Hej.
Mam 20lat i syna 2,5 letniego z autyzmem.
Mój konkubent na szczęście nie mąż zaczął od pewnego czasu bardzo mnie poniżać.Wyzywa mnie od k***w i szmat.Pluje na mnie.Mieszka ze mną u mojej babci od jakichś 3lat.Przed wczoraj moja babcia Go wyrzuciła.Na dodatek chciałam dodać,że On jest cyganem.
Nie pracuje,bo nie może pracy znaleźć.Pracował do niedawna,i pod tym względem nie mogę narzekać przynosił mi całą wypłatę.Teraz ja pracuję czasami po 12godzin poza domem mnie nie ma w sumie 16h.Moja babcia 69 ma lat.Opiekuję się moim małym gdy ja jestem w pracy.A On woli siedzieć na komputerze albo patrzeć na telewizor i zero zainteresowania synem.Wziął go na spacer to Alanek(bo tak ma na imię mój syn) rzucał kamieniami w samochody.Tak Go tatuś pilnował.
W sumie przedwczoraj przesadził:
Poszliśmy razem na piwko,z znajomymi.Było 2 kolegów,koleżanka i my.
Dziwne towarzystwo,na ogół nie obracałam się z ludźmi na takim poziomie.
Ale nieważne.Mój konkubent nie pił(bo wie że nie może pić,bo jak wypije może zabić).Ja wypiłam w sumie 2 duże piwa i 1 małe.Gdy wyszliśmy stamtąd o nic ,mnie zaczał obrazac i wyzywać.Powiedziałam mu żeby do mnie tak nie mówił a on do mnie ze to ja nie mam na niego glosu podnosic.I on poszedl w swoja strone a ja w swoja.Po chwili zadzwonilam do niego i sie zapytalam gdzie on jest bo ja sama do domu nie chce wracac.On ze w kasynie.Wiec tam sie pokierowalam.On juz tam zaczal byl agresywny,a ja sie go bardzo boje.I zaczal podnosic na mnie reke ale obok byl klub muzyczny is tali przed wyjsciem ochroniarze wiec sie staralm byc blisko nich.Potem wzielam taxi i pojechalam do domu.Zadzwonilam do tesciow i powiedzialam im o wszystkim....
Po 30 min on przyszedl.A ja mu powiedzialam po co przyszedłeś zeby mnie ponizac znow?.A on mnie wpusc mnie wiec go wpuscilam.Chwycil mnie uderzyl w szyję i w ucho polozyl na ziemie i na ten moment moja babcia weszla do pokoju i Go od razu wyrzucila.Ja szukajac pomocy pobiegłam do sąsiada policjanta....Sasiad nie zareagowal.On poszedł.Rano ok 8,00 znow przyszedl ale moja babcia mu nie pozwolila sie zblizyc do mnie niby chcial pogadac ale ja go znam..Wszystkim teraz moim znajomym opowiada ze to moja wina bo ja to jestem głównym prowokatorem.Codziennie się kłócimy i codziennie mi mowi ze jestem dla niego k***wą i szmata i podnosi reke...Mam dosc boje sie szczerze mowiac z domu wyjsc bo on nie jest nieobliczalny!!pomozcie mi
Nie używaj wulgaryzmów, jak już musisz coś zacytować to kropkuj/gwiazdkuj. Anemonne