Zależy od ludzi. Napatrzyłam się na związki, w których ona tyra bez przerwy, pracuje, sprząta, gotuje, dba o dzieci, a on wykonuje prace "męskie", które jednak zdarzają się rzadko, bo ile razy coś się psuje, ile razy mamy remont? A zmywanie, pranie, gotowanie - codziennie to samo, a siły żre. I ona robi za kilka osób, bo chce mieć czysto w domu, chce zarabiać, bo jej to podnosi morale i żyją dostatniej, a on nie widzi problemu...
Albo też przykład z mojego domu. Pan i Władca o wszystkim decyduje, oczekuje porządku i obiadu o której on zechce, a czasami zechce godzinę po powrocie z pracy, nie od razu, wtedy trzeba mu podgrzewać, ciągłe pretensje. Mama myśli, że to ona rządzi w domu, bo de facto wszystko robi. I uważa czasami, że decyzja Pana i Władcy (ta najmądrzejsza) to wynik jej manipulacji... I do tego super dodatek: przerzucanie odpowiedzialności na matkę. To ona ma brudne naczynia, to ona ma bałagan, to jej wina, że coś tam... Pan i Władca podjął mądre decyzje, tylko wykonawca sobie z nimi nie poradził, Pan i Władca winny nie jest. Gdyby nie to, że ja się stawiam, mama nigdy by mu nie wypomniała czegoś. Ja otwarcie obrażam majestat, bo takim układem gardzę. Tata, mimo iż facet niby w porządku, żartowniś, dusza towarzystwa, naukowiec, w domu sobie nie radzi. Mama specjalnie gotuje coraz gorzej, więc on się sam wziął za świętość, czyli niedzielny obiad. Zmienia się facet, bo dotarło do niego, ile to kosztuje energii. Teraz już nie przegotuje makaronu (to była mamy wina, bo powinna monitorować!), tylko robi raban, bo jeszcze odcedzać nie potrafi. Dla mnie taki układ to wyzysk jednej strony, matka swego czasu miała spore problemy z psychiką, a ojciec po 35 latach życia na swoim uczy się dopiero elementarnych czynności w domu.
Jak mężczyzna jest rozsądny, to będzie rządził dobrze. Ale jak on ma dbać o to, żeby wszyscy byli szczęśliwi? Żona chce pracować, nie po to kończyła dwa kierunki, żeby siedzieć ciągle w domu, a on uważa, że musi siedzieć, bo co tam przedszkole, żłobki, babcie, co tam, że żona mogłaby nawet więcej zarobić niż on... (przykład z życia mojej siostry). Może trochę szkoda życia na testowanie w praktyce, czy nasz mąż będzie na tyle wspaniałomyślnym człowiekiem, że krzywdy zrobić nam nie da? W dodatku, im więcej władzy dostanie, tym trudniej mu ją oddać, jakby się okazało, że układ się nie sprawdza.