Rozwód czy 'ostatnia szansa'? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozwód czy 'ostatnia szansa'?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 28 ]

1

Temat: Rozwód czy 'ostatnia szansa'?

Witajcie

Trafilam tu przypadkiem, szukajac podobnych powikłanych sytuacjii, majac zarówno nadzieję,
że ich nie znajdę, bo nikomu tego nie życzę, jak i że znajdę... może ktos wie jak postąpić?
Wybaczcie proszę długośc posta...

Męża poznałam ponad 9 lat temu. Oboje po rozwodach, potrzaskani, szukaliśmy kogoś kto zrozumie.
Nie potrzebowaliśmy zbyt wiele czasu na to, by zamieszkać razem. Mi nie przeszkadzał fakt, że
on ma 8 letniego syna, fajnego małego 'faceta'. Byłam pelna wiary i optymizmu. zaczęło się źle
dziać w kilka miesięcy, niespełna rok poźniej, gdy straciłam pracę. Słowa jakie wtedy słyszalam
były okrutne. Czułam sie jakbym była osoba mniej wartą. Po 3 miesiącach moich starań o pracę i
wysłuchiwania poniżających słów uciekłam. Jak gówniara uciekłam do innego. Nie trwało to długo,
okazało się że jestem w ciąży. wróciłam. Mówił, że nie ważne czyje, ale wychowamy malucha i damy
sobie radę. Poroniłam niedlugo poźniej. Wylizywałam się z tego sama, gdyż on nie uznawał słowa
depresja. W końcu jakoś sie pozbierałam. Odkresliliśmy gruba linia to co było, zaczęliśmy od nowa.
Starania o dziecko odsunelismy na daleki plan, postanawiając najpierw jednak uregulować sprawę
pracy. Ale jak to w życiu bywa... zaszłam w ciążę i tylko dzięki pomocy mojej mamy wiązaliśmy
koniec z końcem. Kłócąc się zażarcie, godząc, kłócąc... Mąż nadużywał alkoholu, co mnie po prostu
wykańczało. Nie to że pił, bo wszystko jest dla ludzi. Tylko to jak sie zachowywal poźniej...
Obwiniał mnie o wszystko co tylko można było. To że pil było moją winą. To że pieniędzy brak było
moją winą... Nie jestem pewna czy było coś, czemu winna nie byłam. By odetchnąć od niego, a jemu
tez dać czas na przemyślenie, co wakacje wyjeżdżałam do matki, zabierając ze soba synka. Przez
pierwszy tydzień byłam szczęśliwa. Oddychałam! Drugi tydzień byłam niespokojna.... trzeciego
tęskniłam za nim. Wracałam i dlugo poźniej bylo wspaniale. Znalazłam pracę, synek poszedł do
żłobka, a mąż obiecał solennie że będzie w domu pomagał, bo przecież jest nas dwoje... żeby
mi było lżej... W obietnicach wytrwał kilka miesięcy. Tak więc podzieliłam losy wielu kobiet,
łączących pracę, dom, opieke nad dzieckiem własnym, jego... Buntowałam się. Nie chciałam pokornie
znosić tego co mówił o mnie. O kobietach. Że to ich rola zadbac o dom. Czy posiadanie biustu
oznacza wpasowane w rece żelazko i mopa? Czułam się ciągle gorsza, stawiałam sie, kłociliśmy
się ciagle... Miał kompleks wykształcenia, poszedl na studia... Wciągnęło życie studenckie.
Piwko po egzaminie, imprezka z kolegami. Płakałam, błagałam, prosiłam teściową o pomoc...
Jego syn zaczął miec kłopoty w szkole, więc postanowiono że zamieszka z nami. Pomagałam z nauką.
W końcu jestem nauczycielką więc lepiej sobie z tym poradze, prawda? Pilnowałam by chodził spać
o odpowiedniej porze, karmiłam prałam... W końcu jestem kobietą, więc wiem jak to zrobić.
zaprzyjaxniłam się z tym chłopakiem, starałam sie mu pomóc. Po 2 latach mieszkania u nas,
znowu zaczął 'dostawac rogów'. Gdy postawione miał warunki i poznał zasady jakich jednak musi
w tym domu przestrzegać, wyprowadził sie znowu do matki. a ja?
Coraz bardziej zmęczona, nadal stawiająca się, znerwicowana, nie mająca ochoty na sex...
Poszłam do psychologa, a następnie psychiatry. Depresja. Leki. Rok czasu i słowa, że zobacz jaka
jesteś, nawet leki ci nie pomagają. Marny ten lekarz. Nadal sie o wszystko wkurzasz, z byle
czego robisz wojne. Trwałam nadal. wytrwałam do października tego roku. Po kolejnej kłótni,
wysłuchaniu że jestem społecznie upośledzona, i dlatego jestem nauczycielem, zagryzłam zęby,
spakowałam torby, powiedziałam że się wyprowadzam i... wprowadziłam słowa w czyn.
Było wszystko. groźby że doniesie na policje, że syna porwałam. Wysłuchiwałam, że rozwalam
rodzinę. Że sobie nie poradze i wróce na kolanach. Że rozwodu nie da, albo syna zabierze, bo sie
leczyłam u psychiatry wiec dziecka nie dostanę. Później pił. Dzwonił do mojej rodziny pijany.
Płakał, że rodzine odebrałam. Jaka ze mnie egoistka bo o synu nie pomyślałam. Minęło kilka
tygodni, kiedy musiałam właściwie wyłączac telefon, co marnie mi szło, albo zagryzać zęby żeby
na smsy nie odpisywać... bo było mi go szkoda. Zapadł się w sobie. Przestał pić. Obiecywał zmianę.
Powiedziałam mu, że pozwu o rozwód nie składam jeszcze, ale to czy złożę, sie zwyczajnie okaże.
Spałam i nadal śpię źle. Wiele rzeczy przez te 3 miesiące gdy nie mieszkamy razem usłyszałam...
Nieustannie krążą mi po głowie i ciagle sie zastanawiam... Dac szansę? Uwierzyć? Wiele osób mówi
mi, że on się nie zmieni. A jeśli już, to napewno nie w 3 miesiące. On twierdzi, ze wiele zrozumiał.
Wie, jakim podłym człowiekiem był, nie docenił tego co miał, aż to stracił. Świetnego syna, piękną
inteligentna żonę (że niby ja...). Mówi, że mnie kocha. Nie będe kłamała. Obojętny mi nie jest.
Ale czuję się tak skopana, zbita i przerażona... Poszłam do psychologa, bo zwyczajnie nie umiem
się ogarnąć.
Powiedzcie mi, co wy o tym wszystkim myslicie? Czy człowiek może się zmienić z manipulatna i
tyrana w męża? Partnera? Zdaję sobie sprawę, że decyzja należy do mnie. Nikt za mnie jej nie
podejmie. Uwierzyć? Boję się. Nie wierzyć? a może jednak on naprawde wszedł na właściwą scieżkę...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Rozwód czy 'ostatnia szansa'?

Jesteś na strasznej życiowej huśtawce......Problem jest bardzo złożony i finalnie rzeczywiście decyzję będziesz musiała podjąć sama,ale robiąc to zrób rachunek wszystkich "za" i "przeciw".
Moim zdaniem on się nie zmieni.To wszystko co napisałaś na temat waszego wspólnego życia na to wskazuje.
Możliwe,że może on kocha Ciebie i oczywiście wasze dziecko,ale jest to jakaś "chora miłość". I chyba nie ma na nią lekarstwa.
Już w dużej części poniosłaś konsekwencje jego humorów.Chcąc dobrze wychować synka musisz zadbać o siebie. Takie wahania emocjonalne nie będą dobrze wpływały na Twoje dziecko a ono powinno być najważniejsze. Spokojna i pogodna mama to radosne dzieciństwo.
A to co on obiecuje " podziel przez 30 dodaj 8 pomnóż przez 5 " smile:):) i wtedy zacznij się nad tm zastanawiać

Nig­dy nie za­pomi­naj naj­piękniej­szych dni twe­go życia! Wra­caj do nich, ilek­roć w twoim życiu wszys­tko zaczy­na się walić.

3

Odp: Rozwód czy 'ostatnia szansa'?

Hustawka jest straszna. Przyznaję. Jednego dnia wyję w poduszkę nad tym wszystkim i obiecuje sobie, że już nigdy więcej! Drugiego, wystarczy że zadzwoni, jest miły, po prostu gadamy, mi błyska światełko, że może jednak? Zdaje sobie sprawę z tego, że sama się tym wykańczam, ale też wykańczam jego, bo zapewne wysyłam sprzeczne sygnały.
Chora miłość? Znam to pojęcie. Myślę, że moja miłośc do niego, a raczej to co z niej pozostało też jest chora... Działa na zasadzie uzależnienia. Z resztą są to także słowa pani psycholog. Radziła mi złożyć pozew o rozwód. Napisałam ten pozew, zebrałam dokumenty... nie złożyłam. Dlaczego? Dlatego, że dostałam piękny prezent na Mikołajki, pod choinkę, na urodziny... Takie rzeczy jakie świadczą o tym, że ktoś kupując je, myślał o Tobie, a nie o kupieniu 'na odwal się'. Dlatego, że przyznał że zgodziłby się na terapię zarówno AA jak i małżeńską... Dlatego, ze spodziewałam się że się stoczy, a on jednak nie... Mieszkanie czyste, odkrył jak działa pralka i żelazko, okazuje się że umie gotować i to nieźle.
Pewnie to wszystko iluzja. Powinnam faktycznie pomnożyć podzielić i jeszcze odjąć. Niestety, nie umiem. Stoję w miejscu, panicznie boję się jutra. Myślę o synu, który uwielbia ojca. Myślę o nim, boję się że się jednak stoczy.
Często słyszę, że wyniosłam go na piedestał, że stał sie punktem centralnym mojego wszechświata. Sama sobie w dużej mierze zafundowałam ten los, wyręczając we wszyskim. Nie kochałam mądrą miłością.
Usiłuję zachowywać się rozsądnie. Jednak słowo usiłuję oddaje chyba dobrze to co robię. Nie umiem sama zrozumieć siebie. Tego, że masa osób mówi mi, że to juz po wszystkim. A we mnie tkwi coś, co nie chce w to uwierzyć. Ciagle analizuje, myślę, rozważam. Podjęcie jednej decyzji i konsekwentne trzymanie się jej jest poza moimi mozliwościami.
Mówiłam mu o tym. Powiedziałam jasno i wyraźnie, że nie jestem teraz, po zaledwie 3 miesiącach, w stanie ruszyć się w jakąkolwiek stronę. On uważa że tyle czasu to wystarczająco. a ja już się denerwuje. Może dla niego tak. Dla mnie? Stanowczo za mało. A może sie mylę? Potrzebuję ciszy, spokoju. Ale jej nie mam.

4

Odp: Rozwód czy 'ostatnia szansa'?

Ja tak żyłam przez 28 lat małżeństwa. Dawałam szanse, przyjmowałam prezenty i takie tam i .......zamiatałam rzeczywistość pod dywan.
Uśmiechy,jakiś czas spokojnego i miłego życia...i tak w kółko.
I gdybym posłuchała rodziny i znajomych to nie musiałabym tego wszystkiego przechodzić przez tyle lat.
Chciałam dzieciom stworzyć normalną,pełną rodzinę a po tylu latach one (już w pełni samodzielne) uświadomiły mi,że te moje chęci sprawiały im wiele przykrości.To zabolało i dlatego postanowiłam się rozwieść.
Na początku faktycznie taka decyzja "powoduje w głowie straszną burzę"..Ale z czasem umysł zaczyna się uspokajać i działać racjonalnie.To jak nim pokierujesz zależy wyłącznie od Ciebie jednak musisz zacząć "dzielić,mnożyć,odejmować i dodawać.Spróbuj popytać rodzinę i najbliższych jak oni widzą jego zachowanie i jego samego.To może Ci "otworzyć oczy" na wiele spraw,których nie chcesz zauważać.

Nig­dy nie za­pomi­naj naj­piękniej­szych dni twe­go życia! Wra­caj do nich, ilek­roć w twoim życiu wszys­tko zaczy­na się walić.

5

Odp: Rozwód czy 'ostatnia szansa'?

Aha....i jeszcze sprawa tych dwóch terapii.
Oczywiście powinnaś się zgodzić się na terapię małżeńską a on niech sie wybierze na AA.
Jednak wydaje mi się,że przeprowadzenie tych terapii nie powinno się wiązać najpierw z Twoim powrotem do domu.

Nig­dy nie za­pomi­naj naj­piękniej­szych dni twe­go życia! Wra­caj do nich, ilek­roć w twoim życiu wszys­tko zaczy­na się walić.

6

Odp: Rozwód czy 'ostatnia szansa'?

Dwa fronty - jeden to strach, ze przeżyję tak kolejne lata, zamiatając pod dywan, bo dajmy na to zejdziemy się... minie czas 'miesiąca miodowego', i wroci stare, znane, ale złe...
Front drugi? Nie wrócę. I ockne się któregoś dnia z przekonaniem, że zrobiłam źle. Że jeszcze można było sie postarać.

Myślę, że boję sie podjęcia decyzji i  poniesienia jej konsekwencji. Boję się byc znowu winna czegos...

Co na to znajomi i rodzina? Jedna przyjaciółka mówi: Wiej! Za dużo przez niego wylałas łez. Ile można dostawać szans? Zacznij w końcu żyć kobieto. Druga przyjaciółka: Patrz na mnie. Rozwiedliśmy się. A po roku? Ano jakoś tak wyszło że chyba dorośliśmy...
Moja mama: Co by nie było córcia, martw się o to by twoj synek był szczęśliwy. A do tego potrzebna szczęśliwa matka.
Ojciec się nie wypowiada, on ma generalnie w poważaniu swoje dzieci.

Jak widać, niejasno. a jak go widzą inni? na zewnątrz jest sympatycznym facetem. Myślę, że gdybym szukała kogoś aby iśc do kina i na pizze, byłby idealny.

Piszesz dor57 o slowach Twoich dzieci. To są niemalże te same słowa, jakie powiedziałam mojej mamie. Ona upadała, podnosiła się, bo dla dzieci. znosiła wiele. Nadal są małżeństwem. Będąc dzieckiem widziałam jak ojciec się wyprowadzał, i błagałam żeby został. Teraz jako dorosła kobieta żałuję tego. Oh niechby wtedy poszedl do diabła.

7

Odp: Rozwód czy 'ostatnia szansa'?
Seren napisał/a:

Powiedziałam jasno i wyraźnie, że nie jestem teraz, po zaledwie 3 miesiącach, w stanie ruszyć się w jakąkolwiek stronę. On uważa że tyle czasu to wystarczająco. a ja już się denerwuje. Może dla niego tak. Dla mnie? Stanowczo za mało. A może sie mylę? Potrzebuję ciszy, spokoju. Ale jej nie mam.

witaj Seren.. smile:)

jesteś silniejsza niż ci się wydaje

pewnie będzie to trudne, ale postaraj się nie ulegać presji...
trzy miesiące to szmat czasu, ale za mało by z ufnością rzucić się w ramiona z powrotem

twój facet chce swoje kompleksy leczyć wyżywając się na Tobie
na to nie możesz sobie więcej pozwolić

dobrze, że chodzisz na terapię
pozwoli ci to trzeźwiej oceniać sytuacje

nikt wprost ci nie powie co masz zrobić, wszak kochasz jeszcze
wniosek o rozwód możesz złożyć zawsze... smile:)

ja bym spróbowała, ale pewnie dlatego tak sądzę, że nigdy nie usłyszałam wyzwisk ani słów obraźliwych, które na długo zostają w sercu...

jeśli chcesz dać szansę to nie dlatego, że on tego chce, nalega, przekonuje, mały go uwielbia.... tylko dlatego, że jesteś na to gotowa i na tyle silna, że nie pozwolisz sobie więcej na brak szacunku i podobne jazdy

możesz mu powiedzieć, że jesteś już za stara na takie numery.... smile:)

pozdrawiam cię serdecznie

nie daj się!

8 Ostatnio edytowany przez Seren (2012-01-19 23:20:17)

Odp: Rozwód czy 'ostatnia szansa'?
dor57 napisał/a:

Aha....i jeszcze sprawa tych dwóch terapii.
Oczywiście powinnaś się zgodzić się na terapię małżeńską a on niech sie wybierze na AA.
Jednak wydaje mi się,że przeprowadzenie tych terapii nie powinno się wiązać najpierw z Twoim powrotem do domu.

Masz na mysli to, że chodźmy na terapie małżeńską, ty idź do AA, ale licz się z tym, że to nie oznacza gwarancji mojego powrotu?
Czy ja dobrze zrozumiałam?
Tak czy inaczej, nie planuję się wprowadzać i robić dziecku w głowie tego co mam ja. Bo tak by sie to skończylo...

katbe - dziękuję. Wiesz, są dni kiedy wydaje mi się, że nie dam się. Zasługuję na miłość ale przede wszystkim - na szacunek. Ale są dni kiedy przypominam sobie te lepsze chwile, i jak głupia pobiegłabym do niego.

9

Odp: Rozwód czy 'ostatnia szansa'?

Seren , dopóki z mężem byliśmy małżeństwem było tak jak u Ciebie. Podjełam decyzje za nas oboje. Chodziłam do psychologa, na terapię i to było zbawienne. Dzisiaj , 4 lata po rozwodzie rozmawiamy , spotykamy się i przyjaźnimy. Trochę trwało zanim zrozumiał i rozwód przeprowadził w głowie i na papierze. Ja podobnie. Każde z nas poukładało sobie na nowo życie. Lepsze od tamtego wspólnego. Jest mi teraz dobrze. Zakochałam sie jakiś czas temu i wiem , ze można. Daj sobie szansę na dobre życie. Jesli naprawdę go kochasz i wierzysz w niego czeka Cie trudna droga i nieustajaca walka. Nie rób tego dla dziecka. Szczęśliwy rodzic = szczęsliwe dziecko. Niech to nie będzie powód. Myśl o sobie, kochaj siebie.

Odp: Rozwód czy 'ostatnia szansa'?

Seren,ja też uwazam,że przydałaby się wam terapia małżeńska.Te wszystkie problemy-brak pracy,poronienie,potem ciąza i nowe dziecko,problemy z nastoletnim synem z jego poprzedniego związku-odbiły się na waszym pożyciu,spowodowły u ciebie depresję,a on zaczał pić.Mnie się wydaje,że jednak oboje się kochacie,więc szkoda byłoby się poddać,To normalne,że boisz się powrotu do domu,bo potrzebowałas spokoju,przemysleć co dalej i bardzo dobrze,że wyprowadziłas się na jakiś czas.Ale ja poszłabym za uczuciem,a mówisz,że kochasz-trudno jest znależć miłość idealną,bo ludzie też nie są ideałami.Ja zapomniałabym o tych wszystkich przykrych,ale i śmiesznych(z mojego punktu widzenia)słowach,wypowiedzianych przez niego w złości.W trakcie terapii nauczcie się rozmawiac ze soba w czasie kłótni.

Bóg miał nareszcie uwierzyć w człowieka dobrego i silnego,ale dobry i silny to ciągle jeszcze dwóch ludzi. (W.Szymborska"Schyłek wieku")

11

Odp: Rozwód czy 'ostatnia szansa'?

Musisz (jakkolwiek to brzmi) podjąć jakąś decyzję...nie możesz tak długo stać w rozkroku,bo "nogi Ci się ze zmęczenia rozjadą i upadniesz na tę część ciała,która dość mocno boli jak się stłucze" smile
Wczytując się w Twoją argumentację dotyczącą ""dwóch frontów" odnoszę wrażenie,że skłaniasz się ku drugiemu tylko potrzebujesz jakiegoś wsparcia.
Myślę,że jak nie pozbędziesz się syndromu współczucia wobec własnego męża to przyjdzie Ci żyć w "nijakości" a to chyba najgorszy krok w Twoim życiu.
Nie wiem czy powinnaś się obawiać żalu jaki może wystąpić kiedy skierujesz swoje kroki ku drugiemu frontowi.
Życie potrafi zaskakiwać...mnie też sie wydawało,że nie dam rady....,że będę sama, odrzucona i właściwie nieszczęśliwa chociaż wreszcie "uwolniona" od nadmiaru stresu małżeńskiego.
Ale nie....los potrafi sprzyjać i teraz cieszę się pełnią spokojnego i kochanego życia.
Więc nie myśl za długo,bo wpadniesz w czarną........ a wyjście z niej jest bolesne i długie.

Nig­dy nie za­pomi­naj naj­piękniej­szych dni twe­go życia! Wra­caj do nich, ilek­roć w twoim życiu wszys­tko zaczy­na się walić.

12

Odp: Rozwód czy 'ostatnia szansa'?
Seren napisał/a:

Zasługuję na miłość ale przede wszystkim - na szacunek.

to twoje słowa... widzisz??

wydrukuj je duuuużymi literami i powieś bez komentarza w miejscu najbardziej widocznym
czytaj je codziennie, może i on je dojrzy... przez przypadek... wink;) ... wszak to on powinien to wiedzieć!! bo to jest najważniejsze... smile:)

13

Odp: Rozwód czy 'ostatnia szansa'?
dor57 napisał/a:

Musisz (jakkolwiek to brzmi) podjąć jakąś decyzję...nie możesz tak długo stać w rozkroku,bo "nogi Ci się ze zmęczenia rozjadą i upadniesz na tę część ciała,która dość mocno boli jak się stłucze" smile
...
Więc nie myśl za długo,bo wpadniesz w czarną........

A ja uważam - ZE NIC nie MUSISZ tongue
MOŻESZ dać sobie czas i złapać oddech - TYLE ile tylko pragniesz i potrzebujesz smile
No bo gdzie Ci się śpieszy, co Cię pogania? Masz wiele opcji do przerobienia i tyle czasu ile tylko sobie życzysz. Możesz ZOBACZYĆ czy ta terapia coś wnosi w Wasze relacje, możesz spróbować mediacji, możesz obserwować "z boku" czy słowa męża to puste deklaracje czy też może chłopinie klapki się otwierają i myślenie się włącza.
MASZ prawo mieć czas do namysłu... dużo czasu jeśli trzeba...
Nie daj się nikomu poganiać - to twoje życie smile
Powodzenia

"Panie, daj mi SIŁĘ, abym zmienił to, co zmienić mogę,
daj mi CIERPLIWOŚĆ, abym zniósł to czego zmienić nie mogę
i daj mi MĄDROŚĆ, bym odróżnił jedno od drugiego."F.C. Oetinger

14

Odp: Rozwód czy 'ostatnia szansa'?
Anhedonia napisał/a:

A ja uważam - ZE NIC nie MUSISZ tongue
MOŻESZ dać sobie czas i złapać oddech - TYLE ile tylko pragniesz i potrzebujesz smile

zgadzam się....
nie działaj pod żadną presją
małymi kroczkami

15

Odp: Rozwód czy 'ostatnia szansa'?

Dzięki dziewczyny...
Jutro ide do mojej pani psycholog. Mam zamiar z nią to przegadać. Dużo we mnie burzy się na samą myśl, że to już koniec.
Może to zwykłe ludzkie poczucie porażki, bo jednak zakończenie małżeństwa za takie uważam. A może to co innego.
Skłaniam się ku opcji dawania szansy, myślę jednak, że jeśli na takową się zdecyduję, będzie ona ostatnia. I będzie to trwało
bardzo długo. Mineły lata kiedy rzucałam się na cos pod wpływem impulsu... wydaje mi się, że tu miejsca na to nie ma...

16

Odp: Rozwód czy 'ostatnia szansa'?

Seren, chodzisz do psychologa, czy nigdy nie mówiła Ci, że jesteś współuzależniona?
Nie wyczytałam tu, czy on tylko przestał pić, czy też zaczął się leczyć? Bez leczenia (AA) nic z tego nie będzie.

W internecie jest bardzo dużo rzetelnych informacji nt rodzin z problemem alkoholowym...poczytaj

17

Odp: Rozwód czy 'ostatnia szansa'?
annaJo napisał/a:

Seren, chodzisz do psychologa, czy nigdy nie mówiła Ci, że jesteś współuzależniona?
Nie wyczytałam tu, czy on tylko przestał pić, czy też zaczął się leczyć? Bez leczenia (AA) nic z tego nie będzie.

W internecie jest bardzo dużo rzetelnych informacji nt rodzin z problemem alkoholowym...poczytaj

Zdaję sobie z tego sprawę, rozmawiałyśmy z pania psycholog i o tym, dlatego wiem, ze próba naprawienia tego wszystkiego
może być piekielnie ciężka. Ja wyciągnę ręke w jego stronę, ale to on będzie musiał w końcu zrozumieć, że jest alkoholikiem.
Jak zwykle w takich sytuacjach widzą to wszyscy, poza nim jednym. Myśli, że skoro nie pije od 3 tygodni na przykład, to
ma wszystko pod kontrolą. To on będzie musiał się z tego wygrzebywać. Nie dla mnie, ale dla siebie.

Swego czasu podtykalam mu linki do stron, sugerowałam terapie... Pokazywałam jasno i wyraźnie, jak wiele i co traci...
Nic to nie dało, może da tym razem?

18

Odp: Rozwód czy 'ostatnia szansa'?
Seren napisał/a:

...Pokazywałam jasno i wyraźnie, jak wiele i co traci...
Nic to nie dało, może da tym razem?

Jak SAM nie zobaczy i z własnego przekonania oraz dla własnego życia nie postanowi coś zmienić to to będzie TYLKO kolejna (wymuszona) próba.
Dlatego ja radzę nie śpieszyć się. Patrzeć na to jakby nieco z boku. Obserwować. Możesz to robić z niejakiego oddalenia - nie mieszkając z nim. Toć właśnie to oddalenie spowodowało ZMIANĘ. Gdzie masz gwarancję, że POWRÓT nie oznacza również powrotu do starych przyzwyczajeń. Czy mąż podjął jakieś kroki w celu podjęcia terapii i tej AA i tej małżeńskiej? Umówił jakieś terminy - czy to były LI TYLKO puste deklaracje?
Nie ma pośpiechu - dla twego męża 3 miesiące to dość (starań?) dla Ciebie nie musi być wystarczające...
Nie psuj tego co już osiągnęłaś - żądaj konkretów - nie daj się nabierać na pustosłowie.
To jak z mądrym wychowaniem dziecka - nie trzeba na wszystko się godzić, czasem trzeba wymagać i kazać ponosić konsekwencje.

"Panie, daj mi SIŁĘ, abym zmienił to, co zmienić mogę,
daj mi CIERPLIWOŚĆ, abym zniósł to czego zmienić nie mogę
i daj mi MĄDROŚĆ, bym odróżnił jedno od drugiego."F.C. Oetinger

19

Odp: Rozwód czy 'ostatnia szansa'?

Oczywiście że były to tylko puste słowa. On jak zawsze czeka, aż to ja załatwię terapeute i cała resztę.
Wiem jednak, że to on ma to zrobić. Tym bardziej wiem po rozmowie z pania psycholog. ona też współpracuje
z alkoholikami i ich rodzinami, tak więc naświetliła mi dokładnie jak to wszystko wygląda, ile trwa, co się
może zdarzyć.

Kolejnym krokiem jest jasne zakomunikowanie mu, że, mówiac w brzydkim skrócie, terapia albo nie mamy nawet
o czym rozmawiać.

Nie zamierzam do niego wracać, w sensie wprowadzenia się bo się raczył zapisać, wyladowania w jego łóżku
bo przeciez juz 2 razy był na spotkaniu... Myślę, że jeśli bedzie mu zależało, tak naprawdę, a nie tak na chwile,
żeby mnie przyciagnąć na powrót do domu w tempie szybkim, to znajdzie adres, telefon, zapisze się a tam...
coż. Ze słów pani psycholog wynika, że terapia dla alkoholików polega tez na burzeniu im iluzji świata, jaka
sami sobie stworzyli...

zobaczymy...

20

Odp: Rozwód czy 'ostatnia szansa'?

I to jest bardzo dobra decyzja.....niech zdecyduje swoją wytrwałością o dalszym życiu.....im się ciągle wydaje,że my tak w nieskończoność będziemy się nabierać na te ich iluzje.

Nig­dy nie za­pomi­naj naj­piękniej­szych dni twe­go życia! Wra­caj do nich, ilek­roć w twoim życiu wszys­tko zaczy­na się walić.

21

Odp: Rozwód czy 'ostatnia szansa'?

dor57, dziękuję za słowa o 'dobrej decyzji'. Potrzebuję takich zapewnień, bo gdzieś we mnie tkwi ta nieszczęsna Matka Teresa, biegnaca ratować wszystko i wszystkich. A tutaj obawiam się, że moja pomoc być musi, ale nie taka jak on sobie to wyobraża. Nie ja będę jego terapeutką,, on sam musi podjąć decyzję i zawalczyć. A jeśli nie, to chyba znaczy, że alkohol wygrał z rodziną. Ja musże poukładać w swojej głowie, w swoim życiu, i przestac być zależna od jego wypił/nie wypił, zadzwonił/nie zadzwonił. Oboje nas czeka długa droga.
I pewnie nie raz nie dwa sie człowiek potknie...
Cieszę się ogromnie, że trafiłam na to forum! smile

22

Odp: Rozwód czy 'ostatnia szansa'?

Miałam nadzieję, że rozmowę z mężem uda się odbyć za kilka dni, jak nieco się pozbieram z myślami, ale znowu wyszło jakoś inaczej. Więc jest PO rozmowie.
Starałam się mowic spokojnie, bo wiem, że mam tendencje do histerii i lania łez, troszke nerwy jednak targają człowiekiem.
Chciał, żebym przyszła na kawę pogadać, bo tęskni za mną, może bym z synem lekcje odrobiła itp. Mówię, że leże z Fervexem i taki jest niestety mój weekendowy plan, a lekcje przecież może odrobić on. A dlaczego ja nie chcę? czy mi już całkiem nie zależy itp. W końcu powoli zrozumiał...
Wytłumaczyłam mu powoli, jasno, niemalże słowami pani psycholog, że to, iz jest jak jest, spowodowane jest jego piciem. I że zależy mi na naszym związku, jednak nie chcę tworzyć rodziny z osobą, której picie rządzi moim światem, i chciałabym, żeby zglosił sie na terapię. Oj sie nasłuchałam! Że co ja tam mogę wiedzieć! Kiedy to ja go ostatnio z piwem widziałam! Że ja więcej wychodzę (hahaha) niz on i może to ja sie powinnam zgłosić. Takimi słowami że on jest alkoholikiem (chociaż nie pierwszy raz je odemnie słyszał) to jakbym mu teraz dała w twarz. On nie widzi takiej potrzeby. A co on w zamian dostanie, skoro ja taka egoistka że nawet na kawe nie chce przyjść. No nie jestem Wam w stanie przytoczyć wszystkich słow z ponad 40 minutowej rozmowy. Konsekwentnie powtarzałam swoje, na koniec dodałam tylko, że rozumiem, że teraz jest pod wpływem dużych emocji, i niech na spokojnie sobie to przemyśli. Dlaczego on uważa, że moje słowa to 'masz teraz skakać jak ja powiem'? Jestem daleka od tego...
Gdzieś w głebi siebie może się nieco innej reakcji spodziewałam, ale to zwykła moja naiwność. Mężowi wydaje się, że skoro kontroluje swoje picie. Niestety, bzdura:( W dniu gdy sie wyprowadziłam, zalał sie okropnie, i chlał 3 dni non stop. Dzwonił do mojej mamy, obiecując że on DLA NIEJ przestanie... Mama powiedziała - przestan dla siebie. W sumie przestał. Na 3 tygodnie. Gdy  po 3 tygodniach zobaczył, że nie wracam biegiem, zaczął pić znowu. Może nie tak jak wcześniej, ale piwko dwa, na 'dobry sen', tak 3 razy w tygodniu. Niestety, to nie jest kontrola. I chociaż podziwiam go za to, bo jakby nie było lekko nie ma, i do zapijania sie na umór miałby śliczne usprawiedliwienie (zła żona go zostawiła), to nie robi tego.
Cóż, udało mi się po tej rozmowie nie płakać, siedzę dość obojętna. Zwykle kończyło sie to płaczem aż do wymiotów.

23

Odp: Rozwód czy 'ostatnia szansa'?

To,że udało ci się nie płakać to objaw powolnego odchodzenia "od roli Matki Teresy".....i to jest dobry objaw przede wszystkim ze względu na Twoje zdrowie. Przestajesz żyć w ciągłym stresie "za niego", a myślami jesteś "przy sobie".
Po tej rozmowie chyba się już utwierdziłaś w przekonaniu,że nawet gdybyś zdecydowała się wrócić "zwabiona jego wstępną poprawą" wasze życie dość szybko "uległoby dawnej normalności".
Pewien typ mężczyzn żyje w przeświadczeniu,że jego wiedza na świat jest przeogromna, a nasze "jakieś tam wiadomości" są błędne i nie nadające się do zastosowania.
Nie daj się zwariować i mocno trwaj przy swoim postanowieniu,bo to doprowadzi Ciebie do takiego rozwiązania,które pozwoli Ci żyć w spokoju.
Dopóki Twój mąż nie zrozumie jak takim "niepewnym" postępowaniem krzywdzi siebie to będzie starał się to wszystko zrzucić na Ciebie.NIC BARDZIEJ BŁĘDNEGO.....

Nig­dy nie za­pomi­naj naj­piękniej­szych dni twe­go życia! Wra­caj do nich, ilek­roć w twoim życiu wszys­tko zaczy­na się walić.

24

Odp: Rozwód czy 'ostatnia szansa'?

dor57, dosłownie jakbyś go znała i widziała...eh. Mimo iż chwilami głeboko zastanawiałam się, czy nie łatwiej było by naprawiac to wszystko 'z bliska', przyjaciele odradzali argumentując podobnie do Ciebie. To mnie powstrzymalo. zdaję sobie sprawę, że tylko bym sie pogrążyła. Ciężko eh ciężko..

25

Odp: Rozwód czy 'ostatnia szansa'?

Seren,

Ty zaczęłaś się rozwijać, zmieniać. On ma tylko pretensje. Jesteście na różnych poziomach i już nic tego nie zmieni.
Nie ma znaczenia co ludzie mówią, ale to co robią. Gdyby zawalczył o Ciebie, postarał się, zadbał o Ciebie, zaskoczył Cię... mogłabyś się zastanawiać. Ale pretensje? Daj spokój, Kochana.

K

26

Odp: Rozwód czy 'ostatnia szansa'?

wydaje mi sie ze wszystko jasne

czytajac na poczatku myslalam ze chodzicie na te terapie, ze on daje cos od siebie ale z czasem zauwazylam ze tylko mowi i nic wiecej a to duzo za malo aby odzyskac ukochana osobe.
rozmowa ostatnia ktora przectawilam mysle ze konczy temat. pokazalas mu wrecz instrukcje obslugi-droge do powrotu, a przynajmniej kierunek w ktory powinien sie kierowac a on co? zamiast byc gotowy zrobic to wszystko a nawet duzo wiecej on olewa sytulacje i raczej nie zamierza tak postapic.
jesli nawet podejmie leczenie AA i wasza wspolna terapie oczywiscie nei wracaj do niego, mysle ze terapia otwiera oczy malzonkom na wiele spraw, doslownie przeswietla zwiazek i dodaje pewnosci czy chce sie byc z ta osoba.
co bys nie zrobila zyj w zgodzie ze soba.
trzymam kciuki

27

Odp: Rozwód czy 'ostatnia szansa'?
Seren napisał/a:

dor57, dosłownie jakbyś go znała i widziała...eh. Mimo iż chwilami głeboko zastanawiałam się, czy nie łatwiej było by naprawiac to wszystko 'z bliska', przyjaciele odradzali argumentując podobnie do Ciebie. To mnie powstrzymalo. zdaję sobie sprawę, że tylko bym sie pogrążyła. Ciężko eh ciężko..

Teraz jest ciężko,ale będzie coraz lżej.Musisz być tylko konsekwentna,bo kiedy zaczniesz zmieniać swoje postępowanie w stosunku do niego (a on dalej będzie "fruwał" a nie twardo stał na ziemi) to siądzie Ci psychika.
Twardym postępowaniem potwierdzisz tylko swoją rację co do której chyba nikt nie ma wątpliwości.Nie możesz być ciągle "siostrą miłosierdzia",bo w końcu zagubisz siebie.
Pamiętaj cały czas o tym,ze on dobrze zna Twój charakter i będzie się starał uderzać w czułe punkty.A jak mu parę razy dasz do zrozumienia "gdzie masz" takie zachowanie to może wreszcie zrozumie jak powinien postępować żeby przede wszystkim uratować siebie a co za tym idzie wasz związek.

Nig­dy nie za­pomi­naj naj­piękniej­szych dni twe­go życia! Wra­caj do nich, ilek­roć w twoim życiu wszys­tko zaczy­na się walić.

Posty [ 28 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozwód czy 'ostatnia szansa'?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018