Mam pewien problem. Otóż zastanawiam się nad tym, czy nie jestem czasem zbyt zazdrosna.
Ja i mój facet przeżywaliśmy ostatnio kryzys. Najpierw ja chciałam odejść, potem on. Ostatecznie doszliśmy do porozumienia ale nie jest już tak jak było. Wcześniej on starał się, okazywał mi uczucia, spędzał ze mną czas, a teraz... Wszystko na odwrót. Nie czuję się winna tej sytuacji, nic złego mu nie zrobiłam, ale on uważa, że go ograniczam i kontroluję. Jego zdaniem objawów jest kilka: nie pozwalam mu spotykać się z kolegami i z koleżankami, nie pozwalam mu się upić, za dużo czasu spędzamy razem itp. Z mojej strony wygląda to tak: nie odpowiadają mi jego co tygodniowe imprezki do 4 nad ranem, zakrapiane alkoholem, umawianie się z koleżanką (cały czas tą samą) do parku i do kawiarni, pisanie z nią całymi dniami (do mnie ani razu albo z łaski), ciągłe gadanie o koleżankach z pracy i smsy typu "gdyby nie koleżanka to umarłbym z nudów" albo "nie przychodź do mnie do pracy bo będziesz zazdrosna". Pomijam już fakt kolegów, dla których wiecznie ma czas i wyjeżdża z nimi nawet za granicę, nie pytając mnie o zdanie tylko sucho informując i zbywając mnie gdy to ja chce z nim gdzieś wyjechać. Wiem, że ta sytuacja jest spowodowana kryzysem i tym, że prosiłam, by dał nam szansę. On uważa, że to wszystko moja wina, bo go odizolowałam od świata i musi minąć trochę czasu zanim będzie mnie traktować normalnie. Ja winna się nie czuję, ponieważ jak mówią moi znajomi, to on odizolował mnie od wszystkich a teraz wróciłam do świata żywych. I taka jest prawda. Nie wiem, co mam robić, irytuje mnie takie zachowanie i boli, nie czuję się szczęśliwa i bezpieczna przez to. Ciągle mam zły humor. Dla mnie związek to kompromisy a nie że musi być tak jak on chce. Wpada ze skrajności w skrajność. Najpierw zamknął mnie w złotej klatce, przyzwyczaił do tego a teraz ma czas dla wszystkich a dla mnie wcale i denerwuje mnie jeszcze ciągle. Ja jestem nienormalna jakaś czy on, bo już różne mam myśli? Proszę o rady.