Witam!!!
Moze zaczne od początku, tak by było najprościej, postaram sie by nie było zbyt długo.Mojego obecnego faceta poznałam jakiś rok temu, z tego co wiedziałam od znajomych, był sam ale dlatego, iż parę lat wcześniej jego wspaniała żonka zostawiła go dla innego.Tyle, że zaskoczyła wszystkich bo podobno wyglądała na "aniołka" ale jak widać TAKIE są najgorsze.Małżeństwem tak naprawdę byli 1,5 roku. On pracował,ONA wielka dama nie, siedziała w domu, to co żeby sie gwieździe nie nudziło założył internet. No i się zaczęło!!!!!!!!!!!Dama siedziała na czacie. Z nudów oczywiście, bo obiadu tez jej sie nie chciało gotować.Jak ona to mówiła, że mięso jej śmierdzi więc nie gotuje , bo wegetarianką pani jest.I poznała pana, oczywiście żonatego i dzieciatego. Nie wiem dokładnie jak długo trwał ten potejemny romans, w kazdym bądź razie pewnego dnia oznajmiła swojemu mężowi, ze jest w ciąży, ale nie wie z kim!!!.I tak przez 9 miesięcy mój obecny facet, żył w niepewności czyje dziecko sie urodzi czy jego czy tajemniczego kolegi z poznanego na czacie.Po urodzeniu trzeba było zrobić testy DNA, jakimś dziwnym trfem wyszło ze dziecko jest jego tzn.męża, żonka po 2 miesiącach wyprowadzila sie do kochasia do innego miasta. On tez zostawil rodzinę i zamieszkali razem wspaniała trójka. Przez 4 lata nie wzięli jednak rozwodu.On mieszkał w ich wspólnym mieszkaniu, do którego ona wróciła, po tym jak dowiedziała sie, że kroi sie cos grubszego i że "mąż' sie zakochał. Wróciła, on zgupiał JA tez. Dałam mu tydzień aby zdecydował czego chce i jak chce zyć. Nie mieliśmy kontaktu prze parę dni, myslalam ze zwariuje, zkochałam sie, wszystko było cudownie a tu nagle taka wiadomość!!!Takie pecha moge miec tylko ja, tak myślałam. Ale minął tydzień, zadzwonił, powiedział, ze nie moze tak żyć bo to juz zupełnie obca kobieta i nie chce sobie zmarnować życia. Zamieszkał ze mną. Wnieśli pozew o rozwód. Bez orzekania o winie zeby bylo szybciej. Miało byc załatwione wszystko na jednej rozprawie, ale nie oczywiście dama nie zgodziła sie na ustalony wczesniej punkt odnośnie podziału majatku.
I sie zaczęło. Pierwszy sms: " za zonatych sie bierzesz, reputacja wyrażenie obraźliwe rosnie", pozniej bylo jeszcze gorzej około 20 sms, głuche telefony o kazdej porze dnia i nocy.Wyzwiska różnej treści " wulgaryzm"i takie tam, pozalujesz wyrażenie obraźliwe Ogólnie nie było ciekawie.Na tablicy ogłoszeń w klatce bloku wywiesila ogłoszenie z moim zdjeciem, ze swiadcze usługi seksualne.na ścianie tez na klatce napisała sprayem moje nazwisko a pod nim słowo wulgaryzm . Wysłala anonimowy list do moich rodziców że jestem wulgaryzm i rozbijam malzenstwo i takie tam roznosci.Na nk powysyłała wiadomość do moich znajomych ze odbieram dziecku ojca i zamieszkuje z zonatym facetem.Przez te 2 tyg. tego czego doświadczyłam nie zycze nikomu takie sytuacje znałam tylko z filmu. Nie sadziłam, że czlowek jest zdolny do takich rzeczy ale jak widać niektóre kobiety potrafia. Wiedziałam od razu ze to ona, bo jakiemu facetowi chciało by sie bawić w takie rzeczy. Trzeba mieć czas, a raczej jego nadmiar, a ona miała. 30 letnia wariatka. Całą sprawę zglosiłam na policję zajeli sie sprawa szybko, pojechali na rewizje, przesłuchanie. ustalili ze numer z jakiego przychodzily te smsy współpracował z jej tel. Tak wiec nie pomyliłam sie, na policji dowiedziałam sie że, tak to ona.Sprawa trafiła do prokuratora jednak nie dopatrzył sie bezpośredniego zagrożenia życia.Sprawa umorzona, ale pouczyli mnie że moge założyc jej sprawe z powodztwa cywilnego. Kosztowało mnie to 300 zł, ale poszłam zlożyłam pozew. Byly 3 sprawy oczywiscie nalegaja na ugode ale nie ona tylko sedzia. Ja domagam sie przeprosin w prasie i odszkodowania. Zadośćuczynienie 3ooo zł.tyle ze ta małpa sie nie przyznaje, wynajęła adwokata. Za tydzień kolejna sprawa ciekawa jestem co wymysli znowu. Na odszkodowanie nie ma, ale zeby zapłacić adwokatowi 1500 zł miała.Ja tak tego nie zostawie, całe życie robiła z ludzi idiotów, ale ja sobie nie pozwole. Całe szczęście ze jestem jaka jestem i nie odpusciłam bo by mnie zniszczyła. "Trafiła kosa na kamień",tego sie z pewnością nie spodziewała.A mój facet był za dobry, ale tak juz jest tacy trafiaja na takie właśnie dobrodziejki. Na chwilę obecna my jestesmy zaręczeni a ONA ma juz nowego fagasa. Tez zonatego.
JAK TO MOWI POWIEDZENIE " KAŻDY KIJ MA DWA KOŃCE"(taka moja historia)
I CO WY NA TO?????
1 2011-02-22 12:51:29 Ostatnio edytowany przez apoteoza (2011-05-05 10:36:34)
Podobne tematy
no muszę przyznać, że twarda jesteś
i dobrze, należało jej się. Wydaje mi się, że wróciła do domu męża, bo z poprzednim kochasiem jej się nie ułożyło i poczuła zazdrość, że jej mąż może kogoś mieć = kochać innego niż ona. Zadufana w sobie kobieta. Mam nadzieję, że jak obecny facet jej się znudzi to nie zacznie znów Ciebie "nachodzić". Każdy ma prawo do szczęścia, ale ona żeruje na cudzym, zraniła męża swoją zdradą, więc powinna dać mu szansę bycia szczęśliwym. Mam nadzieję, że Wam się uda i ta kobieta zostawi Was w spokoju. Nie widzę tu Twojej winy, żebyś w jakikolwiek popsuła im małżeństwo lub rozbiła rodzinę. Bo też wątpię, czy jej były mąż potrafił jej przebaczyć co mu zrobiła. A tekst, że nie wie czy to jego dziecko, normalnie zwalił mnie z nóg... Godna pożałowanie kobieta. Pozdrawiam Cię ![]()
Dwa razy podchodziłam do tematu i zastanawiałam sie co napisać i czy napisać.
Julio mówisz kij ma dwa końce. Masz rację a ty znasz jedna stronę obrazu małżeństwa twojego faceta.
Oczami jego strony.
Możliwe ze oczami jego zony cały związek był inny, może dusiła się z bezsilności , może nie wytrzymała psychicznie bo on nie chciał się zmienić.
Nikt szczęśliwy w związku w którym czuje się kochany , wspierany nie szuka romansu. Musiały być powody dla których otworzyła sie na innego człowieka.
Całkiem możliwe że ten przyjaciel chciał ja zdobyć i zaufała mu odeszła od męża.
A czy ten mąż o nią walczył? Czy nie widział że jego zona oddala się od niego?
Widocznie zagubiona poszła z tamtym do łóżka, owszem zdradziła lecz powody że znalazła się w ramionach innego mogą być złożone i różne.
Może przeraziła sie bo wciąż coś czuła do męża i wróciła, potem okazało się że jest w ciąży kolejny dramat.
Chciała byc tylko szczęśliwa a wszystko się pogmatwało.
Mówisz że po czterech latach bycia z innym wróciła bo zobaczyła że kroi sie coś z mężem. Czyli możliwe że miłość do niego ciągle gdzieś w niej była.
Może to otrzeźwiło ja i chciała odbudować co zniszczone zostało?
Myśle że ta osoba to zagubiona kobieta z nie łatwym życiem. Nie miała wsparcia w mężu ani w kochanku.
Wraca z trzeźwym postanowieniem naprawy może tego co było, może w trakcie powrotu naprawdę przez chwile głęboko w to wierzyła.
A tymczasem mąż znalazł sobie kogoś. To głęboko na pewno boli mimo iż odeszła ona pierwsza.
Chyba najbardziej boli że zaczął coś nowego a nie ratował starego związku, że wtedy nie stawał na głowie by wróciła , że za łatwo odpuścił.
Urazona i zraniona bo to w końcu jej mąż postanowiła zniszczyć wasz związek.
W całej tej sytuacji brak mi działań twojego faceta, ani w przypadku zony ani w przypadku gdy przez 4 lata nie zażądał rozwodu skoro poznał ciebie i nie wszedł w nowy układ z czystym kontem.
Tak naprawdę to on jest kluczem w tej całej gmatwaninie.
Powinnaś miec pretensje głównie do niego a nie do jego zony. To co było między nimi to ich sprawa.
Zdecydowałaś się świadomie być z kimś kto jest , czy był już czyjąś własnością.
Nie znamy drugiego końca kija czyli relacji tej zony która uważam że jest ofiarą.
A teraz czystej teorii troszkę.
Dajmy na to ze mój mąż zamyka się na moje problemy, czuje się samotna w związku i mam dość czekana na zmianę. Mimo iż go kocham chce sprawdzić czy sie obudzi, czy zawalczy.
Wikłam sie w pseudo romans by zagłuszyć te miłość , by znów być kochaną.
Odchodzę i wracam , a on nadal zostaje zimny na moje działania.
Nie jestem mściwą osoba, o nie, jestem za to bardzo wrażliwa i zawsze jak kocham to na całego do bólu.
Gdybym, się dowiedziała że mąż którego być może nawet traktowałam jak zero ale nadal mój mąż zamiast się o mnie starać znajduje sobie pocieszycielkę to powiem szczerze wk...wiła bym sie na maks.
I nie z powodu że on do szczęścia prawa nie ma , a z tego powodu że ślubował mi do śmierci i to o mnie nie ważne co bym robiła ma walczyć.
Mam silna osobowość i rozstanie z mężem było by tylko możliwe gdybym to ja chciała ta wolność mu zwrócić.
nikt i nic nie było by mnie w stanie zmusić do oddania go gdybym nie czuła że tego chcę.
Dodatkowo mając dziecko tym bardziej chciała bym chronić związek rodzinę.
Zastanawiałam się co bym zrobiła tej kobiecie gdyby ośmieliła się sięgnąć po moje? Bo moje może byc zakurzone, może stać w koncie pod pajęczyna ale to jest moje i już.
Czy użyła bym wszelkich środków by zniszczyć rywalkę? Prawdopodobnie wszystkich.
Bez uszkodzenia fizycznego oczywiście. Tym bym się brzydziła.
Wykorzystała bym pewnie każdy sposób by zatruć jej żywot. Gdybym spotkała na ulicy napluła bym w twarz.
Pewnie po tym wszystkim co bym zrobiła znienawidziła bym siebie bo wiem że walka o męża zniszczyła by moja godność.
Nie jestem maniaczką, winien tu był by każdy zawikłany w ta historie a głównie mój mąż.
Opisałam to wszystko byś zobaczyła że nie wszystko jest czarno białe, są kobiety i mężczyźni o tak zawikłanej psychice że w głowie się to nie mieści.
Twój facet powinien był rozwiązać swoja przeszłość, zanim zaczął wasza historie tworzyć. Jest tu wina jego. możliwe że dołożył się do zachowania i postępowania swojej zony. Nie znamy drugiej strony i ty tez nie znasz.
Mam nadzieję że on dostanie rozwód, a ty przemyślisz całą ta sytuację , bo on jednak dołożył się do psychicznego załamania i postępowania innej kobiety.
Może ty jesteś odporniejsza i wytrzymasz więcej.
Raczej nie rozpatrywałabym tego pod tym kątem, ona swiadomie odeszła 5 lat temu i nie dlatego ze byla nieszczesliwa, nie z takim facetem, Ja nie znam lepszego faceta niz on, a uwierzcie dziewczyny poznałam ich kilku, ale tak to juz jest jak facet jest zadobry, i nie wrocila dla niego a po to nieszczesne mieszkanie i kasę.Zresztą juz wtedy jak odchodziła powiedziała mu ze go nie kocha. A to ze on przez 4 lata nie wzial rozwodu dopiero zrobil to niedawno to fakt sama mu powiedzialam, ze nie zaczyna sie nowego związku jesli nie skonczylo sie poprzedniego. Ale to taki typ jest.Całe szczęście, ze ma charakter po ojcu, bo jakby odziedziczył po matce to byłaby wojna na noże. (tak na marginesie)ahahhah
A tak w ogóle to niektóre dziewczyny przechodzą same siebie. I wcale nie są lepsze od facetów. Tak obiektywnie patrząc. A potem pretensje ? do kogo o co?
Oglądacie "na wspolnej" -SAMO ZYCIE.
Nie oglądam seriali więc nie wiem jak to ma sie do tekstu niestety.
Julio ty znasz dobrego człowieka teraz, nie wiadomo czy dobry był w tamtym związku. Zakochana widzisz go w samych superlatywach.
A możliwe ze swoja dobrocią był po prostu bierny, nie rozwijał się i był cały czas taki sam.
Nie powinno się jechać po osobie która nie może sie obronić,i w związku gdy jest źle winne są dwie osoby mąż i zona. Nie ma odchyłów od tej reguły.
Troszkę mnie wybacz dziwi że umniejszasz jego winę no nie wziął rozwodu przez to ty masz teraz piekło ale cóż taki typ człowieka...
No i jest tez pominięte to że weszłaś w ten związek z zajętym facetem świadoma.
Wiec nie czuj się tylko ofiarą.
No właśnie i te pretensje do kogo i o co mogą się świetnie tłumaczyć do ciebie prawda?
Historia, którą znam. Tam też pojawia się pani "J.". Małżeństwo z problemami, on furiat, psychotyczna osobowość, wyniszczający żonę psychicznie. Kiedy ona zaczyna namawiać go na terapię, usiłuje ratować to, co zostało, z jego strony nic, cisza, zero walki, tylko ciągłe poniżanie jej, maltretowanie fizyczne i psychiczne. A potem romans, z koleżanką z pracy, panią J. - przypadkowa zbieżność? Oczywiście on wypiera się, kłamie w żywe oczy, podczas gdy z kochanką jeździ na wycieczki, sypia, spotyka się na mieście na kawkę, ona codziennie odwozi go z pracy do domu, nadrabiając kilkadziesiąt kilometrów. On - psychopata o buzi niewiniątka - z łatwością jest w stanie uwieść brzydszą od żony, grubą, zaniedbaną, zakompleksioną rozwódkę z dzieckiem, której "nikt nie chce". Po upokorzeniach, zmaltretowana żona odchodzi, nie do kochanka, nie do romansu. Chociaż mąż wszystkim wokół rozpowiada: rodzinie, przyjaciołom, że to żona go zdradziła. Jej nikt nie wierzy, totalnie udręczona kobieta, opuszczona przez przyjaciół wpada w depresję. W dodatku na jej konto na nk przychodzą wiadomości z jakiegoś anonimowego konta, że jest jędzą, zdzirą, że zdradziła etc. Potem te wiadomości przychodzą też do jej przyjaciół i dalszych znajomych. Od administratorów dowiaduje się, z jakiej miejscowości jest osoba, która wysyła te wiadomości (po adresie IP) - to wystarcza, wie już wszystko. Likwiduje konto, przeprowadza się daleko, tymczasem mąż, mieszkający już z kochanką prześladuje ją, wydzwania, mailuje, dalej niszczy psychicznie, przed kochanką uchodząc za aniołka. Byłej żonie - to ona wystąpiła o rozwód - w końcu udaje się stanąć na nogi, odzyskać dawną siebie, równowagę psychiczną, wejść w nowy związek, zacząć nowe życie. Co z byłym mężem dalej - nie wiem i nie obchodzi mnie to.
Julio lub inna "J" - wiesz o tym małżeństwie tylko tyle, ile opowiedział ci Twój partner. Nic ponad to. Nie dziwię się tej kobiecie - jeszcze żonie, że walczy. Może żadnego romansu nie było? Może on to wymyślił, żeby Tobie zmydlić oczy, a jej dopiec? Nie wiem, czy rozumiesz - chcę powiedzieć dokładnie to, co Różyczka - znasz historię tylko od jednej strony, nie znasz "drugiego końca tego kija" - może powinnaś po prostu porozmawiać z żoną?
Poza tym, jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy - dziecko - jeśli rzeczywiście istnieje. Jaki stosunek ma Twój facet do swego dziecka? Spotyka się z nim? Płaci na nie? Kocha je?
Kim w tej układance jest on - ten facet, z którym jesteś, jeszcze mąż swojej żony? Czy warto o niego walczyć? "Taki typ człowieka" - czyli jaki? Mający wszystko gdzieś? Łącznie ze swoim małżeństwem, nieuregulowaną sytuacją osobistą, dzieckiem? Wiesz, po odejściu rozwód powinien być priorytetem, powinno cholernie zależeć mu na tym rozwodzie, dla siebie, Ciebie, powinien mieć na uwadze uregulowanie swojego stanu cywilnego, sytuacji osobistej. Twojemu facetowi widać nie zależy.
Jeszcze jedna kwestia - te błędy, które popełnił w małżeństwie wrócą do was. Nawet jeżeli teraz szczęśliwie zakochana nie widzisz pewnych rzeczy, to minie kilka lat i będziesz wiedziała, czemu była żona od niego odeszła. Bo będzie dokładnie taki sam w stosunku do Ciebie. On się nie zmieni, bo tego nie chce, bo pewnie nie widzi w tym swojej winy, bo jest na za głupi, a może tylko wypiera swoje przewinienia głęboko w podświadomość, a może jest chory... nie ważne. Poczekasz i zobaczysz. Nawet bez rozmowy z żoną będziesz wiedziała, czemu odeszła.
Nie oglądam seriali więc nie wiem jak to ma sie do tekstu niestety.
Julio ty znasz dobrego człowieka teraz, nie wiadomo czy dobry był w tamtym związku. Zakochana widzisz go w samych superlatywach.
A możliwe ze swoja dobrocią był po prostu bierny, nie rozwijał się i był cały czas taki sam.Nie powinno się jechać po osobie która nie może sie obronić,i w związku gdy jest źle winne są dwie osoby mąż i zona. Nie ma odchyłów od tej reguły.
Troszkę mnie wybacz dziwi że umniejszasz jego winę no nie wziął rozwodu przez to ty masz teraz piekło ale cóż taki typ człowieka...
No i jest tez pominięte to że weszłaś w ten związek z zajętym facetem świadoma.
Wiec nie czuj się tylko ofiarą.No właśnie i te pretensje do kogo i o co mogą się świetnie tłumaczyć do ciebie prawda?
Różyczka, próbujesz znaleźć argumenty na rzecz tej kobiety, bo być może miałaś podobną historię i starasz się teraz usprawiedliwiać postępowanie tej kobiety. Ale nie ma co na siłę doszukiwać się przyczyn i usprawiedliwiać zachowanie, które jest karygodne.
Kobieta, która wypisuje takie rzeczy, jak pisała założycielka postu, i zachowuje się w ten sposób, nie może być tak łatwo usprawiedliwiana. Przyjmijmy do wiadomości, że nie tylko mężczyźni są tymi "złymi", i że kobiet tego typu jest coraz więcej.
Osobiście znałam podobny przypadek, gdzie zachowanie żony w stosunku do jej męża było przerażające. I nikt nie chciał uwierzyć, że kobieta jest zdolna do czegoś takiego, dopóki sami nie poznali jej osobiście i przekonali się na własnej skórze.
Zgodzę się z jednym - jeśli dochodzi do zdrady - oznacza to że związek delikatnie mówiąc "kuleje". Jedna ze stron decyduje się na desperacki krok, którego skutki najczęściej są opłakane.
Tutaj jednak mamy sytuację 1,5 rocznego małżeństwa, potem mamy zdradę, ciążę, ustalanie ojcostwa - policzyłam około 11 miesięcy, czyli do kupy małżeństwo trwało jakieś 2,5 roku i pani wyprowadza się do kochanka na 4 lata.
Dla mnie szokujące jest porównanie czasowe - z mężem prawie połowę tego czasu (z czego końcówkę trudno nazwać klasycznym małżeństwem). Wychodzi na to iż z kochankiem łączyło tę panią dużo więcej.
Inaczej sprawa by się miała gdyby było conajmniej na odwrót. To po pierwsze.
Poza tym skoro pani zdecydowala się na wyprowadzkę z maleńkim dzieckiem musiała naprawdę być przekonana o słuszności swej decyzji. Jeżeli mąż okazał się psychopatą, pijakiem czy innym zboczeńcem emocjonalnym, do którego nie trafiają żadne tyrady ani po prośbie ani po groźbie - miała ku temu słuszne powody. Zabrała ich wspólne kilkumiesięczne dziecko i uciekła w bezpieczne miejsce.
Większość z nas jest matkami - ja też - i mogę sobie tylko wyobrazić co kieruje młodą matką, która decyduje się na taki desperacki krok. Tym bardziej że pani była bez pracy.
Dlaczego więc po 4 latach nagle wraca do oprawcy? Okazał się mniejszym kalibrem oprawcy niż kochanek?
Jakoś brak mi tu logiki. Wydaje mi się ze po prostu komuś się znudzilo, nie wyszło, czekało mieszkanie, pani dowiedziała się o nowej partnerce i pospieszyła ratować co jeszcze zostało.
Ciekawa jestem też jaki kontakt przez owe 4 lata mieli małżonkowie ze względu na dziecko. Ale to osobna historia.
Kolejną zastanawiającą dla mnie sprawą jest poziom zachowania przy pomocy którego owa pani próbuje odzyskać męża.
Musiałby być rzeczywiście psycholem aby uwiodly go akcje z wypisywaniem sprayem wyzwisk, seksualnymi ogłoszeniami, stalkingiem jego nowej partnerki.
Nie zgadzam się tutaj że w miłości wszystkie chwyty dozwolone. Czy jeśliby doszło do pobicia na przykład - też byłoby to akceptowalne? Albo delikatniej - takie przecięcie przewodów hamulcowych w aucie - jest ok? Doszło przecież już do prób zastraszania zarówno dziewczyny jak i jej rodziców - wspomina o telefonach, mailingu. Sprawa jest w sądzie.
Jedynym na razie rażącym przewinieniem męża jest nie wystąpienie w odpowiednim czasie o rozwód z orzekaniem o winie.
Może miał nadzieję że wróci, opamięta się, a może miał nadzieję że skoro była tak pewna nowego związku - sama o rozwód wystąpi.
Bardzo współczuję autorce wątku, ja kiedy poznałam mojego męża, był już dwa lata po zakończeniu poprzedniego partnerskiego związku. Byli ze sobą wiele lat, dorobili się majątku, pani też większość czasu siedziała w domu zajmując się nastoletnimi dziećmi ze związku ze swoim byłym mężem. Mój obecny mąż pracował na wszystko, kształcił dzieci, pokończyly studia, pani wreszcie poszła do pracy. W międzyczasie miała kilka historii damsko - męskich za uszami (z delikatności nie wnikałam nigdy w szczególy). Nuda ją zabijała, mimo że dwa razy w roku wakacje, zwiedzili pół świata, hobby, zainteresowania, cuda na kiju. Wszystko mało. Pani w końcu tak się dusiła że zadecydowała o rozstaniu. On przystał na to chętnie, też mu się przestało podobać. Zostawił jej wszystko, podżyrował kredyt aby ją było stać na tak samo luksusowe życie jakie wiodła dotąd (przypominam - nie byli małżeństwem, dzieci nie były jego). Przez dwa lata żył sam, w wynajmowanym domu, kupil nowy samochod, zajmował się swoimi sprawami, sporadycznie na telefon pomagając ex w problemach typowo męskich.
Pojawiłam się ja.
Od początku postawilam sprawę jasno - nie pomagamy w sprawach "męskich" ex. Jest książka telefoniczna, pani ma dorosłego syna, wokół mnóstwo fachowców, internet. Nie stwarzamy sytuacji, ktore mogłyby zostać przez nią odczytane na opak.
On się absolutnie z tym zgodził i gdy nastąpila kolejna sytuacja - napisał maila że przykro mu ale ma inne zobowiązania. Musi poradzić sobie sama. I co? Pani dostała przysłowiowego pierdolca. Dwoiła się i troiła aby utrudnić mi życie i zachwiać poczuciem bezpieczeństwa przy boku mojego faceta. Nie była tak wulgarna jak opisywana przez autorkę byla żona ale i tak zatruwała mi życie. Na szczęście wyprowadziliśmy się, zmieniliśmy numery telefonow, wszystko potoczyło się normalnie.
I tego Ci droga autorko życzę.
Mam Jedno chyba najwazniejsze pytanie.. które chyba nie padło.. Dlaczego ów mąż nie złozył pozwu o rozwód jak sie urodziło nie jego dziecko... Bo przecież był z Tobą.. A żonka sie wyprowadziła do innego..
Zresztą to nie Ty rozbiłas małżeństwo tylko Ona bo zaszła w ciaże z innym.. no chyba że ów mąż też zdradzał ją z Tobą.
a co na to, ten wasz wspołny facet?? dlaczego niechciał rozwodu.. czekał na coś.. aż wróci..
Jesli tak Cie bardzo kocha to dlaczego pozwolił jej by Cie obrażała publicznie..
Po urodzeniu trzeba było zrobić testy DNA, jakimś dziwnym trfem wyszło ze dziecko jest jego tzn.męża, żonka po 2 miesiącach wyprowadzila sie do kochasia do innego miasta.
musiałaś niedoczytać albo Ci umknęło gdzieś.
Mam Jedno chyba najwazniejsze pytanie.. które chyba nie padło.. Dlaczego ów mąż nie złozył pozwu o rozwód jak sie urodziło nie jego dziecko... Bo przecież był z Tobą.. A żonka sie wyprowadziła do innego..
Zresztą to nie Ty rozbiłas małżeństwo tylko Ona bo zaszła w ciaże z innym.. no chyba że ów mąż też zdradzał ją z Tobą.
a co na to, ten wasz wspołny facet?? dlaczego niechciał rozwodu.. czekał na coś.. aż wróci..
Jesli tak Cie bardzo kocha to dlaczego pozwolił jej by Cie obrażała publicznie..
Po urodzeniu trzeba było zrobić testy DNA, jakimś dziwnym trfem wyszło ze dziecko jest jego tzn.męża
Z tego co pisze autorka ona poznała się ze swoim partnerem długo po urodzeniu dziecka - jak żona mieszkała już z kochankiem. Kiedy zadecydowali być razem - dziewczyna zażądaa aby uporządkował swoje sprawy, a on wniósł o rozwód.
Chyba musisz przeczytać jeszcze raz wypowiedź autorki...
12 2011-03-05 12:48:40 Ostatnio edytowany przez Lupus (2011-03-05 12:51:50)
Różyczko i Emilio, nie obraźcie się, ale chrzanicie od rzeczy. Po zachowaniu tej kobiety wyraźnie widać, że ma problemy z psychiką, a w takim przypadku czy jej mąż by ją tłukł, czy na rękach nosił, to i tak nie miałoby większego wpływu na nią.
A Wasze posty to typowy przykład myślenia jajnikami - facet jest świnia, to jest zawsze winny, a skoro jest zawsze winny, to jest świnia.
13 2011-03-05 15:54:49 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2011-03-05 16:06:38)
Julka napisała : "...Wnieśli pozew o rozwód. Bez orzekania o winie zeby bylo szybciej. Miało byc załatwione wszystko na jednej rozprawie, ale nie oczywiście dama nie zgodziła sie na ustalony wczesniej punkt odnośnie podziału majatku..."
Z tego zapisu moim zdaniem wynika, że to oni sami (małżeństwo) powzięli decyzję o rozwodzie i były między nimi ustalenia co do podziału majątku. Nie ma wzmianki, że Julka zażądała, aby uporządkował swoje sprawy i że to on wniósł pozew o rozwód.
Kriss -też chyba musisz jeszcze raz przeczytać wypowiedź autorki. Ja czytałam kilkakrotnie i przyznam , że niektóre wątki jej historii ciężko " z analizować".
Ja natomiast zwróciłam uwagę na inny aspekt tej opisanej sprawy, na niektóre wypowiedzi Julki:
- Julka napisała: "...Po urodzeniu trzeba było zrobić testy DNA, jakimś dziwnym trfem wyszło ze dziecko jest jego tzn.męża,..."
Dlaczego "dziwnym trafem"? czyli, że podważa wiarygodność wyników testu DNA?
Zrozumiałabym, gdyby mąż podważał swoje ojcostwo, ale wynika z tego że nie , bo inaczej wniósłby o powtórkę badań. Ta wypowiedź jest dla mnie niesmaczna.
- Julka napisała: "...Miało byc załatwione wszystko na jednej rozprawie, ale nie oczywiście dama nie zgodziła sie na ustalony wczesniej punkt odnośnie podziału majatku..."
"Dama", może ponownie przemyślała sprawę podziału wspólnego majątku, jej i męża. Mogła stwierdzić, że gdy zgodzi się na ten "ustalony" to będzie z jej krzywdą i dziecka. Miała takie prawo zadbać o swoje i dziecka interesy. Nawet orzeczenie o winie jednego ze współmałżonków nie ma wpływu na podział ich majątku dorobkowego, że np. winny dostanie mniej.
Sarkazm Julki w tej wypowiedzi, moim zdaniem jest nie na miejscu i świadczy o jej zainteresowaniu majątkiem jaki pozostanie jej przyszłemu narzeczonemu. Tak to odebrałam.
Trudno, mi się zająć jakiekolwiek stanowisko, bo w tej historii brak wypowiedzi drugiej strony - jak słusznie zauważyła Różyczka.
Tak naprawdę, nie jest ostatecznie udowodnione, że te okropne napisy pod adresem Julki są autorstwa żony ( byłej?, bo jednoznacznie nie jest napisane, że zostało małżeństwo rozwiązane) jej obecnego narzeczonego. Przecież, mógł ktoś wykorzystać ich konflikt do swoich rozgrywek. Zatem, jak na razie, jest to jej wina domniemana. Tylko co do telefonów zostało potwierdzone przez policjantów. Sprawa jest w Sądzie, a kolejna rozprawa miała być za tydzień po poście Julki, czyli 01 marca. Może już po wyroku...może się Julka odezwie...i dopisze dalszy ciąg historii...
Żyworódka - Przeczytałam i znalazłam:
Dałam mu tydzień aby zdecydował czego chce i jak chce zyć. Nie mieliśmy kontaktu prze parę dni, myslalam ze zwariuje, zkochałam sie, wszystko było cudownie a tu nagle taka wiadomość!!!Takie pecha moge miec tylko ja, tak myślałam. Ale minął tydzień, zadzwonił, powiedział, ze nie moze tak żyć bo to juz zupełnie obca kobieta i nie chce sobie zmarnować życia. Zamieszkał ze mną. Wnieśli pozew o rozwód.
Stąd mój wniosek że pozew o rozwód był inicjatywą podjętą na skutek konkretnego postawienia sprawy przez autorkę wątku.
Ale przyznaję, nikt z nas duchem świętym nie jest i ciężko być pewnym na 100%.
Sarkazm Julki co do podziału majątku - moim zdaniem - jest jak najbardziej na miejscu. Jest wkurzona, założyła kobiecie sprawę z powództwa cywilnego o szkalowanie. Dziwiłabym się gdyby piała peany. Po prostu leci prawem serii, bo kobieta zatruła jej życie.
Ja mając zatruwane życie przez exową mojego męża też nie przebierałam w słowach - w duchu niestety - wtedy forum netkobiet nie znałam, a do bliskich nie chciałam wylewać swoich żalow.
ą.
ona jest jak pies ogrodnika:sama niechce a nie da nikomu:podziwiam cie za siłe walki ja niewiem chyba bym sie załamała juz na początku
Ja natomiast zwróciłam uwagę na inny aspekt tej opisanej sprawy, na niektóre wypowiedzi Julki:
- Julka napisała: "...Po urodzeniu trzeba było zrobić testy DNA, jakimś dziwnym trfem wyszło ze dziecko jest jego tzn.męża,..."
Dlaczego "dziwnym trafem"? czyli, że podważa wiarygodność wyników testu DNA?
A może dlatego dziwnym, że na 10 stosunków z kochankiem przypadał jeden z mężem, więc prawdopodobieństwo, że wpadnie z kochankiem było 10 razy większe?
Doszukujesz się i czepiasz nie wiadomo czego.
Zrozumiałabym, gdyby mąż podważał swoje ojcostwo, ale wynika z tego że nie , bo inaczej wniósłby o powtórkę badań. Ta wypowiedź jest dla mnie niesmaczna.
Dla mnie Twoja jest niesmaczna - kwestia gustu i wrażliwości.
- Julka napisała: "...Miało byc załatwione wszystko na jednej rozprawie, ale nie oczywiście dama nie zgodziła sie na ustalony wczesniej punkt odnośnie podziału majatku..."
"Dama", może ponownie przemyślała sprawę podziału wspólnego majątku, jej i męża. Mogła stwierdzić, że gdy zgodzi się na ten "ustalony" to będzie z jej krzywdą i dziecka. Miała takie prawo zadbać o swoje i dziecka interesy. Nawet orzeczenie o winie jednego ze współmałżonków nie ma wpływu na podział ich majątku dorobkowego, że np. winny dostanie mniej.
Sarkazm Julki w tej wypowiedzi, moim zdaniem jest nie na miejscu i świadczy o jej zainteresowaniu majątkiem jaki pozostanie jej przyszłemu narzeczonemu. Tak to odebrałam.
No i znowu uważam, że się czepiasz. Bo dla mnie z tego fragmentu wynika:
1. Wszystko było ustalone.
2. Ona ze złośliwości przed samym sądem się wycofała (a co dzień wcześniej nie mogła zadzwonić i renegocjować umowy?).
3. I przez to autorka wątku jest wkurzona, bo sprawa się bez sensu przeciąga.
Trudno, mi się zająć jakiekolwiek stanowisko, bo w tej historii brak wypowiedzi drugiej strony - jak słusznie zauważyła Różyczka.
Tak naprawdę, nie jest ostatecznie udowodnione, że te okropne napisy pod adresem Julki są autorstwa żony ( byłej?, bo jednoznacznie nie jest napisane, że zostało małżeństwo rozwiązane) jej obecnego narzeczonego. Przecież, mógł ktoś wykorzystać ich konflikt do swoich rozgrywek. Zatem, jak na razie, jest to jej wina domniemana. Tylko co do telefonów zostało potwierdzone przez policjantów.
Oczywiście - telefony to jej sprawa, a napisy to krasnoludki. Nawet mi się śmiać z tego nie chce. W każdym razie dałaś jako następna popis myślenia jajnikami - kobieta ma prawo zdradzić, wyprowadzić się od męża na 4 lata, a on ma siedzieć i czekać aż ona laskawie wróci, bo jak nie to jest winny, więc ona slusznie robi gnębiąc (stalking) jego obecną partnerkę... Ręce opadają na taką hipokryzję. Ciekawe co byś napisala, gdyby sytuacja była odwrotna - facet zdradził, wyniósl się na 4 lata, a teraz se zapragnął wrócić i gnębi obecnego partnera. Stawiam dolary przeciwko liściom, że byłabyś wielce oburzona... na faceta oczywiście.
Jak czytam takie "przemyślenia" jak Twoje, Emilki czy Różyczki, to mi normalnie ręce opadają
Kriss - czyli jesteśmy zgodne co do tego, że historia jest opisana dość chaotycznie i każda z forumowiczek może po swojemu interpretować wypowiedzi Julki.
Ja, w pierwszym momencie, za staż małżeński jej przyjaciela przyjęłam te 1,5 roku, że wszystko się rozgrywało w tym czasie: zdrada, ciąża i odejście żony z dzieckiem do kochanka. Dopiero po zapoznaniu się z Twoją wypowiedzią, uznałam,że prawdopodobnie jest tak jak wyliczyłaś.
Nie chodzi mi o " nieprzebieranie w słowach" tylko o jej ( Julki ) zainteresowanie finansami przyjaciela. To wyłącznie sprawa między małżonkami jak się podzielą wspólnym majątkiem.
Dała wyraz temu, że była wkurzona, iż żona zażądała więcej ponad "ustalone" -mogła nawet mieć swój udział w ustaleniach i nie poszło po jej myśli. Jaka by nie była ta żona, ma prawo walczyć o swoje - dla siebie i dziecka. Zdrada, a sprawy materialne nie idą w parze.
Jak już wcześniej napisałam, nawet nie probuję żadnej ze stron winić czy brać w obronę - nie czuję się kompetentna w świetle jednostronnie przedstawionych sytuacji. Chociaż wiadomo, że każdy opisuje na forum swoją historię tak jak ją widzi od siebie i chyba rzadko dochodzi do konfrontacji, ale ja jakoś intuicyjnie wyczuwam pewne niejasności. Dlatego, jestem ostrożna w sądach jeśli chodzi o całość zagadnienia.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Nie chodzi mi o " nieprzebieranie w słowach" tylko o jej ( Julki ) zainteresowanie finansami przyjaciela. To wyłącznie sprawa między małżonkami jak się podzielą wspólnym majątkiem.
Dała wyraz temu, że była wkurzona, iż żona zażądała więcej ponad "ustalone" -mogła nawet mieć swój udział w ustaleniach i nie poszło po jej myśli. Jaka by nie była ta żona, ma prawo walczyć o swoje - dla siebie i dziecka. Zdrada, a sprawy materialne nie idą w parze.
Chyba rzeczywiście czytamy co innego.... Bo ja widzę takie zdania autorki wątku:
>>Miało byc załatwione wszystko na jednej rozprawie, ale nie oczywiście dama nie zgodziła sie na ustalony wczesniej punkt odnośnie podziału majatku.<<
I widzę tu jedynie wkurzenie, że złośliwość "pani" przedłuża sprawę rozwodową.
Jak już wcześniej napisałam, nawet nie probuję żadnej ze stron winić czy brać w obronę - nie czuję się kompetentna w świetle jednostronnie przedstawionych sytuacji. Chociaż wiadomo, że każdy opisuje na forum swoją historię tak jak ją widzi od siebie i chyba rzadko dochodzi do konfrontacji, ale ja jakoś intuicyjnie wyczuwam pewne niejasności. Dlatego, jestem ostrożna w sądach jeśli chodzi o całość zagadnienia.
Tak z ciekawości będę sobie czytał Twoje posty, by sprawdzić czy równie podejrzliwa jesteś, gdy zdradzona jest kobieta, czy również wtedy Twoja intuicja będzie Ci mówić, że są "pewne niejasności"... Bo jakoś tak moja intuicja mówi mi, że gdy zdradzona jest kobieta, to się w niej winy nie doszukujesz.
Lupus, mój ostatni post z dn. 05 marca nie był odpowiedzią na Twój post, tylko zwracałam się do Kriss.
Nie zamierzałam w ogóle ustosunkowywać się do Twojej wypowiedzi, ale skoro tak usilnie szukasz kogoś do rozmów i padło na mnie- to stwierdziłam, że z grzeczności odpowiem Ci łącznie na obydwa posty.
Piszesz,że:
cyt. "...na 10 stosunków z kochankiem przypadał jeden z mężem, więc prawdopodobieństwo, że wpadnie z kochankiem było 10 razy większe?
Zadam pytanie, czy byłeś materacem? Bo, tak można byłoby sądzić po Twoich wyliczeniach, że 10:1 dla kochanka. Z pewnością nie, dlatego nie oczekuję odpowiedzi- pytanie był retoryczne.
Tak, jestem wrażliwa na punkcie insynuacji - powątpiewanie autorki, co do wyniku testu na ojcostwo.
Julka napisała:
"...Miało byc załatwione wszystko na jednej rozprawie, ale nie oczywiście dama nie zgodziła sie na ustalony wczesniej punkt odnośnie podziału majatku."
a Ty napisałeś: widzę tu jedynie wkurzenie, że złośliwość "pani" przedłuża sprawę rozwodową..."
Małżonkowie złożyli pozew o rozwód bez orzekania o winie, zatem na zgodne żądanie małżonków Sąd nie orzekał o winie i faktycznie wystarczyłaby jedna rozprawa. Ale małżonkowie ponadto zażądali orzeczenia o podziale majątku wspólnego. Nic nie wiemy na temat jakie były "ustalenia" wcześniejsze małżonków co do podziału. Jeżeli małżonka po " ustaleniach " zaczęła mieć jakieś wątpliwości ( o czym już wcześniej pisałam),a miała, to przedstawiła je w Sądzie na rozprawie.
Pytasz :"...Dlaczego nie zadzwoniła i renegecjowała umowy?" ? to pytanie nie do mnie.
Ale jednak od siebie Ci powiem, że pomijając jej subiektywne racje np. nie chciała dalszych osobistych rozmów tym temacie, bo obawiała się reakcji na większe żądania, to wszystkie ostateczne decyzje zapadają na rozprawie i z tego skorzystała. Jeżeli sprawa już jest w postępowaniu, to najwłaściwsze jest przedstawianie przed Sądem swoich racji, który to rozstrzyga.
Julki nie " wkurzało", że jej obecny narzeczony przez 5 lat nie starał się o rozwiązanie swojego małżeństwa, już chociażby w trakcie ich znajomości, wręcz go usprawiedliwiała, coś, "że taki już jest" ( brak podglądu). Następna rozprawa odbyła się, dajmy na to w granicach 3-ech miesięcy i dotyczyła punktu o podziale wspólnego majątku, a jak Julka pisze miało być "wszystko" załatwione na jednej rozprawie. W końcu , to nie ona była stroną postępowania.
"...Ciekawe co byś napisala, gdyby sytuacja była odwrotna - facet zdradził, wyniósl się na 4 lata, a teraz se zapragnął wrócić i gnębi obecnego partnera. Stawiam dolary przeciwko liściom, że byłabyś wielce oburzona... na faceta oczywiście..."
Hmm...ciekawość , "to pierwszy stopień do wiedzy",... ja nie jestem hazardzistką, nawet gdy w grę wchodzą symbole ( liście) - zakłady to zakłady.
"...Bo jakoś tak moja intuicja mówi mi, że gdy zdradzona jest kobieta, to się w niej winy nie doszukujesz..."
Autorka wątku opowiada o zdradzie przez kobietę, więc trzymajmy się tematu - bo inaczej moderatorka zwróci uwagę. Zatem Twoje dywagacje "co bym napisała gdyby..." nie dotyczą treści tego wątku, a w tym zdaniu jeśli już, to powinieneś użyć czasu przyszłego.
Żalisz się, że Ci "ręce opadają... ( pomijam epitet)."
Współczuję i cieszę się , że tylko ręce... i przypisuję ten somatyczny objaw emocjom, które są zawarte w Twoich powyższych postach. Wyluzuj i prowadź na spokojnie polemikę, a objawy miną.
Na zakończenie Lupus powiem Ci tak:
Autorka na koniec opisanej swojej historii zwraca się do forumowiczów o opinię: "I co Wy na to" ( nie wiem czy dosłownie zacytowałam, bo nie mam już podglądu).
Zatem każdy ma prawo przedstawić swój punkt widzenia i argumentować.Takie są zresztą zasady każdego forum. Niekoniecznie wypowiedzi forumowiczów ( moje) muszą Ci odpowiadać, bo nie są pisane pod Twoje poglądy/gusta. Ale to nie znaczy, że będziesz sobie pozwalał na osobiste wycieczki typu: ?dałaś jako następna, popis myślenia jajnikami?...
i chociaż deklarujesz się, że:
"...Tak z ciekawości będę sobie czytał Twoje posty, by sprawdzić czy równie podejrzliwa jesteś...itd..."
to ja, w przeciwieństwie do Ciebie nie będę robiła sobie lektury z Twoich postów.
Jeżeli nadal będziesz pisał w tym tonie posty bezpośrednio skierowane do mnie, to będę je po prostu ignorować.
Pozdrawiam.
20 2011-03-06 13:16:05 Ostatnio edytowany przez Aaricia (2011-03-06 13:20:37)
Dla mnie to wszystkie trzy osoby zaplatane w tą grę mają pewne ułomności w postrzeganiu świata i odchylenia od normalnego, dojrzałego podejścia do życia.
Nr jeden - była żona. Ma zadatki na wariatkę. Być może jest w pewien sposób ofiarą, ale nie tej konkretnej sytuacji. Raczej dzieciństwa, zlych wzorców, tego wszystkiego, co sprawiło, że weszła w związek małżeński z niewłaściwym dla siebie człowiekiem. Bo uważam, że kazdy może stworzyć szczęśliwy związek pod warunkiem, że trafi na właściwą dla siebie osobę. Widocznie jej były małżonek taką osobą nie był dla niej. Może nie spełniał jej oczekiwań, może nie byli w stanie razem zbudować zdrowego związku - w tym momencie to nieważne. Mogłaby być uznana za ofiarę okropnego małżonka, gdyby nie to, w jaki sposób postanowila radzić sobie z problemami. Kochanek, sposób poinformowania męża o romansie, jej dalsze kroki i to, że mimo wszystko to ona odeszła świadczą o tym, że ona nie jest ofiarą. Różyczko, Emilio - udręczone małzonki psychopatów nie odchodzą do kochankow. One się boją glośniej oddychać, a na pewno nie informują psychopaty o tym, że są w ciąży, ale nie wiedzą z kim. Ciąża, dziecko - to nie są sposoby, żeby uświadomić mężowi, że w związku dzieje się źle i trzeba coś z tym zrobić. A nawet przyjmując Waszą opinię, że ona jest tylko nieszczęśliwą kobietą, której inna zabrała nadzieję na szczęście - to jej zachowanie (smsy, pogróżki, szkalowanie opinii nowej wybranki bylego męża) przypinają do niej łatkę wariatki. Żadna normalna, choćbym nie wiem jak skrzywdzona kobieta, nie zniży się do takiego poziomu. Zresztą bardziej przychylam się do wersji, że ta kobieta ma trochę nierówno pod sufitem. Są takie kobiety i jest ich całkiem sporo. Takie, które nie umieją pewnych rozdziałów pozamykać, żyć dalej i pozwolić żyć innym
Numer dwa - były mąż/obecny narzeczony. On jest strasznie zagubiony. Myślę, że bardzo kochał swoją byłą żonę i dlatego przez kilka lat nie zadbał o formalne rozwiązanie małżeństwa i uporządkowanie spraw. Może i jest dobrym człowiekiem, ale jednak w swoim małżeństwie nie umiał stworzyć odpowiedniego porozumienia i zadbać o związek. A potem nie umiał uporządkować swojego życia. "Bo taki już jest" - to dziwne usprawiedliwienie. No bo jaki jest? Pierdoła, która przyjmuje to, co ześle los i jest mu wszystko jedno jak będzie wyglądała jego przyszłość?
Numer trzy - autorka. W sumie wydaje się najnormalniejsza z tej trójki, najbardziej zaradna, ale... strasznie dużo w jej wypowiedzi stronniczości, stereotypów.
podobno wyglądała na "aniołka" ale jak widać TAKIE są najgorsze.
Obrzydliwy stereotyp! Co ma wygląd do charakteru i osobowości? A może to raczej Twój narzeczony tak się zapatrzył na jej urodę, że nie widział lub nie chciał widzieć tego, że ona zupełnie do niego nie pasuje albo, że jej charakterek pozostawia wiele do życzenia?
On pracował,ONA wielka dama nie, siedziała w domu,
Skąd wiesz, że ona nie chciała pracować, bo wielką damą była? A może to on miał ambicje zarobienia na rodzinę i nie pozwalał jej pójść do pracy? Może był piekielnie zazdrosny i nie chcial, żeby jego śliczna żona miała styczność z innymi? Z tej wypowiedzi kapie ironia i złosliwość, ale brakuje tu podstaw do klasyfikacji "leniwej wielkiej damy"
żeby sie gwieździe nie nudziło założył internet. No i się zaczęło!!!!!!!!!!!Dama siedziała na czacie. Z nudów oczywiście, bo obiadu tez jej sie nie chciało gotować.Jak ona to mówiła, że mięso jej śmierdzi więc nie gotuje , bo wegetarianką pani jest.
A to świętym obowiązkiem zony jest gotować obiady panu mężowi? A wegetarianizm to grzech? A jej mąż to bezwolna, bezmózga maszynka do spełniania zachciewajek żony? Ja tu widzę jedynie kolejny przykład niedopasowania i chorego modelu rodziny, który albo ustalili wspólnie, albo on się na niego zgodził
jakimś dziwnym trfem wyszło ze dziecko jest jego tzn.męża
Dziwne jest to, że małżonkowie ze sobą sypiają i że z tego powstają dzieci?
żonka po 2 miesiącach wyprowadzila sie do kochasia do innego miasta. On tez zostawil rodzinę i zamieszkali razem wspaniała trójka. Przez 4 lata nie wzięli jednak rozwodu.
I znowu więcej ironii niż na to treść zasługuje. Chyba lepiej zrobili, niż mieliby mieszkać ze swoimi małżonkami/żonami a spotykać się potajemnie? A o rozwód mógł się przecież zatroszczyć też Twój narzeczony (a nawet powinien). Dlaczego tego nie zrobił? Moim zdaniem nadal ją kochał i liczył, że wróci, ewentualnie był tak zdruzgotany takim obrotem sprawy, że było mu wszstko jedno
A mój facet był za dobry, ale tak juz jest tacy trafiaja na takie właśnie dobrodziejki.
Kolejny stereotyp. Ja bym powiedziała raczej, że Twój facet był zbyt zaślepiony i naiwny, poleciał na anielską buźkę i nie sprawdzał, co jest w ładnym opakowaniu. Świadomość, że zdobył ładną babke mu wystarczyła. Zapomniał, że związek to relacje i że relacje trzeba budować. Obawiam się, że w Waszym związku te jego skłonności szybko dadzą Ci się we znaki. Zresztą już widać, że facetowi brakuje jaj. Zauważ, że całą tę walkę prowadziłaś TY. On tylko łaskawie podjął decyzję, że chce być z Tobą, a nie z nią. Reszta - jak dziecko, które prowadzisz za rączkę, mówisz, kiedy ma się decydować, kiedy się rozwieść itp.
Na chwilę obecna my jestesmy zaręczeni a ONA ma juz nowego fagasa. Tez zonatego.
Droga autorko, a czy Twój "fagas" czasem nie był żonaty jak weszłaś z nim w związek? Więc po co ta kolejna złośliwość?
Witam Dziewczyny!!!
Owszem 1 odbyła sie kolejna sprawa, w ktorej uczestniczyła siostra naszej tytułowej bohaterki, w roli swiadka oczywiście.Nie pomyliłam sie zbytnio, gdyż kłamala jak "z nut", no ale nie spodziewałam sie niczego innego. Mniejsza o to 8 marca w dzien kobiet było ogloszenie wyroku. Ex z obroncą nie stawiły sie, byłam tylko ja. WINNA popełnionego czynu tak brzmiał wyrok. Niestety dostała tylko 1400zł kary, ale mniejsza z tym nie protestowałam, chciałam miec to za soba. Jednak, iz jest 7 dni na wniesienie odwolania, poszlam zapytac 3 dni temu, czy taka sytacja nastapila, i co ...TAK--- wniesiono.Juz mi rece opadaja i brak słow. Tak wiec, chcac nie chcac musze sobie rowniez wziac adwokata i załatwic to raz a porzadnie. Z tym ze bede teraz domagac sie grubszej kasy i pokrycia wszystkich kosztow.
P.S.On jej nie bił, nie jest pijakiem, nie znecał sie i takie tam dziwne historie, ja go nie bronie. Patrzycie w tym przypadku przez pryzmat jednego,ze to winna napewno lezy po jego stronie, bład!!!!TAkiej laski jeszcze nie spotkałam tzn." Z TAK ZRYTYM BERETEM". i nie ma tutaj zadnego wytłumaczenia na to co zrobiła, ciekawe jakby ktorąś z was by to spotkało...opiniowałybyscie innaczej, gwarantuje...cdn.
Wyrok I Instancji nie przesądza jeszcze o wygranej.
Jednak, iz jest 7 dni na wniesienie odwolania......
i co ...TAK--- wniesiono.Juz mi rece opadaja i brak słow.
A czemu Ci "ręce opadają i brak słów", ma takie prawo do obrony i korzysta z niego.
Czy oskarżona wniosła o uzasadnienie wyroku, czy też od razu apelacje?bo też tak można...
Jest 7 dni na wystąpienie do Sądu o sporządzenie uzasadnienia wyroku od dnia ogłoszenia sentencji wyroku ( art.328$1 kpc ). Myślę , że o to wniosła.
Czy złożyłaś do Sądu taki wniosek ? wtedy lepiej się pisze odwołanie, bowiem:
"...Uzasadnienie wyroku powinno zawierać wskazanie podstawy faktycznej rozstrzygnięcia, a mianowicie: ustalenie faktów, które Sąd uznał za udowodnione, dowodów,na których się oparł i przyczyn, dla których innym dowodom odmówił wiarygodności i mocy dowodowej, oraz wyjaśnienie podstawy prawnej wyroku z przytoczeniem przepisów prawa..." ( art. 328$2 kpc)
Później jest 14 dni na sporządzenie apelacji, licząc od następnego dnia po otrzymaniu uzasadnienia wyroku.
musze sobie rowniez wziac adwokata i załatwic to raz a porzadnie. Z tym ze bede teraz domagac sie grubszej kasy i pokrycia wszystkich kosztow.
" Grubszej kasy" tzn. ile? bo pisałaś, że wystąpiłaś o odszkodowanie w kwocie 3000 zł, a Sąd zasądził 1400 zł. Zgodnie z art.383 kpc." W postępowaniu apelacyjnym nie można rozszerzyć żądania pozwu ani występować z nowymi roszczeniami..." zatem możesz domagać się tylko kwoty z pozwu.
Myślę, że powinnaś wziąć adwokata.
Wiedz, że Sąd może oddalić apelację Twoją i oskarżonej, jeśli uzna, ze jest ona bezzasadna, może również uchylić zaskarżony wyrok i przekazać wyrok do ponownego rozpoznania.
Może być jeszcze długa droga sądowa przed Tobą,zatem życzę Ci wytrwałości.
Ja tak, po prostu dla ciekawości przejrzałam kpc.i dzielę się z Tobą moimi uwagami
Wniosłaś też o przeprosiny w prasie, czy Sąd to uznał, bo nic nie piszesz?
Pozdrawiam.