W wielu rodzinach model ich funkcjonowania jest wciąż bardzo tradycyjny: mężczyzna zarabia, kobieta opiekuje się dziećmi i domem. Jeszcze więcej rodzin funkcjonuje według modelu bardzo zbliżonego do tradycyjnego: oboje zarabiają, kobieta opiekuje się dziećmi i domem. Mężczyźni często uważają, że sprzątanie, gotowanie, zmienianie pieluch i dbanie o ład i porządek to czysto kobiece sprawy i "oni nie będą się do tego mieszać".
Ale...
Czy faktycznie taki podział obowiązków wynika z męskich poglądów i działań?
Spotkałam się z informacją (aczkolwiek nie wiem, skąd i kto wyliczył takie statystyki), że w 90 procentach przypadków to kobieta wyznacza taki właśnie podział obowiązków, a mężczyzna po prostu nawet nie wie, że czegoś się od niego oczekuje. Często kobieta nie mówi, że chce pomocy, a wręcz nie daje mężczyźnie dotknąć się do jakichkolwiek prac domowych. A mężczyzna nie protestuje, tym bardziej, jeśli został wychowany przez podobną matkę. Zresztą - kto by protestował, kiedy ma posprzątane, ugotowane, uprane i uprasowane? Żyć nie umierać!
Jak sądzicie - czy kobiety same są winne takiemu niesprawiedliwemu podziałowi, bo narzucają go swojemu partnerowi (z powodu przyzwyczajenia, wychowania czy np. dlatego że są perfekcjonistkami i wszystko muszą zrobić same)? Czy może jednak faceci to nieroby? ![]()