Chciałam prosić was o rady. Bo naprawdę się pogubiłam. Nie mam już nikogo, doszłam do punktu w swoim życiu kiedy chyba naprawdę oprócz mamy i siostry nie mam żadnej zaufanej osoby. Nie daję rady, totalnie się sypię i czuję to z dnia na dzień. W skrócie postaram się opisać jak sytuacja wygląda. Mam nadzieję że ktoś przebrnie przez to ![]()
Całe dzieciństwo byłam bardzo nieśmiała, nie miałam kompletnie przebicia towarzyskiego. Nie wiem z czego to wynikało, bo sytuacja w domu była OK rodzice wtedy bardzo się kochali i wszystko teoretycznie było ok. No może nie do końca, bo mój ojciec zawsze miał skłonności do picia, często pamiętam go bardzo pijanego, no ale wtedy jeszcze nie było to powodem jakiś awantur itp. Więc teoretycznie nie mogę zganiać tego jaka byłam na syt. w domu. Podstawówka, gimnazjum byłam naprawdę niewidzialna. Miałam zawsze jedną silną osobowościowo koleżankę, której kurczowo trzymałam się i ona zawsze mną rządziła. Nigdy nie miałam paczki, grupy itp. Zawsze byłam jakoś wycofana towarzysko, może nie nielubiana ale taka obojętna. Czułam się zawsze gorsza, mniej atrakcyjna, zresztą nie byłam wtedy jakąś pięknością to fakt. W wieku dojrzewania moimi koleżankami interesowali się faceci mną nie,. Byłam chuda, prawie jak anorektyczka, kwestia przemiany materii. Ogólnie mało z tych czasów pamiętam. JEdyne co to właśnie to że byłam tak cholernie przezroczysta, nic nie znacząca w życiu klasy, i totalnie niepewna siebie. Nie miałam żadnych w domu obowiązków w sumie i nic nie umiałam robić. Taki nieudacznik troche. Nie umiałam podjąć żadnych decyzji, wszystkiego się bałam a najbardzije krytyki ze strony rówieśników. Do tego byłam bardzo nerwowa.
Potem poszłam do liceum i po raz kolejny zaprzyjaźniam się z koleżanką silną osobowościowo i ona totalnie nade mną dominuje. Czuje się gorsza, brzydsza, nie umiem dbać o siebie, ale powoli wyglądam lepiej bo nabieram kobiecej bardziej figury, no ale szału nie ma. Staram się nawiązać jakieś znajomości, chodzę trochę po imprezach, ale zawsze trzymam się kurczowo koleżanki. JEsteśmy bardzo blisko, jeździmy razem wszędzie no ale mam tylko ją. Jej zdanie bardzo się dla mnie liczy. Wtedy zakochuję się platonicznie w chłopaku z innej klasy. On totalnie nie zwraca na mnie uwagi. Dla niego też hjestem niewidzialna. Czuję się meg brzydka i niewarta jego uwagi. Kiedyś na imporezie całujemy się, a on następnego dnia mnie ignoruje w szkole. Bardzo to przeżywam. W tym czasie kolega z klasy wyznaje mi miłość. Byliśmy przez jakiś czas przyjaciółmi, no ale bardzo bałam się co ludzie powiedzą jak z nim zacznę być, szczególnie że miał bardzo złą opinię, 2 razy nie zdał itp. Ale ostatecznie przekonuje mnie do siebie bo bardzo długo chyba z rok zabiega o mnie i z nim mam dużo fajnych imprez itp. bo on ma dużo znajomych. A tego zawsze było mi brak. Koleżnaka totalnie się ode mnie odsuwa. No ale ja mam już jego i wszystko inwestuje w ten związek.
Przez 4 lata kiedy byliśmy razem przeszłam bardzo dużo. Początkowe 2 lata były sielankowe i wspaniałe, ale niestety wtedy w mojej rodzinie zaczęły się starszne akcje z alkoholizmem taty i awanturami bo wiecznie oskarżał mame o zdrade. Dochodziło do strasznych awantur, wyzywania, picia i nie zliczę jeszcze czego,. Ogólnie totalna patologia, policja przyjeźdzała iutp. Sprawa zakończyła się rozwodem, ale do dziś nie jest uregulowana w sensie mieszkaniowym- mama wynajmuje na razie mieszkanie dodatkowe, ale i tak często jest sytuacja że spotyka się z ojcem i wtedy znowu są akcje. Ojciec oszalała zaczął spotykać się z wieloma laskami, opowiadać o tym i w ogóle strasznie to wszystko przechodziłam. Straciłam totalnie zaufanie do facetów i w ogóle wsztstkiego. Do tego mój chłopak miał obsesje na punkcie zazdrości dokładnie jak ojciec i totalnie wyizolował mnie od wszystkich. Studiowaliśmy we wrocławiu, mieszkaliśmy obok siebie i ogólnie moje życie to był ON. Ale wtedy było mi to potrzebne bo nie mogłam się odnaleźć totalnie. Związek coraz bvardziej się sypał, w 3 roku naszego bycia razem podjęłam próbe rozstania, ale wróciłam do niego. Nie dałam rady. Nie miałam NIKOGO! Mam duże oparcia w mamie ale wiecie każdy chce mieć jakiegoś równieśnika. No ale rok później nastąpiła sytuacja że wyzwał mnie od najgorszej na imprezie i wtedy już musiałam to skończyć żeby się ratować.
Jakby tego było mało nie wiem może z nerwów dostałam masakrycznego trądziku. Po prostu masakrycznego. Mam całą twarz oszpecona bliznami, Leczę się dermatologicznie od 3 lat. Nic nie pomaga jestem totalnie załamana, a moje poczucie wartości = 0. No ale przez ten trądzik zaczęłam się malować i bardziej dbać o siebie. Mój facet zreszta tego wymagał też ode mnie. No i że tak powiem wyrobiłam się. Doszłam do perfekcji w ukrywaniu licznych defektów i jak się zrobię wyglądam naprawdę dobrze. Ale boję się komuś zaufAĆ bo wiem że wszyscy myślą że jestem ładna, ale tak nie jest naprawdę.... ciuchy i make up, włosy tworzą ze mnie inną osobę.
No i teraz do sedna. Zostawiłam go. I wszystko się nie ułożyło. MIeszkam z bezandziejna laska na stacj. Nie mam z nią totalnie kontaktu. Nie mam znajomych zupełnie. Kilka koleżanek dalekich ale one mają facetów. Faceci się interesują ale nikt wartościowy, wszyscy jacyś dziwni. Nie mm gdzie iść, siedzę w domu. NAjśmieszniejsze jest to że wszyscy myślą że "taka laska" jak ja to ma zajebiste życie. No a rzeczywistość jest nieco inna... Nie wiem totalnie czego się chwycić. Niedługo wakacje i co? Zero planów. Nie mogę jechać do domu bo chyba się załamię tam. Nie wiem totalnie co ze sobą zrobić. Wszyscy poukładali sobie życie a ja od ponad roku tkwię w pustce. Nie mam totalnie nikogo prócz mamy, ale i ona ma mnie dość. Wiecznie narzekam. Ona teżsie dziwi czemu nie mogę nikogo poznać. MAm blokadę z tą cerą na pewnio. Wiecie mam blizny okropne zakryte make up ale wstydze się ich. A wiadomo jak facet będzie to trzeba będzie ten makijaż kiedyś zmyć... Boję się serio. Totalnie nie mam wiary w siebie. CZuję się brzydka mam blizny na twarzy, sińce, ostatnio wyszły mi potworne rozstępy nagle. nie wiem już. Każdy dzień przynosi kolejne porażki.
Totalnie się sypię.
I teraz światełko w tunelu... albo i nie. Postanowiłam zaaplikować na wyjazd zagraniczny... i tym sposobem dostałam się na Erasmusa . Jechać? Boję się że nie poradzę sobie sama w obcym kraju.
POMOCY ![]()