Witam Was.
znalazłam się tutaj bo szczerze mówiąc nie bardzo wiem co mam myśleć. Chociaż ciężko się myśli pod wpływem takich emocji, a one pewnie długo będą mnie męczyć.
Ale do rzeczy.
Kiedyś byłam z kimś. to było jakieś 7 lat temu. Było ok, choć z mojej strony nie była to jakaś wielka płomienna miłość, owszem czułam coś więcej niż do przyjaciela, było ok, on miły, czuły, opiekuńczy, zakochany. Po około 2 latach życie nas rozdzieliło. Tak wyszło. On to zrozumiał, czasem kariera bywa ważniejsza.
Po 5 latach wróciłam do naszego miasta.
Jakoś przypadkiem wpadliśmy na siebie, potem zaczęły się kontakty na gg, maile itd. Nic poważnego. Czasem potrzebowałam jego pomocy (ma taka pracę, że w razie potrzeby w życiu prywatny mógł pomoc). Ale nasze kontakty od początku ograniczały się do przyjacielskich. Ja czułam, ze tak jest lepiej i tyle. On czasem coś wspominał, ze nie ma i nie będzie drugiej takiej jak ja, ze gdybym chciała, ale zbywałam to śmiechem i dalej spotykaliśmy się na kawie.
Nagle w tym roku jakoś tak wszystko przyśpieszyło. On mi przypomniał, że od grudnia "winna" mu jestem spotkanie. W końcu znalazłam chwilkę, piątek wieczorem. około 2 tygodni temu. Było miło, bardziej niż kiedyś, wesoło, poflirtowaliśmy, czego nie robiliśmy ostatnio, poczułam, że coś się zmieniło. we mnie. że inaczej na niego patrzę. Umówiliśmy się na spotkanie w czwartek wieczorem.
W weekend chodziłam lekko rozkojarzona, tak jakbym się zakochała, to było miłe uczucie.
Pamiętam, ze nawet mu to napisałam w weekend na gg, myśląc, ze jak przyjdzie rano do pracy to będzie mieć mila niespodziankę na nowy tydzień. Hmmm... odpowiedz była dość enigmatyczna, jedna buźka wysyłają całuska i nic więcej. Odczekałam z godzinę i zaczęłam rozmawiać jakby nigdy nic, ale lekko sie przekomarzając, nagle w połowie dnia zamilkł. no coż praca - pomyślałam. Na koniec dniówki dostalam kilka emotke z pozegnaniem i nic wiecej. Lekko zniesmaczona, zajęłam się swoja pracą ale cały czas nie dawał mi to spokoju. Założyłam, ze znam go na tyle, ze mogę napisać prosto z mostu. Spytalam czy teraz bedzie mnie tak traktował: emotke na dzien dobry, emotke na do widzenia i koniec. wiec jezeli tak to moze od razu napisze dzien dobry i do wiedzenia rano - zaoszczedzi sobie czas. I ze jak jestem tak wyjatkowa to niech mnie tak traktuje a nie olewa bo nie mam na to ani czasu ani sily ani ochoty i jak mamy byc razem to badzmy na powaznie a nie jak dzieci.
I od tego dnia cisza.
Nie odzywa sie. Napisałam kilka dni później smsa z pytaniem czym sobie zasłużyłam na ta cisze. Nie odpisał.
Kiedyś mowil mi jak on zrywa z kobietami. To znaczy nie powiedział jak, ale powiedział, ze ma taka metoda, ze jak jakaś go wkurzy to robi sie wyjątkowo niemiły i ona sama odchodzi.
domyślam sie, że to jest ta jego meteoda. Że wlasnie nia zostalam potraktowana, pomijam, ze to co on zrobil to nie jest bycie nie miłym tylko uciekanie - czyli zachowuje sie jak dziecko (chyba powinnam napisać, ze jak gówniarz, ale staram sie nie używać brzydkich slow) ale co ja takiego zrobiłam? Bo byłam szczera?
No coz, nie jestem kobieta, ktora pod wplywem faceta daje soba manipulowac, nie jestem typem uleglej niewolnicy i on o tym wie, wiec co jest grane?
Mam zadzwonic i spytac sie? Obawiam sie, ze jak zobaczy moj nr tel to nie odbierze.
Aktualnie na tym etapie, nie stracilam zbyt wiele, nie rozpaczam z miłosci, ale czuje sie jakbym dostała po łapach linija bo sie wychyliłam za bardzo....
Jesteśmy dorosli, oboje mamy sporo ciezkich przezyc za soba, mamy dobrze po 30 stce, a raczej pod 40stke wiec wypadaloby zachowywac sie jak dorosły.
Co mam z tym zrobic? Zostawic takie ponizenie i czekac az ta zlosc co mnie rozsadza kiedys przejdzie?