Witam,
na tym forum, w ogóle na jakimkolwiek, jestem pierwszy raz. Moja historia jest tak długa, że nie wiem czy starczyło by tu nocy i sił na opisanie tego wszystkiego. Może napisze najpierw, że mam 24 lata, właśnie się obroniłam ale jeżeli chodzi o życie partnerskie to jest porażka. Wcześniej byłam w toksycznym związku w którym facet mnie oszukiwał- miał żonę i dzieci. Zakończyłam z nim związek po wielu miesiącach męki i poznałam kogoś innego. Był dla mnie idealny pod względem fizycznym, po prostu mój ideał ! Zauroczyłam się w nim szybko, on we mnie też- wiedział co przeszłam, wspierał mnie, kochał mnie i moją córkę. Moi rodzice nie akceptowali go ponieważ spędził 10 lat w więzieniu (ma 31 lat), jednak z upływem miesięcy przekonał ich, że jest fantastycznym człowiekiem i, że mnie bardzo kocha. Tak było. Byłam jego pierwszą kobietą, którą pokochał.
Po roku związku zamieszkaliśmy razem na stancji. Wcześniej miał ataki zazdrości lecz była do tego przyzwyczajona, poza tym bardzo mi to schlebiało. Z czasem zaczął przesadzać: przeglądanie smsów, prywatnych dokumentów itp. Moje wychodzenie z domu ograniczało się do matka, ciotka, sklep, szkoła i to jeszcze jak byłam minutę za długo w sklepie to było wydzwanianie. Nawet jak szłam do łazienki i za długo tam byłam to było, że z kimś piszę smsy- doszło do tego, że nie zamykałam już drzwi do łazienki.
Po niecałych dwóch miesiącach wyszedł z domu i tak zabalował z kolegami, że nie wrócił na noc- spakowałam go i wystawiłam jego rzeczy za drzwi. Gdy wrócił wpadł w szał, wyzywał mnie, rzucał wszystkim- uciekłam z dzieckiem do matki. Zerwałam z nim. Wyniósł się ze stancji gdzie ja wróciłam. Błagał mnie o powrót- byłam nieugięta. Po trzech dniach rano obudził mnie pukaniem jego ojciec- zabrało go w nocy pogotowie, leżał w śpiączce, chciał popełnić samobójstwo. W skrócie wróciłam do niego, ledwo go odratowali, mało co nie wypłakałam oczu- kochałam go.
Obiecał, że nie będzie pić, że się weźmie za pracę. Znów był kochany, znów blisko mnie. Na niedługo- po dwóch miesiącach znów zaczęło się wyzywanie bez powodu, straszna awantura- wyprowadziłam się a stancję zdałam. Po pewnym czasie wróciliśmy do siebie. Bardzo się kochaliśmy, on nie mógł przebaczyć sobie tego co zrobił. Wyjechał za granicę, po miesiącu wrócił, ja zaliczyłam wszystkie egzaminy więc wybraliśmy się na imprezę. Wszystko było dobrze, jeden z chłopaków zaczął się bić, demolować lokal- chciałam na niego wpłynąć z racji skończonego kierunku studiów. Mój facet się wściekł, zaczął mnie wyzywać- uciekłam na zewnątrz, tam wpadł w szał, wyzywał mnie, szarpał, zaczęłam płacząc iść w stronę domu. Dziewczyny, które stanęły w mojej obronie zostały przez niego pobite. W tym czasie zdążyłam uciec za stary opuszczony budynek gdzie w trawie przeleżałam godzinę bojąc się nawet oddychać. To był koniec, nie chciałam go znać.
Mijały dni, nie odzywał się, przechodziłam obok niego ze spuszczoną głową. Po tygodniu napisał, że wyjeżdża za granicę, że nie wie co w niego wstąpiło, że zawsze będzie mnie kochał i, że to wszystko jest spowodowane tym, że on tak bardzo mnie kocha, tak bardzo jest zazdrosny. Nie wiem dlaczego ale ja zamiast nienawidzić go nadal go kochałam, było mi bardzo ciężko ! On pisał często bez mojej odpowiedzi. Po kilku tygodniach wrócił. Serce mi stanęło gdy go spotkałam w sklepie, tak go kochałam a jednocześnie się go bałam. Napisał zaraz do mnie po tym, że jestem śliczna, że mnie nadal kocha, że płaczę, że go to wszystko boli, że jestem całym jego światem. Nie wiem jak to się stało ale od słowa do słowa umówiliśmy się porozmawiać.Namiętnie się kochaliśmy nie mogąc się sobą nacieszyć. Znów trzymał moją twarz w swoich dużych dłoniach, znów byłam (paradoksalnie) bezpieczna w jego ramionach, czułam jego oddech, umięśnione ciało, jak bardzo go podniecam, jak bardzo on mnie pożąda..
Ustaliliśmy, że będziemy mieli stały układ a raczej ja się zgodziłam na jego propozycję- czysty sex bez zobowiązań. "Przynajmniej w ten sposób będziesz blisko mnie, będę mógł Cię dotknąć.."- to były jego słowa. Bez kontroli, awantur, inna forma związku skoro tamta nie udawała się. Tak się stało- tylko raz. Za kilka dni jechałam na imprezę, zabraliśmy się razem, wynajęliśmy hotel na weekend. Przed moim wyjściem byliśmy blisko- ja miałam wyjść, on też tylko gdzieś indziej. Po kilku godzinach imprezy ściągnęłam go do koleżanki, bo kręcił się (dziwnym trafem) w pobliżu i nie miał co ze sobą począć. Było fajnie, potem dyskoteka. Po dwóch godzinach zaczęłam słyszeć słowa "Ty ku***, Ty dzi**- tyczyły się one mnie i padały z jego ust..
Okazało się, że widział on jak się całuje ze swoim kolegą w domu koleżanki (co nie miało nawet miejsca). Zaczęłam płakać, zaprzeczać, wybiegłam na dwór, on za mną- tam jeszcze gorzej, "nadajesz się tylko do ruch**** Ty jeb*** dz****, jesteś zwykłą szm*** i ku***" i tak w kółko- popchnął mnie, upadłam, pomogli mi znajomi, w tę samą (dzisiejszą) noc wróciłam ponad 70 kilometrów na stopa do domu. Nie wiem co robić, co myśleć ! To jest miłość ?! Tak go kocham, znów pisze, że on mnie tez , że nie wie co w niego wstąpiło a ja już głupieje ! Dlaczego nie mogę go znienawidzić ? Dlaczego go nadal kocham mimo tego co on mi zrobił ? I co ja mam robi ? Wiem, ze to chore ale mam wrażenie jakbym nie mogła się od tego uwolnić, że to nierealne. Jesteśmy z jednej miejscowości wiem, ze on jest nieobliczalny ale z drugiej strony mnie kocha. Czy to w ogóle można nazwać miłością ? czy ja w końcu ułożę sobie życie ?
Musiałam tu napisać, bo nie mam nawet komu tego wyrzucić z siebie. Nie wiem co począć dalej, jak z tego wybrnąć ;(.
Podobne tematy
Według mnie ten facet powinien udać się do dobrego psychologa na terapię , bo sam - jak widać - nie daje sobie z tym kompletnie rady .
Ataki zazdrości , agresji , gdzieś pojawił się motyw z alkoholem .. A Ty jesteś cały czas pod presją co będzie dalej ..
Rozumiem, że miłość potrafi przezwyciężyć wszystko i Twoje niezdecydowanie jest w pewnym sensie usprawiedliwione wiarą budzącą się za każdym razem gdy pojawiają się jego "dobre" intencje . Ale on ma problem, a Ty masz córkę i dla niej powinnaś definitywnie to zakończyć .
Zastanów się, dlaczego wybierasz na partnerów toksycznych facetów. Wydaje mi się że powielasz schemat w ten sposób. Jeżeli raz wybierzemy toksyczną osobę, to o niczym to nie świadczy. Natomiast jeśli wybierzemy następny raz takiego człowieka, to znaczy że to wybór podświadomy. Może po prostu szukasz w tych facetach jakiejś konkretnej cechy, cechy którą miał Twój ojciec? I wcale nie musi to być cecha pozytywna.
Twój obecny partner jest niezrównoważony. Powinnaś się od niego totalnie odizolować.
Po pierwsze, chorobliwa zazdrość.
Po drugie, szantaż emocjonalny (próba samobójcza).
Po trzecie, agresja.
To co czujesz, to nie jest miłość. To uzależnienie od miłości. Tzw. kochanie za bardzo. Polega to mniej więcej na tym, że kobieta ma skłonność do znajdywania sobie facetów w typie "niegrzecznego chłopca", idealizowania go, poświęcania się bez reszty, mylenia miłości z uzależnieniem. Taka kobieta często jest w najrozmaitszy sposób poniżana przez partnera, ale uparcie trwa przy nim, tylko dlatego, że jak jej się wydaje - kocha.
Wiesz, jaka jest prawdziwa miłość? To uczciwość i szacunek. Żaden z Twoich partnerów Cię nie szanował, żaden nie był wobec Ciebie uczciwy. Ty zamiast zerwać po pierwszych oznakach, że z facetem jest coś nie tak, brnęłaś w związek.
Piszesz: "wiem, ze on jest nieobliczalny ale z drugiej strony mnie kocha" - jest nieobliczalny, owszem. Natomiast on Cię nie kocha. To straszny człowiek, który Cię niszczy fizycznie i psychicznie. Nie będę krakać, ale to się może bardzo źle skończyć. O ile dobrze przeczytałam, jesteś matką. Chcesz żeby Twoja córka nauczyła się takiego wzorca związku? Żeby myślała, że kobieta ma się godzić i pozwalać traktować mężczyźnie jakby była szmatą? Żeby za kilkanaście lat sama znalazła sobie takiego psychopatę? Nie skrzywdź jej, nie pozwól, żeby widziała jak psychol codziennie niszczy jej matkę!
Powinnaś odizolować się od niego, zerwać wszelkie kontakty. I im szybciej to zrobisz, tym lepiej.
Na forum jest wątek dla kobiet kochających za bardzo, zajrzyj tam: http://www.netkobiety.pl/t17705.html
ZGadzam sie z Emilią- z tym powielaniem schematu-bo to kolejny facet.
Zostaw go i zacznij żyć spokojnie. Jesteś młoda i całe życie przed Tobą
Takie sytuacje zawsze są trudne ale jeśli moge ci coś doradzić to myśle że powinnaś jak najszybciej sie od niego odizolować tak jak pisały dziewczyny i nie chodzi tu tylko o ciebie ale też albo przede wszystkim o twoją córke.Wiem jak bardzo ci ciezko bo sama jestem w związku który ciezko bylo mi zakonczyc ale mimo ze on dalej u mnie mieszka to juz wiem ze to koniec i tylko on musi się wyprowadzić.(A nie chce) Ty musisz myslec o dziecku ale tez o sobie.Zadaj sobie pytanie czy naprawde chcesz tak zyc?I takie zycie zafundowac dziecku?Dziewczyno jesteś młoda i z tego co piszesz masz dobry charakter nie pozwól sie ranić.Zasługujesz na szczęście
6 2011-07-04 20:19:59 Ostatnio edytowany przez nikaa1982 (2011-07-04 20:22:13)
Psycholog dla Ciebie a psychiatra dla niego. Nie odpowiem na pytanie dlaczego go kochasz bo nie mogę wręcz uwierzyć że możesz kochać swojego kata, który Cię niszczy i jeśli nie odetniesz się od niego NAPEWNO Cię zniszczy. Kobieto on Cię zabiję!! Tego chcesz dla swojej córki? Poza tym on siedział w więzieniu 10 lat. Taki wyrok nie dostaje się za kradzież masła ze sklepu. To jakiś psychol.
PS. On Cię nie kocha. Miłość wygląda zupełnie inaczej
Dziękuje Wam wszystkim za porady i odpowiedzi. Już wiem- nie kocham go- chciałam go na siłę zmienić, być jego terapeutką, kobietą, żoną, matką ale nie dziewczyną, która chce być tylko dziewczyną. Po tym wszystkim on nadal nęka mnie sms-mi ale jestem twarda, nie odpisałam nawet na jednego (zawsze łamałam się po kilku jego prowokacyjnych smsach), nie wychodzę z domu, czekam, może to wszystko jakoś ucichnie ? Taką mam głęboką nadzieję, nie chce tego człowieka już nigdy widzieć na swoje oczy. Po poczytaniu tego i innych forów, opinii psychologów zrozumiałam, że jest to tkwienie w uzależnieniu od kogoś i do niczego dobrego to nie prowadzi. Do zupełnie niczego oprócz ewentualnie dramatycznymi skutkami. Chce być sama póki co, odpocząć od chorych, toksycznych związków i nigdy więcej takich nie zakładać. Moim błędem było to, że po pierwszej jego takiej awanturze o nic, po pierwszych sygnałach jego agresywności nie zakończyłam tego wszystkiego. Pozwalał sobie na coraz więcej, bo ja coraz więcej mu wybaczałam- byłam głupia i naiwna. Dzięki Wam zrozumiałam, że mam całe życie przed sobą, mam niespełna 24 lata i córkę, którą bardzo kocham. Nie dam się psychicznie zniszczyć. Po przeczytaniu wielu zamieszczonych tu historii zrozumiałam, że może być o wiele gorzej, może dojść do sytuacji z której już nie będę miała wyjścia. Tego nie chce i do tego nie dopuszcze- jeszcze raz bardzo serdecznie Wam dziękuje !