Witam,
długo się zastanawiałem nad rejestracją i napisaniem tego postu, gdyż widzę że takich historii jak moja jest naprawdę mnóstwo, ale jestem ciekaw jak wy byście to ocenili.
Moja historia:
W liceum spotkałem się z dziewczyną, która mi się bardzo podobała. Spotykaliśmy się na kilku imprezach aż w końcu udało mi się z nią umówić.
Na spotkaniu doszło do tego, że się całowaliśmy było baardzo miło. Mieliśmy wtedy po 16 lat. Wyjechałem zza granicę na kilka tygodni z myślą , że i tak nic z tego nie będzie aż tu nagle seria esemesów. Wróciłem spotkaliśmy się i tak zakochaliśmy się w sobie aż do teraz czyli jakieś 7-8 lat temu.
Po 4 latach związku mnie zdradziła, mówiła, że kocha mnie jak brata, że żałuje że nie spotkaliśmy się później na I roku studiów. Przeżyłem to bardzo. Mimo, że była z tamtym kolesiem ciągle był kontakt, dzwoniła pisała itd. Aż naglę przestałem się odzywać i po 2 tygodniach znowu sms, że tęskni niby nasz pies.
Spotkałem się z nią oddając jej naczynia i pokazałem dziewczynę, która mi się podoba i że jadę się z nią spotkać. Nagle okazało się, że mnie kocha i że chce być ze mną , że tamten koleś to nie wypał , ciągle się obrażał itp itd. Wróciliśmy do siebie( tak wiem pies ogrodnika) Wszystko czułem , ale ona cały czas mi wmawiała, że mi się wydaje aż w końcu wymusiłem na niej i się przyznała.
Wybaczyłem! Dlaczego? Pierwszy sex ze mną, pierwsze uczucie... dziewczyna baardzo ładna. Ok , nawet lepiej bo przynajmniej wie , że jestem naj i nie będzie już chciała więcej.
Dziewczyna, zawsze miała samych kolegów samych! taki charakter i tyle, dlatego po pierwsze nie byłem do końca przekonany a z drugiej strony moja zazdrość się nasilała. Dlaczego?
Chodziła na imprezy, potrafiła wyłączyć tel i zadzwonić na drugi dzień oczywiście mnie tam nie chcąc bo ja byłem tym "domownikiem" i bym jej tylko przeszkadzał, takie nabyte cechy męskie...
Miała jednego przyjaciela, z którym nagle się pokłóciła, powód jaki mi podała błahy, niby się w niej zakochał a on jak z nim rozmawiałem wyśmiał tą całą historie tak jakby mi coś chciał powiedzieć, że ona jest nie fair wobec mnie ale bez konkretów.
Byłem zazdrosny, ale też ona nie zapewniała mi "komfortu psychicznego" nie było nigdy też z mojej strony nie idziesz tam i tam bo nie. Tylko jak już coś kłóciła się ze mną, żeby nie odbierać.
Minęły kolejne 3 lata czyli w sumie 7. Jest rok 2010. Znowu jakieś dziwne sny, że z kimś jest , cały się budziłem w ciarki spocony, że przeżywam rozstanie itd. W 2009 roku się zaręczyliśmy, i moja zazdrość czy wkurzenie też wynikały z tego, że jak była na imprezach zdejmowała pierścionek , że niby jej ktoś może ukraść ah... jak baran w to jako tako wierzyłem, była szczera zawsze i wydawało mi się , że jak by już zdradziła czy się zauroczyła to by mi to powiedziała...
W 2010 roku przyszedł kwiecień/maj zatrudniłem kobietę nagle się dowiedziała o tym i ciach zero odzewu, nie chce ze mną być jak to oczywiście przeżyłem strasznie , wydzwanianie, esemesy najazdy z mojej strony nic nie dawało żadnego efektu , kumpel poradził zero kontaktu i tak się stało oczywiście mówiła, że ze mną nie chce być ale mnie kocha... Poznałem dziewczynę 2-3tyg ciszy nie pamiętam i esy od niej, że nie możemy tak się rozstać( bo się pokłóciliśmy ) przez jedną z rozmów i padły ostre słowa z jej strony. Ja napisałem daj mi spokój mam kogoś jest dobrze nara. Odp czy ty mnie już nie kochasz? i dalej wiecie... wir esów i come back...
Pojechaliśmy na wakacje , obiecałem jej nawet na kartce że nie będę już palić fajek( jej babcia miała raka) nie dałem rady jarałem po cichu...
i tak do wakacji, po wakacjach i wynająłem dla nas mieszkanie( specjalnie dla niej wróciłem z innego miasta ) na studia żebym już nie był zazdrosny, plan mieszkać razem super fajnie nawet zobaczyła i jej się bardzo podobało.
Długo się wprowadzała że się nie wprowadziła, ale przyjeżdzała jej tata był który z nią nie mieszka więc niby czekaliśmy aż wyjedzie i wtedy ostatecznie. Przyjechała pewnego dnia wieczorem poczuła fajki , okłamałem, że nie jarałem ( między młotem a kowadłem) i tak źle i tak niedobrze.
Rzuciła kluczami, pierścionkiem i miałem spier....ć. Drugi dzień zgon i es od niej co tam odp i zaprosiła mnie na obiad... tydzień minął jakoś nagle zniechęciła się ze mną spotykać, gadać, odp na sms i miałem się z nią spotkać dopiero jak zdam egzaminy. Ok nagle jadę po egz jakieś 1,5 tyg później i ona mi mówi, że nie wie czy mnie kocha "szok" znowu umarłem, przyjeżdżałem, prosiłem nękałem aż wychodziło na to, że praktycznie co tydzień byłem u niej i gadaliśmy, chodziliśmy z psem ale cały czas powtarzała zero powrotu itp itd.
Po 1,5 miesiącu takich spotkań zaczęła mówić, że w końcu może robić co chce, nikt jej nie kontroluje, może spotykać się z kolegami " na libacjach " i nie musi się tłumaczyć, jestem , byłem jej do niczego niepotrzebny...
Kontakt z mojej strony się urywał, ale zawsze po pijaku coś pisałem ale ona odp i prostowała tak jakby nie chciała ze mną kontaktu urwać. Mimo, że ja chciałem i jej to pisałem ale na drugi dzień zmieniałem zdanie. Niby też do mnie przyjeżdżała ale traktowała mnie jako kumpla mimo, przytulania, chodzenia za rękę itp itd jako ex, którego kochała.
2,5 tyg ciszy, moje ur na które jej nie zaprosiłem telefon od niej z życzeniami mega mega dała ciała , że życzy mi żebym fajną laskę poznał szok :_
Na drugi dzień es ode mnie fajna impreza wpadaj ok przyjechała... i tak do Wigilii się spotykaliśmy spaliśmy razem bez sexu przytulania w nocy itp itd cały czas mi mówiąc, że nie chce ze mną być. Wigilie spędziłem u niej już czuliśmy że wracamy ale przełomem był styczeń i super wspólny sylwester ze znajomymi, bardzo szczęśliwi i zakochani nawet mi to zaczęła mówić i byłem w szoku.
Święta wielkanocne ogólnie ok, powiedziała mi, że chce ślubu( mieliśmy się pobrać takie plany) że mnie kocha zdziwiony, zapytałem co tak nagle a ona, że i tak się kochamy i tak będziemy razem więc na co czekać ok! Super!! cieszyłem się jak dziecko i max byłem pewny siebie. Ciągle esy że tęskni , kocha itp itd!!!
Dzień po w dyngusa impreza, na którą sama mnie chciała zabrać. Byłem max zmęczony ale poszedłem bo potem mieliśmy jechać do mnie w sumie tylko dlatego. Podchodziła pytała się co i jak a ja że ma iść się bawić a mną się nie przejmować. Nagle przyszedł jej przyjaciel i znowu jak chorągiewka zmiana nastroju i stosunku do mnie. Powiedziała przy kolegach a moich znajomych, że mam sobie do domu jechać jej autem.
Wkurzyłem się totalnie powiedziałem , że mam to w dupie i jadę do domu taxi oddała mi rzeczy z samochodu i tak zrobiłem. Napisałem jej w sms że to koniec, że mam dość odp na drugi dzień o 7 rano, nie pisz takich głupot i tak cię kocham bardzo!
Znowu skrzydła mi urosły, że żałuje i się nie odzywałem a ona jeszcze maila napisała z przeprosinami. środa spotkanie, oddałem jej dokumenty z auta i nagle mi powiedziała ,że ona to pierd....i . Że jestem psychol, że pojechałem ją tam pilnować tylko itp itd. Pytam się czy zrywa a ona że nie co ja głupi jestem( impreza w piątek była) znalazłem przyczynę. Ciągle dzwoniłem a ona, że psychol jestem, wydzwaniam aż 3-4 razy dziennie nie mieszkając razem , że jestem dalej strasznie zazdrosny .
Niedziela, wpadłem na obiad ok
Pon też w porządku
wtorek skałki, ok nic nie zapowiadało burzy aż naglę jak zaczeliśmy jeść obiad ona wybuchła i sprowokowała mnie do wkurzenia się ...
Wyszedłem z nią do auta, powiedziałem , że nie moge już tak ,że to koniec a ona, że cieszy się, że się ode mnie uwolniła ( ciągle to słyszałem w gniewie) i dużo innych gorzkich słów za które przepraszała później.
Zero kontaktu, pisałem , dzwoniłem na maila odp "znikaj"
Niedziela za tydzień, zadzwoniłem i tak:
Nie chce już ze mną być
prosiła mnie, żebym pozwolił jej odejść
jestem psychopatą, zazdrośnikiem i ciągle ją kłamałem w małych sprawach( tylko i wyłącznie papierosy) nic więcej!!
na pytanie o konkrety usłyszałem, że jak nie wiem to tym bardziej mi nie chce tłumaczyć, pytam się czy mnie kocha powiedziała, że to już nie ma znaczenia bo my już nigdy nie będziemy razem, że wróciła do mnie z litości niby przecież mam garba, leże sparaliżowany, i jestem mega biedny heheheh ,
Po prawie 8 latach , osoba, którą kochałem, kocham i tydzień wcześniej mówiła o ślubie i że też mnie kocha tak mnie zniszczyła.
Nie proszę o poradę jak zapomnieć, nie odzywam się tydzień ponad zero kontaktu, chce jej rzeczy oddać ale wiem, że jak będę ją nawiedzać to pomyśli psychol, dręczy mnie jeszcze a ona w dodatku pisze pracę magisterską.
Zawsze miała skłonosci do uwodzenia, czułem się czasami przy niej mniej wartościowy itp itd. Nie szanowała mnie totalnie.
Tzn. Miałem czasem wrażenie jakiegoś rozdwojenia jaźni, przy kolegach była inna a przy mnie zupełnie inna !!
W miarę rozwoju wątku będę pisał więcej .
Zaczynam pękać i myśleć, że odeszła do kogoś, zawsze wracała ale teraz dosyć mocno dała mi do zrozumienia, że the end.
Radzę sobie sam sobie się dziwię ... ale boli i jest smutek.
pozdrawiam