie ale myślę, że nie.
Zawsze możesz się spytać w ZUS-ie choćby po to, żeby na przyszłość być zorientowana w temacie.
Jeżeli okazałoby się, że lekarz wprowadził Cię w błąd to egzekwowałabym od niego chociaż skierowanie na rentę, że się zdecydowałaś. Nie dawaj się spławić i nie zważaj na humory lekarza -
też ma prawo wstać "lewą nogą". ![]()
Strzała...mogę Ci pomóc...
Napisz do mnie planette@go2.pl
Gadugadu...38188030
Lub skontaktuj się z fundacją "Domino", powołaj sie na Grzegorza, znajdziesz w internecie...
Nie jesteś sama, jesteś silna i waleczna...wygrasz życie...wygraj dla dzieci, one są najważniejsze, potem dopiero my...
Wydaje się to takie chore i niedopokonania...nieprawda, odedzwij się...
56 2011-10-20 00:44:27 Ostatnio edytowany przez strzała (2011-10-20 07:48:13)
Piszę,bo ...jest dobrze,naprawdę coraz lepiej,mogę się śmiac ,śpiewac i tańczyc.
Już nie wierzę i nie chcę wierzyc ,że cofnę się w tył.
Moje życie jest dla mnie wartością,nie chcę umierac.
Wszystkie złe nastroje mijają,już na 100% wiem,że sobie poradzę,nie ma nawet innej opcji,ja to czuję.
Piwo odstawiłam,jak obiecałam i nawet nie myśle o tym,nawet nie mam na nie ochoty.
Przestałam siedziec po nocach,przestałam użalac się nad sobą.
Więcej czasu spędzam z dziecmi,właściwie cały czas.
Wymyślamy sobie różne zajęcia,żeby było im dobrze.
Z mężem mniej się widzimy,bo pracuje w sumie na dwie zmiany ,ale nieraz po 14godz.,ogólnie z mężem jest dobrze.
Jeżeli chodzi o świadczenie rehab. niestety to był błąd,bo należało mi się.I trzeba było złożyc dokumenty na 4-6 tygod. przed zakończeniem zasiłku.
Szczerze to nie mam nawet ochoty iśc znowu do tego lekarza,nie potrafię kogoś o coś prosic i nie lubię tego.
W pośredniaku też nie mogę na razie się zarejestrowac,bo Zus nie rozliczył się jeszcze ze mną(dowiadywałam się),a zaświadcz. o zdolności nie jest już potrzebne w UP.
Za mieś .będę miała pracę dorywczą,potem jeszcze trochę i zacznę coś szukac na pełny etat,nigdy nie miałam problemu ze znalezieniem pracy,wcześniej czy póżniej zawsze cos znajdę.
Wczoraj odbyła się ostatnia sprawa w sądzie rodzinnym,na której we wstępie poinformowano nas(co było dla nas zaskoczeniem),że sprawa w Prokuraturze została umorzona pod koniec lipca,o czym nie mieliśmy żadnego pojęcia.
Praw rodziciels.nie odebrano nam,ale zobowiązaliśmy się do:terapii rodzinnej,terapii mojej i nadzoru kuratora co 3 mies w ten sposób ,że to my będziemy jezdzic do niego ,a nie kurator do nas.
Czyli ogólnie sąd mamy za sobą, uffffff.
Jeśli chodzi o mnie to daje sobie góra 2 mieś na poukładanie wszystkich spraw,na postawienie swojego życia już całkowicie na nogach.
Co do mojej matki,to zmienia taktykę,widziałam ją jeden raz w ciągu mieś.,bo jezdziłam z mężem poprawiac pomnik u mojego taty.
Zrobiła się miła ,że aż strach,gdybym była mała to pewnie bym i w to uwierzyła,ale teraz to wiem,że u niej nie ma nic za darmo,a ja nie chcę po prostu już nic,ani jej ani nic od niej.Niech sobie nie myśli,że uda się jej znowu mnie omotac,że się może jeszcze rozpłacze a ja za nią polecę,NA PEWNO NIE.
Nie wierzę jej kompletnie,była miła chwilowo widziałam się z nią 10 min,potem znowu się pobiły z moją siostrą.
Siostra dzwoni co parę dni,znowu się żali,znowu chce gdzieś jechac,często kładę telefon,żebym nie miała zasięgu i niech myślą,że mnie nie ma,bo dla nich mnie już nie ma
Myślę o napisaniu listu do matki,zobaczymy...
W święto zmarłych oczywiście jak zawsze jadę na Mszę główną na cmentarz,ten pedofil też tam będzie,nie zobaczy mnie załamanej,nie dam mu takiej satysfakcji,to nie ja, to on jest tym pieprzonym pedofilem,to on powinien się wstydzic nie ja,on wie, że ma mi schodzic z drogi,lepiej dla niego jak się podstosuje.
Ostatnio czytałam książki które mi polecaliście :Kato tata ,Monidło ,Toksyczni rodzice.
Nie będę komentowac...,ale moja matka to idealny obraz toksycznej matki,a ja zrobię wszystko ,żeby już nigdy nie miała na mnie takiego wpływu i takiej kontroli nade mną, jak jeszcze nie tak dawno.(i już nie ma)
Ja wiem ,że jestem już od niej lepsza,bo jestem po prostu człowiekiem .
Przeczytałem pierwzy wpis.
Wszelkie rady pewnie są takie jak myślę..czyli zerwanie z matką iojcyzmem wszelkich kontaktów, ma ich nie być w twoim życiu.
Dzieciom powiesz, że dusze dziadków poszły już do nieba(jako nie pierwsi umrą, przynajmniej dla wnucząt).
Martwi mnie to, że mąż zaczął używac alkoholu.
Może po częściz powodu tego dochodzenia i podejrzeń.
Nie wiem, rozawiałaś z nim o tym?
W sumie skoro zna twą historię to teoretycznie chociaż powinien zrozumieć tą pierwszą reakcję - prokurator.
Piszesz też o braku pracy a on ma pracę?
U mnie wszystko ,wszystko ok.Jest na prawdę dobrze,patrze przez okno i cieszy mnie nawet wstający dzień.
Mogę się uśmiechac, nawet sama do siebie.Żadnych dołów ,nic mnie nie łamie.
To tak jakbym widziała świat przez różowe okulary.
W piątek rejestrowałam się w UP i o dziwo przyznali mi zasiłek dla bezrobotnych,a byłam pewna, że mi się nie należy,ponieważ miałam owszem przepracowane ostatnio 9 mieś + czas w którym byłam na zasiłku,co się liczy do lat pracy jako okres nieskładkowy.
Warunek był jeden,że kwota pobieranego zasiłku nie może byc niższa od najmiejszej krajowej .
Kwota ta była osiemset z groszami ,dlatego myślałam, że to za mało,jednak okazało się,że w sam raz.
Zasiłek będę pobierała przez pół roku,myślę że przez ten czas znajdę jakąś prace.
Chociaż dorywczo to i tak będę pracowała już za jakieś 3 tygodnie.
W sobotę byłam na wizycie u mojej psycholog.
Sama również stwierdziła ,że widzi dużą zmianę u mnie,mogłyśmy sobie pożartowac,pośmiac sie.
Terapia będzie jeszcze trwała ,może nawet dłuższy czas.
Z rodzinką nie kontaktuje się ,nie płaczę z tego powodu,nie wzrusza mnie to ,niech sobie żyją jak chcą i robią co chcą.
Ja nie jestem ich dobrą opiekunką ani ostatnim ratunkiem.
Mam swoje życie ,za nich nie odpowiadam.
Cieszę się że żyje ,że mam dla kogo życ.
Dla moich dzieci jestem w stanie zrobic wszystko ,są moim największym szczęściem w życiu.
Z mężem też ogólnie się dobrze poukładało.
Nie cofnę się w tył,wiem to już na pewno:)))))
Strzałko,
a co spowodowało taką dużą zmianę? Co ci pomogło? O ile oczywiście potrafisz to wyodrębnić ![]()
Pozdrawiam!
dzięki temu wszystkiemu co przeszłaś masz siłę, to nie czyni Cie słabszej, chociaż tak to może wyglądać.
Nie wymażesz tego z pamięci, ale możesz żyć dalej i być naprawdę szczęśliwa, wiedząc co to znaczy nieszczęście:)
Życzę Ci dużo dużo pięknych chwil i radości z bliskich Ci osób:)
61 2011-11-06 01:55:08 Ostatnio edytowany przez strzała (2011-11-06 02:49:03)
Co mi pomogło?
Postawiłam wszystko na jedną kartę ,doszłam do wniosku,że dośc już tego użalania się nad sobą,pora się ocknąc ,bo życie zaczęło uciekac mi przez palce.
Zdałam sobie sprawę,że jeżeli nic nie zrobię teraz,to jeszcze chwila ,a pogrążę się całkowicie.Bałam się tego,bo już doświadczyłam wcześniej ciężkiej depresji i wtedy było już krytycznie,nie życzę nikomu znaleśc się w takim stanie.
I przede wszystkim mam dzieci ,one nie są niczemu winne,nie są winne za moją przeszłosc,nic by mnie nie tłumaczyło, jeżeli miałabym ze swoimi dziecmi postępowac, tak jak moi najbliżsi postąpili ze mną.Wychowałam się w patologii ,ale to przeszłośc,która zostanie za mną,ja chcę życ normalnie.
Moim marzeniem od dziecka było to ,że bardzo chciałam miec własną rodzinę,szczęśliwą rodzinę ,taką w której byłaby miłośc,szacunek do drugiej osoby,taką ,w której każdy czułby się bezpiecznie.To mój największy cel w życiu ,wierzę ,że osiągalny.Chciałabym,aby wszyscy ,czyli mąż i dzieci ,żeby byli ze mną szczęśliwi.
Ja przeszłosci nie zmienię,tak jak nie zmienię i już nie będę próbowac zmieniac mojej matki ,czy siostry.
Dużo mi dało też wykrzyczenie ojczymowi w twarz tego wszystkiego i zrzucenie całej winy na niego,winy którą obarczałam siebie przez tyle lat.
Teraz udaje mi się podejśc z dystansem do pewnych spraw,nie reagowac emocjonalnie na zachowania mojej matki,która co rusz zmienia taktykę w stosunku do mnie,ale nie uda się jej już mną manipulowac.
Już nigdy nie będzie tak jak było.Wszystko co minęło było chore.
Dzisiaj w pełni mogę stwierdzic, że już wygrałam tą walkę z przeszłością.
Teraz skupie się na odbudowie tego, co oni nie zdołali we mnie zniszczyc.
Czy naprawdę jestem silna?Nie wiem,może i tak.Czasami jestem dumna z tego,że nie spadłam na dno,że nie wylądowałam gdzieś w rynsztoku,nie uzależniłam się od różnych świństw,że chyba jednak jestem czegoś warta.
I jeszcze przede wszystkim, bardzo chciałam podziękowac Wam wszystkim,którzy mnie wspieraliście,którzy byliście tutaj przy mnie.
Szczerze to nie dałabym rady bez Was ,bo nikt z moich najbliższych,czy koleżanek, znajomych ,oni nic o mnie nie wiedzą.Bo nie potrafię zaufac.
Gdyby nie to forum może byłabym bez szans.
Ciesze się,że są jeszcze tacy ludzie jak Wy,którzy potrafią wspólczuc,którzy mnie nie wyśmieją,którzy mi uwierzą,dodadzą sił.
W sumie obcy ludzie ,ale tylko tacy zawsze potrafili się mną zainteresowac.Gdybym mogła to bym Was wszystkich uściskała:)
Koresponduję meilowo z jedną z osób z tego forum,ze wspaniałą osobą,która również bardzo podnosi mnie na duchu ,mimo swych osobistych problemów.
Gdyby na świecie były tylko takie osoby, to świat byłby piękny.
Bardzo Ci dziękuję...za WSZYSTKO.
Obecnie przede mną terapia rodzinna,dalsza terapia własna,ale mocno w to wierzę,że powoli wszystko się poukłada:)))
Chociaż problemy będą,ale jest o co walczyc.
Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam wszystkich:)))
Strzałko, witam Cię w ostatnim dniu Starego Roku, a właściwie w ostatnich jego godzinach.
Przede wszystkim pragnę Ci podziękować za życzenia świąteczne (imiennie do mnie skierowane).
Bardzo się cieszę, że zapadłam/ zapisałam się w Twojej pamięci. Wnioskuję, że w tych ciężkich dla Ciebie chwilach, w jakimś chociaż minimalnym stopniu wspomagałam Cię i moje rady, czy też zainteresowanie Twoimi problemami okazało się być dla Ciebie pomocne.
Na bieżąco czytam Twoje wypowiedzi w wątkach i jestem pod wrażeniem Twojej silnej osobowości. Bowiem nie tylko zdołałaś podnieść się z życiowej traumy, co stało się na naszych forumowiczów oczach, ale jeszcze służysz pomocą i doradzasz innym uczestnikom borykającymi się z podobnymi problemami i nie tylko. W mojej ocenie jesteś bardzo czynnym userem forum netkobiet.
Życzę Ci, abyś w Nowym Roku 2012 nie doznała nawrotów przykrych wspomnień, aby ten stan psychicznej odnowy stale się umacniał, szczęśliwego pożycia w małżeństwie, pociechy z dzieci, żeby rozchód nie przekraczał dochodów rodziny, a przede wszystkim zdrówka dla całej rodzinki.
Pozdrawiam Cię serdecznie. ![]()
Żyworódko, ja witam Ciebie już w drugim dniu Nowego Roku . ![]()
Jest mi miło,że ucieszyłaś się z moich życzeń,dziękuję również Tobie za życzenia noworoczne. ![]()
W najgorszych chwilach,gdy już sama nie widziałam żadnej możliwości wyjścia,Ty zawsze byłaś.
Ja wyrzucałam wszystko z siebie ,pisząc tutaj ,a Ty zawsze mnie wsparłaś,coś doradziłaś,nie byłam sama.
Mi czasami trzeba tłumaczyc coś jak dziecku, Ty mi świetnie tłumaczyłaś .
Lubię słuchac mądrych osób takich ,którzy potrafią we właściwych granicach dobra i zła wskazywac odpowiednią drogę.Lubię rozmowy z psychologami,umiem się z nimi dogadac,często w wielu sprawach przyznają mi racje.Tak samo też lubię słuchac "życiowych " mądrych kazań.
Żyworódko moja psycholog też mówiła ,że jestem bardzo silna i tłumaczyła mi ,że wcale nie muszę byc aż tak silna,żebym sobie trochę odpuściła.
W sumie nie chcę się chwalic,ale się pochwalę,ostatnio mieliśmy spotkania z jedną panią psych,która znała całą sprawę od kwietnia i która nie może się nadziwic obecnie moją osobą,powiedziała mi miłe słowa,że moja córka jest za bystrym dzieckiem,a ja jestem za dobrą matką. Tak samo i terapeutka od terapii rodzinnej popiera moje zdania w wielu kwestiach,a mi jest dobrze słuchając jej . Dostałam trochę meili od różnych ludzi, byłam zdziwiona,że wszyscy mi dobrze życzą ,że trzymają moją stronę.
Tylko ,żebym w końcu nie obrosła w piórka
i nie zaczęła chodzic z głową w chmurach . ![]()
Nie ,żartuję,to mi nie grozi ale jest mi miło,jak ktoś coś dobrego o mnie mówi,albo ktoś się martwi o mnie.
Można wtedy naprawdę byc szczęśliwym.
Moja życiowa trauma już minęła,teraz mogę nawet góry przenosic i wiem,że byle co mnie nie złamie.Wiem,że nie ma rzeczy niemożliwych,że zawsze sobie poradzę,zawsze.
Problemy były i zawsze jakieś będą, jestem gotowa stawiac im czoła.
Lubię pisac na forum,czasem wolę pisac bardziej niż mówic.
Nie wiem, czy moje wypowiedzi w wątkach są przydatne,czy zawsze potrafię coś dobrze komuś doradzic.Ale przecież każdy ma swoje zdanie i jeśli coś, co napiszę komuś pomaga to bardzo się cieszę. Czasem coś piszę i płaczę,czasem się śmieje.
Nie wiem co przyniesie ten rok,mam nadzieję,wierzę,że będzie lepszy od poprzedniego,że wreszcie wszystko nam się poukłada, tak już do końca. ![]()
W najgorszych snach nie spodziewałam się ,że poprzedni rok będzie tak ciężki.
Ogólnie,jestem już szczęśliwa ![]()
Żyworódko, Tobie życzę ,żebyś była zawsze otoczona dobrymi ludzmi,którzy kochają,szanują,żebyś była zawsze szczęśliwa, żeby nigdy niczego Ci w życiu nie brakowało,żeby się spełniły wszystkie Twoje marzenia,również dużo dużo dobrego zdrówka.
Pozdrawiam cieplutko
![]()
64 2012-01-03 17:24:25 Ostatnio edytowany przez malaOna (2012-01-03 17:31:35)
Kochana Strzałko. Czytam Twoje posty i nie wiem co powiedzieć.... Jak wsprzeć... Domyślam się, że jest ci bardzo ciężko, to przykre, że tak się to wszystko potoczyło, że tak się to odbija na życiu Twoim i Twoich bliskich... Ale żyjesz, zobacz ile przetrwałaś! Zdajesz sobie w ogóle sprawę jak silną kobietą jesteś?! Większość z nas pewnie nie dałaby sobie rady tak świetnie jak Ty, dajesz swoim dzieciom ogromną miłość, masz dla kogo znosić ten cały trud. Chciałam ci tylko zwrócić uwagę na jedną rzecz. Mówiłaś sama, że pisanie przynosi ci ulgę. Czy myślałaś o napisaniu książki? Masz tyle doświadczeń, tak wiele kobiet mogłoby się od Ciebie uczyć! Przemyśl to, może byłoby to dla Ciebie prawdziwe oczyszczenie?Może uda ci się zamknąć w końcu tą przeszłość w twardej okładce?
Życzę Ci, żebyś odnalazła siebie, jesteś silna, na pewno Ci się uda:) Pozdrawiam cieplutko.
Nie rozumiem jak możesz narażać swoją córke, na cos takiego co Ty przezyłaś. Ojczym Cie molestował, a teraz Ty pozwalasz swojej córce siadac mu na kolana?! A może On jej też coś robi? Lub zrobi w przyszłości. Wydaje mi się, że masz ostrą chorobe psychiczną bez obrazy oczywiście, ale po tym co przeszłaś w swoim domu Ty wciaz utrzymujesz kontakt z matką, tyranem i ojczymem pedofilem ? Ja swoich dzieci broniłabym OGNIEM przed takimi ludzmi, a Ty nie dość że pozwalasz dzieciom miec z nimi kontakt, to jeszcze ten pedofil dotyka TWOJĄ CÓRKE.
Wspołczuje Ci dziecinstwa, ale postepujesz bardzo niemądrze w tym momencie, i nie czuje żadnego wspolczucia wobec Ciebie. Najważniejsze są dzieci. A Ty narażasz sobie dziecko.