Witam
Dotąd uważałam, że problemy z przyjaciółmi umiem rozwiązać samodzielnie, bez pomocy osób trzecich, jednakże nie w tym wypadku i nie w tym momencie.
Z Grześkiem znamy się od dobrych 3 lat, ale dopiero od roku mogę nazwać go swoim przyjacielem. Bywało różnie, ale zdobyliśmy wzajemne zaufania, szacunek itp. Jednakże jak to bywa - nigdy nie jest różowo. Od samego początku uzgodniliśmy, że jesteśmy wobec siebie szczerzy i jesli coś jest nie tak mówimy o tym.
No i zaczęło się. Mój przyjaciel wyjechał do dziadków aby pomóc im podczas wakacji. Odzywamy się codziennie - miły sms na dzień dobry, kilka słów podczas rozmowy, ale cóż piętno wad wyszło na jaw.
Grzesiek jest egoistą, który lubi mieć ostatnie zdanie we wszystkim. To jego powinno się słuchać o tym co on czuje, ja uważa. Zdania innych nie są tak istotne... Względem mnie okazał się być mało egoistyczny, jednakże TO zaczyna z niego wychodzić coraz częściej. Martwi mnie ta sytuacja i chciałam o niej z nim pogadać, ale oczywiście on zaczął wypominać mi moje błędy. Ja zawsze wybieram nieodpowiedni moment do rozmowy gdy zadzwonię, bądź przerywam mu w momencie gdy on coś do mnie mówi... Owszem zauważyłam to i staram się to zmienić, ale niestety on tego nie widzi.
Dziś zadzwoniłam do niego aby złożyć mu urodzinowe życzenia. Wiedziałam, że przez cały dzień może pomagać, więc wybrałam moment wieczorny. No i dziękuje... Usłyszałam, że przeszkadzam i abym się streszczała. Więc ja niewiele myśląc złozyłam mu życzenia, życzyłam miłej imprezy i że czekam na zdanie relacji jak po imprezie. On wybuchnął, że nie umiem zrozumieć, że w złym momencie dzwonie itp. Zaczęłam mu tłumaczyć, że chciałam być miła i pamiętać o nim w dniu jego swięta i chciałam jeszcze coś dodać, ale niestety on wtrącił się mówiąc "mogłaś napisać smsa" i jeszcze coś ale mu przerwałam i dziękuje w tym momencie wydałam na siebie wyrok.
Grzesiek uznał, że nie szanuje jego jako osoby, nie umiem zrozumieć, że może być zajęty, nie mieć humoru bądź czasu na rozmowę. Ponadto uznał, że moje przerwanie mu doprowadza go do szału. I właśnie daje mi ostatnią szanse na to bym się poprawiła bo inaczej zakończy przyjaźń, bo jego cierpliwość się kończy. Zostałam zbita z tropu... Wybuch niesamowicie. Zaczęłam mu mówić, że dziś chciałam mu tylko złozyć zyczenia, natomiast ilekroć dzwonilismy do siebie i pytałam się czy mogę słyszałam "jasne dla Ciebie mam całą noc do rozmowy" a teraz. Powiedziałam, że mnie rani taki jego stosunek wobec mojej osoby i że nawet nie zwrócił uwagi na to, że mi również nie okazał szacunku tak się wydzierając. Ale gdzie jak do słupa, słyszałam tylko "nie zalezy Ci", "masz gdzieś przyjaźń", "nie starasz się".
Jak ja się staram ale jak mu wytłumaczyć?! Bałam się tej przyjaźni bo nie umiałam się nigdy przyjaźnić z facetami, ale uległam i wydawało mi się, że dobrze to wszystko idzie. Owszem popełniam błędy, czasem się zapędzę i zapomnę pamiętać iz mam mu nie przerywać... Ale jestem tylko człowiekiem... Niestety on tego nie rozumie, uważa się że bawie udając przyjaźń, bo tak naprawdę mam wszystko w dupie... Powiedział jasno i klarownie, że wszystko w moich rekach i ode mnie zalezy teraz ta przyjaźn, bo to jest ostatnia szansa...
Załamuje ręce i nie wiem co zrobić. Zależy mi na nim, w końcu jest moim bliskim przyjacielem... Ale nie wiem co zrobić by było dobrze, macie może jakiś pomyśł? Będę wdzięczna...