Niedawno rozstałem sie z dziewczyną (A.). Nie mielismy długiego stazu, ale był to najlepszy okres w moim zyciu. Doszło miedzy nami do sprzeczki. Ona powiedziała cos przykrego, co naprawde mnie uraziło a ja nie byłem jej dłuzny i w nagłym przypływie zdenerwowania powiedziałem jej w dwoch słowach co o niej mysle. Tak skonczył sie zwiazek w ktorym oboje bylismy szczesliwi-tak mi przynajmniej mowiła. W okresie w ktorym bylismy razem nie ukrywałem przed nią ze nie wiem czy to co do niej czuje to miłość. Nie chciałem rzucac słow na wiatr. I ona to akceptowała. Sama tez nigdy nie powiedziała ze mnie kocha bo utarło sie juz tak ze nikt nie chce pierwszy tego powiedziec bo sie boi (wiadomo o co chodzi) ale miałem wrazenie ze bardzo chce mi to powiedziec. Nie okazywałem jej uczuc w taki sposob w jaki ona by tego chciała, poprostu nie miałem takiej potrzeby i to tez jej powiedziałem. Kiedy teraz o tym mysle to chce sobie cos zrobic. widze ze ja krzywdziłem ale byłem poprostu zbyt pewny siebie. Dopiero po rozstaniu zrozumiałem co tak naprawde do niej czuje. To najwieksza miłość jaka moge sobie wyobrazic. I mowie jej o tym otwarcie. Nigdy nie okazywałem tych najskrytszych uczuc nikomu. Poprostu mam taka naturę. I jak widze co teraz robie, co jestem w stanie zrobic by ona wrociła to jestem przekonany ze nigdy bym jej juz nie skrzywdził (przyjnajmniej swiadomie). I tu zaczyna sie problem. Ostatnio prawie kazda nasza rozmowa konczy sie tym ze A. ma do mnie pretensje o rozne rzeczy. Ze porownuje ja do innych kobiet, ze chce zeby sie zmieniła (zachowanie, przyzwyczajenia). Ja naprawde nie chce tego i mowie jej o tym. Gdybym chciał inną mowa o tej do korej niby ja przyrownuje to biegałbym za nią a nie za moją A. i tak jej powiedziałem a ona na to ze to jak zachowywałem sie wczesniej, jak ja krzywdzilem (mowa o kłutni po ktorej sie rozstalismy) skutecznie uszczupliło jej uczucia do mnie. Wynika z tego ze mi nie ufa. Ale ja sadze ze chodzi o cos innego. Nie mozna ot tak skreslac wszystkiego przez sprzeczke. przez to ze powiedziałem jej przykre słowo. Wyjasniłem jej ze byłem roztrzesiony tym co usłyszałem od niej i stad moja reakcja. Czy moje zachowanie naprawde mogło wyplenic z niej miłość? Myslałem ze to uczucie jest silniejsze od wszystkiego. Juz nic nie rozumiem. A. uwaza ze zalezy jej na mnie ale ja mam wrazenie ze przez te jej wywody chce mnie do siebie zrazic. Tak zeby mnie nie ranic, bo widzi mnie codziennie (mieszkamy w na jednym pietrze w akademiku)i poprostu jest jej mnie zal. Juz nic nie moge zrobic? Jak do niej trafic..
Podobne tematy
Popełniliście błąd wracając do siebie. Nigdy nie jest kolorowo za drugim razem. Bo obie strony pamiętają krzywdy, które sobie wzajemnie robili. A potem przy każdej nawet małej sprzeczce, wypominają je. Nie chce Ci zle doradzić. Ale już nie raz wracałam do byłych i zawsze kończyło się tak samo. Słuchaj jej uczucia się zmniejszyły, bo to nie była miłość. Ty, myslisz że ją kochasz, bo sam napisałes że ten pierwszy z nią związek był najpiekniejszym momentem. Często własnie tak jest, gdy mamy super związek, czujemy się zajebiście to mylimy to z miłością. A to jest tylko takie przywiązanie '' skoro było mi super to nie chce tego stracic, bo moge nie miec tego z innia osoba '' Ja tu wogole już nie widzę sensu. Bo to prędzej czy pozniej się rozpadnie. Ale zrobisz jak ze chcesz. Ale pamietaj że lepiej wyjdziesz na tym gdy pojdziesz za rozumem. Bo rozum nie zawodzi, a serce bardzo często. Wiem o czym mówię.
Popełniliście błąd wracając do siebie. Nigdy nie jest kolorowo za drugim razem. Bo obie strony pamiętają krzywdy, które sobie wzajemnie robili. A potem przy każdej nawet małej sprzeczce, wypominają je. Nie chce Ci zle doradzić. Ale już nie raz wracałam do byłych i zawsze kończyło się tak samo. Słuchaj jej uczucia się zmniejszyły, bo to nie była miłość. Ty, myslisz że ją kochasz, bo sam napisałes że ten pierwszy z nią związek był najpiekniejszym momentem. Często własnie tak jest, gdy mamy super związek, czujemy się zajebiście to mylimy to z miłością. A to jest tylko takie przywiązanie '' skoro było mi super to nie chce tego stracic, bo moge nie miec tego z innia osoba '' Ja tu wogole już nie widzę sensu. Bo to prędzej czy pozniej się rozpadnie. Ale zrobisz jak ze chcesz. Ale pamietaj że lepiej wyjdziesz na tym gdy pojdziesz za rozumem. Bo rozum nie zawodzi, a serce bardzo często. Wiem o czym mówię.
Jasne, że miłość może się skończyć po paru złych słowach. Ja rzuciłam faceta tylko dla tego, że raz podniósł na mnie głos. To wystarczyło, mimo, że byliśmy ze sobą pół roku, a zakochana byłam w nim... no, 2 lata, jeśli nie więcej. Patrzyłam, jak krzyczy, i coś we mnie pękło. On już później nie rozumiał, co się stało, że zerwaliśmy. Ja wiedziałam.
Co do Twojej dziewczyny- jak sam przyznałeś, krzywdziłeś ją. Ona będzie Ci to wypominać. Jeśli rozmowa na ten temat nic nie daje... może uczucie rzeczywiście się wypaliło z jej strony? Ja bym walczyła dalej, ale kiedy sytuacja zaczyna być beznadziejna, warto odpuścić.
Megiiii654 nie wrocilismy do siebie. Od tamtego czasu utrzymujemy relacje kolega-kolezanka. Przynajmniej probujemy. Kiedy sie spytałem czy to definitywne (nasze rozstanie) powiedziała ze nie. Tylko nie wiem czy nie chciała mnie dobic, czy naprawde jest iskierka nadzieji. Powiedziała tez ze kiedy Ją przytule ona tez mnie przytuli, kiedy zaczne ja całowac, ona tez mnie bedzie całować. Ale powiedziała tez ze zycie dalo jej po dupie i teraz utrzymuje dystans do tych spraw. A kiedy sie pytam czy gdyby nie ta felerna kłotnia bylibysmy razem odpowiedziała ze tak.
No to teraz kochany przed tobą WIELKA robota, żeby odpracować tę głupią kłótnię. Wszystko w twoich rękach - STARAJ się!
a na przyszłość, trzymaj się za języki i nie rań ![]()