Jestem z moim S 1,5 roku,on ma dziecko z poprzedniego związku i z tego powodu musi widywać sie z była,która była moją przyjaciółką.
Wiem ze ją bardzo kochał i było mu z nią dobrze-chociaz ja bym tego nie nazwała idealnym zwiazkiem. ona go zdradziła na koniec ich bycia razem bo juz wiedziała ze z nim nie bedzie,wiec jej nie zalezało,jak wiadomo gdy on sie dowiedział to sie załamał.
Los chciał ze poszlismy razem po kolezensku na dyskoteke,chciałam zeby sierozerwał i zobaczył ze na niej zycie sie nie konczy,no i wyszło tak ze sie styknelismy.
Oczyscie straciłam przyjaciółce z własnego wyboru, po prawie miesiącu wyznał mi ze mnie kocha co utrzymuje do tej pory,twierdzi ze z nią nie chce juz byc nawet ze wzgledu dziecka bo zmieniły mu sie prorytety i ja jestem najważniejsza,ale ludzie !!...
znałam ja wystarczająco dobrze,wiem ze ona za nim nigdy nie przepadała,błedy młodosci jedynie,
co wszystko mozliwe i zawsze mozna zmienic zdanie,była zauroczona po częsci a z tamtym drugim juz nie jest.
Widze jak sie nadal do siebie odnoszą czasami i zachowują bardzo kolezensko a nawet po przyjacielsku,ja nie wierze w taką przyjazń,mam wrazenie ze on nadal ją kocha i ze w kazdej chwili pozwoliłby jej wrócic, wiec stąd bierze mi sie ze nie wierze iz on mnie kocha mimo ze mi to okazuje jak tylko potrafi.
Mam wrazenie ciągle ze to jakis spisek,ze on czeka na nią az sie namysli,ze lepiej juz byc ze mną niz samemu na nią czekac itp... powiedzcie co o tym sądzicie, co powinnam z tym zrobici myslec bo nie chcem całe życie sie bac ze on mnie zostawi i to dla niej.
pozdrawiam