Ostatnio miałam daleką podróż razem z kolegami, których niespodziewanie poznałam w drodze powrotnej do Warszawy. Zawsze miałam tę pozytywną nutkę, dotyczącą Rosji, więc następnego dnia oprowadziłam kolegów-zagraniczniaków po mieście. Wiedziałam, że dużo podróżują i nic mi się nie wydawało podejrzliwe. Później, gdy po kilku miesiącach zorganizowaliśmy wspólny wypad do Hiszpanii, zaczęłam się zastanawiać. Mama już się denerwowała od dłuższego czasu, mówiąc, że znów diabeł gdzieś mnie niesie, w dodatku z grupą nieznajomych facetów. Jednocześnie miałam do nich wielkie zaufanie, kocham ten naród za otwartość i nic dziwnego w stosunku do mnie nie poczułam. Tyle, że sytuacja sama była dziwna.
Ostatecznie wszystko się skończyło dobrze, zobaczyłam Barcelonę, poznałam fajnych ludzi (w tym też Hiszpanów), świetnie się bawiłam? Ale wszędzie słyszę, że to było pewne ryzyko. Może i tak, choć moje odczucia, co do tych ludzi były pewne. Zastanawiałam się tylko czy można w sobie wykształcić coś do wyodrębniania tych wartościowych ludzi? I jak pokonać podejrzliwość (są ludzie podejrzewający wszystkich o wszystko).Czy to nie przesada z jednej i drugiej strony? Jak sobie dobieracie towarzystwo zaufanych? Jak określacie, że otaczającym można zaufać?
Podobne tematy
Ja takiego daru nie mam. Zawsze staram się zachować dystans do nowo poznanych ludzi, poobserwować. Nie jest przyjemne później gorzko żałować, że się komuś coś powiedziało i nic dobrego z tego nie wynikło. Nigdy nie darzę zaufaniem nowych dla mnie osób. Jak są sympatyczni, odwdzięczam się tym samym. Ale u mnie zaufanie przychodzi z czasem, nigdy na "ładną buźkę".
Nie powiem, że cechy fizyczne, to jest to, na co zwracam uwagę w tym wypadku
Raczej, to jest coś, co pochodzi od samego człowieka... jakieś takie rozbrajające, prostota, ciepło itd. Nie wiem, czy można to uważać za bestroskość, a może to sama sobie w mówiłam, że można wyczuć.. a może rzeczywiście świecą się dobrocią i otwartością?
Bywa przecież też wprost odwrotnie ![]()
Powiem szczerze, ze zmrozila mnie troche twoja bezgraniczna ufnosc . Z doswiadczenia wiem, ze mogla skonczyc sie wieloma niesympatycznymi zdarzeniami. Mialas zwyczajnie bardzo bardzo duzo szczescia. Twierdze, ze ludziom nalezy ufac ale juz napewno nie bezgranicznie. Szczegolnie, ze byly to zupelnie przypadkowo poznane osoby. Zycie pokazuje, ze niektorzy potrafia po mistrzowsku i z wielka wprawa maskowac swoje niekoniecznie przyjazne zamiary. Choc oczywiscie NIE WSZYSCY maja zle zamiary wobec nas. Czasami jest tak, ze dobre intencje ludzie maja wypisane na twarzach.Ale jak mowilam , nie jest to ani zasada ani tez regula. Bywa, ze podswiadomie i intuicyjnie jestesmy w stanie stwierdzic , ze ktos jest godny naszego zaufania. Ale mimo wszystko wiele ryzykujemy. Dlatego mowia, ze trzeba miec przyslowiowe OCZY na okolo GLOWY. Bo to w pewnym sensie jest w stanie nas uchronic przed ew.przykrosciami.
5 2011-05-02 22:01:01 Ostatnio edytowany przez Fajka (2011-05-02 22:01:41)
Raczej, to jest coś, co pochodzi od samego człowieka... jakieś takie rozbrajające, prostota, ciepło itd. Nie wiem, czy można to uważać za bestroskość, a może to sama sobie w mówiłam, że można wyczuć..
Niektórzy są rozbrajająco mili, ciepli, zabawni, troskliwi, prawie że czytają w naszych myślach a wszystko po to, żeby maksymalnie uspić czyjąś czujność i osiągnąć to czego chcą. Co więcej- najznakomitsi manipulatorzy w obyciu wydają się być niesamowicie życzliwi i bezpośredni.
Wydaje mi się, że nie ma reguł- niektórzy przyjaźni i ujmujacy ludzie są w tym szczerzy, ale inni nie; czasem można sparzyć się boleśnie a za nadmierne zaufanie dużo zapłacić.
Niektórzy są rozbrajająco mili, ciepli, zabawni, troskliwi, prawie że czytają w naszych myślach a wszystko po to, żeby maksymalnie uspić czyjąś czujność i osiągnąć to czego chcą. Co więcej- najznakomitsi manipulatorzy w obyciu wydają się być niesamowicie życzliwi i bezpośredni.
Wydaje mi się, że nie ma reguł- niektórzy przyjaźni i ujmujacy ludzie są w tym szczerzy, ale inni nie; czasem można sparzyć się boleśnie a za nadmierne zaufanie dużo zapłacić.
Zgadzam się z Fajką ![]()
I ja tak mam. Zawsze nowo poznani ludzie mają u mnie kredyt zaufania. Bolesny sposób na życie, bo niejednokrotnie musiałam się sparzyć, aby OBIEKTYWNIE spojrzeć na kogoś. Nie polecam. Ale ja już mam świadomość, że "nie znam się" na ludziach. ![]()
No tak jest
, że czasami chce się wierzyć, że świat jest bezgranicznie dobry! Tak naiwnie:)) To, że pozytywne myśli przyciągują pozytywnych ludzi...
Wiem, że mało odpowiedzialne, w sumie miałam plan B (bardziej teorytyczny), ale po raz pierwszy też miałam tyle zaufania. NO i chyba macie rację... dużo szczęścia
)
Jest coś takiego, po niektórych ludziach "widać", że są szczerzy i godni zaufania. Ja na szczęście mylę się często, ale też nie odważyłabym się nigdy na coś takiego jak zanetka
Krejzolka normalnie ![]()
Myślę, że tak. Bardzo często moja intuicja mówi mi, że na kogoś mogę zwrócić uwagę. Nie tylko dotyczy to miłości ale po prostu ludzi z którymi mogę mieć kontakt. Nawet w biznesie. Jednak częściej ta intuicja mówi mi o tym, żebym kimś się nie interesowała. Mogę powiedzieć, że wyczuwam po prostu dobrych i złych ludzi. Takich, z którymi nie będę miała "chemii" wyczuwam od razu.
Czasami jest tak, ze dobre intencje ludzie maja wypisane na twarzach.Ale jak mowilam , nie jest to ani zasada ani tez regula. Bywa, ze podswiadomie i intuicyjnie jestesmy w stanie stwierdzic , ze ktos jest godny naszego zaufania. Ale mimo wszystko wiele ryzykujemy. Dlatego mowia, ze trzeba miec przyslowiowe OCZY na okolo GLOWY. Bo to w pewnym sensie jest w stanie nas uchronic przed ew.przykrosciami.
Wolę założyć, że się nie da wyczuć. Niż zaufać komuś obcemu, a potem obudzić z ręką w nocniku.