Cześć, po ostatnim moim temacie i waszej pomocy trochę się zreflektowałam. Przeprosiłam męża i obiecałam mu, że już nie będę się tak zachowywać. Udało nam się jakoś dogadać, ja też bardziej się staram. Codziennie jest ciepły obiad, staram się też poprawić relacje z jego rodziną (nie były złe, po prostu ich nie trawię mimo, że w sumie nie zrobili mi nic złego).
W międzyczasie mieliśmy rocznicę ślubu. Mąż zaprosił mnie na kolację do restauracji w bardzo fajnym miejscu. Z dzieckiem został ktoś z rodziny. Wszystko wydawało się zmierzać w dobrym kierunku, tylko wciąż nie wszystko gra jak powinno...
Praktycznie nie ma u nas spraw łóżkowych. Mąż swoje po porodzie odczekał cierpliwie bez naciskania, potem po mojej wizycie u ginekologa coś napominał parę razy, próbował coś inicjować ale ja nie miałam ochoty i udałam, ze tego nie widzę innym razem odmówiłam wymigujacsie zmeczeniem. Teraz mam wrażenie że odpuścił i nie wiem czy się cieszyć czy płakać. Z jednej strony mam trochę spokoju bo głupio mi było co któryś raz mu odmawiać a z drugiej strony to przekłada się na to, że jest dla mnie bardziej oschły. Nie przytula już nie dotyka, muszę się o to prosić i nawet wtedy robi to niechętnie. Do tego zaczął ćwiczyć i biegać żeby zrzucić tatusiowe kilogramy. A mnie już zaczynają w domu łapać nerwy, że kogoś w pracy pewnie poznał. Przetrzepałam mu ostatnio telefon i prywatny i służbowy i nic nie znalazłam. Nie ma też innych przesłanek w stylu późniejszych powrotów do domu. Wraca zawsze o tej samej porze i pierwsze co to biegnie do naszego synka. Spędza z nim prawie każdą wolną chwilę. Nie wydaję mi się więc żeby miał kogoś innego, ale gdzieś z tyłu głowy ta myśl zostaje.
Boję się trochę, że wszystko co w naszym związku było dobre już się wypaliło. Rozmowy nie są takie jak wcześniej. Zbliżeń już nie ma wcale. Są tylko moje pretensje do niego i coraz bardziej opryskliwe jego odpowiedzi. Zawsze dzwonił do mnie z pracy, zapytać co tam u nas. Od ostatniej kłótni nie zadzwonił z pracy ani razu.
Czy jemu już nie zależy? Wszystko go denerwuje. Dowcip stał się uszczypliwy nie taki jak był kiedyś. Tak jakby nie chciał już walczyć o ten związek. Nie widzi tego, że się staram? Jestem impulsywną osobą i czasem mi się wyrwie, ale jeszcze przed ostatnią kłótnią jakoś starał się chociaż dogadać, a teraz to odburknie już tylko coś mniej lub bardziej wyraźnie i coraz bardziej zamyka się w sobie a mnie unika. Nie mówi komplementów, nie przytula, nie całuje, nie dzwoni bez potrzeby. Jakbyśmy byli współlokatorami z dzieckiem...