netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Niewidzialna jak powietrze....

16 odpowiedzi5 661 wyświetleńzałożony przez dk997, 01.09.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Niewidzialna jak powietrze....

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 17 ]

1

Temat: Niewidzialna jak powietrze....

Witam.
Mama wychowywała mnie sama, dopiero jak zaczęłam dorastać zaczęła żyć ze swoim obecnym partnerem. Zawsze czułam się gorsza, bo nie miałam ojca i normalnej rodziny. Do tego byłam grubym dzieckiem, rówiesnicy zawsze się wyśmiewali ze mnie. Nie raz wracałam z przedszkola albo szkoły zapłakana. Nigdy nie miałam dobrych koleżanek, mama trzymała mnie krótko, nie pozwoliła nigdzie wychodzić, zawsze najważniejsza miała być szkoła. Szybko moją "samotność" zaczęłam topić w książkach. Byłam typowym molem książkowym, zawsze wszędzie chodziłam z książką. Myślę że wtedy odsunęłam się całkowicie od ludzi. Zero przyjaciół, koleżanek, trochę bałam się ludzi.  Zresztą nigdy też nie byłam ciekawą osobą, nie miałam żadnych zainteresowań i nigdy nie miałam nic ciekawego do powiedzenia. No i tak zostało do dziś.

Mam 25 lat, chłopaka z którym jestem 7 lat ( do dziś się zastanawiam jak mi się udalo kogokolwiek poznać, kto chciałby ze mną być), czekamy teraz na nasze dziecko. Dalej jestem sama, nie mam zadnej przyjaciółki, nikogo z kim mogłabym porozmawiać. Zresztą i tak nikt nie chce mnie słuchać..... Czuję się ignorowana i całkowicie lekceważona. Czasem zaczynam coś mówić przy rodzinie, a oni automatycznie zaczynają zajmować się czym innym, wchodzą mi w słowo i zaczynają rozmawiać między sobą. W pracy też mam czasem takie wrażenie, że nikt nie chce słuchać co mam do opowiedzenia.

Nawet na forum nie potrafię się odnaleźć i jak czasem o coś zapytam nikt mi nie odpisuje.....

Zaczynam powoli mieć dosyć wszystkiego, nic mnie nie cieszy. Najchętniej to bym siadła i nic nie robiła. W domu mam syf, nie potrafię się zabrać za sprzątanie czy cokolwiek innego. w pracy czuję się całkowicie wypalona. Zawsze chciałam pracować w biurze z papierkami, a teraz bym to wszystko wrzuciła do kosza....

W sumie nie wiem nawet po co to piszę. Czuję się po prostu samotna, opuszczona przez wszystkich, a w sumie przez nikogo, bo nigdy nikogo nie miałam. A jak już mogłam mieć zawsze coś psułam, odsuwałam się. Po prostu nie jestem chyba przystosowana do życia w społeczeństwie....

2

Odp: Niewidzialna jak powietrze....

Witam Cię ponownie. smile

Przeczytałam dokładnie to, co napisałaś w poście powyżej. Jawisz mi się tutaj jako osoba bardzo niedowartościowana, nie mająca świadomości swoich zalet. A przecież je masz, i to w dużej ilości. Twój chłopak dostrzegł to wiele lat temu i nadal jest Tobą zafascynowany, skoro razem jesteście już tyle lat.

I dziwnym jest dla mnie temat Twojego postu, gdyż w tamtym wątku, o diecie, uważałam Cię za osobę interesującą, chętnie czytałam Twoje posty.
Ale Ty sama najlepiej wiesz o swoim samopoczuciu i swoich relacjach w realu.

Cóż mogę poradzić?
Zacznij mówić do innych pełnym, silnym głosem, trudniej będzie zignorować to, co mówisz.
Jeśli to nie poskutkuje spytaj, czemu ktoś Cie ignoruje. Będziesz miała wtedy odpowiedź z pierwszego źródła, nie będziesz musiała wyobrażać sobie powodów takiego zachowania innych wobec Ciebie.
Zacznij robić listę swoich zalet (tak, tak, masz ich sporo). I, jeśli zauważysz jakąś kolejną, dokładaj do poprzednich. Jeśli zaś nie uda się Tobie to zadanie, bo nie jest zbyt prostym, to zachęcam Cię do skorzystania z konsultacji psychologicznej.

3

Odp: Niewidzialna jak powietrze....

Wielokropku cieżko mieć świadomość swoich zalet, kiedy od dziecka masz wpajane że ich nie masz... Odkąd pamiętam mama zniżała mnie do poziomu zera. Zawsze byłam zła, głupia, leniwa, nigdy nie potrafiłam zrobić nic dobrze. To tylko łagodniesze stwierdzenia, bo z czasem jak dorastałam sypały się ostrzejsze i wulgarniejsze epitety pod moim adresem. Cokolwiek robiłam, obojętnie jak się starałam nigdy nie było dobrze. Zaczęłam po prostu myśleć że zmarnowałam jej życie i nie potrafi teraz sobie z tym poradzić. No ale wszyscy wokoło myślą że zawsze miałam cud, miód i orzeszki bo jestem jedynaczką. 

Wyszło teraz na to, że jestem stara jak koń a wogóle niesamodzielna. Do tego strasznie dziecinna...Nie potrafię sobie poradzić z najprostszymi rzeczami w domu, jak sprzątnanie czy gotowanie. Do tego dojdzie dziecko i ja już się martwię że sobie nie poradzę i że sie ono zmarnuje...

Co do chłopaka... Jest niby wszystko OK. Stara się, dba o mnie, ale mam czasem wrażenie że jest już ze mną po prostu z przyzwyczajenia. wiem że go to zaboli, jeśli się dowie że tak myślę, ale z drugiej strony oprócz finansów, wspólnego mieszkania, łóżka i teraz dziecka nie łączy nas nic...Nie mamy tych samych zainteresowań, bawią nas inne rzeczy, inaczej chcemy spędzać wolny czas. Jest tak jak powinno być, tzn. idziemy na ustępstwa, a nie ma tak że każdy sobie rzepkę skrobie. Nie wyobrażam sobie że mogloby go nie być. Ale jednak czegoś mi w tym brakuje.

Co do mojej osoby w innym poście... Internet to internet. Możemy być tym kim chcemy prawda? Udzielałam się dość aktywnie swego czasu na innym forum. Godziny spędzone na czacie, SB, stałe grono znajomych. Byłam zabawna, interesująca i miałam wrazenie że wszyscy mnie lubią. Ale tak można przemyśleć każdą wypowiedź. Doszło do spotkania w realu i sprawa się rypła... Nie potrafiłam się wogóle odnaleźć, nie wiedziałam co mówić i ogolnie cały czas przestałam z boku....Na drugi dzień uslyszałam, że na spotkanie podesłałam kogoś na zmianę, bo to niemożliwe żebym ja to była ja.....

Chyba już na zawsze będę sama jak palec....

4 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-09-01 12:57:54)

Odp: Niewidzialna jak powietrze....

Kobieto,
od razu szukaj dobrego psychologa (takiego, który umie poprowadzić terapię, nie tylko jednorazową konsultację), dzwoń i umawiaj wizytę.

Szkoda Ciebie, szkoda Twojego życia na takie kiepskie myślenie o sobie.

I wiem, jak trudno jest żyć ze świadomością, że jest się nie dość dobrą w oczach najbliższych. I napisałam, że wyszukiwanie swoich zalet nie jest łatwym zadaniem. Wiem o tym.

Trzymam kciuki. smile

5

Odp: Niewidzialna jak powietrze....

Moja Droga, bardzo dobrze, że napisałaś tu nam o swoim problemie na forum. Powiem Ci, że kiedyś w podstawówce też miałam takie wrażenie. Ale gdy tylko rozejrzałam się wokół i "otworzyłam oczy" ujrzałam, że znam wiele wspaniałych osób. Musisz otworzyć się na ludzi, spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie dość smęcenia, mam jedno jedyne życie, które muszę wykorzystać jak najlepiej. Spodziewasz się dziecka. To dla niektórych kobiet najpiękniejsze co może być. Będziesz świecić przykładem, jak żyć. Staraj się ujrzeć miłe chwile swojego życia i wyciskaj z niego tyle ile to tylko możliwe.

6

Odp: Niewidzialna jak powietrze....

Przeczytałam co piszesz i przyznaje Ci w 100% racje,ze bez bratniej duszy, bez przyjaciółki jest ciężko.. bo wiesz nawet takie pogaduchy o sprzątaniu, gotowaniu, pielęgnacji dziecka są ważne... ale słuchaj.. idź na terapie.. dzieki niej przynajmniej staniesz pewniej na nogach a w necie tez mozna znaleść przyjaciół.. nawet tu... przecież możesz pytać.. poznamy Cie bliżej... zawsze coś doradzimy.. pełno tu młodych mam, ja mam wnuczka..  zawsze mozna pogadać.. uszy do góry.. nie ejstes niewidzialna!  :-)

7 Ostatnio edytowany przez dk997 (2011-09-01 15:16:55)

Odp: Niewidzialna jak powietrze....

Dziękuję za odpowiedzi.

Co do psychologa to jestem trochę zrażona. W liceum raz poszłam, opowiedziałam o wszystkich moich lękach, problemach. W zamian usłyszałam że "panience się nudzi i głowę zawraca bzdurami".... Wiem, nie można wszystkich wrzucać do jednego wora, są inni, lepsi specjaliści. Nie zmienia to faktu ze zraziłam się i tyle.

Sama często się zastanawiam czy po prostu wszystkiego nie wyolbrzymiam i nie użalam się nad sobą niepotrzebnie. Bo no w końcu mam chłopaka, mieszkamy razem, mam pracę, skończone studia (co prawda licencjackie ale zawsze coś), biedy nie klepię, jestem w miarę zdrowa (chociaż ostatnio czuję się jak emerytka, jak nic nie boli to coś jest nie tak smile ) Teraz będzie dziecko, spełnienie marzeń każdej kobiety..... No właśnie każdej, tylko nie mnie....

Przeraża mnie to. Boję się że będzie chore. a nawet jak będzie zdrowe to nie będe potrafiła się nim zająć. będzie brudne, głodne i źle wychowane....

Moja mama niezbyt się ucieszyła z wnuka. Przyjęła tą informację z obojętnością i jedynie skwitowała " ciekawe jak Wy sobie teraz poradzicie".

Ja się po prostu chyba nadaję tylko do jakiejś pustelni, bo nie radzę sobie z życiem. Albo po prostu zbyt dużo naczytałam się książek i teraz wymagam od niego zbyt dużo. Nie wiem. Ale czuję że w końcu wybuchnę, tylko nie wiem jak i jakie to skutki przyniesie....

8

Odp: Niewidzialna jak powietrze....

1.Jedna jaskółka wiosny nie czyni. Podobnie z psychologami i przedstawicielami innych zawodów. Jeden kiepski nie świadczy źle o całym zawodzie. I nastawiać się źle po jednorazowej wizycie - szkoda wielka.


2. Jeżeli wszystkie dotychczasowe badania nie wykryły żadnych anomalii, albo nie były jeszcze wykonane, to po co wmawiasz sobie, że dziecko Twoje jest chore? Poczytaj sobie statystyki. Częściej rodzą się zdrowe dzieci niż chore. Czemu Twoje ma się urodzić chore? Po co zadręczasz się takim myśleniem?


3. Dlaczego zadręczasz się myślami, że nie będziesz umiała się zająć dzieckiem? Małe dziecko trzeba nakarmić, przewinąć, wykapać, ubrać, pogadać do niego, przytulić. Do porodu masz mnóstwo jeszcze czasu, możesz zgromadzić stos różnych książek i poczytać sobie o pielęgnowaniu niemowlęcia. Możesz zapisać się do szkoły rodzenia i tam różnych rzeczy nauczyć się praktycznie. Są tam też zajęcia z psychologiem.


4. Dlaczego masz dziecko źle wychować? I co rozumiesz przez te słowa? Masz zamiar bić swoje dziecko codziennie? Masz zamiar mówić mu, że jest głupie, nieudane, niechciane, niekochane? Masz zamiar zniżać swoje dziecko do poziomu zero? Wiem, że nie. To w czym problem?


5. Miałaś i masz kiepski kontakt z mamą. Nigdy, jak napisałaś, nie była mamą okazującą miłość. Czemu zatem jesteś zdziwiona jej reakcją?  Póki co nawet Ty nie jesteś zachwycona faktem, że urodzisz dziecko, dlaczego więc Twoja mama ma z radości podskakiwać do góry?


6. Masz 25 lat, wykształcenie, chłopaka, pracujesz. Na czym polega to Twoje nieradzenie sobie z życiem? I może za dużo naczytałaś się książek (nie wiedziałam, że czytanie szkodzi), to Ty wiesz o jakich książkach myślisz. Jeśli przepiękną bajkę "Ania z Zielonego Wzgórza" przyjęłaś jako synonim udanego, szczęśliwego życia i ona stanowi Twoja normę, to faktycznie masz kłopot. Kłopot, który można naprawić poprzez uświadomienie sobie że nie jest to reportaż z życia pewnej rodziny, tylko/aż bajka.


7.Odpowiedz sobie na pytania: Co jest dla mnie ważne w życiu? Co chcę osiągnąć? Czego oczekuję od innych, a czego od siebie?

9

Odp: Niewidzialna jak powietrze....

jak będzie dziecko,to zapewne odkryjesz w sobie instynkt macierzyński i wszystko będzie dobrze:)

Czasem dobrze jest poczytać sobie na forum,że inni ludzie mają takie same,albo gorsze problemy i przecież choćby dlatego nie musisz czuć się wyobcowana...Zacznij od małych rzeczy,które cieszą,zrób sobie maleńką przyjemność,np.zmień fryzurę...

10

Odp: Niewidzialna jak powietrze....

witam smile
rozumiem cię doskonale dk997 ja się wychowałam niby z mamą i tatą ale tak naprawdę nie interesowali się co robię , czy wszystko jest w porządku w szkole tak naprawdę nic nie wiedzą o mnie do dzisiaj w wieku 16 lat wychodziłam do szkoły w piątek rano a do domu wracałam w niedziele , w tym czasie co mnie nie było nawet ani razu do mnie nie zadzwonili  gdzie jestem , co robię , potem poznałam chłopaka i w wieku 18 lat urodziłam dziecko , lecz nie układało nam się i jak miałam 20 lat to odeszłam od niego ponieważ przez 4 lata który z nim byłam to przez 3 nie raz mnie uderzył najlepsze jest to że mieszkaliśmy z moimi rodzicami a on nic nie zauważyli że na mnie krzyczy i czasem uderzy jak się o tym dowiedzieli to nie uwierzyli mi tylko byłemu , teraz jestem zaręczona z chłopakiem który im nie odpowiada ale między nami jest wszystko dobrze on akceptuje moje dziecko i traktuje jak własne , teraz mój były nie płaci mi alimentów na dziecko i chciałam go podać do sądu ale moi rodzice powiedzieli że dopóki z nimi mieszkam to nie będę podawać go do sądu a jak będę chciała to na pewno nie jak u nim mieszkam , i jeszcze powiedzieli jak się wyprowadzę i założę sprawę to będą zeznawać przeciwko mnie , co prawda mam przyjaciółkę od 8 lat a mam 21 ale ona też pracuje i nie mamy czasu się za często spotykać teraz mogę liczyć na mojego narzeczonego ale niestety on pracuje za granicą i dopiero w grudniu wraca na stałe .

pozdrawiam smile

11

Odp: Niewidzialna jak powietrze....

kochana,
samoocena jest jak domek smile buduje się ją całe życie, cegła po cegle. czasem rodzice potrafią zbudować od razu cały domek, a czasem podkopują fundamenty. ale taki domek trzeba zbudować sobie bez względu na innych. oczywiście, że łatwiej jest ludziom, którym rodzice mówią jacy są cudowni, ale tacy ludzie potem nie mają łatwo w życiu, bo myślą, że są najlepsi. dzieci fascynują się takimi "najlepszymi", ale ludzie dorośli doceniają skromność, pokorę, pewnego rodzaju dystans do siebie.
każdy człowiek jest wartościowy, naprawdę każdy. ja dla niektórych ludzi jestem tą, którą uwielbiają, a dla innych dziwaczką/idiotką/nudziarą itd. na świecie jest tyle ludzi i na pewno nie ma nikogo, kto jest lubiany przez wszystkich.

myślę, że powinnaś porozmawiać z psychologiem, który pomoże ci powalczyć o siebie smile niedługo będziesz mamą i obojętnie jak będziesz sobie radzić, będziesz najlepszą mamą na świecie smile każda kobieta się boi, czy sprosta obowiązkom, a cała masa "życzliwych" zawsze się znajdzie, żeby krytykować. musisz zacząć siebie widzieć, jako siebie, a nie siebie w porównaniu z innymi/w oczekiwaniu innych. zobaczysz, jak maleństwo uśmiecha się na twój widok i będziesz dla niego/niej najlepszą mamą na świecie smile a to czy dziecko bedzie chodzic brudne czy czyste-nie ma znaczenia smile ludzie panikuja teraz z tym myciem smile uleje mu sie mleczko-przebierz. beda mu wisialy gile z noska-to wytrzesz albo i nie. kiedys jak ludzie mieli osemke dzieci i prace w polu, nikt sie tym nie przejmowal i dzieci jakos dawaly rade smile a jak matka ci powie: boze to dziecko chodzi zasmarkane i brudne! -to jej odpyskuj: moje dziecko, moje gile smile
i kazda przyszla mama sie martwi, czy dziecko bedzie zdrowe. to tez troche wina hormonow. nie wiem, czy slyszalas, ale wiekszosc matek jak pierwszy raz widzi dzieciatko po porodzie to liczy mu paluszki u rak i nog smile nie przytula, nie glaszcze, tylko liczy paluszki smile bo tak sie cala ciaze martwily smile

a z psychologami jest jak z lekarzami: przyjdziesz do jednego z zapaleniem ucha, a on ci powie, ze przesadzasz. a tego psychologa co cie tak potraktowal, to trzeba kopnac w glowe chyba (kazdy psycholog wg etyki zawadu ma obowiazek pomoc).

powinnas tez zapytac psychologa/psychiatry, czy nie masz przypadkiem nerwicy.
i pamietaj: twoj problem, obojetnie jaki jest, jest wazny i powinien byc zaleczony. nie mozna tego porownywac do problemow innych, bo zawsze znajdzie sie ktos, kto ma gorzej. tobie jest zle i trzeba ci pomoc. a nie to wartosciowac w skali swiatowej smile

co do poznania nowych ludzi, to moze jakas szkola rodzenia, gdzie porozmawiasz z innymi przyszlymi mamami, potem beda spacery z dzieckiem i rozmowy.
a jesli to ci nie pasuje, to zawsze sie znajdzie jakas sytuacja, gdzie bedziesz mogla kogos poznac. jesli nie poszlo na spotkaniach z osobami poznanymi przez neta, to moze po prostu zjadla cie trema. niektorzy potrzebuja wiecej czasu,zeby sie rozkrecic (ja np na pierwszym spotkaniu z kims nowym -milcze i robie sie czerwona jak do mnie mowia smile)

oddziel sie psychicznie od twojej mamy i jej narzekan, niech sobie narzeka na kogos innego smile ty jestes cudowna, unikatowa SOBĄ i masz prawo przezyc zycie bez takich uszczypliwych uwag smile

12

Odp: Niewidzialna jak powietrze....

a jesli chodzi o twoje zainteresowania, to ja czytajac twojego posta, widze, ze masz przynajmniej jedno: czytanie ksiazek. i na pewno najbardziej lubisz jakis konkretny rodzaj ksiazek lub autora.
to nie jest tak, ze kazdy czlowiek musi miec jakies wyszukane zainteresowania. zainteresowan nie mozna wartosciowac, bo nie ma tych dobrych i tych zlych.
poza tym, czlowiek odkrywa swoje zainteresowania cale zycie. ja, majac 22 lata, na pytanie czym sie interesuje, nie znalam odpowiedzi. az ktoregos dnia oswiecila mnie prawie obca osoba, mowiac, ze interesuje sie gramatyka smile
mozna sie interesowac wszystkim, nawet malowaniem paznokci czy ogladaniem chmur.

i bardzo dobrze,ze napisalas tu na forum. bo twoj post pokazuje, ze chcesz sie z kims podzielic swoimi zyciowymi obawami. bo kazdy takie ma. niektorzy mowia o tym z innymi, niektorzy (serio) rozmawiaja o tym, ze swoim kotem/psem, a jeszcze inni np pisza poezje, graja na gitarce, rysuja.
trzymam za ciebie kciuki

13

Odp: Niewidzialna jak powietrze....

Wiem, że łatwiej to powiedzieć niż zrobić, ale zacznij cieszyć się życiem. Drobnostkami. Wyjdź na spacer, posłuchaj szumu drzew, rozkoszuj się promieniami słońca na twojej twarzy. I zaczynaj dzień od uśmiechu. Zmuś się do tego, wykrzyw usta do uśmiechu, nawet jeśli czujesz się źle. To automatycznie poprawia humor. I przede wszystkim nie siedź w domu, bo właśnie tak najłatwiej się załatwić i załapać depresję. Sama miałam bardzo ciężkie chwile jakiś czas temu. Czułam się bardzo samotna, bo wyjechałam za granicę i nie znałam tam prawie nikogo. Nie potrafię nawiązywać znajomości z byle kim. A właściwie potrafię, ale w ogóle mnie to nie satysfakcjonuje, takie gadanie o niczym. Nie miałam nikogo choć trochę bliższego, kto mógłby mnie zrozumieć. Jedyny chłopak, z którym poczułam silną więź, wyjechał z powrotem do siebie do Finlandii. I wtedy zostałam sama. Zmuszałam się, żeby iść na zajęcia na uni, pracy licencjackiej nie napisałam, bo nie byłam w stanie się skupić. Siedziałam ciągle w domu, ryczałam jak głupia. Norweska pogoda też nie pomagała. Na szczęście wyciągnął mnie z tego mój facet. Ale jego poznałam właśnie wtedy, gdy wyszłam do ludzi i powiedziałam sobie "dość", inaczej dalej bym tkwiła w tym bagnie. Niczego nie oczekiwałam, nie nastawiałam się i samo tak wyszło. A co ciekawe oboje w dzieciństwie mieliśmy podobny problem: ja byłam zawsze wyśmiewana przez ojca i siostrę. Niby w żartach, ale ja zawsze byłam bardzo wrażliwa i poważna jak na swój wiek i brałam wszystko do siebie. Czułam się gorsza od mojej siostry. Byłam chorobliwie nieśmiała. Nie miałam przyjaciół w szkole, nawet koleżanek zbytnio nie miałam, bo odstawałam od grupy, nie potrafiłam i nawet nie chciałam być przebojowa, popularna. To i stałam zawsze z boku. Mój chłopak z kolei był dręczony przez inne dzieciaki w szkole. Rodzice zareagowali, ale z opóźnieniem i też mu został uraz. Z tym, że on sobie teraz rekompensuje fakt, że nikt go nie chciał nigdy słuchać i nikt się z nim nie liczył, więc teraz gada jak najęty przy każdej możliwej okazji. Jest bardzo towarzyski, ale momentami jest naprawdę męczący. Podziwiam go za to, że potrafił swoje doświadczenia obrócić w tak pozytywny sposób. Ja się bardzo łatwo załamuję i wtedy zaniedbuję dosłownie wszystko: rodzinę, znajomych, uczelnię, dom. Nie jest łatwo być moim znajomym, potrafię odpisać po tygodniu lub dłużej, bo po prostu nie czuję się na siłach trzymać z kimś kontakt. Ale zarówno studia jak i wyjazd za granicę bardzo mi pomogły, usamodzielniłam się i nabrałam więcej pewności siebie. Wyzbyłam się mojego strachu związanego z używaniem telefonu (wiem, totalny absurd, ale strasznie nie lubiłam np. dzwonić po taksówkę, zamawiać pizzy, zapytać o coś przez telefon np. w urzędzie), a także nauczyłam się znosić mój własny głos na nagraniu (studia filologiczne nie dają w tej kwestii wyjścia...). Toteż polecam zmusić się do pewnych rzeczy, które Ci przeszkadzają w życiu, potem sama się będziesz z siebie śmiała, że to Ci sprawiało kiedyś problem smile I przede wszystkim: wyjdź do ludzi, to najważniejsze.

14

Odp: Niewidzialna jak powietrze....

witam zalogowałam sie na tym forum bo juz nie moge mam tak bardzo złe ostatnio dni....otóż wczoraj miałam swoje 21 urodziny a 2 dni przed nimi rozmawiałam z moim facetem bo czułam  od dłuższego czasu że mu przestaje zależeć powiedział mi że sie nie zaangażował i mnie nie kocha ale chce zeby zostało tak jak jest do tej pory bo nie jest mu tez łatwo itd zgodziłam sie na  to ale my praktycznie nie rozmawiamy ze sobą.Kiedyś on potrafił zadzwonić i 3 godziny gadać.,liczył godziny do spotkania naszego a teraz....nie widze go juz drugi tydzien,nie przyjedzie w ten weekend w urodziny moje go nie było. W domu mi dogadują pytają sie kiedy przyjedzie.Boże to najgorsze dni w moim zyciu tak okropnie mi zalezy na nim,kiedyś mogłam z nim pogadać o wszystkim a teraz jestem ze wszystkim sama nie mam siły na nic.W domu nie moge mieć słabszego dnia bo mi dogaduja jak nie wiem mam robić wszystko pod ich dyktando a ja sobie nie radze poprostu nie radze!!!!!!!!!!Prosze o pomoc

15

Odp: Niewidzialna jak powietrze....

witam dorcia20:)
rozumiem że ci jest ciężko , moim zdaniem powinnaś odejść od niego on nie zasługuje na ciebie a na pewno znajdziesz kogoś lepszego , jeżeli teraz z nim zostaniesz to będziesz cierpieć zawsze bo on się nie zmieni , rozumiem że go kochasz ale lepiej żebyś teraz odeszła to szybciej o nim zapomnisz i z czasem będzie ci łatwiej smile

16

Odp: Niewidzialna jak powietrze....

Dorcia20,
napisz proszę, z czym sobie nie radzisz?

Posty [ 17 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Niewidzialna jak powietrze....

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026