już prawie rok czasu jestem singlem. Spotykam na swojej drodze wielu facetów. zostają oni moimi przyjaciółmi albo też bywa tak że chcą tylko seksu więc odrazu odstawka.
Czuje ogromny głód miłości
chcę być kochana przecież to normalna potrzeba ludzka, ale także chcę kochać. Są też faceci którzy czują do mnie mięte, ja jednak do nich nie.
Nie chcę i nie robię nic na siłę, ale bardzo chciałabym wiedzieć jak postępować aby może ułatwić ten proces zakochania się, czy też jak przetrzymać ten czas kiedy nie ma tego uczucia ??
Bardzo mi brak tej euforii kolorów w życiu tego ogarniającego szczęścia płynącego z każdej strony. brak mi po prostu faceta. Może nie jestem sama w niedoli ?? jak sobie radzicie ?? czy podoba wam się bycie samotną kobietą ??
Podobne tematy
Miłość niejedno ma imię. A euforia kolorów to akurat nie w miłości a w stanie zakochania, gdzie ta cała chemia iskrzy. To 2 różne stany. Czy nie masz nikogo kto Cię kocha? Mamy, taty, rodzeństwa, babci? W tych miłościach niepotrzebne są euforie kolorów, prawda? One opierają się na sile spokoju, zaufaniu i poczuciu bezpieczeństwa
Co do pytania z tytułu twojego wątku - myślę, że dużo tu takich osób, szczególnie w dziale "samotność". Ja nie czuję się samotna mimo, że jestem sama ![]()
Czy zaglądasz jeszcze na własny wątek :"grupa wsparcia dla kochających za bardzo"? Bardzo wartościowa rzecz - gratuluję pomysłu. Pomógł mnie i wielu innym osobom ![]()
mam dokladnie to samo. z ta roznica, ze ja jestem singlem od dwoch lat.
tez spotykam na swojej drodze wielu facetow, nie narzekam na brak powodzenia, a mimo to jestem sama. tez mysle, ze problem jest we mnie, ze nie potrafie sie zakochiwac.nie mam bladego pojecia, jak ulatwic proces zakochiwania. zakladalam podobny temat na forum z dziale rozstanie,flirt, zdrada, rozwod o temacie 'zapomiec o bylym'. poczytaj sobie, tam dziewczyny mi daly kilka cennych rad i mam zamiar je zastosowac. w moje nie-zakochiwanie wplatany jest jeszcze moj byly facet, o ktorym ciagle mysle i do ktorego porownuje nowych facetow. a u Ciebie jak z tym jest?
oj, jak to dobrze wiedziec, ze nie jestem jedyna z takim problemem.
Byly juz podobne watki tego typu , poczytaj sobie. Nie tylko Ty jestes w takiej sytuacji dobrze ze nie wykorzystujesz facetow ktorzy cos do Ciebie czuja ale Ty nie mozesz dac im tego samego w zamian.lub nie rzucasz sie w zwiazek z facetem nic nie czujac do niego ale zeby zabic ta pustke.
Bo skutek jest odwrotny czujemy sie w tedy jeszcze bardziej samotne bedac z kims kogo nie kochamy pomimo ze ta 2 osoba moze kochac cie ponad wszystko.
Czekaj na swoja druga polowke zajmij sie czyms co zajmie twoj wolny czas , zebys wieczorem mogla ze zmeczenia od razu zasnac a nie myslec o tym jaka jestes nieszczesliwa i samotna.
Bo gdzies czeka naa ciebie taki facet ktory pokocha ciebie a ty to odwzajemnisz . tego jestem pewna
Nie można zakochać się na pierwszej randce. Na początku istnieje tylko zauroczenie. Trzeba czasu by przyszło kochanie. Musisz dać komuś szanse by go poznać, a miłość sama przyjdzie ![]()
poczytaj sobie, tam dziewczyny mi daly kilka cennych rad i mam zamiar je zastosowac. w moje nie-zakochiwanie wplatany jest jeszcze moj byly facet, o ktorym ciagle mysle i do ktorego porownuje nowych facetow. a u Ciebie jak z tym jest?
ja nie porównuje nowych facet do ex bo już mi przeszła jazda na to że porównywałam. U mnie jest bardziej tak że głód do tego by poczuć te motyle jest spowodowany samotnością. brak mi tych fajnych uczuć związanych z zauroczeniem zakochaniem się. wiem że w końcu mnie to spotka tylko nie mogę się tego po prostu doczekać
muszę się chyba uzbroić w cierpliwość.. . . . .
poznaje różnych facetów i każdy z nich ma coś innego w sobie. tylko czasami ten który mi wpadnie w oko i chciała bym się z nim spotykać, ma pokiereszowane zwoje mózgowe po poprzednim związku i wolą być sami bo to oni myślą o ex, lub też wolą się wyszaleć po poprzednich związkach nieudanych.
jak pech to pech ![]()
wazne zebys z tego glodu nie wpakowala sie w nic bez przyszlosci tylko po to zeby ten glod zaspokoic ![]()
a 'motyle'sa fajne ale niestety ktorkotrwale pozniej mijaja ale zaczyna sie kolejny i tez fajny etap
wazne zeby trafic na kogos kto bedzie do nas pasowal nic na sile ![]()
tak czy siak rozumiem Ciebie doskonale. tez pragne sie zakochac, zglupiec dla jakiegos faceta, poczuc motyle w brzuchu itp. o tesknocie za regularnym seksem z facetem, ktorego darzylabym uczuciem juz nawet nie wspomne.
zdecydownie nie podoba mi sie bycie samotna kobieta.
vanila !!! AMEN SIOSTRO !!!!!!!
ja już myślę nawet o tym by wejść w taki układ tylko seks ........ oboje jesteśmy samotni on po przejściach i ja też. i tylko seksu nam brak hmm nie wiem mam głupie myśli już
hm, ja probowalam seksu bez zobowiazan i to chyba nie dziala tak, jakbysmy tego chcialy. dlatego w poscie wczesniej napisalam, ze tesknie za seksem z facetem, ktorego darzylabym uczuciem. to naprawde robi roznice. ale z drugiej strony jesli facet jest przystojny i Ciebie choc troche kreci- moze sprobuj?
no kręci mnie, to mój kolega. ale boje się że się zakocham i co ?? hmm ale w sumie nie raz już się fatalnie zauroczyłam i przeszło a seks yhh boże rok przerwy robi z mózgu wodę
... skoro wreszcie ci sie ktoś podoba to na co czekasz?
Tak się przyglądam wypowiedziom w tym temacie i zaczynam się trochę dziwić temu co czytam . Osobiście nigdy nie mógłbym współżyć z dziewczyną , co do której ,nie miałbym poważnych planów , czyli precyzując , z którą nie był bym w zdrowym związku , bardzo rokującym na przyszłość , w którym panowało by pełne zaufanie , wzgląd na drugiego partnera oraz wspolne branie odpowiedzialności za siebie i to co razem byśmy budowali.
Powód zastosowania tych jakże górnolotnych warunków jest bardzo prosty, taka "zabawa w miłość" niestety skończyła się już dla wielu niezbyt miło , a przywołując słowa jednej z piosenek "Za dużo dzieci nie ma już Swoich tatusiów i swoich mam" chciałbym zasygnalizować ten problem . Znam już parę przypadków z mojego podwórka , gdzie dziewczyny miały szczęście? , bo chłopak związał się z nią , gdy zaszła w ciążę , jednak czy wiele takich "związków" przetrwa to już inna historia , ile razy widzimy w telewizji "rodziny" , gdzie matka ma 3/4 dzieci ,ich ojców jest przynajmniej 2 , a z trzecim obecnym konkubentem jest w ciąży , niestety nie są to pojedyncze przypadki , chociaż pewnie marginalne , ale z drugiej strony młodych dziewczyn walczących o alimenty nie brakuje . Czy na prawdę warto prowokować takie historie ...
Pozdrawiam i czekam na oddźwięk z Waszej strony oczywiście o ile ktoś będzie zainteresowany.
Moim zdaniem temat jest wart przemyślenia , a każdy kolejny dzień i nowe sytuacje , które spotykam w tym temacie wśród znajomych utwierdza mnie w tym .
mc89 zgadzam sie z Toba. jednak nie ma co sie oszukiwac, najczesciej decydujemy sie na wspolzycie zanim jeszcze jestesmy gotowi w 100% na rodzicielstwo. decydujemy sie takze na wspolzycie niekoniecznie z tym jednym jedynym/jedyna i to tez moze byc ok. ja ufam, ze w dzisiejszych czasami mozemy sie skutecznie zabezpieczac.
tak jak pisalam wczesniej, nie zachecam do przygodnych kontaktow seksualnych, wspolzycia w klubach itp. ale nie widze nic zlego w tym, ze dorosla kobieta, ktora ma taka potrzebe i pamieta o zabezpieczeniu,decyduje sie na seks z chlopakiem, z ktorym nie jest w zwiazku.
Zgadzam się ,że dorosła kobieta ma takie prawo , jak wiemy zabezpieczenia nie zawsze działają w 100% , ale to jest osobny temat , póki taka kobieta ma zaplecze finansowe , bo pracuje , ma zasobnych rodziców lub ten facet w razie czego się dorzuci , to nic mi do tego , każdy robi to co uważa za słuszne (chociaż przypadki , w którym państwo musi płacić z naszych podatków na dzieci tak zrodzone , gdzie kobieta nie ma na jego utrzymanie już mnie "uwiera") .
W takim razie chciałbym podjąć kwestię tego typu ,że wg. mnie robienie z seksu "religii" i czegoś , od czego w przypadku większej przerwy, jak to koleżanka napisała robi się woda z mózgu , może być dla stabilności , powodzenia , szczęścia naszych przyszłych związków niebezpieczne . Już tłumaczę o co mi chodzi i jeszcze raz zastrzegam , że ja nie oceniam danego zachowania jako złe bądź dobre , tylko staram się zobaczyć jakie ono może mieć konsekwencje w moim życiu w perspektywie czasu .
Podaję przykład z życia wzięty !
Młode małżeństwo , w naszym wieku 21/22 lata . Nie wiem czy mieli partnerów seksualnych przed swoim związkiem , być może , ale nie wiem . Dziewczyna urodziła dziecko , jakoś pół roku po ślubie , więc zaszli wcześniej , ale to nie problem , bo pomimo wpadki , to z miłości , kochali się przynajmniej tak oboje deklarowali . Dziecko się urodziło , zdrowe , to fajnie , więc żyją . Nagle pojawia się problem , chłopak chce szybko rozpocząć współżycie , bo robi mu się już ta przysłowiowa woda z mózgu , więc dziewczyna bierze tabletki , przecież nie może zajść drugi raz . Niestety jest i tak po ciąży "rozjechana" hormonalnie , także źle się po tabletkach czuje , nie ma ochoty na seks , ale chłopak nalega , niby czeka , ale nalega , staje się coraz bardziej niemiły i kłótliwy . Dziewczyna ulega , przecież to jej mąż , ale nie za bardzo wychodzi , źle się czuje i nadal nie ma ochoty na zabawy , nie sprawia jej to przyjemności . Po 2/3 miesiącach takiej szarpaniny i napiętej sytuacji z powodu braku pożycia w ich związku i kłótni z tego powodu, dziewczyna pyta się chłopaka , co by było , gdyby np. zachorowała , co wiązało by się z abstynencją w ich pożyciu np. roczną czy 2 letnią , w tym momencie dostała odpowiedź (całkiem serio) od swojego męża ,że w takiej krytycznej! sytuacji przespał by się z inną kobietą , w innym przypadku by nie wytrzymał bez kontaktu fizycznego . Na prawdę nie chcę sobie wyobrażać co musiało się w głowie tej kobiety dziać słysząc te słowa padające z ust jej kochanego męża mając w perspektywie kilkadziesiąt lat , które musi z nim przeżyć ...
Historia jest prawdziwa z życia wzięta, dla mnie dość przygnębiająca .
Proszę mnie źle nie zrozumieć , jestem jak najbardziej za kontaktem fizycznym dwojga kochających się ludzi , przy odpowiednich warunkach i zasadach , uważam że to powinno być ukoronowanie relacji , związku , jednak dochodzę do wniosku ,że seks nie powinien być jego spoiną(bo co się dzieje , gdy jej zabraknie?) i tym na czym go opieramy .
Zbytnio się rozpisałem , ale widać , takie to we mnie wywołuje emocje i przemyślenia ,że musiałem się tym z Wami podzielić , choć oczywiście coś by się jeszcze znalazło ![]()
ja!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!:) ja też tak czuję i chcę tego jak niczego innego.i wiesz co? boję się,że juz mnie nic takiego nie spotka-niestety..mam już 30 lat...a \w takim małym mieście jak moje wszyscy wszystkich znają i ogólnie nie ma nikogo wolnego już nawet chyba;) dlatego cóż...trzeba będzie pogodzić się chyba z losem samotniczki:( ![]()
17 2011-01-13 12:34:23 Ostatnio edytowany przez alaclaudie (2011-01-13 12:43:27)
Mc89- podoba mi się Twoje myślenie
Jeśli tylko seks może połączyć, gdy go zabraknie nic juz nie ma.
Ogólnie poruszyłeś ciężki temat.
Lolka miejsce zamieszkania zawsze można zmienić, tak jak wiele innych rzeczy ![]()
jak sobie radzicie ?? czy podoba wam się bycie samotną kobietą ??
Autorka wątku pisze że ciężko jest żyć bez uczucia, dziewczyny z kolei piszą o tym że chcą się "seksić".
Bez serca- nie myśl o tym zbyt dużo bo zwarujesz. Na siłę się nie zakochasz, to się dzieje mimowolnie.
Jak przezimować okres posuchy uczuciowej- jak największą ilością zajęć, w tym randek (większa szansa na to że ktoś nas zainteresuje). Przyjmuję to jako stan naturalny, nie zdzieram z krzykiem tynku ze ścian, czasem jest mi z tego powodu smutno ale mówię sobie że trwanie w marazmie mnie z niego nie wyzwoli. Nie robię z siebie sieroty- tzn. nie zwierzam się dookoła z faktu iż singluję sobie. Co ma być to się zdarzy, wielokrotnie przekonałam się że niczego w życiu nie można być pewnym. Pozdrawiam ![]()