netkobietyWszystkie działy
Moja niesamowita historia

Historia Mojego Życia.

9 odpowiedzi10 863 wyświetleniazałożony przez LightOfHope, 08.09.2009

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Historia Mojego Życia.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 10 ]

1

Temat: Historia Mojego Życia.

Witam serdecznie.

Chciałabym podzielić się z Wami moją opowieścią, aczkolwiek nie wiem, czy ma ona happy-end.. Przeczytajcie i sami oceńcie.

Większość swojego życia byłam brzydkim kaczątkiem, taką szarą myszką, która uważała, że jak zniknie z tego świata to nikomu nawet nie zrobi się przez chwilę żal.. W szkole podstawowej z zazdrością przyglądałam się ładnym koleżankom otoczonym przez tłumy chłopców, ja zawsze stałam na uboczu, jak już kogoś kochałam to tylko platonicznie i jednostronnie. W liceum nie było lepiej i dlatego postanowiłam, że nigdy w życiu nie będę miała faceta, nie wyjdę za mąż itd. Nie chodziłam na dyskoteki, jednego razu pod namową przyjaciółki, zdecydowałam się jednak z nią pójść. Na miejscu czułam się jak obcy na innej planecie, stałam tylko i przyglądałam się z kąta. Opiłam się piwa i spaliłam chyba za dużo papierosów (takie zgrywanie starszej niż się jest) i potwornie mnie zemdliło, usiadłam więc pod ścianą a wraz z ze mną moja przyjaciółka kontrolująca, czy przypadkiem nie robię się już zielona na twarzy i wtedy.. Obok nas przechodziło dwóch chłopaków i jeden z nich zapytał się mnie nas: "Dziewczyny dlaczego się nie bawicie?", posłałam mu spojrzenie w stylu "Won i to już!", a on rozumiejąc nie dyskretną aluzję, zabrał się i poszedł. Kiedy zrobiło mi się lepiej, podeszłam do barierki odzielającej parkiet od stolików i gapiłam się ślepo na tłum bawiących się ludzi i wtedy.. kolejny raz pojawił się ON. Zaczął mnie zagadywać, a czas nieubłagalnie płynął. Czułam się cudownie, to był pierwszy mężczyzna w moim życiu który zwrócił na mnie uwagę. Kiedy dowiedziałam się ile ma lat, troszkę mnie wryło.. Ja miałam 16, a on około 30. Przed rodziną ukrywałam nasz związek, a raczej jego wiek. Tak zaczęło się nasze "bycie razem" i droga przez mękę, dzisiaj wiem, że nie była to miłość jak mi się wydawało, jedynie fatalne zauroczenie.. Z czasem dostrzegałam coraz bardziej, że nie mogę z nim być. Okłamywał mnie, od znajomych dowiadywałam się, że jeździ sam na dyskoteki, zabawia się z dziewczynami, że bierze narkotyki, kiedy był w towarzystwie swoicj kolegów, traktował mnie jak koleżankę, ranił mnie przy tym okrutnie.. Moja mama dowiedziała się prawdy i zakazała mi spotkań z nim, życie stało się koszmarem.. aż któregoś dnia powiedziałam: "Dość!", spotkałam się z nim i zerwałam to co nas łączyło. Długo cierpiałam bo gdzieś tam w głębi czułam, że go kocham, to było jednak złudzenie.. On zaczął mnie straszyć, opowiadać naszym znajomym dziwne rzeczy, zaczęłam się go bać i z domu wychodziłam cała w strachu. On pisał do mnie, wydzwaniał, wysyłał kartki.. z czasem jego obsesje sprawiła, że zaczęłam czuć do niego wstręt i nienawiść.. Myślałam o samobójstwie, on zniszczył całe moje wyobrażenie na temat miłości. Stwierdziłam, że nie jest mi dane kochać i być kochaną. Zbliżała się studniówka, na którą zresztą nie chciałam iść, głównym powodem był fakt, że nie miałam z kim.. W między czasie podobał mi się bardzo jeden z najfajniejszych chłopaków w szkole, który zawsze otoczony był tłumem dziewczyn, kochałam się w nim z ukrycia, uważając, że nie miałabym u niego żadnych szans.. Dziwnym zbiegiem okoliczności, moja koleżanka z klasy załatwiła mi go jako osobę towarzyszącą, myślałam, że zapadnę się pod ziemię, gdy wręczałam mu zaproszenie. W tym samym czasie on chodził z dziewczyną, którą mieszkała jakieś 200 km od naszej miejscowości. I tak nadszedł dzień balu, w którym kopciuszek miała zatańczyć ze swoim księciem z bajki wink Dużo rozmawialiśmy, tańczyliśmy i wyobraźcie sobie, że ten najfajniejszy facet w szkole, zakochał się we mnie! Tak we mnie! Po studniówce zaczął do mnie wydzwaniać, przyjeżdżać, po szkole za mną latał hehe wink Zerwał ze swoją dziewczyną i postanowił się ze mną związać, razem uczyliśmy się do matury, nigdy nie zapomnę naszego pierwszego pocałunku.. Mijał czas, okazało się że musi wyjechać na rok do wojska bardzo daleko.. I stało się.. Któregoś pięknego dnia, pojawił się u mnie z bukietem i pierścionkiem zaręczynowym, chiał mieć pewność, że będę na niego czekała. Poszłam na studia, on wyjechał. Pamiętam pożegnania na dworcu, moje powroty do domu we łzach.. Codziennie, CODZIENNIE do niego pisałam, pisałam także pamiętnik specjalnie dla niego w którym każdego dnia opisywałam swój smutek z powodu tęsknoty i radość z powodu jego powrotów. Minął rok, okazało się że znowu musi wyjechać na szkołę, również daleko.. Pomyślałam, że tyle wytrwaliśmy to wytrwamy kolejny rok. I tak było.. do czasu.. Pisałam do niego, dzwoniłam codziennie i nagle coś zaczęło się sypać.. On przestał do mnie pisać, dzwonić, nie odbierał telefonów, wyłączał ciągle swój telefon, zadawał mi coraz więcej bólu swoją obojętnoscią i czułam, że z każdą chwilą go tracę.. Gdy tylko udało mi się z nim rozmawiać, kłóciliśmy się strasznie, on nie reagował na moje łzy.. Któregoś dnia, gdy przyjechał na weekend, nie chciał już mnie widzieć, więc pojechałam sama go odwiedzić, był dziwny, inny.. Gdy zadzwonił jefo telefon, zamknął się w pokoju, a ja czekałam 5 minut, 10, po 15 podeszłam podsłuchać z kim rozmawia.. Usłyszałam: "Ja też za Tobą tęsknie" itd. Wtedy już wiedziałam, weszłam do pokoju i płacząc, zrobiłam awanturę, klękałam i błagałam by mi tego nie robił, a on przyznał że od kilku miesięcy jest pewna kobieta.. Mój świat zawalił się, a życie straciło sens.. Obiecal, że to skończy i wyjechał.. Mijał czas i nic się nie zmieniało, a ja gasnęłam oraz bardziej.. Przeszłam załamanie nerwowe, zawaliłam studia, chciałam popełnić samobójstwo. Tydzień przed weselem mojej siostry zadzwonił do mnie i zerwał.. Myślałam, że umrę.. Rozchorowałam się, rodzice musieli wzywać karetkę gdyż mój stan się pogarszał. On jednak miał to gdzieś.. Wtedy zrozumiałam, że muszę żyć dalej. Mimo wszystko, na przekór wszystkiemu.. Iść do przodu. Zaczęłam się spotykać z jednym facetem i wtedy nagle mój exnarzeczony przypomniał sobie o mnie, wydzwaniał, błagał o szansę i ja mu ją dałam.. Na początku starał się, walczył, ale ja już nie byłam tą samą osobą, teraz myślę, że on zabił we mnie wszystko to, co było dobre, czyste i niewinne. Wrócił do domu, ale i tutaj historia zaczęła się powtarzać, zaczął mnie na powrót unikać, okłamywać i wkońcu dowiedziałam się, że zaczął się spotykać z jedną ze swoich byłych dziewczyn.. Myślałam, że tego ciężaru już nie udźwignę. i wtedy poznałam na pewnym portalu internetowym chłopaka, dzisiaj wiem, że uratował mi życie, zaczęliśmy pisać do siebie, on dzwonił i spędzaliśmy całe noce na rozmowach, po jakimś czasie wymieniliśmy się zdjęciami realnymi, bo na portalu mieliśmy tylko przerabiane graficznie jako że zarówno on i ja interesujemy się grafiką. Broniłam się przed tym uczuciem które zesłał mi los najlepiej jak umiałam, on wiedział że jestem z kimś, wspierał mnie w trudnych chwilach, podnosił na duchu, w nic nie ingerował. Postanowiliśmy się spotkać i wtedy nastąpiło przysłowiowe BUM. On zakochał się we mnie, powiedział że zawsze bedzie czekał na swoją szanse, ze nie będzie mnie poganiał.. Ja nadal nie dopuszczałam myśli do siebie, że czuje do niego coś wiecej niż przyjaźń. Postanowiłam zaryzykować, spotkałam się któregoś dnia z moim narzeczonym i wyznałam mu, że powinniśmy się rozstać, że za bardzo siebie krzywdzimy itd. On wpadł w szał, zaczął błagać, klękać, płakać, lecz to nawet nie był płacz tylko coś 100 razy gorszego, jak skowyt bitego psa.. I tak się stało, ze zmiękłam.. Mój przyjaciel nadal ze mną utrzymywał kontakt, ciagle pisaliśmy, rozmawialiśmy, nigdy nie zapomnę naszego pocałunku.. Cierpliwie czekał, wierząc, ze chyba zmądrzeje i zostawię swojego narzeczonego.. Zblizał się jednak czas gdy mieliśmy się pobrać. I do mnie zaczęło pomału docierać, że to co czułam przez ten cały czas do mojego przyjaciela to nie tylko przyjazx, a wielka miłosć, taka jakiej nie dane było mi jeszcze  w swoim życiu zaznać.. Miałam nadzieje, że on zawalczy o mnie, żebym mogła uciec z nim daleko stąd.. On jednak zaczął się coraz bardziej odsuwać i nagle zniknął. W meilach sfrustowana zaczęłam mu wyrzucać wszystko i obrzucać go błotem, a przecież.. większą wine ponoszę ja.. Wyszłam za mąż, mój narczeony się zmienił, jest dobrym, czułym i troskliwym mężem. Ale ja nadal nie wiem.. Czy nie straciłam bezpowrotnie szczęścia, którego tak długo szukałam. Dzisiaj pozostały mi piękne wspomnienia i tęsknota do przyjaciela, którego nigdy już nie zobaczę. Dlaczego tak wybrałam? Nie wiem.. Czy wybrałam miłość, czy wręcz przeciwnie.. nie wybrałam jej? Nie potrafię sobie odpowiedzieć na te pytania. Ale chyba już do końca swych dni, będę odczuwała w sercu żal, ze tak późno odkryłam tą miłość w sobie.. Dzisiaj jestem żoną, a moim obowiązkiem jest kochać mężczyzne którego wybrałam sobie na męża. I wiem, że go kocham, tylko miłość ma wiele odmian, jak rozpoznać tą prawdziwą, wyjątkową, jedyną? Zawsze już na moim sercu pozostanie cień wątpliwości, czy jej nie przegapiłam.

Tak wygląda historia mojego życia, dzisiaj mam 25 lat, jestem mężatką i przede mną nadal jest pełno nie zapisanych kart, co będzie dalej pokaże czas. Jednego jestem pewna, miłość zawsze znajdzie drogę.
Pozdrawiam.

"Miłość jest zawsze nowa. I bez względu na to, czy w życiu kochamy raz, dwa, czy dziesięć razy zawsze stajemy w obliczu nieznanego. Miłość może nas pogrążyć w ogniu piekieł, albo zabrać do bram raju - ale zawsze gdzieś nas prowadzi. I czas się z tym pogodzić, albowiem jest ona treścią naszego istnienia. Miłości trzeba szukać wszędzie, nawet za cenę długich godzin, dni, tygodni smutku i rozczarowań. Bowiem kiedy wyruszymy na poszukiwanie miłości - ona zawsze wyjdzie nam na przeciw. I nas wybawi."

? Paulo Coelho (ur. 1947)
Zahir

2

Odp: Historia Mojego Życia.

oj chyba jak mao kto tutaj cie rozumie...

3

Odp: Historia Mojego Życia.

justys przeczytałam Twoją historię.. Masz rację, bardzo dużo nas łączy. Zastanawiam się, jak dużo czasu będę potrzebowała żeby zapomnieć, boję się tylko, że może to nigdy nie nastąpić.. Wiesz, brakuje mi mojego Przyjaciela, rozumieliśmy się jak jeden umysł.. Dzisiaj czuję pustkę, której nic nie jest w stanie wypełnić.. Oboje liczyliśmy się z tym, ze dzień w którym będziemy musieli się rozejsć kazde w swoją stronę, musi nadejść, ale tak naprawdę ludziłam się, że nigdy on nie nadejdzie.. Bardzo mi go brakuje.. Ech..

4

Odp: Historia Mojego Życia.

naprawdę bardzo wam współczuje tego co przeżyłyście... obie pogubiłyście sie w podjęciu tych najważniejszych decyzji... ale teraz już raczej nie macie wyboru i musicie stawić temu czoła i sprawić żeby to co łączy was z waszymi mężczyznami stawało sie coraz głębsze. chyba że rzeczywiście czujecie że nigdy nie będziecie z nimi szczęśliwe to pozostaje już ostateczność... rozwód hmm

5

Odp: Historia Mojego Życia.

Jestem osobą która w pełni odpowiada za swoje czyny, w moim przypadku rozwód nie wchodzi w grę, nie skrzywdzę męża, chociaż nie jedna osoba napisałaby że ja zaznałam od niego 100 razy więcej bólu i cierpienia.. Jestem osobą uczciwą i żyjącą w zgodzie z własnym sumieniem, aczkolwiek jestem właśnie tylko człowiekiem i tylko kobietą.. i mam swoje słabości, wątpliwości. Nie poradzę nic na uczucia które wiąż żywię do swojego Przyjaciela, nic nie poradzę na to, że tęsknię za nim, że mi go brakuje.. nie jestem z kamienia. Ale wiem i usiłuję się z tą wiedzą pogodzić, że straciłam go bezpowrotnie...

6

Odp: Historia Mojego Życia.

Wiadomo każda z nas ma swoje słabości... i nie zawsze sie układa tak jak chcemy. No właśnie niestety nie masz teraz innego wyjścia jak sie z tym pogodzić... pozdrawiam i trzymam kciuki :*

7

Odp: Historia Mojego Życia.

Dziękuję Ci bardzo reni, bardzo mi się teraz przydadzą smile

8

Odp: Historia Mojego Życia.

Przeczytałam tą historie i nie wiem czemu ale zrobiło mi się smutno...:( Mam nadzieje ze sobie poradzisz z tym wszystkim i zycie ci sie ułozy tak jak tego chcesz. Życze Ci powodzenia!!!!!!!!

9

Odp: Historia Mojego Życia.

Hej Pysiunia, ja chyba wiem dlaczego.. Moja historia nie jest wesoła, w ciągu kilku zaledwie lat przeżyłam zbyt wiele, wyniszczyło mnie to w jakiś sposób psychicznie i emocjonalnie, nie jestem już tą samą osobą co kiedyś. Mój Przyjaciel był człowiekiem który pomógł mi wydostać się z dna, chociaż nie kontaktujemy się ze sobą już od miesiąca, mi w dalszym ciągu ciężko przychodzi godzenie się z rzeczywistością w której już go nie ma.. Prawdę mówiąc, tylko jemu mogłam zwierzyć się z moich najskrytszych smutków, wypłakać, chociaż dzieliła nas odległość dosyć spora to zawsze czułam że jest blisko mnie. Brakuje mi go tak czysto po ludzku ech.. Życie to sztuka dokonywania trudnych wyborow.. bardzo trudnych.. Dziękuję Ci za miłe słowa i również cieplutko pozdrawiam smile

10

Odp: Historia Mojego Życia.

Płaczę ;'C
...
Ja jestem cieńka,.,
Nie mam nawet skończonej 18-nastki

Posty [ 10 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Historia Mojego Życia.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026