Nie wiem jak mam zaczac.Napisze to co przyjdzie mi na mysl.
Wiec, uwazam , ze moje zycie jest szare, nudne, pozbawione jakiegokolwiek sensu...uwazam tak poniewaz od kad siegam pamiecia, zawsze mialam jak to sie mowi...przes**ne.Wydaje mi sie ze w rodzinie nie bylam akceptowana, moj ojciec mial nas gdzies (mam siostre mlodsza)nie pamietam zeby sie interesowal, nie pomagal w lekcjach, w jakichkolwiek problemach.Nawet sie nie bawil z nami, nie przytulal. Dziwi mnie dlaczego az do dzis, a mam juz prawie 30stke.Powtarzal ze jest zmeczony, albo wogole nie reagowal, ogladal tylko swoje filmy w telewizji i krzyczal gdy mu sie przeskadzalo.Slyszalam jak rodzice sie kluca, ojciec udezyl mame kilka razy nawet na naszych oczach ;(przez pewnien czas mieszkalismy z bratem mojej mamy, ktory byl alkoholikiem, meczyl ja po nocach, rozmawiajac o swoich tezach i czym kolwiek, nie wiem.ja nie moglam spac bo wiedzialam ze mama cierpi, ze chce spac a nie moze...moj ojciec nic nie reagowal-moze sie bal, tchorz!gdy cos bylo zle obwinial mnie, za ja to zrobilam i wtedy musial podac mu pasek i mnie bil .mama nic nie mogla zrobic, a ojciec to nie wiem.Okradl moja mame i zgonil na mnie, mialam moze 8 lat, oczywiscie dostalam lanie, bo sie przyznalam, mimo ze nie ukradlam pieniedzy.myslalam ze jak sie przyznam to dadza mi spokoj.ktoregos dnia mamy brat ja pobil oczywiscie na naszych oczach, obwinial ja o wypadek babci, bil mnie, moja siostre...nastepnego dnia ucieklismy do dziadkow aby nam pomogli, bo nic nie mielismy, przyjeli nas, ale po jakims czasie pewnie mieli nas dosyc, ciegle o cos chodzilo, pewnie o pieniadze, nie pamietam.po kilku miesiacach mama znalazla mieszkanie, pomogla jej w tym ciotka, ktora byla nadopienyncza, wpieprzala sie wszedzie, bo uwazala ze moi rodzice to totalne glaby i nie potrafia sobie poradzic z niczym, zreszta tak wszyscy w rodzie mysleli i mysla do dzis.
Gdy rodzice z siostra wyjechali do donwego mieszkania ja zostalam u babci z powodu szkoly, mialam 10 lat.Twsknilam bardzo za mama i siostra.Plakal gdy bylam sama i prosilam Bozie aby mama mnie wziela do domu, do mamy.Wstydzilam sie ze tesknie, ze placze.To byl nie samowirty bol w sercu, ktory pamietam do dzis.Jezdzilam sama autobusem na weekendy do rodzicow, cieszylam sie i plakalam jak mialam wracac do babci.Kiedys tata ze mna pojechal na chwile, po jakies rzeczy, plakal mu ze ja tez chce do domu, do mamy a on mnie skopal przy mojej ciotce, ze mam przestac ryczec.to mnie dobilo bardzo, plakal kilka nocy, bo nie wiedzialam dlaczego tatus taki jest, dlaczego mnie nie przytuli, nie pocieszy, nie doda sil.To bylo okropne! co ja wtedy przeszlam, pytalam sie kolezanek w szkole czy to normalne ze placze za mama, bo juz nie wiedzialam czy tesknota to normalne uczucie.Wyjechalam od babci w maju-miesiac predzej i poszlam do nowej szkoly.Nie sadze zybym byla zaakceptowana przez rowiesnikow.Mialam problemy z nawiazywaniem kontaktow i z nauka.W domu siedzialam tylko i bylam myslami daleko, byly mi tylko w glowie jakies glupoty, kolezanki, bo potrzebowalam kontaktu, ale i tak sie wysmiewaly ze mnie.bylam cicha i zadko cos mowilam, niebylam nigdy pewna siebie i nie chcialam sie udzielac w niczym.Mama mowila zebym sie uczyla, ale ja nic, niepotrafilam sie skupic, zreszta po co jak czegos nie bede wiedziala to tak mi nie pomoga w lekcjach.
Ciotka zawsze mawiala, ze jestem nikim, ze nie jestem ambitna itp.Uwielbiala moja siostre, kupowala jej zabawki, brala ja wszedzie, mowila o niej dobrze.Kiedys, pamietam kupila jej buty bo ladne widziala, a mi nie.Bylo mi przykro, bo ja wtenczas mialam stare, zniszczone trampki.Rozplakalam sie bo znow poczulam sie gorsza.
Nie wiem dlaczego tak sie dzialo, potzrebowalam uwagi i zrozumienia, nikt nie rozumial moich problemow.Zawsze czulam sie nikim.dotego gdy bylam nastolatka moj wujek kilka lat starszy ode mnie molestowal mnie seksualnie, nie protestowalam, ie wiem czemu.Nie powiedzialam nikomu o tym z wyjatkiem mojego narzeczonego, wtenczas chlopaka.Obwiniam sie za to, bo moglam mowic nie, a nie zrobilam tego.Pewnie moglam zrobic wiele rzeczy i bylo by inaczej, nie wiem...Minely lata a ja ciagle mam to w moje, glupiej glowie.Zaluje tylu rzeczy, ktorych nie da sie cofnac, najbardziej tego, ze zaniedbalam nauke, bo teraz czuje sie nikim.Do dzis nie potrafie sie skupic na niczym bo ciagle mam obraz mojej przeszosci.Nie mam prawdziwej przyjaciolki zeby pogadac, a moze jestem zamknieta w sobie i dlatego?Ja sie wstydze tego wszystkiego, co sie stalo i moze gdybym byla lepsza, madrzeja to bym tak nie miala.przez to wszystko mam niska samoocene, nie jestem pewna siebie i boje sie mowic glosno co mysle.Jest tyle rzeczy co kiedys chcialam robic a nie moglam np. nauka tanca, aerobik ale nie potrafie sie wziasc w garsc.siedze tylko w domu po pracy i doluje sie, bo znowu cos nie wyszlo, ktos zle na mnie spojrzal lub zazartowal sobie ze mnie.
Chcialabym byc normalna, jak wiekszosc!Cieszyc sie zyciem mimo, ze jest jak jest.Staram sie czasem, cieszyc malymi rzeczami, ale to rzadko.
Dlaczego nie potrafie zapomniec, wybaczym tym co mnie skrzwdzili?Czy jestem zlym czlowiekiem przez to?
Zadaje sobie te pytania w kolo i nie mam odpowiedzi.staram siebie zrozumiec, ale nie potrafie.staram siebie polubic, niestety nie wykonalne....
Pozdrawiam wszystkich ktorzy to przeczytaja. z gory przepraszam za bledy.
L