witam wszystkich,
jestem nowa na tym forum...
historia moja jest typowa-zdradzil mnie maz po 10 latach malzenstwa. Maz ktory byl wzorem cnot wszelkich. Wzorowy tata ,wzorowy maz,wzorowy pracownik ,wzorowy przyjaciel same achy echy. Pewnego dnia wszystko zaczelo sie zmieniac. Stal sie tajemniczy ,wieczorami wychodzil na silownie ,zaczal o siebie ekstremalnie dbac (kupowal sam sobie bielizne!) oczywiscie ja glupiatko myslalam, ze przechodzi jakis tam sobie kryzys wieku sredniego i potrzebuje troche swobody od domu, dzieci, zony.
Maz mial romans z kolezanka z pracy przez ok 3 miesiace w koncu roku 2009.Kiedy wszystko wyszlo na jaw(maz kochanki przejzal jej telefon i znalazl sprosne sms-y) moje zycie przewrocilo sie do gory nogami. Mamy 3 malych dzieci i wiedzialam od samego poczatku ze dla nich bede walczyc o to malzenstwo. Moj maz wrocil do domu jak przyslowiowy pies z podkulonym ogonem. Przez kilka miesiecy przeszlam pieklo polaczone z niebem. chwilami bylo cudownie jak nigdy przed zdrada a chwilami truje sie mysla ze nigdy nie bedzie tak samo.minal rok i dzisiaj mam potwornego dola czy ja dobrze robie ze z nim jestem czy ja nie ludze sie sama mysla o tym ze wszystko jest ok. bo chce zeby bylo ok. .... przeciez kiedys tez myslalam ze to tylko kryzys wieku sredniego... boze ten chaos w glowie jest chyba najgorszy...kiedy to przejdzie?
Podobne tematy
witaj..
czy kiedykolwiek przejdzie?
nie wiem...
nie zapomnisz...ale moze kiedyś wybaczysz...
bardzo mało szczegółów napisałaś o swoim związku...
wrócił bo???
Chciał tego?
prosił Cię o To?
czy rozmawialiscie o Tym dlaczego to zrobił?
To wszystko jest ważne...bardzo ważne..
I ty Czy masz kogoś bliskiego z kim mogłabyś porozmawiać..?
mieszkam w U.S tak wiec nie mam zbyt wielu przyjaciol ,a juz na pewno nie takich na cale zycie.
poza tym jesli najblizsza osoba oszukuje cie tak okrutnie to potem nie masz zaufania do calego swiata.
Dlatego tez szukam pomocy na necie ![]()
Po calej historii maz zerwal z nia kontakt niemalze automatycznie. narobilam rabanu u nich w pracy i powiedzialam szefowi ze ma sobie wybrac ktore z nich zostaje. wybral mojego meza. mezowi postawilam ultimatum,ze zadnych sms-ow pozegnalnych ,zadnego kontaktu ,ze jedno jego podtkniecie to pozegnanie dla naszego malzenstwa.
w czasie tego romansu powtarzal mi caly czas ze cokolwiek by sie nie dzialo to zebym pamietala ze bardzo mnie kocha
teraz twierdzi ze nie wie co sie stalo ,ze ona go omamila ,ze nigdy wczesniej zadna obca baba nie wpajala mu jaki to on pracowity jest jaki wspanialy itp itd. U nas w domu ja jestem strazniczka ogniska domowego to ja ucze dzieci wszelkich wartosci i zasad to ja mowie co dobre a co nie. Nawet moj E. obrywal niejedna lekcje moralizatorska. Kochanica z koleji to pani frywolna i wolna. Luzik w zyciu i mysleniu.
Moj E. mowi ze mu to zaimponowalo ,ze taki luzik. Mowi tez, ze tylko ja wyszlam z tego balaganu z twarza, ze tylko moje zasady sa gora i zebym sie tego trzymala bo warto byc 'czystym'. Przy tym dodam ze nic mi nie brakuje jako kobiecie , dbam o siebie , mimo trojki dzieci nie zapuscilam sie, pracuje dwa dni w tygodniu.
Ostatnio E. sie zle czuje. Twierdzi ze boli go glowa ze jest wiecznie zmeczony. A mnie to przyprawia o gesia skorke. Bo nie mysle ze moze byc z nim cos zle tylko ze znowu sciemnia. Sama nie wiem co myslec.
wydawalo mi sie ze wybaczylam juz dawno ale chyba tak nie jest.... czasem mysle zeby odejsc i nie meczyc sie juz.
Witaj!
cóz za podobna historia. wzorowy mąż, ojciec, zawsze zakochany i kochający. A jaki zasadniczy w poglądach na świat, zdradzę uczucia.. I nagle sie okazało, że ten mój zasadniczy mąż jest taki, jak wszyscy. Nie wie, czemu, co go opętało, było latwo... i tak dalej i tak dalej. Wszystkie to znacie.
U mnie minął rok, odkąd się dowiedziałam.
Kiedy ostatnio we mnie się zebrało, żeby wylewać żale i powiedziałam, że nie wierzę, że jakikolwiek facet jest ponad to, że jakikolwiek facet nie skorzystałby z okazcji to wiesz, co mi powiedział???, że to prawda.
Co mam po roku.
1. troskliwego męża, ale takiego miałam zawsze - może bardziej przeczulonego na punkcie moich nastrojów, humorów, potrzeb - i tak powinno być
2. złamane serce - brak wiary w przyszłośc, ufność, poczucie, że wszystko jest palcem na wodzie pisane, że nigdy nie zaufam, że juz nie potrafię tak kochać, że skończyły się dobre czasy w moim życiu, kiedy czułam, że zawsze, przy najgorszym, jest gdzies moja opoka
3. mam wrażenie że dorosłam, skończyła się moja naiwność, wiara. życie jest jakie jest i nic wielkiego sie tutaj nie kryje. jakieś wartości? spełnienia? ehhehe
4. odkryłam - nie to nieprawda, nie mog lam odkryć czegoś, czego nigdy nie miałam w sobie - cokolwiek mnie spotykało. nawet, gdy w piątym miesiący poroniłam upragnione dziecko, pozostało we mnie poczucie, że świat mnie nie opuści, że widocznie tak miało być, że wszystko bedzie dobrze - teraz pozostała bezradnośc i beznadzieja... - no więc nie odkryłam, ale dopuściłam do siebie zło, złość, agresję nienawiść. Wyobrażacie sobie? nagle człowiek zaciska pięsci, w jego sercu czai sie kłebowisko złych czarnych jadowitych żmij i chcę krzyczeć, ranić, nienawidzić z głębi serca... to nie ja. to ktoś, kogo nie znam i nie rozumiem
jaka zostanę? co we mnie zostanie? co czuję?
czy wybaczyłam? a co to ma do rzeczy?.. godze się na każdy kolejny dzień a to bardzo wiele
czy ufam? nie i nie zaufam - kurcze byłam taką wyjątkową żoną, tolerancyjną, otwartą - rozumiecie małzonek na męskich wyjazdach na nartach, pełna otwrtość, zaufanie wiara.. a teraz - mój szanowny ma taką zonę jak wszyscy - podejrzliwą, zazdrosną, reagująca wybuchami, jak tylko usłyszy komentarz o jakies spódniczce, nie pozwalającą wychodzić z kuplami, .. fajnie ma teraz nie? kiedys mu powiedziałam.. widzocznie chciałes mieć jak wszyscy - małostkową, o niskim poczucie własnej wartości i zaufaniu zonę...
Jaka jestem teraz? jak za mgłą, rzeczy mnie dotykają, ale nie dotyczą,zdystansowaną...
jak sobie radzicie rok po zdradzie?
ja nie wiem,
wiem, że nadchodza kolejne dni
wiem, że świat się toczy
wiem, że mam wiele dobrych chwil w codzienności i z moim męzem oczywiście też
nie chce innego życia, nie chce kończyć tego i zaczynac nowego. jego zdrada przekłada się na oczywiste myslenie, że nikogo lepszego nie spotkam hehehe!!!;) to on był ten najlepszy zawsze, a okazał się - przepraszam, takim samym sukin..., gnojkiem i debilem jak WSZYSCY faceci (nigdy nie myslałam, że wszyscy faceci to dno, teraz jestem o tym przekonana....)
patrze na niego realnie - słaby człowiek, popełnił błąd, zranił mnie - ale nie jestesmy bogami ani herosami, każdy z nas ma prawo do słabości, głupot, błędów - musiałam się nauczyć to prawo dac tez jemu.
Ale wiecie co?? nic juz nie będzie takie samo. juz zawsze będzie CIUT GORZEj -to cytat z jednego z moich ulubionych filmów...
to ciut gorzej to nadal moje zycie i moja codziennośc i to akcpetuję
ale mam żal, że nie potrzebowałam tej wiedzy i tych uczuć, które czuje teraz...
i moge płynąc przez dni... ale wystarczy coś, to wyzwala we mnie taką ostra nienawiśc i żal... a jak tego nie wyładuje, to jak robak toczy mnie to we wnętrzu...
czasami myślę sobie, że nie dam rady tak zyć. że ten ból, cierpienie, nienawiść, złość, chęć zemsty, brak wiary - to coś, co mnie zabija, niszczy. że w końcxu okaże się, że ta słabośc przerodzi się w jakieś choróbsko. bo jak mozna zyć i byc zdrowym, jak nasza psychika odrzuca zasadnośc naszego zycia?
.... czasem mysle zeby odejsc i nie meczyc sie juz.
wiesz, co ja o tym myślę?
kiedy jest mi źle, i myslę, czy dovbrze zrobiłam zostając i walcząć, to analizuję, ile razy z dna rozpaczy, żalu i bólu wyszłam dzięki niemu. dzieki jego spojrzeniu, opiece, temu, że w tych trudnych momentach był przy mnie, zapewnił po raz setny o swojej miłości, o tym, że będzie o mnie walczył, że on sie nie podda, że naprawi wszystkie krzywdy i juz nigdy mnie nie skrzywdzi. Bo wiesz? myslę sobie, co bym zrobiła, gdybym była sama i nie byłoby obok nikogo, kto niekoniecznie rozumiałby moje uczucia. ale kto w pełni akcpetowałby to co czuję....
Bo wiem, że w całym bólu, cierpieniu, stracie, jest tak, że bez niego zostałabym z poczuciem kompletnej pustki, samotności i bycia przegraną, bezwartościąwą. teraz jestem zraniona, upokorzona i zła. Ale czemu mam przez to przechodzić sama? to razem musimy sie męczyć, żeby wyjśc na ludzi, rozumiesz?? ani ja nie chcę zostać kłebkiem opuszczonej rozpaczy, ani on zostać oficjalnie tym złym..
Kurcze - wiesz, jak to się stało, to zadałam sobie pytanie - ja wiem, że był głupi, bezmyslny, tępy i tak dalej... ale czy to przekresla wszystko, co przeszlismy przez 12 wspólnych lat??
czy mam prawo przekreslac go, jako człowieka? czy ktoś, kogo tak kochałam kto zapewnił mi tyle dobrych uczuć, bliskości i intymności - nie zasługuje na druga szansę? bo jak nie on.. to kto? kto inny widział mnie codziennie - ladną i brzydką, interesująca i nudną, kto inny kłocił się ze mną o zostawiany przeze mnie bałagan, a mimo to zawsze z usmiechem - albo chociaż ze zrezygnowanym westchnięciem - przyjmował moje dziwiactwa. Ile małych złych chwil przeslismy razem, a ile dobrych? a gdy mimo to patrzymy na siebie i udaje nam się cieszyć z tego samego, przezywac coś wspólnie- to co więcej może ci dac bycie z innym człowiekiem?
kto - mimo że zna mnie w dobrych i złych chwilach
więc czy on nie zasługuje na szansę? czy ja nie zasługuję na szansę?
7 2011-02-04 19:21:45 Ostatnio edytowany przez DORIS2727 (2011-02-04 21:15:19)
Olinderko -pięknie to napisałaś...dokładnie tak..wszyscy jesteśmy tylko ludzmi..więc czy warto wszystko przekreślić...tyle jednak pięknych lat...wspomnień...?
Pewnie nigdy o Tym nie zapomnicie...ale ...napewno już wybaczyłyście...
Olinderka
wiesz, tak czytajac Cie to wszystko mi sie zgadza. Piszesz,ze czasem ogarnia cie niezmierzona zlosc ,to chyba bardzo normalne bo ja tez tak mam. Napelne sie nia jak balonik, a potem sacze sie nia i dopoki E. wroci z pracy, przytuli i powie magiczne 'hej ,juz jest ok'
Nie przeraza cie czasem ze jestesmy tak od nich uzaleznione emocjonalnie, ze tak bardzo ich kochamy ,ze tyle jestesmy w stanie dla nich przezyc?
Placzesz czesto jeszcze z tego powodu? Czy juz rzadziej?
Czasem mam tyle energii, ze moglabym gory przenosic,ale ostatnio doluje mnie rzeczywistosc.
Nie masz tak ,ze po calym tym mentlkiu czujesz w sobie taka dume z samej siebie ze jestes w stanie wybaczyc okrucienstwo zdrady ,ze mimo wszystko czujesz taka cicha wygrana? W naszym malzenstwie przejawial sie watek mnie jako tej zdradzajacej, bo jestem atrakcyjna ,bo jestem barmanka ,bo mam wysokie oczekiwania ,bo jestem niestabilna emocjonalnie. Nawet na poczatku mojej pracy w barze jakies 8 lat temu rodzina jego oskarzala mnie o jakies romanse. POwiedzialam mu wtedy ze zdradzic mozna gdziekolwiek i byle z kim i przylepianie mi etykietki puszczalskiej tylko dlatego ze pracuje w barze jest dla mnie krzywdzace i ponizajace. Dlatego tez czuje gdzies w glebi duszy troche (moze glupio zabrzmi) satysfakcji.
Ja wierze ,ze tak mialo byc ,ze to nas mialo czegos nauczyc ,nie tylko nas jako kobiet ale przede wszystkim ich jako mezczyzn-mezow.
czasem trzeba dotknac dna zeby moc ujrzec prawdziwego siebie.
Mnie nurtuje jedno -skoro byl z nia 3 m-ce czy to moze byc mowa o zakochaniu? on twierdzi ze nie ,ale czy tak jest czy sam chce w to wierzyc to juz sa pytania bez odpowiedzi
Dziewczyny, teraz juz z gorki. Najgorsze za wami. Ja jestem poltora roku po zdradzie. Zaczynam czuc sie naprawde dobrze. Obok mnie zyje czlowiek, ktory przez te poltora roku wyznal mi milosc wiecej razy niz przez 18 lat, i to nie w byle jaki sposob. Jakby odkryl mnie na nowo. A ja wciaz nie umiem sie z tego cieszyc. Moje sercr tak dlugo bylo puste, jakby martwe. Ale ostatnie kilka tygodni jest lepiej. Nawet zaczynam czuc, jak moje serce znow budzi sie do zycia, jak kolacze w nim milosc do meza. Z dnia na dzien jest coraz lepiej. I bedzie. W moim sercu juz zawsze bedzie kawalek miejsca, do ktorego on nigdy nie bedzie mial wtepu, taki margines bezpieczenstwa. Ale moje serce jest duze. Wasze tez.
Pięknie dziewczyny piszecie i trochę Wam zazdroszczę bo ja rok temu po 10 latach związku mając małe bo 6 letnie dziecko nie wytrzymałam wiadomości o zdradzie i rozstałam się , dręczy mnie to do tej pory ta zdrada i myśl , że mogłoby się to powtórzyć . Czasami myślę , że mam jakąś chorobę psychiczną , jakieś obsesje . Pozdrawiam .
11 2011-02-06 17:22:59 Ostatnio edytowany przez zbuntowana żona (2011-02-06 17:32:12)
Ja wybaczyłam zdradę,puściłam męża na 3 miesiace za granicę..tak pracował 2 lata:co trzy miesiące ja z dzieckiem u niego na miesiąc,potem on w domu..uważałam,ze hotel to nie miejsce do wychowywania dziecka-co weekend pijaństwo i wogóle,mąż też mi mówił,z e póki co nie ma szans na zmianę pracy..wierzyłam..bo ,kochałam...bo,było dziecko dla którego warto było w to wszystko wierzyć...
Parę miesiecy temu nie wytrzymałam i dałam ultimatum:że ja tak dłużej nie mogę żyć na odległość,że albo nas ściągnie albo to już koniec!!po miesiącu zaczęło sie psuć:mąż był za granicą,ja w polsce,kłociliśmy sie na odległość..wkońcu wyniosłam się z mieszkania,poszłam do pracy,dałam dziecko do przedszkola,pomagali mi rodzice..pomyślałam,że może jak wróci przed świętami do pustego mieszkania ,to coś do niego dotrze...
Poszłam do pracy,dzieckiem zajęli mi się rodzice na czas mojej pracy(10godz)
mąż wrócił na święta,wróciłam z dzieckiem do mieszkania,mąż sie zajmował dzieckiem,ja pracowałam,myślałam,że rozmawiając ze sobą wszystko sobie wyjaśniliśmy,że obojgu zależy nam na uśmiechu dziecka,że jak pozałatwiam sprawy w polsce,to wkońcu do niego pojedziemy,będziemy razem...
Nigdy nie ograniczałam męża:chciał jechać za granicę-pojechał..chciał się tam uczyć-uczył się..chciał zmienić auto(choć za kredyt)-zmienił..a ja czekałam z dzieckiem w polsce i wierzyłam...
mąż wrócił po nowym roku do pracy i zaczęły mi się kłopoty:coraz rzadziej dzwonił,tłumaczył się lepszą pracą,chęcią odłożenia na nasz przyjazd...
aż wkońcu dotarły do mnie plotki,że mój mąż mieszka u kochanki..nawet nie zaprzeczał..ani też sie nie tłumaczył...
Już do mnie nie dzwoni,tylko pisze służbowo..a najlepsze jest to,że nie wiem gdzie mieszka,zaciera ślady..nie wiedziałabym gdzie nawet wysłać pisma sądowe itp.
Do tej pory nie miałam czego podejrzewać:wypłata wpływała na konto,dzwonił do dziecka codziennie na skejpa,a jeśli nie-to dzwonił chociaż na chwilkę na telefon,niby stał sie milszy dla mnie,dostawałam miłe smsy,interesował się jak nam minął dzień ...
Wybaczyłam,chciałam wierzyć,ratować małżeństwo ,bo jest dla kogo..na wszelkie sposoby..a dostałam kolejną zdradę..
Zostaję z dzieckiem,wróciłam do rodziców..ze stertą niepozałatwianych spraw,wspólnym kredytem ,bo i konto mieliśmy wspólne..nie wiem nawet gdzie mój mąż mieszka,kiedy przyjedzie(bo kim ona jest,to tego nie chce wiedzieć!!)..
Zostałam bez pracy(bo po nowym roku mnie zwolniono),bez grosza odłożonego na taką podłą ewentualność...
Rozmawiałam o tym co czuję z koleżanką ,zapytała mnie czy gdyby mój mąż jednak się opamietał to czy bym mu dała szansę,a ja odpowiedziam,że NIE!!! ZA DUŻO MNIE TO KOSZTOWAŁO..A JA PO TYM WSZYSTKIM ZASŁUGUJĘ NA SZACUNEK:JEŚLI NIE FACETA,TO CHOCIAŻ SWÓJ!!!5LAT ROBIŁAM WSZYSTKO DLA MOJEGO MĘŻA,ODKŁADAJĄC SWOJE MARZENIA NA ,,PÓŹNIEJ"..MOŻE I MAŁO KOCHAM MĘŻA,RODZINĘ,ŻEBY DAĆ JESZCZE SZANSĘ?
MOŻE BOJĘ SIĘ ,JAK PISZE erra ,kolejnej zdrady i to stało się moją obsesją???
WOLĘ BYĆ SAMA,ZACZYNAĆ ZNOWU OD ZERA,CHOĆ Z DZIECKIEM,NIŻ KOLEJNY RAZ CIERPIEĆ!!!
Czytałam sobie inne posty..fajnie,że te kobiety umieją przebaczać,są razem ze swoimi mężami/partnerami,na codzień próbują odnaleźć uczucie albo pokochać inaczej..ja choć tego chciałam,nie dostałam naprawde.MĄŻ za moimi plecami wybrał inne życie,nie składając nawet jeszcze pozwu,będąc jeszcze moim mężem...
Może byłam za mało stanowcza,a może za bardzo kochałam męża i dziecko ,a nie kochałam siebie?
12 2011-02-06 17:25:31 Ostatnio edytowany przez Idela (2011-02-06 17:27:44)
aż się boję napisać
5 lat po zdradzie
pierwszy rok był koszmarem
potem psychoterapia, która trwa do dziś, ale temat zdrady w niej dawno zamknięty
Nie ma co, to zawsze będzie w życiu obecne, szczególnie jeśli zostałyśmy ze "spiritus moven" naszego stanu ducha. Ale to jest droga wznosząca. Czasem kroczenie po niej jest mozolne, ale czy wcześniej było Wam lżej? Dacie radę, nie zapominajcie o sobie.
Przypominajcie sobie co jest ważne dla Was w życiu i dlaczego to Wy same ;-)
Ja tak staram się brnąć i jakoś mi lżej z roku na rok.
choć bywają i chwile zwątpienia, ale one kiedyś też były, tylko z innych powodów...
ps. zapomniałam dodać, że droga wznosząca - to znaczy, że jest coraz jaśniej i przewiewniej i lepsze widoki i w sercu jakoś tak lżej. Głowa do góry, bo jak się wspinamy, to nie można gapić się w dół!
Ja po roku czuję się dziwnie, mam coś takiego , że jak jestem sama to chciałabym żeby wrócił a kiedy się widzimy (chodzi o dziecko) tak bardzo Go nienawidzę , że nawet nie mogę z nim normalnie rozmawiać . Pewnie kwalifikuję się do psychiatry .
Ach, skad ja to znam. Dopiero po 16 miesiacach moja psychika zaczela odpuszczac. Przez ten czas, co ym nie robila, moje mysli wracaly tylko do tego jednego, zal, smutek, zlosc, nienawisc, obrzydzenie... Wszystko wymieszane razem. Jakbym siedziela na wulkanie, nigdy nie wiedzialam, kiedy wybuchnie. Moj maz mogl byc slodki jak miod na tylku, a i tak krater sie otwieral i wyrzucal na zewnatrz lawine niepochamowanej zlosci. Bywaly chwile, ze moglabym walic glowa w sciane, aby tylko przestala myslec, abym mogla sie skupic na czyms innym. Gdyby ktos powiedzial, ze to pomoze, nie zawachalabym sie nawet na chwile.
Czy jestem gotowa wybaczyc? Nie wiem, czy kiedys minie dostatecznie duzo czasu. Chcialabym. Chcialabymbym moc wybaczyc dla siebie, zeby w moje serce nie saczyl sie jad, zaeby moje uczucia mogly byc czyste. moja milosc nigdy nie bedzie taka, jak przed tym. Moje serce i rozu juz zawsze beda w stanie gotowosci. Ale to nie znaczy, ze jeszcze nie moze byc dobrze. Gdybym nie miala tej wiary, nie byloby sensu tego ciagnac. Druga strona medalu - nie ma miejsce na druga pomylke. Najmniejsze podejrzenie - pakuje walizke, zabieram dzieci, wylaczam telefon. Ale jestem z tych, co nie zamartwiaja sie na wyrost.
Czy zdrada sie powtorzy? Nie wiem. Czy jak odejde to bede miala gwarancje, ze nie spotka mnie to drugi raz? Nie sadze. Obie drogi prowadza na manowce, a raczej w nieznane. Dzis lapie sie na tym, ze udaje mi sie nie myslec o tej zdradzie nawet kilka godzin w ciagu dnia. Przyjmuje te godziny jak dar niebios i ciesze sie nimi. Znow czuje cieplo slonca na twarzy i wiatr we wlosach, znow zaczynam cieszyc sie zyciem. Kryzysy napewno beda przychodzic, ale nie na dlugo.
witaj..
czy kiedykolwiek przejdzie?
nie wiem...
nie zapomnisz...ale moze kiedyś wybaczysz...
Jak to z Wami jest? Wybaczacie ale nie zapominacie? Czym się różnią kobiety od facetów pod względem wybaczania zdrady?
Jestem 2lata po zdradzie i jednocześnie po końcu 3letniego związku, narzeczeństwa.
Obecnie mam nowego partnera, czuję, że to moja zaginiona druga połówka
Wybaczyłam, prawie zapomniałam [tzn mam świadomość co ex mi zrobił, ale raczej o tym nie myślę] Szykuję się do ślubu z nowym partnerem, kocham Go. I mimo, że 2 lata temu zawalił się mój świat to cieszę się, że tak się stało, że odeszłam. Teraz buduję nowy świat
To fajne uczucie, tak jakby odciąć sobie linę, na której ciąży kamień. Nie muszę się martwić czy znów zdradzi, czy naprawdę tak kocha, czy tylko próbuje się przymilić bo go już nie ma. Jest ktoś nowy i odkrywam zupełnie inną osobowość. Choć szczerze powiem, że nie wiem co by było gdybym z ex miała np 20lat stażu i kilkoro dzieci. Nie wiem czy bym odeszła ze względu na pociechy, na szczęście zdrada wyszła przed ślubem.
zbuntowana zono - ja ,myslę, że my wyszłyśmy z innej pozycji, kiedy dowiedziałyśmy sie o zdradzie.jesteś z trudnego związku, gdzie miałaś pewnie więcej samotności niż takiego poczucia, że ktoś jest obokj, cię wspiera, akceptuje i kocha...Nie dziwię Ci się - wszystko ma swoje granice. Masz prawo żyć w godności, poszanowaniu, z człowiekiem, który cię docenia i wspiera, tak jak ty wspierałaś męża. Życie razem to układ dwustronny- zawsze się wali, gdy nie mozna postawić znaku równości między naszymi potrzebami, szacunkiem i miłością.
Mój mąż zawsze mnie szanował. W jego oczach zawsze widziałam miłość, zawsze był opiekuńczy. zawsze byłam dla niegho całym światem i tak czułam... teraz wyobraźcie sobie, co poczułam, kiedy się dowiedziałam.. nie mogłam w to uwierzyć..
Jak wygląda to z jego perpektywy? mówi, że gdyby mógł cofnąc czas..., że nigdy tego więcej nie zrobi, bo widzi mój ból, mówi, że był totalnym idiotą i nie przyszło mu do głowy, że to może mieć jakiekolwiek konsekwencje. Wiecie dlaczego? bo faceci myślą inaczej. Ja wiem, że my tego nigdy nie zrozumiemy, ale oni potrafią postawić nas na piedestale swojej miłości, czułości, uznania, a inna konbiete potraktować jak RZECZ. my faceci lubimy gadżety - znaleźliśmy też gadźet - kobietę... I nie rozumieją, czemu my to tak przezywamy... Mój mąz mówi, powtarza tysiące razy, to nie było warte tego, co ty przeżywasz, ja tego nawet nie pamiętam, dla mnie to nie miało znaczenia...
Mam znajomego, który kiedyś mi opowiadał- dawno temu, jak rozstał się z żoną, jak mimo 10 lat po rozwodzie wciąz czuje, że ją kocha i że to, że ją stracił jest jego największa przegraną. Miał kochankę.. i mówi to - JA NIGDY nie pomyslałem, że ta kochanka zagrozi mojemu zyciu. Oddzieliłem ją bardzo od mojej zony i miłości do niej. Ona nie miała nic wspólnego z żoną... a kiedy zona się dowiedziała, to nie pozwoliła mi wybierać... odeszła. a ja nigdy nie przestałem jej kochać i nigdy nie przestałem tego żałować... FACECI TO KRETYNI, NIE??
Wiecie -ja mu wierzę, kiedy mówi, że dla niego to było nic. Boli mnie, że nie pomyslał, że dla mnie to mogłobyć coś.... Że nie przewidział, że może mnie zranić, że może zawalić mi swiat, że moze okazac się tak nielojalny wobec mnie. I wiecie dlaczego?? pomyslcie o tym z jego perpektywy - nagle, pojawia się dziewczyna, która kręci dupką i jest gotowa na wszystko - bez planów, zobowiązań, konsekwencji. jak mysli facet? rzecz do wzięcia... czy to miało dla niego znaczenie??? nie. wiecie czemu? bo się uczuciowo nie angazował, bo nic do niej nie czuł, chodziło tylko o.. nie będe kląc, bo mnie wyrzuci admin... FACECI tak myslą...
Wicie co ja myslę? kiedy czytam tutaj posty tychy biednych, głupiutkich kochanek, które wierzyły, że facet wybierze je.. to sie cieszę... bo myślę sobie, że ta moja, tak dokładnie przemyslana i i oceniona wmojej głowie pusta suczka teraz cierpi.. bo facet, z którym pieprzyła się na każde zawołanie zadzwonił o powiedział: POPEŁNIŁEM BŁĄD KOCHAM ŻONĘ...
Czy wierzę męzowi, że więcej się z nią nie skontaktował, skontaktuje? wierzę, wiecie dlaczego? bo sprawa jest dla mnie jasna i dla niego też.
To nie jest tak, że świat wrócił do normy, w utarte trybiki i koleiny i jest jak dawniej. zawsze będe ostrozna, podejhrzliwa, nietolerancyjna.. trudno - sam sobie na to zarobił. ja taka nie byłam. ja tego nie chciałam. dla mnie sprawa jest oczywista. jeden kontakt i KONIEC. nie ma już kolejnej szansy. nielojalnośc wobec mnie? inne dupy w głowie? KON IEC...
Magan - nie jestem od niego uzalezniona emocjonaln ie. Cierpię emocjonalnie bardzo, ale wierze w to, że mogłabym zyć sama i dałabym sobie radę. Dałam jemu/nam szansę -na miłość. ALE DAŁAM JĄ DLATEGO, bo nigdy w te miłośc nie zwątpiłam, rozumiesz?? nigdy nie było tak, że jak ją spotkał próbował mnie deprecjonować, źle oceniał, gorzej traktował. jak się dowiedziałam, poprzeglądałam mu wszystko, komputer, kalendarze, pocztę, telefon - jestem bardzo sprytna. zasada była prosta.. nakręconko mailami, esemesami, ememesami i spotkanko. potem długo cisza, nic sie już nie wydarzy... to koniec.. a potem jeden esemes niesmiały od niej, potem drugi śmielszy.. potem okazja do spotkania.... to nie była trzecia w jego zyciu - to były epizody z doskoku-co nie zmienia faktu, że jest głupim kk, który mysli nie tym co trzeba... rozumiecie? facet się pogubił. zrobił coś, czego ja mu nie wybaczę i mam nadzieję, że on sobie tez nie.... tak mi się wydaje
nasza miłośc nie będzie taka jak dawniej, ale może nadal być. Bo mam niewątpliwe szczęscie budować nowe życie na bilansie, w którym nawet ból i cierpienie, które przeżyłam nie wyrównało calego szczęscia, które zawsze przy nim czułam.
\
jak to wygląda dzisiaj? ja nie mogę zagwarantować, że sobie ze złymi emocjami, bólem dam radę. Że nie uznam, że chcę być sama, że nie mogę na niego patrzeć. ta nasza wspólnota każdego dnia budowana jest na kruchym lodzie. bardzo kruchym. taki, który jasno mi buduje obraz rzeczywistości - który mówi: to nie jest kweistia mojego cierpienia, bółu, upokorzenia, strachu przed jutrem - to jest kwiestą mojej wartości i prawa do tego, żeby być szanowną i kochaną - jesli jeszcze raz, jeśli kiedyś, jesli padnie na Ciebie choć cień podejrzenia - nasze zycie się kończy. Zaczyna się moje życie i twoje zycie - i to nie bacząc na konsekwencje.
Taki gest i taka próbę mozna pprzezyc tylko raz. Świat, który zamiast z cegły stał się światem z kruchego lodu - duzo łatwiej może runąc niż kiedykolwiek. Dlatego poprzeczka jest bardzo wysoko, wymagania także. Ale tez pewność, że taki błąd wolno popełnić tylko raz. jeśli nie nauczył się na tym jednym -= że niewazne czym była dla niego ta głupia dupa.... dla mnie miała ona znaczenie.
się rozpisałam;) ale o to chodzi - że zycie da się budować - jak mówi aga333 - po żałobie. Umiera bliski nam człowiek. pozostają wspomnienia i ktoś nowy, obcy, komu możemy dac szansę, aby nauczyc się być z nim na nowo...
Taki gest i taka próbę mozna pprzezyc tylko raz. Świat, który zamiast z cegły stał się światem z kruchego lodu - duzo łatwiej może runąc niż kiedykolwiek. Dlatego poprzeczka jest bardzo wysoko, wymagania także. Ale tez pewność, że taki błąd wolno popełnić tylko raz. jeśli nie nauczył się na tym jednym -= że niewazne czym była dla niego ta głupia dupa.... dla mnie miała ona znaczenie.
Podaję Ci rękę olinderka, bo też tak samo myślę.
Facet o tym też wie. Co z tym zrobi? Będzie świadczyć o nim...
Będę Was informować. Weszłam na to forum, kiedy po prawie 8 miesiącach po dowiedzeniu się o zdradzie miałam w sobie tyle złych emocji i złości i nie wiedziałam, co dalej. I wtedy zobaczyłam tutaj, że jest wiele kobiet takich jak ja. które próbują, dają szansę, uczą się żyć od nowa. to dało mi dużo otuchy. Poczucia, że jednak można, że mija czas... a każda rana się zasklepia. Poczucia, że warto próbowac i nie przegrywac od razu. jak się nie uda, to się nie uda... ale warto próbowac, nie?
mysle ,ze warto probowac jesli ze strony meza jest skrucha,jesli czujesz i widzisz ,ze on tez cierpi z powodu tego co zrobil. Moj E. nie chce juz rozmawiac o tym co sie wydarzylo ,bo jak twierdzi to przynosi wspomnienia ktorych on nie chce pamietac...a ja z koleji chce rozmawiac o tym w kolko ,bo wtedy chce sie przekonywac ,ze nie bylo uczuc ,ze nie bylo zakochania. Wiem i swiadoma jestem tego zeby zyc i oddychac swobodnie poprostu musze wybaczyc. ale to nie takie proste..
ta jego zdrada jest caly czas za naszymi plecami...
kobiety od mezczyzn pod wzgledem wybaczania zdrady roznia sie zasadniczo. Facet odejdzie, a juz jak zdecyduje sie wybaczyc to wybacza i nie rozklada tematu na czesci pierwsze. My z mety probujemy ratowac nasze zwiazki ,ale potem saczymy sie w nich dlugo zanim wybaczymy.
"kobieta jak jest zdradzana jest ofiara, zdradzonego mezczyzne nazywamy rogaczem " ![]()
Erra ,u mnie jest tak samo,też jestem rok po zdradzie i nie potrafie normalnie funkcjonować.Ale rzadko go widze ,bo jak przyjeżdza po dziecko to nie wchodzi do domu ..po co żeby oglądać tą przez niego znienawidzoną kobietę?Urzyłam bardzo łagodnego zwrotu pisząc "kobietę" ,bo zapewne tak mnie już nie nazywa.
Jednym słowem nie radzę sobie wcale..czy zasłużyłam na to? w jego mniemaniu zapewne tak.
Hej
Ja jestem rok po zdradzie i rozpadzie zwiazku - narzeczenstwa.
I co? Nadal na wszystkich mezczyzn patrze jak na wrogow...
Prawde powiedziawszy to sie ich po prostu boje...
Byly probowal wybadac przez kolege czy ma do kogo wracac - ale nie ma powrotu.
Dlatego przypuszczam nadal jest z "lepszym modelem".
A ja? Jestem masakrycznie podejrzliwa, nikomu nie ufam i praktycznie brzydze sie mezczyzn.
No i mam znowu dola.
Właśnie , rok po zdradzie a ja też patrzę na facetów jakoś tak zupełnie inaczej , bo dla nich zdrada to jest takie nic , takie pstryknięcie palcami ........zupełnie są z innej planety.
24 2011-02-13 03:33:34 Ostatnio edytowany przez nell999 (2011-02-13 03:35:45)
Właśnie , rok po zdradzie a ja też patrzę na facetów jakoś tak zupełnie inaczej , bo dla nich zdrada to jest takie nic , takie pstryknięcie palcami ........zupełnie są z innej planety.
Tez czasami czuje sie jak z innej planety... czy to takie niespotykane ze trudno przejsc nad czyms takim do porzadku dziennego?... Bo czasami czuje sie jak jakas szurnieta... bo to nadal boli a ja boje sie zaufac ponownie..
Megan. Pytasz zastanawiasz się czy coś Twój mąż czuł... Ja myśle ze nie. Faceci potrafią nie czuć. Oni maja mózgi jak klocki. Poukladane. Porozdzielane. Proste. Naprawdę. Faceci nie są skomplikowani. I najwyższy czas żebyśmy w to uwierzyli...
A my?? My mamy wyobraźnię. Układamy sobie scenariusze. Myślimy jak to ygladalo. Jak z nią rozmawiał. Jak się spotykał. Gdzie kiedy. I tak dalej...
Ale wiesz co??? Na pocieszenie pomysł tak. Twój mąż zidiocial. Wykorzystał jakaś dupke. Naladowal akumulatorki. Teraz żałuje. Bo wiesz. Faceci są prości. Wszystko potrafią logicznie przeliczyć. Na sZali postawili te przyjemności fajnie uczucie samca zdobywcy- a na drugiej szali ból w Twoich oczach strach ze Cię stracił na zawsze - bo przecież czuje ze ty już jesteś inna i już teraz zawsze będzie inaczej- obawe przed twoimi emocjami konieczność radzę i sobie z twoja złości i poczucie winy.
Jak myślisz czy bilans mu wyszedł na zero?? Chyba nie. Jak jest mądrym facetem to możesz na niego liczyć. Bo faceci kalkuluja i są wyrachowani... Nie lubią płacić i ponosić takich kosztów
Ale ona??? Ona jest baba jak kazda z nas. W coś wierzyła. Na coś liczyła. Mimo wszystko miała nadzieje. Choćby się przed tym bronila uczuciowo się zaangażowała. Poczytaj na tym forum wpisy biednych nieszczesliwych samotnych tych trzecich. Ona dostała po dupie. Nagle zrozumiała ze chociaż była na każdy skinienie to została potraktowana jak rzecz. Się przetrrminowala i przestała być atrakcyjna. Takie są baby. Wiec ona tez się uczy Na błędach. Jak reagują kobiety??
Potraktował mnie jak śmieci. Wykorzystał. Miałam nadzieje. Zrobiłabym dla niego wsyzstkl. A on?? Powiedział. Popelnilem błąd. Kocham żonę.
Czyli.... Jesteś błędem. Jesteś nic nie warta. Twoje uczucia i potrzeby nie maja znaczenia. Nie dalas mi nic co miałoby jakakolwiek wartość. Kocham żonę. Nie Ciebie. Nic ci nie obiecywalem. Nic od Ciebie nie chciałem. Nic ci nie dałem.
Biedne trzecie z nadziejami. Kobiety. Alez my/wy jesteśmy głupie. Faceci. Alez z was debile i dranie....
Ja zostałam zdradzona w zeszłym roku w styczniu. Niby było wszystko ok, a tu nagle ten mój ancymon poszedł na popijawę do kolegi i wrócił dziwnie odmieniony. Ponad tydzień na głos zastanawiał się, czy się przespał z jakąś małolatą, czy nie... W końcu się przyznał. Ta dziewczyna miała niespełna 16 lat... I była moim kompletnym przeciwieństwem. Ja - urodzona w glanach z zasadami, ona plastik dająca wszystkim. Nawet jakiś czas mieszkał z nią i jej matką... Dziewczyna ma dziecko, do tej pory nie wiadomo, czy to nie on jest tego dzieciaka ojcem (ona twierdzi że tak, ale o alimenty do tej pory go nie podała). Zeszliśmy się w kwietniu zeszłego roku, ale za nim do tego doszło, to przeżywałam wręcz gehennę, tamte dwa miesiące zupełnie mnie zmieniły.
Gdy o tym wszystkim nie myślę, o tamtym upokorzeniu i tragedii, to jest ok ze mną. W końcu teraz mamy większe problemy. Ale jak to wszystko mnie czasem przytłoczy, to mam ochotę zasnąć i się nie obudzić.
Nie ufam mu i nigdy już nie zaufam. Kocham, ale za jaką cenę ?
Ja zostałam zdradzona w zeszłym roku w styczniu. Niby było wszystko ok, a tu nagle ten mój ancymon poszedł na popijawę do kolegi i wrócił dziwnie odmieniony. Ponad tydzień na głos zastanawiał się, czy się przespał z jakąś małolatą, czy nie... W końcu się przyznał. Ta dziewczyna miała niespełna 16 lat... I była moim kompletnym przeciwieństwem. Ja - urodzona w glanach z zasadami, ona plastik dająca wszystkim. Nawet jakiś czas mieszkał z nią i jej matką... Dziewczyna ma dziecko, do tej pory nie wiadomo, czy to nie on jest tego dzieciaka ojcem (ona twierdzi że tak, ale o alimenty do tej pory go nie podała). Zeszliśmy się w kwietniu zeszłego roku, ale za nim do tego doszło, to przeżywałam wręcz gehennę, tamte dwa miesiące zupełnie mnie zmieniły.
Gdy o tym wszystkim nie myślę, o tamtym upokorzeniu i tragedii, to jest ok ze mną. W końcu teraz mamy większe problemy. Ale jak to wszystko mnie czasem przytłoczy, to mam ochotę zasnąć i się nie obudzić.Nie ufam mu i nigdy już nie zaufam. Kocham, ale za jaką cenę ?
No ale z nim jestes?
Nie rozumiem po co? Skoro zaufania nie ma z Twojej strony a z jego strony nie ma zadnej lojalnosci?
mnie zdradziła dziewczyna pod dwóch latach dając uzasadnienie że chciała spróbować jak to jest z innymi... i nie wiem chyba ją to bardziej ruszyło niż mnie.
Magan erra tisha nell foreveralone... Co u was? Jak zyjecie... Półtora roku po zdradzie??
Dwa lata po ... i ... nie wiem
Jestesmy razem.
Czy wybaczylam? Nie ... nauczylam sie z tym zyc ... staram sie o tym nie myslec bo wiem ze to do niczego nie prowadzi ... wiem ze tak bylo ale byc nie musi.
Czy ufam?? Nie do konca bo czasami wszystko wraca ze zdwojona sila ... szaleje wtedy ... chce KOGOS zranic a najlepiej dwie osoby bo kochanka mojgo meza bardzo chciala sie ze mna zaprzyjaznic ... wtedy mysle o tym co dobre i to mija ... czasem szybko a czasem musze poplakac.
Na szczescie wraca bardzo zadko.
Czy moje zycie sie zmienilo?? Oczywiscie. Stalam sie troche bardziej obojetna na niego, jestem bardziej zdecydowana, cwicze swoja asertywnosc ( do teraz wynosila -100), robie wiecej nie tylko dla siebie ... robie wiecej wszystkiego ... i w koncu ciesze sie ze zyje i ze jednak Bog nie wysluchal moich prosb.
A jutro na prawde wyjdzie slonce a po deszczu wychodzi tecza ![]()
A ja mam chyba etap żałoby nade mnA. Tak mi żal siebie byłej. Fajnie było być ufna otwarta i wierzaca w miłość osoba. Dzisiaj pusto...
Ja trzy lata po zdradzie. Piszecie, że mąż nic nie czuł. Mój się zakochał, na trzy miesiące. Potem opowiadał mi o motylkach w brzuchu, o wielkiej miłości. No bo przecież jestem jego przyjaciółką ![]()
Jestem prawie 1,5 roku po zdradzie Pana męża i robi to nadal z tą kobieta .Nadal jestem z nim i daje się poniżać,chociaż mnie nie kocha(moze nigdy nie kochał)Nie potrawie odejść chociaż wiem ,że tak by było najlepiej dla mnie - ale gdzie?Kochan wspaniały człowiek którego wszyscy mi zazdrościli a on okazał sie zwykły draniem ,z tego co wiem na ta chwile to nie jego pierwsza zdrada wszystkie brudy wychodzą na światło dzienne ,jemu tak dobrze ma kochankę która bardzo kocha i idiotke która boi sie cokolwiek zrobic.
Strasznie smutne to wszystko co piszecie!
Generalnie widzę, że szczęście w związku opuściło mnie na zawsze! Zawsze będzie podejrzliwość, niepokój!
I ta bezgraniczna wiara, ufność w swojego ukochanego zniknęła bezpowrotnie!
Pozostały zgliszcza, brak wiary w siebie! Chwilami czuję się jak niedopałek papierosa, którego ktoś zdeptał na ziemi....
A ja męczę się z problemem niecałe 2 miesiące, a niektóre z Was od kilku lat...
Czyli generalnie nadzieja matką głupich...
Strasznie smutne to wszystko co piszecie!
Generalnie widzę, że szczęście w związku opuściło mnie na zawsze! Zawsze będzie podejrzliwość, niepokój!
I ta bezgraniczna wiara, ufność w swojego ukochanego zniknęła bezpowrotnie!
Pozostały zgliszcza, brak wiary w siebie! Chwilami czuję się jak niedopałek papierosa, którego ktoś zdeptał na ziemi....
A ja męczę się z problemem niecałe 2 miesiące, a niektóre z Was od kilku lat...
Czyli generalnie nadzieja matką głupich...
niby tak ale kazda matka kocha swoje dzieci - nadzieje umiera ostatnia i we mnie boje sie ,że już umarła- został tylko smutek i ogromny ból po stracie czegos bardzo cennegk
A ja mam chyba etap mania wszystkiego w czterech literach.
Cześć
Na początek powiem ze jestem facetem. Szukałem jakiś męskich odpowiedników waszego forum lecz niestety nic nie znalazłem. Postanowiłem się więc zalogować tu. Ja również zostałem zdradzony 1,5 roku temu. Mam podobne dylematy jak wy. Muszę jednak od razu sprostować pewną kwestię tutaj poruszoną. Ja nie uważam że wszyscy faceci są tacy skłonni do zdrady i znam wielu którzy tak jak i ja nie zdradzili by swoich żon. Nie mówię że nie zwracam uwagi na ładne kobiety bo taka jest niestety męska natura. Ale nigdy bym nie zrobił tego swojej żonie którą tak bardzo kocham i odkąd ją poznałem uważałem ją za takiego delikatnego kwiatuszka. Nawet do głowy by mi nie przyszło że mogła by coś takiego mi zrobić. Wierna katoliczka co tydzień w kościele jej rodzina tez bardzo bogobojna. Nie miała charakteru imprezowiczki a tu taki zawód. Praktycznie odkąd urodziła nam się córka ja utrzymywałem dom przez 5 lat. Lecz wiadomo jak w Polsce czasem jedna wypłata nie wystarczy. Zaczęła więc pracę w sklepie spożywczym. Poznała tam jednego pijaczka. Wymienili się telefonami i zaczęli esemesować przyłapałem ją na tym. Była w domu wielka afera i przymnie dzwoniła do gnojka aby to zakończyć. Myślałem że to koniec ale nie oj nie. Minęło 5 miesięcy. Przyszła do mnie i mówi mi że jakaś baba przychodzi i oskarża ją o romans z jej mężem że może przyjść do domu i mi o tym powiedzieć. Zarzekała się że to nieprawda ona z takim facetem coś się tej babie pomyliło. Uwierzyłem dlaczego nie przecież sama mi o tym mówi i ze mnie kocha i takie tam. Minęły znowu 3 miesiące przyszła tzw. BABA... Wyszyłem do niej i tak na prawdę domyśliłem się o co chodzi i nie miałem zamiaru jej nawet słuchać. No ale baba mówiła mówiła i nagle olśnienie pewne fakty zaczęły się zgadzać to niemożliwe. Jak rzuciłem palenie w ten dzień zacząłem od nowa. Porozmawiałem z tą kobietą ręce mi opadły. Kobieta wyszła po około 2 godz. a ja poczekałem do wieczora na żonę nic jej wcześniej nie mówiłem. Kiedy wróciła zabrałem jej najpierw torebkę bo dowiedziałem się że ma 2 telefony domowy i dla kochasia. Wyszyłem z domu uwierzcie mi jak przeczytałem co tam było napisane w sms-y to łzy stanęły mi w oczach a nie jestem człowiekiem który płacze raczej nigdy nie płakałem no... może jako dziecko. Nie wiedziałem co zrobić czy ją od razu udusić czy wywalić z domu. Kiedy zeszła do mnie z przeprosinami kazałem zabierać jej rzeczy i się wynosić bo nie chcę jej znać. Lecz została jednak z wielkim bólem bo ja nie chciałem jej już widzieć. Powiem tak ona walczyła o to abym jej nie zostawiał bo ja nie chciałem naprawdę przynajmniej przez pierwsze 2 dni. Nie będę pisał co ja wtedy przeżywałem wziąłem wolne w pracy bo nie byłem w stanie pracować. Pierwsze trzy miesiące katorga nie mogłem się pozbierać obrazy w oczach jak to robią w domu jak pracuję w nocy 1,5 metra od śpiącej córki w hotelach dla mnie katorga piekło na ziemi. Po około 6 miesiącach obrazy nadal były ale bolały już mniej. Dziś minęło już 1,5 od kiedy się dowiedziałem. Powiem tak żona sie stara cały czas widzę to ale jak toś tu wcześniej ładnie napisał nie potrafię się z tego cieszyć. Mamy dobre i złe chwile jak w każdym małżeństwie. Często jednak atakują mnie myśli obrazy czasem sobie z nimi radzę a czasem zbierają się i nie mam humoru wtedy wszystko mnie drażni. Jak żona zrobi coś nie tak mówię o zachowaniu np. zachowa się nie tak jak trzeba w stosunku do kogoś puszczają mi nerwy i kłótnia w domu jak jest zbyt długa czasem wracam by jej przypomnieć jaka była i co zrobiła. Wiem że to może źle ale to przychodzi wtedy samo z nerwów. Czasem w takich chwilach myślę czy to dobrze że zostaliśmy razem. Potem przychodzi nowy dzień i znowu jest jakiś czas normalnie. Czy jej ufam ? Na pewno nie tak jak kiedyś i wiem że takiego zaufania nie będzie miała już nigdy. Czy ją kocham TAK i wiem że ona mnie też... hehe... przynajmniej tak mi się wydaje. Kontakt z tamtym dupkiem zerwała ciężko było bo ona chciała zrobić to delikatnie a ja mówiłem że ma być cześć kocham męża i pa. Więc sporo nerwów mnie to kosztowało bo chciała delikatnie w8 szkoda gadać. Zastanawiam się czy kiedyś przestaną mnie te myśli nachodzić a z nimi obrazy ? czy będę taki jak kiedyś ? Uśmiechnięty wesoły szczęśliwy i dumny z zony ? W sumie powinienem bo wiem że się stara ale nie umiem. Nie myślcie że zrobiła to bo ją biłem lub jestem jakimś brzydalem albo o nią nie dbałem. Wcześniej cały świat bym jej oddał prawie na wszystko się zgadzałem chciałem by miała wszystko. Jak pytałem czemu to zrobiła odpowiedziała że nie wie coś ja przyciągała i tyle !!! . Koncepcja dobra ... koleś dmucha mi żonę a ona nie wie dlaczego. Dobra kończę. Powodzenia w codziennym życiu i wytrwałości życzę wszystkim w podobnej sytuacji.
witaj cieniu
wiele z nas zna to co piszesz i to przechodzi, przechodziła...
to nie jest tak, że po zdradzie mijają trzy miesiące i zycie wraca do normy
bolą wspomnienia, boli brak zaufania,l odnajdujemy w sobie pokłady złości, których wcześniej nie znaliśmy....
potrafimy ranic i czasami walimy świadomie między oczy
sytuacje konfliktowe sprawiają, że wracamy do tamtych emocji i czuć
\mój mąz tez nie wie dlaczaego....
tak łatwiej
i pewnie nie wiedzą
poszli jak w dym
zniszczyli coś cennego
i chopciaż staramy się układac to życie - top jak mówią w moim ulubionym filmie - już zawsze będzie ciut gorzej
to prawda, prawda cieniu?
jesteś na tym samym etapie co operacja (teraz pisze w wątku kobiety na zakręcie) - chyba każdy tak ma póltora roku pozdradzie
coś nam sie poukładało, codzienność stała się znośna, ale my nie mamy odwagi iśc krok dalej - bo boimy się, że znowu zostaniemy zranieni...
Cześć Kochane ![]()
Pisze do Was, bo chciałabym żeby mi ktoś pomógł w podjęciu decyzji.
Moja historia jest dosyć drastyczna. Po półtora roku dowiedziałam się ze mąż mnie zdradza (zdradził przed pierwszą rocznicą ślubu). O zdradzie dowiedziałam się od jego kochanki - po prostu po półtora roku do mnie zadzwoniła i uświadomiła mnie że mój mąż mnie z niż zdradza. To było 01.12.2014 r., zapytałam męża z kim chce być, czy z nami ( czyli ze mną i z 17 miesięcznym dzieckiem), czy z nią. Został z nami... ale ciągle się z nią kontaktował. W tym czasie było różnie raz dobrze raz źle. Aż w końcu po 3 miesiącach powiedział że do niej odchodzi. W lipcu 2015 złożył pozew o rozwód. Przyjeżdżał do dziecka na początku raz w miesiącu potem co dwa tygodnie, a teraz co tydzień. W lutym 2016 rok mój mąż odszedł od kochanki. Teraz błaga na kolanach żeby mógł wrócić do domu. Obecnie zaczęłam się z kimś spotykać. Mój mąż się o tym dowiedział i zaczął zachowywać się jak pies ogrodnika. Dodam, że wielokrotnie powtarzał, że mam sobie kogoś w końcu znaleźć ( żebym się od niego odczepiła). Przez ten cały czas walczyłam o niego, prosiłam, błagałam żeby wrócił do mnie i do dziecka. W końcu w grudniu przed sprawą rozwodową powiedziałam, że daję mu ostatnią szansę na powrót, odmówił. Od tego czasu sama sobie obiecałam, że nie będę się już przed nim płaszczyć. Teraz on mnie błaga o powrót (teraz jest sam więc chce wrócić). Twierdzi, że mnie zawsze kochał ( mieszkając z inną). Jak go nie widzę to strasznie go nienawidzę za to co zrobił ale wystarczy, że przyjedzie to serce mi mięknie. Żal mi dziecka, bo widzę, że bardzo za nim tęskni, lubi się z nim spotykać. Dziewczyny pomóżcie mi podjąć decyzje, wiem, że nikt nie będzie za mnie żył ale proszę wyraźcie swoją opinię.
NIE WRACAJ! Pożałujesz prędzej, czy później, nie masz żadnych podstaw, żeby dawać mu szansę po tym co zrobił i w jaki sposób Cię potraktował.
Widzi, że układasz sobie życie i masz rację, odezwał się w nim pies ogrodnika, co nie ma nic wspólnego z miłością. Gdyby ułożyło mu się z kochanką, nawet nie obejrzałby się na Ciebie.
Nie miej złudzeń i wątpliwości, pogoń dziada.
Podtrzymuję wypowiedź josz. Nie wracaj. Serce Ci będzie miękło jeszcze trochę, bo to normalne, szczególnie gdy jest dziecko, ale wkrótce przestanie i poczujesz obojętność.
Kochanka go pogoniła to szuka łatwego kąta, sprzątaczki i praczki. A jak za jakiś czas mu się znudzi to znajdzie sobie inną kochankę a Ty zostaniesz w jeszcze czarniejszej dupie niż za pierwszym razem. Zgadzam się, pogoń dziada. Takie cacuśne powroty to tylko na filmach niestety.
witajcie,
4 miesiące temu dowiedziałam się że 7 lat temu mąż mnie zdradzał (byliśmy wtedy 12 lat po ślubie). Przypadkiem znalazłam zdjęcia ze wspólnych spacerów, wyjazdów itp. Ile to trwało nie wiem ale na pewno ponad rok. Jak łatwo się domyśleć mój mąż nie przyznaje się do zdrady, mówi, że nie postawił granic, chciała to po po prostu jechała. Jego winą jest to,że mnie zaniedbał. Z panią się spotkałam, również się wypiera nie ma co się dziwić jest mężatką. Upokorzyłam się skontaktowałam się z osobami, które z nimi spędzały czas. Brałam pod uwagę, że nie będą chcieli ze mną rozmawiać a tu się zdziwiłam - mówili. Ale to co mi powiedzieli dudni mi w głowie cały czas.
Nigdy niczego mu nie zabraniałam, tak jak już jedna z Was napisała - imprezy, wyjazdy nigdy nie robiłam problemu, śmieszyły mnie zawsze żony, które na nic nie pozwalały swoim mężom, uważałam, że są głupie chyba nawet czułam się lepsza od nich. Teraz to one się śmieją ze mnie i mają racje.
Mąż oczywiście cały czas mi powtarza, że jestem miłością jego życia, że tylko mnie kochał, kocha i będzie. Proszę go, żeby mi powiedział co wtedy czuł, dlaczego, co się stało. Ale trafiam na mur, ciągle słyszę, że to było nic, że sobie sama dorabiam teorię. Mam zdjęcia jak spacerują za rękę jak się całują, przytulają. on mówi tylko nie umiem tego wytłumaczyć.
Moje reakcje są już inne ataki szału i agresji zastąpione zostały smutkiem i łzami. Nie potrafię tego okiełznać. Raz odchodzę aby potem dać nam szanse i tak w kółko. Nie wiem,co robić. Mam takie poczucie, że jak dam szanse to znowu zrobię z siebie naiwną idiotkę.
Kiedy to się zaczęło w domu było źle, nie wiedziałam czemu. Teraz wiem, to przez nią.
Zdecydowałam się tu napisać, bo widzę, że jesteście takie wyważone w swoich komentarzach.
Chce wrócić do normalnego życia, zrobienie obiadu, prania itp. to teraz dla mnie ogromne wyzwanie. Proszę napiszcie,że to mija.
Zdecydowałam się na wizytę u psychologa. Dostałam skierowanie od lekarza ale chyba jak pojdzie się na NFZ to nie można liczyć na pomoc. Psycholog nawet nie bardzo wiedziała jak ze mną rozmawiać nie kleiła nam się rozmowa. Więc wybrałam już prywatnie ale boję się zadzwonić i umówić. Ale zrobię to, muszę tak nie dam rady żyć.
Przepraszam za chaos, ale mętlik w głowie.
witajcie,
4 miesiące temu dowiedziałam się że 7 lat temu mąż mnie zdradzał (byliśmy wtedy 12 lat po ślubie). Przypadkiem znalazłam zdjęcia ze wspólnych spacerów, wyjazdów itp. Ile to trwało nie wiem ale na pewno ponad rok. Jak łatwo się domyśleć mój mąż nie przyznaje się do zdrady, mówi, że nie postawił granic, chciała to po po prostu jechała. Jego winą jest to,że mnie zaniedbał. Z panią się spotkałam, również się wypiera nie ma co się dziwić jest mężatką. Upokorzyłam się skontaktowałam się z osobami, które z nimi spędzały czas. Brałam pod uwagę, że nie będą chcieli ze mną rozmawiać a tu się zdziwiłam - mówili. Ale to co mi powiedzieli dudni mi w głowie cały czas.
Nigdy niczego mu nie zabraniałam, tak jak już jedna z Was napisała - imprezy, wyjazdy nigdy nie robiłam problemu, śmieszyły mnie zawsze żony, które na nic nie pozwalały swoim mężom, uważałam, że są głupie chyba nawet czułam się lepsza od nich. Teraz to one się śmieją ze mnie i mają racje.
Mąż oczywiście cały czas mi powtarza, że jestem miłością jego życia, że tylko mnie kochał, kocha i będzie. Proszę go, żeby mi powiedział co wtedy czuł, dlaczego, co się stało. Ale trafiam na mur, ciągle słyszę, że to było nic, że sobie sama dorabiam teorię. Mam zdjęcia jak spacerują za rękę jak się całują, przytulają. on mówi tylko nie umiem tego wytłumaczyć.
Moje reakcje są już inne ataki szału i agresji zastąpione zostały smutkiem i łzami. Nie potrafię tego okiełznać. Raz odchodzę aby potem dać nam szanse i tak w kółko. Nie wiem,co robić. Mam takie poczucie, że jak dam szanse to znowu zrobię z siebie naiwną idiotkę.
Kiedy to się zaczęło w domu było źle, nie wiedziałam czemu. Teraz wiem, to przez nią.
Zdecydowałam się tu napisać, bo widzę, że jesteście takie wyważone w swoich komentarzach.
Chce wrócić do normalnego życia, zrobienie obiadu, prania itp. to teraz dla mnie ogromne wyzwanie. Proszę napiszcie,że to mija.
Zdecydowałam się na wizytę u psychologa. Dostałam skierowanie od lekarza ale chyba jak pojdzie się na NFZ to nie można liczyć na pomoc. Psycholog nawet nie bardzo wiedziała jak ze mną rozmawiać nie kleiła nam się rozmowa. Więc wybrałam już prywatnie ale boję się zadzwonić i umówić. Ale zrobię to, muszę tak nie dam rady żyć.
Przepraszam za chaos, ale mętlik w głowie.
Współczuję. trochę nietypowa sytuacja, bo było to dawno, a boli tak samo. zajrzyj na wątek Zdrada Marynarza..
witajcie,
4 miesiące temu dowiedziałam się że 7 lat temu mąż mnie zdradzał (byliśmy wtedy 12 lat po ślubie). Przypadkiem znalazłam zdjęcia ze wspólnych spacerów, wyjazdów itp. Ile to trwało nie wiem ale na pewno ponad rok. Jak łatwo się domyśleć mój mąż nie przyznaje się do zdrady, mówi, że nie postawił granic, chciała to po po prostu jechała. Jego winą jest to,że mnie zaniedbał. Z panią się spotkałam, również się wypiera nie ma co się dziwić jest mężatką. Upokorzyłam się skontaktowałam się z osobami, które z nimi spędzały czas. Brałam pod uwagę, że nie będą chcieli ze mną rozmawiać a tu się zdziwiłam - mówili. Ale to co mi powiedzieli dudni mi w głowie cały czas.
Nigdy niczego mu nie zabraniałam, tak jak już jedna z Was napisała - imprezy, wyjazdy nigdy nie robiłam problemu, śmieszyły mnie zawsze żony, które na nic nie pozwalały swoim mężom, uważałam, że są głupie chyba nawet czułam się lepsza od nich. Teraz to one się śmieją ze mnie i mają racje.
Mąż oczywiście cały czas mi powtarza, że jestem miłością jego życia, że tylko mnie kochał, kocha i będzie. Proszę go, żeby mi powiedział co wtedy czuł, dlaczego, co się stało. Ale trafiam na mur, ciągle słyszę, że to było nic, że sobie sama dorabiam teorię. Mam zdjęcia jak spacerują za rękę jak się całują, przytulają. on mówi tylko nie umiem tego wytłumaczyć.
Moje reakcje są już inne ataki szału i agresji zastąpione zostały smutkiem i łzami. Nie potrafię tego okiełznać. Raz odchodzę aby potem dać nam szanse i tak w kółko. Nie wiem,co robić. Mam takie poczucie, że jak dam szanse to znowu zrobię z siebie naiwną idiotkę.
Kiedy to się zaczęło w domu było źle, nie wiedziałam czemu. Teraz wiem, to przez nią.
Zdecydowałam się tu napisać, bo widzę, że jesteście takie wyważone w swoich komentarzach.
Chce wrócić do normalnego życia, zrobienie obiadu, prania itp. to teraz dla mnie ogromne wyzwanie. Proszę napiszcie,że to mija.
Zdecydowałam się na wizytę u psychologa. Dostałam skierowanie od lekarza ale chyba jak pojdzie się na NFZ to nie można liczyć na pomoc. Psycholog nawet nie bardzo wiedziała jak ze mną rozmawiać nie kleiła nam się rozmowa. Więc wybrałam już prywatnie ale boję się zadzwonić i umówić. Ale zrobię to, muszę tak nie dam rady żyć.
Przepraszam za chaos, ale mętlik w głowie.
Mija, ciut zgodnie z życzeniem napisane ale też szczerze.
Natomiast kiedy minie zależy od Ciebie choć tego nie czujesz na razie, bo na razie szarpiesz sie z własnymi emocjami ale też sama sobie usiłujesz pomóc - to dobrze rokuje, nie rezygnuj, nie pozwól sobie na marazm, nie unikaj. Łatwo nie będzie, raczej długo sie będziesz zmagać, ale odnajdziesz w końcu siłe na podejmowanie decyzji.
witajcie,
4 miesiące temu dowiedziałam się że 7 lat temu mąż mnie zdradzał (byliśmy wtedy 12 lat po ślubie). Przypadkiem znalazłam zdjęcia ze wspólnych spacerów, wyjazdów itp. Ile to trwało nie wiem ale na pewno ponad rok. Jak łatwo się domyśleć mój mąż nie przyznaje się do zdrady, mówi, że nie postawił granic, chciała to po po prostu jechała. Jego winą jest to,że mnie zaniedbał. Z panią się spotkałam, również się wypiera nie ma co się dziwić jest mężatką. Upokorzyłam się skontaktowałam się z osobami, które z nimi spędzały czas. Brałam pod uwagę, że nie będą chcieli ze mną rozmawiać a tu się zdziwiłam - mówili. Ale to co mi powiedzieli dudni mi w głowie cały czas.
Nigdy niczego mu nie zabraniałam, tak jak już jedna z Was napisała - imprezy, wyjazdy nigdy nie robiłam problemu, śmieszyły mnie zawsze żony, które na nic nie pozwalały swoim mężom, uważałam, że są głupie chyba nawet czułam się lepsza od nich. Teraz to one się śmieją ze mnie i mają racje.
Mąż oczywiście cały czas mi powtarza, że jestem miłością jego życia, że tylko mnie kochał, kocha i będzie. Proszę go, żeby mi powiedział co wtedy czuł, dlaczego, co się stało. Ale trafiam na mur, ciągle słyszę, że to było nic, że sobie sama dorabiam teorię. Mam zdjęcia jak spacerują za rękę jak się całują, przytulają. on mówi tylko nie umiem tego wytłumaczyć.
Moje reakcje są już inne ataki szału i agresji zastąpione zostały smutkiem i łzami. Nie potrafię tego okiełznać. Raz odchodzę aby potem dać nam szanse i tak w kółko. Nie wiem,co robić. Mam takie poczucie, że jak dam szanse to znowu zrobię z siebie naiwną idiotkę.
Kiedy to się zaczęło w domu było źle, nie wiedziałam czemu. Teraz wiem, to przez nią.
Zdecydowałam się tu napisać, bo widzę, że jesteście takie wyważone w swoich komentarzach.
Chce wrócić do normalnego życia, zrobienie obiadu, prania itp. to teraz dla mnie ogromne wyzwanie. Proszę napiszcie,że to mija.
Zdecydowałam się na wizytę u psychologa. Dostałam skierowanie od lekarza ale chyba jak pojdzie się na NFZ to nie można liczyć na pomoc. Psycholog nawet nie bardzo wiedziała jak ze mną rozmawiać nie kleiła nam się rozmowa. Więc wybrałam już prywatnie ale boję się zadzwonić i umówić. Ale zrobię to, muszę tak nie dam rady żyć.
Przepraszam za chaos, ale mętlik w głowie.
W moim przypadku minelo.
Jestem ponad 2 lata po odkryciu zdrady. Sytuacje troche podobna jak u Ciebie - odkrylam boczniare juz po zakonczeniu ich romansu - nie kontaktowali sie.
Pierwszy rok to byla maskakra - miotanie sie, placz z byle powodu, dwa razy bylismy na spotkaniu z psychologiem.
Teraz jest OK - nasz zycie wrocilo do normy.
Moze za wyjatkiem tego, ze moj maz (ktory wiedzial ze ma poniesc wszytskie konsekwencje stal sie lepszym mezem, ja, jak to mowie stalam sie paradoksalnie gorsza zona. W mysl zasady faceci kochaja zolzy:)).
Jakis chyba miesiac temu uswiadomilam sobie ze w zaszdie prawie wcale o tym nie mysle. Ani o niej. Wychodze z zalozenia ze karma wraca I boczniara poczuje kiedys jej moc:)
Pamietaj jednak.... musisz byc ABSOLUTNIE pewna czego chcesz... czy chcesz sie rozstac, czy probowac ratowac malzenstwo. Jesli wybierzesz ratowanie malzenstwa to OBOJE macie duzo do zrobienia. Ale to TY decydujesz... na TWOICH warunkach I pan maz musi to zrozumiec. Musi tez zrozumiec ze czeka was ciezki okres I ze TY masz prawo czuc sie nieszczesliwa I miotac sie.
Cześć nazywam się Łukasz mam 26 lat.
Proszę was przeczytajcie moją historię na zimno i pomóżcie mi.
Otóż tak…. 5 lat temu poznałem pewną dziewczynę Marię. Można powiedzieć że było to spotkanie po latach ponieważ była to moja koleżanka ze wspólnej klasy z gimnazjum. W sumie to zawsze się sobie podobaliśmy i gdy chciałem z nią chodzić w tym okresie niestety była z jakimś tam nie ciekawym typkiem Rafałem który jest od nas straszy jakieś 4 lata i handlował narkotykami gdzie za to trafił do więzienia itp. Tzw. ,,szemrane towarzystwo’’. Kontakt się urwał i gdy kończyłem szkołę średnią. Los chciał że się spotkaliśmy tak po prostu w parku. Nigdy nie byłem typem jakiegoś romantyka więc tak o usmażyłem naleśniki i zaniosłem jej razem z kremem czekoladowym żeby dać jej to w prezencie. Porozmawialiśmy okazało się że jest z jakimś chłopakiem Kamilem. Zapytałem się jej czy chłopak nie ma nic przeciwko ? Że widzisz się z kolegą ? Powiedziała że nie. Po za tym wspomniała że się między nimi nie układa itp. Wysłuchałem ją odpowiedziałem że ok w takim razie. I już w myślach wiedziałem że nie ma co się wgłębiać w te relacje bo ma chłopaka. Za jakiś miesiąc spotkaliśmy się znowu. Powiedziała że jest sama że z nim zerwała bo się kłócili bo się nie układało itp. Traf chciał że zaprosiłem ją do siebie do domu pomagała mi się uczyć do matury z Polskiego. Nauka skończyła się namiętnymi pocałunkami przy stole. Potem zostałem zaraz przedstawiony rodzicom bo Panna z bardzo dobrej ułożonej rodziny można powiedzieć nauczycielskiej. No i pocałunki były kontynuowane potem oczywiście coś więcej to naturalne. Ja poszedłem na studia ona była już na I roku i jakoś poleciało. Zakochałem się i rozkochała mnie na zabój byłem najbardziej szczęśliwym człowiekiem na świecie albo przynajmniej tak mi się wydawało. Wspólne wyjazdy każdy spędzone wieczory, dni wolne, czy to u niej w domu czy to u mnie bo było też tak że weekendy spędzała lub pomieszkiwała u mnie. Można powiedzieć jak dwa łabędzie na zawsze razem. Odległość nigdy nie stanowiła problemu bo mieszka/ mieszkała ode mnie 3 km więc samochodem 5 minut i jestem u niej pod domem. Zawsze ceniłem ją i siebie za to że jesteśmy mega poukładani normalni jeżeli tak można to nazwać. Że nie zależy nam na imprezach że chcemy być razem wyłącznie że na życie staramy się patrzeć realnie a nie żyć chwilą itp No i sielanka trwała tak 3 pierwsze lata tak naprawdę. Na ostatnim roku czyli studiów licencjackich dostała pracę więc zaczęła zarabiać ja dopiero poszedłem do pracy gdy skończyłem licencjat i zacząłem studia magisterskie. Generalnie wszystko wydawało mi się że jest w porządku. Ja nawet nie jakiś taki brzydki i mocnej budowy trochę przy kości Ona piękna brunetka z dużymi oczami i długimi włosami do samej tali, kształty pszczoły, Piękna jak polny kwiat. Strasznie byłem zadowolony z jednego powodu że nigdy nikogo nie musieliśmy o nic prosić wszystko Ja przynajmniej starałem się osiągać sam w życiu. Myślałem że jest dumna ze mnie. Bo pomimo że nigdy się jakoś dobrze nie uczyłem to potrafiłem iść na studia i po zdobywać stypendia rektorskie. No tak owszem rodzice bardzo pomogli opłacili studia kupili nowy samochód synowi bo pochodzę z rodziny co ma pieniądze o tak to nazwijmy. Ale zawsze gdy chciałem pieniądze dostać musiałem iść pracować dwa miesiące gdy były wakacje studenckie np. zarobić i wtedy dopiero wspólnie mogłem gdzieś wyjechać ze swoją ówczesną dziewczyną. Tak mnie Tata uczył żeby coś mieć trzeba pracować. Ja jestem człowiekiem bardzo skromnym który się nie wywyższa i zawsze przez te lata ją uczyłem że jeżeli ktoś ma to nie znaczy że ma to pokazywać a przeciwnie należy żyć skromnie i czasem ją to wkurzało.
Przełom stał się dwa lata temu gdy o tak z ulicy znalazłem pracę w której po jakimś czasie naprawdę zacząłem nawet nie najgorzej zarabiać. Człowiek pierwszy raz mógł sobie pozwolić na więcej. Więc a tu z nią na zakupy a tu wypady weekendowe na Mazury. No w końcu życie a nie ciułanie i skrobanie każdej złotówki a to z jej pensji albo z mojego stypendium. I naprawdę wydawało się że wszystko idzie w dobrym kierunku Ona po studiach ma pracę Ja zaraz studia kończę i też mam pracę odkładam pieniądze. Lada moment mieliśmy iść już na swoje i razem zamieszkać bo coraz częściej poruszaliśmy ten temat. Miało to nastąpić gdy ja zakończę już studia czyli lada moment. Generalnie wszystko wyglądało jak z bajki piękna opowieść. Niestety człowiek zapracowany studia weekendowe miał coraz mniej czasu dla siebie i widział się ze swoją ukochaną tylko gdy jeździł po nią codziennie do pracy lub co drugi weekend. Nie przeszkadzało mi to wcale tylko dopiero po jakimś czasie pytałem się dlaczego nie może iść do pracy na pierwszą zmianę o 8 i być w domu np. na 15? wtedy ja kończę pracę o 16 i mamy całe popołudnie dla siebie To ta jak zaparty wół że ona jest zmęczona będzie chodzić na 14 i wtedy ja odbiorę ją o 20 o 21 odwiozę do domu i tyle się widzieliśmy i tak wyglądało nasze naprawdę ostatnie chyba pół roku. Ale nic akceptowałem to bo wiadomo już minęło prawie 5 lat kocham ją bardzo i może ma złe tygodnie/miesiące teraz. Z seksem też było źle sporadycznie raz na ruskie dwa miesiące i na odpierdziel. I wcale jakoś brak tego zbliżenia intymnego nie przeszkadzał mi bo ja należę do takiego typu faceta gdzie kochałem bardzo ją jako człowieka a nie jej pupę. Owszem seks w związku też jest ważny i niestety zaniedbaliśmy to wspólnie przez ostatni rok naszego związku. Miała trochę problemów nawet z alkoholem bo piła tak naprawdę codziennie i to w samochodzie już tylko gdy przyjechałem po nią do pracy. Chciałem jej pomóc ona twierdziła że nie ma problemu że to przez pracę że jest zmęczona i chce jej zabrać jedyną przyjemność. Znosiłem to wszystko bo punkt pierwszy Kocham.
I teraz UWAGA Raz się delikatnie pokłóciliśmy gdy przyjechałem z samochodem od razu z Uczelni po zdanych egzaminach żeby się pochwalić. Chciałem wyjechać na posiadłość na Mazury wspólnie żeby spędzić weekend zaczęła ściemniać ze nie ma czasu w ten To mówię mam teraz wolne to może w następny zapytałem ? Usłyszałem ,,OOO ja to w następny weekend mam szkolenie też nie mogę’’ Wk***m się przekląłem powiedziałem że ma się zamknąć bo niszczy całą miłą atmosferę którą ja próbuje zbudować. Trzasnęła drzwiami od samochodu pod domem i poszła. No nic pojechałem do siebie zadzwoniła do mnie o 20:00 i łamiącym głosem pyta się gdzie jestem ja powiedziałem że w domu. Zapytałem się czy przyjechać ? i pytałem się dlaczego tak wcześnie bierze prysznic Ona nic przepraszam że zadzwoniłam dzisiaj już nigdzie nie wychodzę. Jutro porozmawiamy. Późnymi godzinami 23:00-0:00 Zacząłem dostawać głupie sms typu ,,Nigdy więcej nie wsiądę do twojego samochodu’’,, Jutro poważnie musimy porozmawiać’’. I nagle dostałem sms z imieniem ,,Rafał’’ Zdzwonię do swojej kobiety powiedzieć jej Kochanie Dobranoc do jutra bo i tak robiłem przez 5 lat rano telefon pobudka w trakcie dnia telefon i na Dobranoc. A tu odbiera jakiś fagas i mówi że no cześć Rafał jak się pytam ,,kto ty ku*** jesteś’’ON: Rafał JA : do niego daj mi moją kobietę dostałem odpowiedź ,,Niech ona sama to Ci powie’’ i się rozłączył. Ona za chwilę odebrała i po pijanemu mówiła ,, to nikt nie był kochanie nikt’’. Rozłączyłem się nogi zaczęły mi drżeć usiadłem i zacząłem płakać, wyć. Nie wiedziałem co robić więc ubrałem się wybiegłem a że wypiłem dwa piwa to nie mogłem jechać samochodem więc biegłem całą drogę 4 km jak sprinter do niej do domu gdzie od lat nie biegałem a tu jak zawodowiec . Biegłem płakałem i krzyczałem ,,Boże co tu się dzieje’’ czułem że wszystko się sypie. W międzyczasie zdzwoniłem a ta nie odbierała lub się rozłączała. Wyszła na ulicy nie daleko swojego domu. Podbiegłem do niej i to zobaczyłem jej ubranie jej makijaż. Przypomniałem sobie ją jak przez pierwsze miesiące zostawała u mnie na noc. Zacząłem krzyczeć ,, kobieto co tu się dzieje jak ty wyglądasz? Co tu się wyprawia’’!! Usłyszałem od niej ,, zdradziłam Cię z Rafałem!!’’ Ja się pytam kiedy !! Co za Rafał !!!!
Usłyszałem w Styczniu od razu jak wróciliśmy z Sylwestra z Gdańska gdzie byliśmy tydzień między innymi na koncercie Big Cyca i u rodziny od strony mojej mamy, myślałem że było fantastycznie. Złapałem ją za buzię powiedziałem że wiesz o tym że Cię Kocham i że to jest nie prawda odprowadziłem ją do domu weszła no i ja załamany na piechotę szedłem już z powrotem te 4 km do siebie. Wszedłem umyłem się wyprasowałem koszulę ubrałem się siedziałem i czekałem. Spodziewała się mnie o godzinie 11 Niestety nie chciałem czekać dłużej i po godzinie 8 zapukałem do jej rodzinnego domu. Otworzyła mi jej zaspana mama. Zapytałem się czy jest Marysia na górze ? czy mogę wejść usłyszałem że śpi obok w domu u Wujka bo drugiej stronie ulicy. Ja z automatu wiedziałem już co tam robi i z kim spędziła noc . Mamie powiedziałem że teraz Pani córka mnie zdradza i żeby lepiej zadzwoniła po nią bo nie ręczę za siebie. Nie odebrała no w takim razie poszedłem. Ja jak ten kretyn stałem u Wujka pod domem i zdzwoniłem po 15 minutach wyszła i od razu zamknęła przede mną drzwi na klucz kluczyk do kieszeni pomijam jak wyglądała i jak pachniała bo możecie się domyśleć. Myślałem że jest tam sama w pierwszej chwili. Bardzo spokojnym głosem mówiłem do niej wpuść mnie co ty robisz przecież przez 5 lat przychodziłem tutaj i spaliśmy na górze na łóżku twojej Cioci. Wpuść mnie wypijemy herbatę. A ta ,, nie możesz wejść tu nikogo nie ma’’ Nagle usłyszałem głos ,,odwróć się’’ i zobaczyłem zaparkowany samochód. Tam gdzie zawsze mój stał. Poszły kur** szmat* itp. Patrzyłem na nią i mówiłem To jest nie możliwe ty byś nigdy mi tego nie zrobiła nie po tym wszystkim krzyczałem do niej że przecież mam pierścionek zaręczynowy kupiony i czeka do Maja bo i wtedy byłaby nasza rocznica. Ta się spojrzała pogardliwym wzrokiem i powiedziała mi ,,przecież miałeś przyjechać na 11’!!’. Ja wyklinałem krzyczałem żeby tamten wyłaził a ta stała płakała i pytam czyj to samochód dostawałem odpowiedzi ,,Nikogo’’ Nie było żadnej rozmowy odpowiadała jak robot. Spojrzałem się na nią i powiedziałem jeżeli ty mi to robisz za 5 lat życia i odejmowania sobie od ust żebyś ty miała. To się pie*** i pstryknąłem jej zdjęciem prosto w twarz. Jeszcze na koniec ogłosiłem że zajrzę do mamusi żeby wiedziała jaką ma puszczalską córeczkę. Usłyszałem ,, tylko spróbuj’’ To się zaśmiałem i tak poszedłem po prostu się pożegnać pogadałem chwilę i pojechałem do domu. Pech chciał że to wszystko wydarzyło się 11 LUTEGO centralnie przed walentynkami i dniem kobiet.
Następnie z dnia na dzień i z tygodnia na tydzień popadłem w psychozę, depresje nie jadłem, nie spałem, zasypiałem w ubraniu nie myłem się, próbowałem się zabić czyli powiesić się nawet tego nie potrafiłem dobrze zrobić. Miałem tylko ją dla tej miłości zerwałem wszelkie kontakty. Musiałem chodzić do psychiatry i brać leki. Zrobiłem coś najgorszego co mogłem. Narzucałem się czyli setki smsów , setki telefonów dziennie zastraszanie że się zabiję itp. Wysyłanie setki kwiatów do pracy lub jej lub do domu ( w sumie to prawie przez to zbankrutowałem) Czyli typowe zachowanie dla desperata Dlaczego to robiłem ? Żeby wymusić tylko to by zadzwoniła żebym mógł ją usłyszeć nawet w złości i wyzwiskach tylko to się liczyło jej głos nic więcej , przyjeżdżałem nawet nie daleko jej domu stawałem i prosiłem żeby wyszła na chwilę itp. I trwało to bardzo bardzo długi okres. Bo w tych sms-ach było wszystko od nienawiści po miłość błaganie zastraszanie itd.
Co ja myślę teraz po 8 miesiącach ? Że się z błaźniłem w najbardziej możliwy sposób jaki to możliwy, sam się upokorzyłem straciłem sam dla siebie honor dumę, zdeptałem się. Ją niestety obiektywnie mówiąc chyba tylko nakręciłem tym. Bo gdy żebrałem o te rozmowy i oddzwaniała późnymi wieczorami lub po kilku dniach. To się śmiała ze mnie i to już po pierwszym tygodniu od rozstania ! słyszałem w telefonie spier***** Coś do niej mówiłem słyszałem Co ty pier****** ? Obrażała mnie że była ze 100 kilowym tłuszczem A teraz ma prawdziwego mężczyznę który ma 100 kilo mięśni i ją obroni ( wiadomo łysy, odstające uszka dziary, Z wyglądu jak Strachu z pitbula tylko tak 3-4 razy mniejszy) na takiego mnie zamieniła teraz. I głupie porównania na mój temat Albo słyszałem przez tel Cytuję ,, Co ty myślałeś że ty i ja na zawsze razem ? Partnerów to się ma kilkunastu przez całe życie ty pier***** idealisto’’ Następna rozmowa po jakimś czasie ,, takie dobre rzeczy z nim dzisiaj robiłam takie dobre i przez słuchawkę się oblizywała i się pytała czy ma mi opowiedzieć?’’ A ja jak ten dureń zaciskałem zęby i łzy leciały mi jak gromy. I dużo innych rzeczy słyszałem przykrych ale takiego samego pokroju co wyżej. Później straszenie mnie Policją że sprawę mi założy o nękanie itp. Straszenie mnie swoim nowym partnerem że zostanę pobity a samochód będę miał porysowany spalony i tak dalej. Jednym słowem masakra. Ale w gruncie rzeczy sam sobie byłem winien i bardzo tego żałuje teraz. To jest taka nie moc że człowiek nic nie może zrobić. Potem już na legalu przyznała się że zdradzała mnie z nim co najmniej od pół roku emocjonalnie i fizycznie. Czyli jemu laskę ciągnęła a mi dawała buzi gdy ją odwoziłem każdego dnia po pracy do domu na pożegnanie. Zapytałem się j jeszcze jakiegoś czasu jak ona mogła siedzieć przy wspólnym stole jeść mówić że mnie kocha patrzeć mi w oczy? sypiać ze mną i z nim jednocześnie ! Usłyszałem że ,, no wiesz z każdym to się robi inaczej’’.
Pamiętam ostatnią naszą rozmowę w słuchawce usłyszałem po kolejnych wyzwiskach i epitetach na mój temat ,, Że jestem jej obojętny nie obchodzi ją co się ze mną stanie i dla niej mogę iść i się zabić ,, Nara frajerze…..’’
Od lutego minęło już 8 miesięcy i dużo i nie. Oczywiście zaprzestałem już jakichkolwiek kontaktów z nią. Pisałem jeszcze sporadycznie wiadomości na adres e-mail bo i tak byłem z nią umówiony że możemy mieć kontakt mailowy. I pisałem Co słychać, jak sobie radzi, pisałem jak to ją bardzo kocham i żyć bez niej nie mogę, że świat mi się zawalił czyli znowu się upokarzałem. Niestety nie dotrzymała słowa Nigdy nie odpisała mi na żadnego maila którego jej wysyłałem a było ich naprawdę sporo. Po za tym zablokowała mnie na facebooku i zmieniła numer telefonu który wyposażył ją nowy partner alla gangster.
Emocje już chyba z mojej strony prawie opadły wiem jakie popełniłem błędy w tym związku. Zrobiłem z siebie miękką faję i lokaja jak to moi znajomi mi powiedzieli. Naprawdę dawałem z siebie wszystko nawet gdy wracałem po pracy do domu łapałem gryza kanapkę brałem pierogi ciepłe w sreberko które mama świeżo zrobiła albo zupy w słoik i długa po ukochaną żeby zjadła od razu coś ciepłego w samochodzie. Oczywiście były między nami drobne kłótnie i czasami mocniejsze słowa oraz wypominanie. Ale zazwyczaj po kilku godzinach się od razu godziliśmy bo ja nie należę do ludzi konfliktowych. Nawet w piątek przed samą zdradą zawoziłem jej pizzę jadła uśmiechała się całowała mnie a następnego dnia wszystko tak się to potoczyło.
Słuchajcie na koniec tej długiej opowieści chciałbym powiedzieć co czuję teraz. A mianowicie czuje się beznadziejnie czuje się oszukany, porzucony i podle oszukany dostałem kopa w jaja. Studia się już skończyły kontakty się pourywały. Staram się umawiać z dziewczynami i się spotykać .Staram się ćwiczyć. Ale wszystko to wydaje mi się na siłę. Problem największy w tym że JA wciąż bardzo mocno Kocham JĄ i nie ma dnia ani sekundy od czasu naszego rozstania czyli od tych 8 miesięcy żebym wciąż o niej nie myślał. Moje życie jest beznadziejne zamieniłem się w nerda który siedzi praktycznie cały czas w domu i płacze. Bo płaczę każdego wieczoru gdy się kładę spać. A każda pobudka następnego dnia od razu jest myśl ,,Marysia’’. A Rafał okazało się że to ten sam mężczyzna co ten z gimnazjum pojawił się po 10 latach i *uj….
I jaką dostałem zapłatę? za to że byłem ciepły, rodzinny, wierny, lojalny, oddany, pomocny ? Za to że zawsze jej rodzicom przywoziłem a tu miody swojskie ? a tu przyprawy? Albo wędzone węgorze >? Kopa w dupę......
Proszę pomóżcie Mi…..
Ps. Przepraszam za błędy.
witajcie,
4 miesiące temu dowiedziałam się że 7 lat temu mąż mnie zdradzał (byliśmy wtedy 12 lat po ślubie). Przypadkiem znalazłam zdjęcia ze wspólnych spacerów, wyjazdów itp. Ile to trwało nie wiem ale na pewno ponad rok. Jak łatwo się domyśleć mój mąż nie przyznaje się do zdrady, mówi, że nie postawił granic, chciała to po po prostu jechała. Jego winą jest to,że mnie zaniedbał. Z panią się spotkałam, również się wypiera nie ma co się dziwić jest mężatką. Upokorzyłam się skontaktowałam się z osobami, które z nimi spędzały czas. Brałam pod uwagę, że nie będą chcieli ze mną rozmawiać a tu się zdziwiłam - mówili. Ale to co mi powiedzieli dudni mi w głowie cały czas.
Nigdy niczego mu nie zabraniałam, tak jak już jedna z Was napisała - imprezy, wyjazdy nigdy nie robiłam problemu, śmieszyły mnie zawsze żony, które na nic nie pozwalały swoim mężom, uważałam, że są głupie chyba nawet czułam się lepsza od nich. Teraz to one się śmieją ze mnie i mają racje.
Mąż oczywiście cały czas mi powtarza, że jestem miłością jego życia, że tylko mnie kochał, kocha i będzie. Proszę go, żeby mi powiedział co wtedy czuł, dlaczego, co się stało. Ale trafiam na mur, ciągle słyszę, że to było nic, że sobie sama dorabiam teorię. Mam zdjęcia jak spacerują za rękę jak się całują, przytulają. on mówi tylko nie umiem tego wytłumaczyć.
Moje reakcje są już inne ataki szału i agresji zastąpione zostały smutkiem i łzami. Nie potrafię tego okiełznać. Raz odchodzę aby potem dać nam szanse i tak w kółko. Nie wiem,co robić. Mam takie poczucie, że jak dam szanse to znowu zrobię z siebie naiwną idiotkę.
Kiedy to się zaczęło w domu było źle, nie wiedziałam czemu. Teraz wiem, to przez nią.
Zdecydowałam się tu napisać, bo widzę, że jesteście takie wyważone w swoich komentarzach.
Chce wrócić do normalnego życia, zrobienie obiadu, prania itp. to teraz dla mnie ogromne wyzwanie. Proszę napiszcie,że to mija.
Zdecydowałam się na wizytę u psychologa. Dostałam skierowanie od lekarza ale chyba jak pojdzie się na NFZ to nie można liczyć na pomoc. Psycholog nawet nie bardzo wiedziała jak ze mną rozmawiać nie kleiła nam się rozmowa. Więc wybrałam już prywatnie ale boję się zadzwonić i umówić. Ale zrobię to, muszę tak nie dam rady żyć.
Przepraszam za chaos, ale mętlik w głowie.
Witaj Sierotka12 ,
Ela zaprosiła Cię na mój wątek,możemy porozmawiać tam,bo dotyczy zdrady i kłamstwa sprzed lat. Rozumiem Cię doskonale,wiem co przeżywasz, zdrada była 18 lat temu a ja czuje jakby miała miejsce 10 miesięcy temu. Czas się skurczył ,między zdradą a teraźniejszością nie ma nic. Współczuję i zapraszam do rozmowy na zdrada marynarza.Ryyyba
48 2017-10-15 18:56:35 Ostatnio edytowany przez AdamOl (2017-10-15 18:58:24)
U mnie mija prawie rok po zdradzie. Do dzisiaj nie wiem do końca czy była to tylko psychiczna i fizyczna zdrada. Na fizyczna nie mam dowodów za to na psychiczną tak. Zresztą po okazaniu ich przyznała się niewierna. Do teraz mam wielki ból żal a o psychice nic nie wspomnę. Podejrzliwosc, nie ufność to chleb powszedni. Po odkryciu wszystkiego oczywiście zapewnienia o odbudowie związki itp itd. Po dzień dzisiejszy z jej zachowania wynika że to ja mam pierwszy pokazywać, starać się to ja mam być osoba pokazująca jej jak odbudować związek. Brak umiejętności rozmowy ze mną, wysłuchania mnie doprowadziła że się zamknęlem. Dodam, że nie byłem idealnym mężem, to moja postawa naruszyla podstawy ziązku. Co doprowadziło Do zdrady. Ogółem mieliśmy razem się starać. Ale na jej słowach się skończyło. Nie potrafi mnie słychać, rozmawiać ze mną. Za to potrafi dać to innym. Czy to jak rozmawia koleżanką czy jak rozmawia z kolega. W łóżku nijak. Co też mnie dobija, choć wiele razy mówiłem jej, że chciałbym zobaczyć jej inicjatywę zaangażowanie w sypialni. Wychodzę z założenia że jak już się idzie do. Tego łóżka to dajemy od siebie dużo. A tu lipa. Tylko ja pokazuje że mi zależy. Wiecznie słyszę jak ja narzekam. Jak już się żale., wyrzucam to co wemnie siedzi to oczywiście. Ze przesadzam. Nie umie wysłuchać przemyśleć. Zero nic. Teraz żyje z dnia na dzień bez oznak na lepsze jutro. Żyje teraźniejszoscia.....