Witam wszystkie osoby, które zajrzały do mojego wpisu.
To mój pierwszy wpis, jednakże na forum zaglądam od dłuższego czasu szukając rozwiązań na własne problemy. Czasem się udawało, czasem nie i właśnie temu piszę.
Mój problem polega na mojej własnej osobie. Nie wiem czy w dobrym miejscu umieszczam wpis, jeśli nie - wybaczcie nowicjuszce. Jak już wspomniałam wszystko tyczy się mojej osoby.
Mam 25 lat, właśnie kończę studia, mieszkam na stancji, na której poznałam mojego TŻ. Przyznam się, że na początku zanim zaczęliśmy ze sobą być nasze spotkania były miłe, cudowne itp, ale nie będę ukrywać, że kilka dni po pierwszym spotkaniu wylądowaliśmy w łóżku. Po wielu trudach zostaliśmy parą i jak w każdym związku pojawiały się kłótnie i sprzeczki, o mniej lub bardziej ważne sprawy. Z mojej strony były krzyki, płacz, lament i rzucanie czym popadnie aby tylko TŻ nie uderzyć. Z jego stoicki spokój. Za każdym razem po moim wybuchu złości rozmawialiśmy spokojnie i dochodziliśmy do kompromisów. Potem było kilka dni spokoju, super sex i znowu coś komuś nie pasowało i wybuchała kłótnia. Teraz kiedy można powiedzieć jest dobrze wystarczy moja zamyślona mina a słyszę "czy mogę przestać robić takie miny, jakbyś strzeliła focha, lamentowała itp". Raz puściły mi nerwy i uderzyłam go w twarz, do dnia dzisiejszego mam wyrzuty, a on... Zamiast się odwrócić i zakończyć związek został mówiąc, że mnie kocha i tak łatwo się nie podda, mimo że czasem brakuje mu sił.
Nie tylko jemu. Ja czasem mam również wrażenie, że to nie dla mnie. Nasz związek opiera się na codziennych spotkaniach, podczas których oboje siedzimy na kanapie i oglądamy z innymi współlokatorami TV lub film na kompie. Nie wchodzimy nigdzie, bo TŻ jest tak zmęczony po pracy, że nie ma na nic ochoty, tylko by w domu posiedział. I do tego te kłótnie - wiele razy powtarzałam mu, że nie jestem dobrą partią dla niego, ale jak grochem o ścianę.
Nie chce go stracić, jednak czasami mam ochotę uciec od tego wszystkiego i wrócić do momentów początku naszej znajomości, kiedy było tak pięknie.
Wiem, jestem nerwowcem, ale nie wiem co robić. Może wyniosłam to z domu rodzinnego, w którym rodzice kłócili się na temat zdrady ojca i rozwodu, a potem mama była zbyt zapracowana by mnie zauważać? Nie wiem co robić... Temu poszukuje pomocy tutaj, Wy jesteście mądrymi osobami. Proszę pomóżcie mi, co mam zrobić by znowu byc taką dobrą osobą jak kiedyś dla mojego TŻ. Kocham go i nie chce stracić
A czuje jakby to było jakieś wypalenie, czasem nie mam ochoty na związek z nim, a czasem potrzebuje tego jak powietrza. Często wynika to z nastawienia jego osoby do mnie, czasem jest taki kochany a czasem ma mnie szeroko...