Witam serdecznie,
bylam z facetem pol roku..bylo cudownie,dawal mi milosc,bezpieczenstwo,zero powodow o to bym miala jakiekolwiek podejrzenia.Jedynym problemem w Naszym zwiazku była moja chora,urojona zazdrosc wynikajaca z tego ze moj poprzedni zwiazek byl dosc nie ciekawy,byly zdrady,podnoszenie reki wyzwiska ze strony bylego.Z czego teraz wszystko co przezylam wczesniej przelewalam na obecnego chlopaka.:(juz 2 takie akcje z moim udzialem mielismy..ale wracalismy do siebie..niestety w zeszly piatek zrobilam mu jazdy o to ze dodal kolezanke na FB i zaczelam go gnebic tel ze to pewnie jakas jego nowa dupa,ze idzie sie z nia przespac itd...mowil mi ze jestem nienormalna ze moja zazdrosc psuje wszystko,ze dobrze wiem ze tak nie jest itd.ale po moim tel w patek gdzie go gniebilam telefonami powiedzial ze to koniec....zalamalam sie.od piatku nie odbiera ode mnie telefonow,nie odpisuje na smsy...jeszcze w sobote po tym zdazeniu pisalalm z nim na gg,po czym spytalam go czy porozmawiamy na skypie..powiedzial ze ok ze da mi 5 min,z czego 5 min ktore chcial mi dac zamienilo sie w 1,5 godz.byl mily,mowil ze mam byc spokojna bo nie ma nikogo na oku,ze jestem zaraz po jego pracy dla niego wazna..w niedziele do niego znow wydzwanialam jak nienormalna non stop..pisal ze nie moze odebrac bo jest w pracy,ze da mi znac kiedy sie zobaczymy a ja nadal wydzwanialam jak nie z komorki to z tel z pracy..po czym napisal odpier***sie:(ze z czystym sumieniem moze mi powiedziec ze mnie nie kocha:(. ja dalej wydzwanialam..po czym dostalam smsa ze z czystym sumieniem moze mi powiedziec ze mnie nie kocha,ze przeprasza:(w to ze nie kocha nie moge uwiezyc bo w srode bylismy u moich znajomych i mowil ze mnie nigdy nie pusci,a w czwartek gdy bylam u niego normalnie sie zachowywal jak zawsze,mowil ze kocha..kochalismy sie nawet. W niedziele napisalam smsa do niego o spotkanie..napisal ze sie odezwie jak znajdzie czas,ze chce byc sam i chce miec spokoj.W niedziele jeszcze wieczorem do niego probowalam zadzwonic nie odbieral..mial wyl tel a ja juz mialam chore filmy ze pewnie sie z jakas spotkal:(w poniedzialek do mnie zadzwonil pierwszy..mowil ze dzwoni po to by mnie poinformowac ze do pozna pracowal,ze padla mu bateria a nie mial jak naladowac,ze chce mi to powiedziec bo wie ze sie pewnie martwilam i zebym nic sobie nie wkrecala.We wtorek tez sie pierwszy odezwal na gg...pytal czy sie wyspalam,jakie plany na dzien...Ciagle do niego pisze,zapewniam go ze go kocham ze przestane pokazywac swoja zazdrosc a on nic:(pisal ze jak bedzie mial czas to sie ze mna zobaczy,ze rozmowa bedzie tylko formalnoscia:(i tak czekam od tygodnia na spotkanie :(tesknie cholernie za nim:(pisal ze moze spotkamy sie w niedziele (jutro)ale ze musi sie zastanowic.Nie wiem co mam o tym myslec,co robic...Wiem ze jest strasznie uparty ,ale wiem tez,przynajmnej tak mi sie wydaje ze mysli o mnie,ze jemu tez nie jest z tym latwo.moze mysle naiwnie ale juz 2 sytuacje takie byly miedzy nami o moja chora zazdrosc...i potem mowil ze chcial sie odezwac ale chcial mnie jeszcze przytrzymac bym uswiadomila sobie to co robie,zebym pomyslala co moge stracic..a teraz:(widze ze sie zaparl.mam iskierke nadzieii ze jesli dojdzie do spotkania to sie to zmieni,ze moze zmieknie..bo jednak przez ponad pol roku nie da sie o kims tak poprostu zapomniec,o kims z kim sie wiazalo plany itd.:(od piatku caly czas placze ,to dak strasznie boli..dlaczego dopiero jak cos stracimy uswiadamiamy sobie co stracilismy i jakie bledy popelnialismy??:(
Prosze Was Kobietki o pomoc i o madre rady..z gory dziekuje i pozdrawiam:)