Ile siebie pamiętam lubiłam słodycze. Z rodzicami zwykle żartowaliśmy, że dostałam genów dziadka (jak też zresztą ojca), który przed czymś słodkim nadal się nie może utrzymać. Nadal w swoje prawie 80 lat potrafi zjeść tort na obiad (sam jeden), tato w swoim czasie pił zagęszczone mleczko słoiczkami, a ja? Mam ten problem, przyznaję, jestem chocoholikiem.
Tak nie było zawsze, do szesnastki nie konsumowałam aż tyle, a później się zaczęło słodkie życie. Czekolada na gorąco, na zimno, krem czekoladowy w dzbanuszkach, 20 dkg czekolady dziennie? Później wiadome konsekwencje i szlachetne wyrzeczenia ?co najmniej na miesiąc? i po kilku dniach historia się powtarzała. Nie tyłam od czekolady, bo tylko ją też spożywałam, ale zdawałam sobie sprawę, że jeżeli okażę się w dżungli amazońskiej i w pobliżu nie będzie puszczy kakaowej, to po prostu umrę z głodu.
Słowem, uzależnienie i tyle. Co powodowało też wydawanie kosmicznych sum na słodycze, ciągłe problemy z cerą itp. Najmniej atrakcyjne wygląda to z tej perspektywy, że polski ?Wedel? czy ?Milka? robią tyle kasy dzięki mnie jednej, a ja zamiast tego, żeby wziąć i zaprotestować nadal kupuję, konsumuję, cierpię.. ![]()
Otóż to, chwila prawdy. Jak się uniezależnić? Przeryłam cały Internet w poszukiwaniu odpowiedzi na kilka interesujących pytań: jak nie jeść słodyczy, jak nie jeść wieczorem i jak nie jeść wcale. Ostatnie pytanie dodałam tak z ciekawości, może ze względów ekonomicznych. Co do uzależnienia, wpadłam na pomysł, że można jedno uzależnienie wymienić na drugie. Na przykład chocoholika zrobić zakupoholiczką i problem rozwiązany (i niczego nie brakuje). Żartuję oczywiście, wszechwiedzący Internet podpowiedział, że najlepsze rezultaty osiąga się z zastosowaniem środków psychologicznych i przez trenowanie woli: gdy chcesz słodyczy powiedz ?za 10 minut?, gdy minie jeszcze za 10 i tak kontynuuj aż się odechce. Pomyśl, że jak zjesz to od razu utyjesz na 1 kilogram (pesymistycznie, ale skutecznie), noś zdjęcie potwornie grubej kobiety i patrz w momencie, gdy masz ochotę na czekoladę ( nie działa, swoją drogą robię wprost przeciwnie, mam zdjęcia bardzo pięknych kobiet, które wyjmuję i mówię sobie: ?masz tak samo silną wolę jak one, potrafisz się powstrzymać, czekolada przychodzi i wychodzi, a ty zostajesz..?)
Macie jakieś jeszcze twórcze pomysły, żeby się uniezależnić? W końcu sztuczki najlepiej jest zmieniać, wtedy są najbardziej skuteczne ?
Podobne tematy
polecałabym wizytę u psychologa. On najlepiej doradzi co zrobić, pokieruje Tobą dalej.
skoro są psychologowie prowadzący terapię uzależnień od alkoholu to może poradzą sobie i z Twoim problemem? powodzenia.
A może tak Cię do tego ciągnie bo tak bardzo z tym walczysz? Może odpuść sobie na kilka miesięcy. Zapomnij o tym temacie. Zajmij się szkołą, pracą, znajomymi, wyjściami. Staraj się nie mieć wolnego, niezorganizowanego czasu. Śmiej się, baw i dobrze spędzaj czas. Moim zdaniem te racje czekoladowe same się zmniejszą. Nie zakładaj po prostu, że czekolada ma całkowicie zniknąć z Twojego życia. Z drugiej stron, dlaczego niby miałoby tak być? Zaprzyjaźnij się z nią, wtedy przestanie Ci szkodzić (tu mam na myśli też napady apetytu na czekoladę). Pamiętaj, że masz wsparcie innych ludzi, którzy na codzień zmakają się z uzależnieniami.
Myślę, że to racjonalne
chyba tak, też się udało