Kochane, muszę to napisać, bo samej mi jakoś źle. Dziś nawrzeszczałam na kuzyna męża. A nigdy jeszcze na niego nawet nie uniosłam głosu. Ten kuzyn jest ogólnie w porządku. Ale samo jakoś wyszło. Poszło o moją siedmioletnią córkę, którą bez mojej wiedzy kuzyn i jego żona wzięli do jej matki (czyli kuzyna teściowej). Mój mąż pozwolił córce być u wuja. Ale gdy zaczęło się robić późno (było po 20.00) a kuzyn ani jego żona nie odbierali telefonu to zaczęliśmy szukać córki po osiedlu, u koleżanek itd. (kuzyna nie było w domu). Po 21.00 okazało się, że córka jest u kuzyna teściowej z nim cała i zdrowa. Chciała bez emocji powiedzieć kuzynowi, że mógł mnie lub męża poinformować, że bierze małą i byłoby ok, ale nerwy mi puściły i nawrzeszczałam na niego, ze mógł mi powiedzieć, ze są telefony, ze mógł wysłać chociaż smsa albo wziąć ze sobą swój telefon, że nie życzę mu takich nerwów, jak mi przysporzył i tym podobne. Z jednej strony wiem, że niepotrzebnie się darłam, ale z drugiej była zdenerwowana przez godzinę szukając dziecka. Trochę mi lepiej, jak to napisałam. Mam nadzieję, ze to wszystko się jakoś ułagodzi. Jak myślicie? Przesadziłam?
Podobne tematy
Nie przesadziłaś. Miałaś święte prawo się zdenerwować, a on nie miał absolutnie żadnego zabierać bez Twojej wiedzy Twoje dziecko dokądkolwiek. Objechałaś go i dobrze, może następnym razem się zastanowi. Powinien zrozumieć, że źle zrobił i Ciebie i męża przeprosić bez względu na to, jak się zachowałaś.
Emilio, dzięki za wsparcie. Niestety mój mąż odebrał to inaczej. Powiedział, że przesadziłam, że zależy mu na kuzynie, bo to jego najlepszy kuzyn, a ja go potraktowałam jak chama, że ja nie panuję nad emocjami i to od dawna, że ostatnio też nakrzyczałam, tyle że na niego i przy znajomych. Może tak jest faktycznie. Może nie panuję nad sobą. Myślałam, ze radzę sobie z gniewem, ale sama już nie wiem. Mój mąż przed chwilą wyszedł z sypialni i stwierdził, ze idzie spać gdzie indziej (bo zwróciłam mu uwagę, ze znów chrapie - zawsze tak robię, ale dziś zmotywowało go to do opuszczenia łóżka). Zwykle to ja szłam spać gdzie indziej (gdy się pokłóciliśmy albo jak bardzo chrapał). Czuję, że coś jest nie tak. Chce mi się płakać. Powiedział, ze nie wie, jak dalej będzie. Ja mu na to, ze w takim razie dlaczego chce trzecie dziecko (bo w planach było trzecie) jak i tak widzi mnie jako taką zołzę. W końcu wyszło, że jednak on nie jest zdecydowany na dziecko, powiedziałam, ze ja w tej sytuacji nie chcę też trzeciego dziecka i że jak już tak mówi, to niech da sobie spokój i odejdzie. Ale on chyba nie chce tak naprawdę odejść, tylko chce, żebym się zmieniła, żebym "panowała nad sobą" jak mówi. A mi się w pewien sposób świat zawalił (świat zawodowy), bo miałam dwie firmy (firemki takie), ale z jednej musiałam zrezygnować, bo nie przynosiła dochodów, a w drugiej też coraz gorzej. Mój mąż dobrze zarabia więc niby nie mam o co się martwić, ale teraz jestem na garnuszku u niego. W zasadzie nie mam teraz pracy, myślałam, ze to dobry czas na planowane od jakiegoś czasu dziecko, ale, eh. Pokłóciłam się też ostro z matką mojego męża parę miesięcy temu, bo (jak pisałam w innym poście) zabrała mi córkę na zakupy bez mojej wiedzy. Może dlatego tak odruchowo zareagowałam ostro krzycząc na kuzyna męża (w czasie tej godziny bałam się między innymi, że teściowa zwabiła moją córkę do siebie). Czuję się samotna, tym bardziej, że mój mąż coraz częściej spotyka się z kolegami a dla mnie nie ma czasu. Fakt, ostatnio może jestem bardziej nerwowa, siedzę w domu, nie mam pracy, która by mi przynosiła dochody, jest lato więc 24h zajmuje się dziećmi, nie mam pasji ani hobby (całą energię wkładałam w te dwie głupie firmy, które okazały się niedochodowe). Mam prawie trzydzieści lat i jestem uzależniona od męża. Z drugiej strony mąż zawsze twierdził, że ja nie muszę pracować, że on zarobi na dom. A ja z kolei zawsze marzyłam o licznej rodzinie. Ale boję się, że gdy zamknę się w domu, to mąż nie będzie już się ze mną liczył, zresztą mam wrażenie, że już coraz mniej go interesuję. Ostatnie wydarzenia musiały coś popsuć, bo mąż odsuwa się ode mnie. A może mi się tak wydaje? Jest późno w nocy. Trudno mi będzie zasnąć, a on pewnie smacznie śpi. Chyba sobie jednak popłaczę do poduszki, to podobno też dobry sposób na uzewnętrznienie emocji.
Problem nie w tym, że nakrzyczałaś na kuzyna męża, lecz w nieradzeniu sobie przez Ciebie z trudnymi sytuacjami i emocjami. Przykłady, które opisałaś (wyprawa teściowej z dzieckiem, wyprawa kuzyna, chrapanie męża) pokazują jak bardzo jesteś osobą nieprzyjemną w takich sytuacjach.
Nie radzisz sobie ze swoją pracą i zamiast odreagować te sytuacje, zamykasz (podejrzewam) się, udajesz twardą i wybuchasz w najmniej spodziewanym momencie. Wówczas każdy pretekst jest dobry, byleby się wykrzyczeć (a że na inny temat - to drobiazg).
Nie dziwota, że mąż opuścił sypialnię i woli kolegów, bo przebywanie i spanie w towarzystwie wulkanu (którego wybuchu nie można przewidzieć) nie jest, delikatnie mówiąc, przyjemne. I to pewnie jest przyczyną mniejszego zainteresowania Tobą.
Jak widzisz, nie lubię użalać się nad kimś, bo nie na tym polega wspieranie.
Allana, odreaguj swoje złości, obawy; oddziel wyobraźnię od rzeczywistości i nie mieszaj ich ze sobą. Porozmawiaj z mężem (porozmawiaj, ale nie prowadź monologu, nie "miej za złe"), ale dopiero wówczas, gdy będziesz trzymała swoje emocje na smyczy. I zapanuj nad tym co mówisz. Słowa bardzo ranią. A słów wykrzyczanych w gniewie (np. tych o rozstaniu, trzecim dziecku) bardzo się później żałuje, ale one już żyją własnym życiem i pozostawiają ślady w naszym.
Powodzenia w szukaniu rozumu. ![]()
No niestety ale muszę się zgodzić z Wielokropkiem.
Odnośnie kuzyna. To ja na twoim miejscu bym go przeprosiła, wytłumaczyła jak się poczułaś itp ale jednak zbyt ostro go potraktowałaś tym bardziej, że mąż wiedział u kogo jest dziecko.
Dziękuję Wielokropek za wsparcie, nie oczekiwałam użalania się nade mną, ale konkretnej rady, oceny. Kuzyna męża przeprosiłam jeszcze tej samej nocy (wysłałam smsa i wyjaśnienie, dlaczego tak się głupio zachowałam). Chyba masz racje z tym, że nie radzę sobie z trudnymi sytuacjami i emocjami. Wydaje mi się, że robię w takich sytuacjach to, co moja matka, bo tylko takie metody znam. Ona też sie tak zachowywała. Myślałam, ze udało mi się zmienić, bo długo już było dobrze. Nawet mąż powiedział leżąc obok mnie: "wiesz, kocham cię, zwłaszcza teraz, gdy jesteś taka spokojna i w ogóle". A teraz znowu straciłam opanowanie. W sumie nie wiem, co robić gdy nadchodzi ta głupia złość, a potem jest okropne poczucie winy. Jestem ostatnio bardziej nerwowa, drażni mnie wiele rzeczy. Jak panować nad sobą? Już było dobrze, a teraz tyle negatywnych rzeczy się dzieje. Chcę, żebyście mnie dobrze zrozumiały, ja nie krzyczę ciągle, nie mam co chwilę pretensji, to już dawno minęło, po prostu ostatnio w ciągu chyba miesiąca wybuchnęłam 3 razy, gdy mąż mnie okłamał, gdy poszedł do kolegi wieczorem (i zapomniał o moich imieninach, ale mimo to głupio mi, ze krzyczałam) i teraz, na jego kuzyna. Wiem, że zrobiłam źle, nie usprawiedliwiam się. Zaczęłam od przeproszenia za swoje zachowanie, za krzyczenie, ale nadal czuję się jakoś tak szmatławo. Nie chcę taka być. Miałam ostatnio sporo stresów, ale może to kwestia patrzenia, może powinnam spojrzeć na wszystko inaczej i sie zdystansować? Ale najbardziej zależy mi na tym opanowaniu. Zdałam sobie sprawę, że jest to dla mnie takie trudne, bo nie wiem co mam zrobić z tymi emocjami. Przecież każdy w życiu czuje złość, gniew, żal, smutek. Dlaczego ja gdy to czuję później krzyczę? Chyba dlatego, że nie wiem jak działać inaczej. Czasami wychodziłam na spacer i mijało. Ale nie zawsze można wyjść na spacer. Jak wy radzicie sobie ze złymi emocjami? Szukałam kiedyś książek na temat agresji, złości itd. u dorosłych, ale są tylko poradniki dotyczące dzieci. Poradźcie, osądźcie, nie oczekuję głaskania. Boję się, że sama siebie znienawidzę za te wybuchy. Rzadsze, bo rzadsze, ale jednak. Jak sobie radzić? Co to tak naprawdę znaczy radzić sobie z emocjami?
ja rozumiem twoje zdenerwowanie na kuzyna męża,martwiłaś się o dziecko i nic dziwnego w tym nie ma,przeprosiłaś go i myślę,że między wami już jest ok?
co do panowania nad swoimi emocjami to doskonale zdaję sobie sprawę,że to bardzo trudne:(ja jestem osobą bardzo nerwową i byle drobnostka wywołuje u mnie wrzask...mój facet jest osobą bardzo spokojną i wyciszoną i czasami aż się boję,że....
powiem ci,że kiedy ja czuję,że za chwilę eksploduję ..zamykam się w łazience wyryczę się i niby jest ok...ale każdy atak na mojego faceta wywoluje u mnie straszny smutek i poczucie winy,dlatego staram się nad sobą panować..
raz wypowiedzianych słów nie można cofnąc, a najłatwiej zranić osobę na której nam zależy,którą kochamy..
8 2011-07-13 22:29:14 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-07-13 22:37:49)
Kiedyś, dawno temu, też nie potrafiłam radzić sobie ze złością, strachem i innymi nieprzyjemnymi uczuciami. Pomogło mi poznanie tego mechanizmu.
Chciałam być "dobrze wychowaną", spokojną osobą. Gdy przychodziły trudne sytuacje robiłam "dobrą minę do złej gry", uśmiechałam się łykałam złość, która zbierała mi się, zbierała i... wybuchałam w najmniej sprzyjającym momencie.
Od tego momentu załatwiam sprawy na bieżąco, nie odkładam zniecierpliwienia, nie kolekcjonuję złości. Gdy jestem zła, to o tym mówię głośno. Nie wybucham, bo nie mam naskładanej złości i nie wylewa się ze mnie przy każdym otwarciu ust.
Polecam Tobie tą metodę.
W sumie reagowanie od razu jest dobre, wtedy emocje nie są skumulowane. Kuzyn męża nie odpisał, nie wiem co myśli, ale z drugiej strony moim błędem było krzyczenie, a nie normalne mówienie. Gdybym to, co wykrzyczałam powiedziała normalnie, wtedy wszystko byłoby ok, bo nie mówiłam nic okropnego. Jak napisała madzia0311 szczerze przeprosiłam kuzyna i powinno być ok. Ale nie wiem, czy jest, teraz chyba to zależy od niego, od tego czy przyjmie przeprosiny. Jak będę wpędzała się w coraz głębsze poczucie winy, to też nic dobrego z tego nie wyjdzie. Przyjaciółka powiedziała mi, ze niepotrzebnie tak się tym przejmuję, ze każdy popełnia błędy, ważne, żeby je widzieć i nie popełniać znowu. Mój mąż chyba miał jakieś poczucie winy po tej nocy, co mi wygarnął i poszedł spać do innego pokoju, bo przysyłał mi smsy z pytaniami co robię itp. Oczywiście postaram się nie dopuścić już nigdy do dojścia do głosu takich emocji. Będę się kontrolować. Problemem było nie samo odczuwanie złości, tylko nieadekwentna reakcja do sytuacji. Wiem, że zachowywałam się tak, bo wyniosłam takie zachowania z domu. Ale w końcu mam świadomość i jestem w stanie kontrolować emocje. Zastanowiła się nad tym, jak do tej pory radziłam sobie ze złością, emocjami i stwierdziłam, ze jedną z najlepszych metod była rozmowa z drugą osobą, nie zawsze z mężem, czasami z inną kobietą (ale nie z matką, bo ona sama jest bardzo nerwowa i przy niej się nie uspokajam, wręcz przeciwnie, nie zamierzam powielać jej zachowań). Dobrze jest też opisać swoje uczucia na forum (jak właśnie to robię), dużo daje też zmiana otoczenia (czyli jak zaczynam denerwować się w domu, to lepiej wziąć dzieciaki i pobawić się z nimi w ogrodzie albo pójść na rolki czy coś takiego). Jak nie wiem, co mnie rozdrażnia, to przydaje się właśnie zmiana miejsca. A złość na męża wynika zwykle u mnie z faktu, że moje oczekiwania wobec niego okazały się błędne, na przykład myslałam, ze gdy wrócę wieczorem z dziećmi do domu, to on zrobi, albo zacznie chociaż robić zadaszenie nad piaskownicą do dzieciaków, co obiecywał już dawno, a on był u kolegi. Mogłam mu w domu na spokojnie powiedzieć, ze mam o to zal, a nie mścić się krzykiem. Wiem, ze tak naprawdę nie jestem zła, jestem natomiast wredna w momencie, gdy ulegam złości. Czasami ludzie wyrażają swój gniew okazując go innym i to nic złego, inni ludzie muszą wiedzieć, ze czymś nas skrzywdzili, ale nie należy dać się ponosić emocjom. Mogę odczuwać złość, ale nie mogę pozwolić, by wpływała na moje reakcje. A w czasie okresu, gdy naprawdę nie będę mogła zlikwidować rozdrażnienia będę brać uspokajające tabletki ziołowe. W dniu gdy skrzyczałam tego kuzyna miałam okres i wzięłam w ciągu dnia cztery tabletki ziołowe, ale jak widać nie uchroniły mnie przez silną reakcją. I jest jeszcze coś. Ja nigdy nie płaczę. Kiedyś tak robiłam, mąż mnie pocieszał i było ok, nie odczuwałam gniewu. Teraz trudno mi się przełamać, żeby tak bardzo mu zaufać, na razie jest tak, ze po prostu przytulam się i już. Ale takie popłakanie sobie czasami, gdy czujemy się skrzywdzeni nie jest złe. Bardzo lubię siebie, gdy panuję nad emocjami, lubią mnie tez wtedy inni. I tak powinno zostać. Nie chcę też dawać złego wzorca dzieciom, nie chcę, żeby męczyły się w dorosłym życiu przez emocje tak jak ja, bo taki miałam wzorzec. Moi bracia do dziś reagują na wszystko złością, jeden z nich wpadł w alkoholizm, drugi jest bardzo nerwowy i każdy problem, nawet najmniejszy powoduje u niego silne emocje i niekontrolowany wybuch złości (myślę, ze przez to nie potrafi założyć rodziny, jest rozgoryczony i jest z kobieta, która - o ironio! (teraz to zauważyłam)-jest podobna do naszej matki, też się wścieka o byle co itd.). Myślę, ze ja powinnam być wdzięczna losowi, ze tak wyszło, ze uwolniłam się z tej sieci złości i nienawiści, ze mam szansę nad sobą pracować. Wiadomo, że nic nie dzieje się od razu, ale jestem na takim etapie, że powinnam sobie poradzić z silnymi reakcjami, dlatego nigdy więcej niekontrolowanego gniewu. Wielkropek, tobie się udało, myślę, ze ja też dam radę.
Moim zdaniem miałaś prawo zareagować w ten sposób, kuzyn męża postąpił niewłaściwie. Na Twoim miejscu pewnie zachowałabym się podobnie, bo każdy rodzic chce jak najlepiej dla swojego dziecka i martwi się o nie. Jeżeli martwi się przez kogoś o nie- to nieważne czy to rodzina czy nie, po prostu emocje są często nie do zniesienia.
Twój mąż dlatego w pewnym sensie ma prawo chcieć, byś przeprosiła tego kuzyna, bo nikt nie chce być z rodziną w konflikcie, ale powinien też po trosze chociaż zrozumieć, że miałaś prawo się zdenerwować i okazać więcej zrozumienia.
Przeproś kuzyna, myślę, że jeśli on nie zrozumie, to nie jest zbyt mądry, przecież każdy popełnia błędy, a on też popełnił i wystawił Cię na stres. Dlatego uważam, że jak myślący facet, to nie będzie się obrażał, tylko wybaczy zaistniałą sytuację.
Skoro wybuchasz często, to rzeczywiście trzeba nad tym pracować. Ja też miałam z tym problem, ale jest lepiej, bo pracuję nad tym
Wielokropek ma racje, że trzeba od razu mowić o tym co boli, a nie dusić w sobie, bo to potem wybuchnie. Wiem po sobie. Czasem np byłam zła o coś na swojego faceta, piekielnie zła, ale dusiłam w sobie, bo myślałam ,że tak będzie lepiej, a potem pewnego pięknego dnia nie wytrzymałam tego napięcia i wybuchnęłam niczym wulkan. Wtedy to było piekło i histeria. A teraz częściej mówię chłopakowi i innym o tym co mnie boli, a przez to rzadziej się denerwuje na tyle, by wpadać w wściekłość i drzeć się wniebogłosy - a naprawdę kiedyś to było u mnie częste zjawisko.
Pozdrawiam ! ![]()