Cześć wszystkim:)
wiem, że u was pewnie nastroje już świąteczne, ja jednak mam ochotę zamknąć się w domu i czekać na wtorek, kiedy rzucę się w wir pracy i zapomnę o tej niemiłej sytuacji...:( otóż tak jak każdego roku, byłam pewna, że Święta spędzę z moim facetem, jego mamą i kuzynką jego mamy. Niestety zabrakło wśród nas tej przemiłej kobiety - zmarła kilka miesięcy temu. Bardzo to wszyscy przeżyliśmy. Traktowała mnie prawie jak wnuczkę, była dla mnie jak babcia. Potrafiła zjednać sobie ludzi. W tym roku mieliśmy być tylko we troje. Będzie inaczej - bo matka mojego faceta przeżywa jakiś kryzys, nie wiem jak to nazwać. Czy się nie umie pozbierać po tym pogrzebie, nie mam pojęcia. Wydawało mi się, że mnie lubi, nie raz byłyśmy na jakichś zakupach i niejedną kawę wypiłyśmy. Nie wiem, czy to tylko pozory??I święta spędzi z moim M., bo nagle poczuła się samotna. Wiem, ironizuję, ale czy wcześniejsze spotkania nic nie znaczyły?tolerowała mnie na pokaz?nie należy do ludzi, którzy chowają w sobie to co chcą powiedzieć, jest raczej bezpośrednia. Czuję się tak, jakbym była intruzem w życiu matki i syna i że tego syna poniekąd jej zabieram, a pewnego dnia będzie musiało dotrzeć do niej, że ten syn będzie moim mężem. Chociaż w ciągu tych trzech lat zdążyliśmy się naprawdę dobrze poznać, mogłam nie raz nie dwa liczyć na jego matkę i porozmawiać z nią, mam wrażenie, że mimo to jestem obca - tak jakby poznał mnie wczoraj...
Od początku było w zasadzie tak (jestem z nim 3 lata), że ona narzucała własne zdanie i kiedy trzeba było coś zrobić, to mój M. nie mógł mamie odmówić. "Dla świętego spokoju", jak to zawsze mówił. W tym roku jednak miarka się przebrała. Spotkaliśmy się dziś, wszystko fajnie, ale po rozmowie z mamą popsuł mu się nastrój. Od słowa do słowa, bardzo spokojnie zaczęliśmy rozmowę. wyłożyłam kawę na ławę. Facet po 30-tce, żeby wracał o 22 bo tak mamusia każe????? paranoja. Robiła mu jakieś aluzje, a to że nie pomaga w domu, a to coś tam...mam tego dość. Chcę żeby zachował się jak facet w jego wieku i powiedział jej to głośno, a nie robił wiecznie wszystko jak ona rozkaże, żeby mieć "święty spokój". Oczywiście ona wie jak go podejść, bo mieszkają razem. On ma dach nad głową, w zamian za to ma tańczyć jak ona mu zagra. I tak w kółko...zawsze jest wymówka - matka bierze leki, gdyby coś się stało itp...mam dość. Kocham go, wiem, że on mnie też, planujemy ślub jak wyklaruje nam się sytuacja finansowa, ale nie wyobrażam sobie życia z teściową. Co powinnam zrobić? porozmawiać z nią? bo z M. już rozmawiałam, wie co mnie boli i obiecuje to zmienić. Ale jest od niej zależny, bo w firmie ma ciężką sytuację i może stracić z dnia na dzień pracę. Więc byłby na jej utrzymaniu dopóki czegoś by nie znalazł, a znając go znajdzie szybko. Mieszka z nią, musi stosować się do jej reguł...nie wiem który facet miałby tyle cierpliwości...uchhh rozpisałam się ale musiałam to z siebie wyrzucić...jak się zachować w takiej sytuacji?
Obiecał, że z nią porozmawia. Też męczy go ta sytuacja. Jednak mam wrażenie, że nie potrafi się "postawić" matce. Co robić?