Ja ogolnie nie jestem za kara smierci,bo tak chyba to mozna nazwac,choc Amerykanie zarzekaja sie ,jakoby ich celem bylo zabicia Bin Ladena.
Jestem przeciwna nie tylko ze wzgledow etycznych ale rowniez dlatego,ze jest to w pewnym sensie unikniecie kary. To nie czasy,kiedy po kradziezy ucinano komus reke,zyjemy w cywilizowanym swiecie wbrew pozorom.
Bardziej widzialabym go przed sadem,w wiezieniu o zaostrzonym rygorze(o ile jeszcze w praktyce taki istnieje,bo teoretycznie tak).
Jednak jak ktoras z Was slusznie zauwazyla,mogloby dojsc do sytuacji ,gdzie porwanoby kogos ,zadajac wypusczenia Osamy.
Z drugiej strony ciezko mi uwierzyc,zeby Al-Kaida nie zemscila sie za smierc ich przywodcy.
Tak wracajac do kwestii etycznych, zgodze sie z Donaldem Tuskiem,ktory stwierdzil,ze :
"Radosc ze smierci czlowieka-nawet tak zlego jak przywodca terrorystow-nie przystoi komus wyznajacemu wartosci chrzescijanskie"
Tak,czy inaczej Ameryka nie pierwszy raz zabawila sie w Pana Boga,wzmacniajac swoja monarchie.
Czy beda tego konsekwencje dla swiata?Zobaczymy,ale czuje , ze tak.