Witam, mam 30 lat i poważny problem. Zacznę od początku. Jeszcze kilka lat temu byłm żonaty, mam syna (teraz 8 lat). Małżeństwo nie było udane - nie, że były kłótnie i wrzaski. Po prostu nie było tym, czego oczekiwałem. Może dlatego, że, delikatnie mówiąc, była to "wpadka". Jednakże dla dobra małego pobraliśmy się i wchowywaliśmy go. Generalnie życie mi biegło bardziej jako ojciec niż jako mąż. Myśl o rozwodzie tłukła mi się po głowie od mniej więcej dwóch lat po ślubie, ale mówiłem sobie "dla małego dasz radę..."
Około 3 lat temu poznałem kobietę. Przecudowną. Wiedziałem, że ma kogoś, z nim dziecko malutkie. Wychodziłem z założenia, że jest dla mnie nieosiągalna, że nie mam szans na kogoś takiego, na życie z nią. Bardzo często się widywaliśmy na gruncie służbowym, w wolnych chwilach rozmawialiśmy o przeróżnych sprawach -dzeciach, książkach, filmach itp. Szczerze mówiąc nie wykonywałem "pierwszego kroku" bo bałem się, że spieprze świetną przyjaźń. Jednak po półtora roku stało się, po pierwszym pocałunku dowiedziałem się, że Ona też na to czekała. Rozpoczęła się największa miłość w moim życiu, było cudownie, byłem dla niej całkowicie. W ciągu niecałego roku złożyłem pozew o rozwód, ona rozstała się z ojcem małej, zamieszkliśmy razem. Było cudownie, nauczyła mnie opowiadać o swoich uczuciach, zmieniłem się dla niej w o wiele lepszego człowieka niż byłem, codzienne sprawy, które dotychczas były przykrym obowiązkiem nabrały totalnie innego znaczenia, odkryłem przjemność z gotowania dla niej, ze wspólnych posiłków, wspólnego zasypiania. Jej twarz o poranku jest najcudowniejszym widokiem... jej uśmiech jest nagrodą a słowa dopieszczeniem...
Jej 4-letnia córeczka wprost mnie uwielbia, odwzajemniam to uczucie z resztą w pełni. Jest nisamowitą dzieweczką, bez wstydu powiem, że kocham jak swoją własną córkę. Mamy doskonały kontakt, nawet jej mama powiedziała mi, że nigdy ze swoim ojcem się tak nie bawiła jak ze mną.
Mój syn też przywykł do mojej nowej sytuacji, nie bez oporów ale polubił obie dziewczyny i znalazł z obiema wspólny język.
Muszę teraz niestety opisać byłego. Wiem, że jednym z powodów rozkładu ich związku była obojętność jego. Nie było go w domu bo pracował a ja już był to był komputer i gry. Fakt, zarabiał pieniądze i to spore. Ale nie był ani ojcem ani mężem. Wiem, że mieli kiedyś marzenia, ale jemu wystarczyło w pewnym momencie tylko to, że ma środki żeby je spełnić. Praktycznie nie miał kontaktu z córką. Po wyprowadzce stwierdził, że nadal kocha i że rozumie swoje błędy i chce wrócić, że się zmieni. (przez osiem miesięcy był przez tydzień z córką na wakacjach i miał ją na trzy weekendy) a tak widywał się z nią raz na dwa trzy tygodnie przez pół dnia. Teraz tęskni, pisze listy, smsy. Tłumaczy, mojej cudownej Pani, że ja jestem odskocznią, chwilowo, że to co do mnie czuje to zauroczenie. A ja kocham totalnie, głęboko, niezmiernie...
Równo dwa miesiące temu postanowiła, że mam się wyprowadzić bo musi przemyśleć. Że nie może być totalnie dla mnie, będąc jeszcze emocjonalnie uwikłana w niego. Że ma wyrzuty sumienia i wie, że musi w końcu wybrać jednego z nas. Oczywiście, gdy były się dowiedział stał się od razu najlepszym ojcem świata - przypomniał sobie, że mała lubi żeby jej czytać bajki na dobranoc, że ją kąpał jak był jeszcze mniejsza i że będzie przyjeżdżał po to. (nie wyjaśniłem, że brak kontaktu z małą tłumaczył tym, że mówiła dużo o mnie a to go raniło).
Teraz wygląda to tak, że kocham ciągle tak samo mocno jak pierwszego dnia, zrobiłbym wszystko dla nich obydwu, traktuję je jak swoją rodzinę. Widuję się z nimi dosyć często, odbiorę małą z przedszkola 2-3 raz w tygodniu, raz na jakiś czas zostaję na noc - wedy wieczory są nasze - takie jak były, gdy byliśmy dla siebie całą dobę. Rodzinne, romantyczne i namiętne. Czasami dostaję telefon "przyjedź, jestem smutna, tęsknie" - wtedy nie ma dla mnie czerwonych świateł, fotoradarów - gnam jak dziki...
Wie co do niej czuje, wie, że nie traktuję tego jako coś nietrwałego, wie, żę marzę o tym, żeby spędzić z nią resztę życia... Tak bardzo kocham, tak bardzo tęsknie...
Co mam robić?