Niewidzialna, nie zauważalna to właśnie ja, oddycham wiec jestem ale nikt mnie nie widzi mam 33 lata i zero przyjaciół, kolegów, znajomych jestem z kimś kto mnie nie rozumie, jak mi ciężko i smutno w tej mojej samotności, dopadła mnie beznadziejność nawet pisać nie mam siły
Podobne tematy
To czas najwyższy zacząc oddychać i coś zmienić. Nie czekaj, ze życie Cię zaskoczy i samo się wszystko odmieni.
W takiej sytuacji, życie-owszem zaskoczy- ale starością. No chyba, że ruszysz 4 litery i coś z nim zrobisz...
tak jest najwyższy czas wyjść i zacząć
nie szukam rady typu " rusz 4 litery" ani litości tylko potrzebuję porozmawiać z kimś o smutkach i radościach życia codziennego chodź tego drugiego w moim życiu ostatnio brak, potrzebuje przyjaciela/przyjaciółki bo tego w moim życiu brak
jeśli chcesz, mogę pomóc.
lubię wyciągać ludzi z ''dołka'' ![]()
dziękuję iza619 tylko że to już nie dołek a prawdziwy "mega dół" mnie dopadł, chyba zbyt wiele i zbyt długo dusiłam w sobie i teraz coraz trudniej mi rozmawiać z ludźmi, nigdy nie chciałam nikogo urazić więc wszystkie przykrości dusiłam w sobie i im bardziej starałam się być miła i uczynna tym bardziej inni po mnie jeździli, koleżanki obgadywały za plecami, rodzina też dawno o mnie zapomniała, po prostu szkoda gadać, jest tego zbyt wiele
Jakbyś autorko chciała porozmawiać, to mogę pomóc. Sam byłem kiedyś w takiej sytuacji i z chęcią pomogę Tobie wyjść z tego stanu
Lucyfer666 czy masz jakaś receptę na szczęście, jak otworzyć się na ludzi, i jak znaleźć w sobie siłę żeby coś zmienić kiedy brak wsparcia w najbliższych, chcę być znów uśmiechnięta i pełna życia jak kiedyś
Czyli, że kiedyś byłaś uśmiechnięta, pełna życia? Co się stało, że się aż tak zmieniłaś?
Czy zawsze czułaś się niewidzialna, nieważna dla najbliższych?
Hej, ja też często mam wrażenie, że jestem niewidzialna dla innych, nikt się ze mną nie liczy. Niby dużo znajomych na portalach społecznościowych a tak naprawdę nie mam nikogo
Nauczyłam się z tym żyć, ale czasami jest mi bardzo źle. Chciałabym mieć chociaż jedną koleżankę z którą mogłabym wybrać się na jakiś babski wyjazd, albo na jakieś piwo itp., która lubiłaby mnie taką jaką jestem. Mam męża, ale on mnie kompletnie nie rozumie, jak mu się żale, że nikt mnie nie lubi to on oczywiście stwierdza, że wymyślam, ze to nie prawda....żadnego wsparcia i zrozumienia z jego strony. Zastanawiam się co jest ze mną nie tak?!?!? nieraz obserwuję koleżanki, które czasami gadają takie głupoty, ze głowa mała ale mimo tego są lubiane....Nie raz próbowałam się zmieniać, bardziej otwierać sie na ludzi, uśmiechać sie do wszystkich....ale to nic nie zmieniało, w dalszym ciągu byłam sama. Na każdym nowym etapie życia (szkoła podstawowa, średnia, studia, praca) miałam nadzieje, że coś się zmieni, ze może w końcu znajdę pokrewną duszę ale sytuacja się powtarzała...:( i może tu nie chodzi o to, że mnie nie lubią, ale tak jak tu juz zostało wspomniane, ja po prostu jestem wszystkim obojętna.. i to jest przykre i smutne ![]()
Lucyfer666 czy masz jakaś receptę na szczęście, jak otworzyć się na ludzi, i jak znaleźć w sobie siłę żeby coś zmienić kiedy brak wsparcia w najbliższych, chcę być znów uśmiechnięta i pełna życia jak kiedyś
Droga Minimko.
Niestety nie mam recepty na szczęście, bo każdy sam musi odszukać swoją receptę na swoje szczęście, ale ja (i myślę, że inni użytkownicy i użytkowniczki) z chęcią pomogę podjąć stosowne kroki, żebyś sama mogła odszukać swoją drogę.
Przede wszystkim podstawą tego będzie odpowiedzenia na pytania zadane przez takiwiatr
Krótko mówiąc : Co się wydarzyło ?
Niewidzialna chyba doskonale Cię rozumiem... mam męża i dwoje dzieci. Od roku jestem w domu najpierw ciąża a teraz zajmuje się dzieckiem. Niby wszystko czego potrzeba mam a jednak czuje się samotną.... mąż żyje jakby w innym wymiarze.... czuje się w tym bardzo zagubiona, osamotniona i przygnebiona. Mimo iż kiedyś tryskalam radością i szczęściem...
dziękuję iza619 tylko że to już nie dołek a prawdziwy "mega dół" mnie dopadł, chyba zbyt wiele i zbyt długo dusiłam w sobie i teraz coraz trudniej mi rozmawiać z ludźmi, nigdy nie chciałam nikogo urazić więc wszystkie przykrości dusiłam w sobie i im bardziej starałam się być miła i uczynna tym bardziej inni po mnie jeździli, koleżanki obgadywały za plecami, rodzina też dawno o mnie zapomniała, po prostu szkoda gadać, jest tego zbyt wiele
może za bardzo jesteś miła i uczynna , pomyśl 'gdzie w tym wszystkim jestem ja ?' nie staraj się być idealną , bądż czasem zołzą , więcej optymizmu , własnych decyzji , egoizmu i przeboju