Cos mnie tknęło aby tutaj napisać o sobie, chyba nie mam już sil. Czasami dopada mnie totalny dol..Mam 25 lat teraz.
Dzieciństwo:
Nie mam za bardzo co narzekać, bywało gorzej u niektórych, ale na pewno tez miało wpływ na moje teraźniejsze zachowania..Pamiętam te chwile w samotności. Ojciec hazardzista wiecznie go nie było w domu, wychodził do sklepu wracał po miesiącu. Mama wiecznie płacząca, potem pamiętam ją z kochankami ciągała mnie i brata. Pamiętam jednego jaki był zazdrosny, jak wybił szyby w domu, jak skoczył pod maskę pod auto, miałam z 7lat...Potem pamiętam kłopoty finansowe taty. Zabrali mu firmę, nam mieszkanie, auta. Pamiętam rożne towarzystwo które przyjeżdżało, straszyli...Wieczny strach. Brakowało mi tak uczuć ze przytulam się pamiętam w szkole muzycznej do pani która uczyła mnie gry, mówiłam do niej żeby była moja 2 mama...Następnie, zabrali nam dom, tato zniknął na 5 lat, my zostaliśmy na wynajętym, z czasem coraz bardziej zadłużonym. Mama podjęła decyzje o wyjeździe z kraju z młodszym bratem...ja zostałam zupełnie bez nikogo pod opieka mamy przyjaciółki na kilka miesięcy....
Byłam juz w wieku 15 lat, przeprowadzka do innego województwa, finansowo już ok, mama jeździła kilka razy do roku za granice, potem związała się z facetem jakimś... z tata zero kontaktu.
Wiek 16 lat do 22
Trzymana bardzo krotko, zabronione chodzić w nowych ubraniach do szkoły, absolutnie puder, zero koleżanek bo to nie ten czas, ZERO wyjść z domu. Zawsze miałam problem z koleżankami, zawsze sama, skryta. Potem nowa szkoła, chciałam się przypodobać a wiadomo najłatwiej w złym towarzystwie. Zaczęłam kombinować, malowałam się przed szkolą, przed powrotem zmywałam makijaż, ubrania wynosiłam, na szybko na klatce schodowej się przebierałam. Zeby moc wychodzić z koleżankami bo normalnie po szkole nie mogłam( choć byłam wtedy jeszcze grzeczna) zaczęły się wagary, bo wtedy miałam czas iść na imprezę, do kina, na zakupy...Zaczęłam palić papierosy, narkotyki, alkohol. Zaczęłam tez nocne życie. Matka miała faceta, wychodziła na noc ( oczywiście zamykała drzwi na zamek żebym nie wyszła), ja tylko na to czekałam, brat zasypiał, a ja wychodziłam o 21 przez okno( parter:)) i wracałam rano o 5, 6. Bylo lato, w tym czasie, brałyśmy np po kresce amfetaminy i chodziłyśmy wyrywać chłopaków z autami...Poznałam faceta starszego 15 lat z mercedesem, byłam super zadowolona....bawiło nas to ze do szkoły jeździłyśmy nowym autem cabrio itd Nie szanowałam się za grosz. Kto nas nie zaczepił to się umawiałyśmy na picie, kiedyś z tirowcami nawet na parkingu w tirze, spałyśmy po tanich winach w parku w centrum miasta, chodziłyśmy po dyskotekach na tabletkach, dużo rzeczy nie pamiętam...Az coś mi się robi jak to pisze, czuje wstręt do samej siebie..A najgorsze czemu nikt na to nie zareagował? nauczyciele np? Chodziłyśmy do szkoły spalone po trawce, po amfetaminie? nikt nie widział? nie wierze....Pewnego dnia, oczywiście tez po alkoholu, siedzimy w parku, kolo szkoły, idzie Pani psycholog, zauważyła nas, zgarnęła do szkoły. My totalnie pijane, wezwała pogotowie, policje potem, ja miałam 2,5 promila. wyrzucono nas z liceum. I tu dalsza cześć gorsza...
Pozwolę sobie dopisać zaraz pod spodem jeżeli mogę......
1 2010-12-10 14:54:28 Ostatnio edytowany przez angelikads (2010-12-10 14:55:19)
Podobne tematy
2 2010-12-10 15:56:42 Ostatnio edytowany przez angelikads (2010-12-10 16:24:48)
W domu zaczęła się wtedy tragedia. Mama mnie biła, miałam pełno krwiaków nawet na klatce piersiowej, nogi od paska, więcej zakazów, nożyczkami obcięła mi włosy, ubrania oraz psychicznie typu wyzwiska ciągłe od dz.., sz... itd itp. Nie miałam nikogo, postawiłam na wspomnianego wyżej chłopaka z mercedesem, latałam za nim, poszłam do nowej szkoły ale znowu wagary z koleżankami i chłopakiem doszły. 17 lat straciłam dziewictwo z tym facetem. Nie wiem czy chciałam, po prostu koleżanki już były po... On pokazał swoja twarz w koncu..Miał takich pełno, chciał mnie tylko zaliczyć. I się zaczęło. Bawiłam się rok maksymalnie z koleżankami jeśli chodzi o facetów, zero związków. Kiedyś padła nam propozycja seksu za pieniądze, stwierdziłyśmy bez niczego czemu nie? bawimy się za darmo, dlaczego by nie brać pieniędzy..Szukałyśmy wtedy chętnych starszych chłopaków na czacie na picie...Spotkałam się, szczerze nie czułam obrzydzenia , nic. Normalka, jak nie raz na imprezie i jeszcze miałam na ciuchy czy fryzjera...Zaczęłyśmy tak zbierać pieniądze we trzy. Ktoregos dnia juz nie wytrzymalam z mama i wyszlam z domu, nie wracajac. Wczesniej tez bylo kilka ucieczek ale za dużo by opisywac....Wyszlam, wynajelam mieszkanie i pracowalam jako prostytutka. Wydoroslalam z tym ze przestalam brac narkotyki, alkohol juz sporadycznie. Myślałam jak sie utrzymac, wiedzialam jak ciezko jest i ze nie moge tego robic wiecznie. Bylam bardzo ladna dziewczyna, kazdemu facetowi sie podobałam, moglam wolac duze pieniadze, zarabialam 25-30 tys miesięcznie. Przestałam wydawać kase na ciuchy i kosmetyki bo to bez sens, poszlam na kurs prawo jazdy, szkoly zaocznej LO dokonczyc, kurs angielskiego, kupiłam fajny samochód, duze mieszkanie, remont....Aby miec podstawy dążyłam, wiedziałam ze juz i tak w to weszlam to żeby chociaż cos miec z tego, ze jak zrezygnuje z prostytucji to pojde do pracy i zarobie na siebie, nie bede musiala kiedys zarabiac na mieszkanie, czy placic czynszu nie wiadomo ile...
Praca prostytutki
Moglabym tu napisac bardzo duzo. Moze opisze jedna sytuacje, ktora wcześniej nie mialam gdzie wlozyc. Ten moj chlopak straszy jak z nim zerwalam po pol roku podstawil mnie i koleżance takiego chlopaka 23 lata. Poznałyśmy go niby w pubie ale on wiedzial ze my tam bedziemy. Umowilysmy sie z nim na sylwestra, wyjazd w gory. Przyjechali jego znajomi 2 autami, wsiadłyśmy nikogo nie znając...Ten podstawiony chłopak wysiadl po 10 km, powiedział ze on cos załatwi a my mamy jechać z nimi. Jedziemy jakies 300km a ci ludzie mówią nam ze jestesmy winne kase i mamy to odrobić teraz. Dojechałyśmy na miejsce, zabrali nam telefony itd...Wtedy miałyśmy dopiero kilka spotkań z internetu ale tylko na sex oralny bo do seksu nie mogłyśmy sie przemóc...Byłyśmy w kamienicy pietrowej, na dole kraty w oknach byly, pilnowała nas dziewczyna ze swoim dzieckiem...balam sie krzyczec, dzwonić na policje czy cokolwiek, myslalam co moja mama powie? Wiedzieli jak nas podjesc, byl alkohol, pilysmy, byly tablety, bralysmy, i odrabialysmy rzekome pieniadze. Pamietam jak juz na nas nie dzialaly to nam zmieniali w proszek i wciagalysmy. Jakies 10-15sztuk potem na dobe, nie wiem jak to przeżyłam, teraz bym nawet na oczy tego nie chciala widziec...Zabierali nam kase, czasami cos z napiwkow schowalam...po tygodniu mialam dosc. Bylysmy same. zamknięte w sylwestra, zaczelysmy z okna 1 pietra krzyczec o pomoc, znalazl sie ktos z busem i zeskoczyłyśmy. Byli to dwaj faceci, poszliśmy do nich na Sylwka, a na 2 dzien zawiezli nas na pkp. Ten pobyt tam zrujnowal mi psychike juz calkiem....
Pisalam wyzej o mojej pracy prostytutki. Mialam wynajete mieszkanie i ogoloszenie. Co dziwne, bylam sama, nikomu sie nie oplacalam, nie chcialam by ktos na mnie zarabial. 4 razy zmienialam miejsce zamieszkania. Sutenerzy zaraz sie znajduja, patrza nowe ogloszenie, przychodza jako klienci niby i karza placic, strasza itd ja zwiewałam. Potem wystarczalo mi przespac sie z takim facetem i juz nikt sie nie mogl mnie doczepić o kase. Kliencie bywali rozni. Większość była w porządku, oprócz paru swirow, ktorzy mieli dziwne zyczenia. Jak mnie ktos nie spasował to zegnalam i tyle, az tak nie zależało mi. Liczyła sie wtedy kasa dla mnie i żeby być na swoim. Nie chciałam sie wiązać i oszukiwać chłopaka, chociaż pragnęłam miłości. Nie wiem czemu po takiej pracy zostały mi uczucia, wręcz byłam zawsze zbyt wrażliwa. Potrafiła polecieć mi łezka widząc gołąbka rozjechanego, pomagałam ludziom bez pieniędzy stojącym na deptaku zawsze i moge powiedzieć że byłam uczciwa, nawet dla takiego faceta klienta co do mnie przychodził, oddawałam jak coś zostawił, a zdarzały sie pieniądze, laptop, biżuteria bogata. Czesto tez slyszalam od nich, ze zupełnie nie pasuje tam, mądrze mowie, myślę, charakter....Zrezygnowałam w koncu z pracy..Teraz jestem z kims poltora roku, mieszkamy razem. Bylo tez wczesniej kilka zwiazkow, ale nie potrafi sie zakochac na maksa zeby stracic glowe, ukladam rozne filmy po dluzszym czasie bycia, doszukuje sie sama najmniejszych problemow i jakby specjalnie sprawdzam ile facet moze wytrzymac i ide po najmniejszej lini oporu, chce za duzo zapewnien, milosci a sama nie potrafie okazac uczuc, mysle ze kocham a nie potrafie tego powiedziec...Mysle co innego a mowie co innego, nie jestem soba, teraz Wam pisze szczerze w 100%. Jestem chlodna, sa we mnie dwie sprzecznosci. Np wychodze do rodziny to specjalnie sie szykuje i mowie M ze z koleznkami zeby byl zazdrosny...Potrzebowałabym kogoś kto by mnie nauczyl a widze ze moj mezczyzna sam ma problemy z okazywaniem uczuc, ale po czynach wiem ze mu zalezy, niestety ja choc chce nie potrafie pokazac, zapewnia mu zmienne emocje... Od pol roku zle sie czuje, czasami mniej czasem bardziej, chodze po lekarzach, nawet dzis bylam odebrac wyniki, nic nie znajduja, wszystko ok, mowia nerwica lekowa. A to temat tez rzeka, bo tyle co nawymyślałam, nawkrecalam sobie to tragedia. Nie biore zadnych lekow. Na poczatku cieszylam sie ze tylko nerwica, myslalam o bialaczce, cukrzycy itd...ale jednak tak ciezko ja zwalczyc, akurat teraz mnie dopadla jak mam spokojne zycie, niczego mnie nie brakuje
Uff nie mam sily czytac tego jeszcze raz i sprawdzac ale mysle dobrze napisalam, to zrozumiale w miare. Czekam, jezeli chce Wam sie czytac co mi radzicie? ja juz nie mam sil?
Twoja historia jest bardzo smutna-opisujesz wszystko bez upiekszania i dramatyzowania.
Tak jakbyś opisywała film a nie siebie,jak byś stała obok.
Tak chyba zresztą jest-Twoje dzieciństwo nie pozwoliło Ci poznać miłosci,ufności i bezpieczeństwa wiec Twoje dalesz losy sa konsekwencją tych braków.
Musisz spróbować zedrzeć maskę,pozbyć się chłodu dac sobie i innym poznać tę prawdziwą dziewczynę ,która pochyla się nad losem gołębia.
Bo nad twoim losem może nikt jeszcze się naprawdę nie pochylił .
Daj szansę swojej wrażliwości ![]()
To straszne co piszesz... Jedyne co przychodzi mi do głowy- to jak rodzice potrafią zniszczyć dziecku życie.
5 2010-12-10 17:17:52 Ostatnio edytowany przez angelikads (2010-12-10 17:21:12)
Nie wiem czy ich winic, ile jest dzieci z rożnych domów ale sa za to mądrzejsze i nie robia takich rzeczy, wiec uważam ze to moja wina, glupota. Miło ze współczujecie, choć napisałam to nie po to, napisałam zeby wyrzucic wszystko w jednym miejscu, poznac Wasze zdanie a po drugie zeby poradzic sobie jakos, bo teraz żyje mnie sie naprawdę dobrze, nie wroce nigdy do przeszlosci, nawet szczerze rzadko ja wspominam, matką na pewno bede cudowna:) , przydałoby sie być lepsza partnerka no i jedynie ta nerwica, co sie konkretnie moglo do niej przyczynić? bo duzo mam mozliwosci od czego...
angeliko Dlaczego piszesz ,ze nie będziesz cudowną matką? ja jestem cudowna choć dzieci czasem mają dość mego gadania!
Nie musisz być lepsza bo to prowadzi donikąd.
Nerwica? to takie ogólne pojęcie -ja bym przeszłości nie bagatelizowała -to siedzi głęboko w nas i bez rozliczenia się z nią trudno mówić o prawdziwym życiu ale mogę się mylić.
to straszne co przeszłas w zyciu,az mi sie łzy cisneły do oczu jak to czytałam ale chyba dlatego ze az tak bardzo Cie rozumiem!! Moje zycie to prawie przeciwieństo Twojego ale efekt ten sam!!!!wiem ze niepotrafie zyc normalnie,ale tez wiem ze nic na siłe.Wiem napewno ze wszysto co sie dzieje w zyciu ma swoj sens i trzeba umiec wyciagnac z tego wnioski.Tak poprostu miało byc,czasu nie cofniemy,a zyc trzeba dalej.Wiele ludzi po przejsciach nie potrafi sie podniesc w zyciu dążąc do samego dna,nie potrafią zyc z przeszłoscia.Nasza przeszłośc to dno od ktorego sie odbilismy ku terażniejszosci bedac tu i teraz.Docenmy to co po drodze przeżylismy bo o te wszystkie przezycia jestesmy silniejsi!!! Mamy i bedziemy miały uszczerbek na zyciu ale mysle ze trzeba nauczyc sie z tym zyc bo to nasz uszczerbek i kto go nie dozna to niezrozumie do końca, wiec sposób i siła na zycie jest w Nas
Wybacz angeliko ale nie dokadnie doczytałam i już się poprawiam-napisalaś ,ze będziesz cudowną matka-no to uff
Pozdrawiam
Moim zdaniem potrzebujesz dobrego terapeuty. Walka z nerwicą jest bardzo trudna, wiem coś na ten temat z własnego doświadczenia. Prawdopodobnie bez leków się nie obejdzie, a już na pewno nie dasz rady sama z nią wygrać... To, że dałaś radę i zostawiłaś tamto życie nie znaczy, że ono się za Tobą nie wlecze, a tak prawdopodobnie jest skoro teraz wyszła nerwica. Nerwy i ich objawy zawsze wychodzą po czasie jak już się wszystko ustabilizuje. Powiem Ci szczerze, że bardzo Cię podziwiam:) Jak przeczytałam Twojego posta nie mogłam pozostać obojętna na taką historię. Nie miałam konta na tym forum, więc dla Ciebie specjalnie je założyłam:)))
Nie wiem jak wygląda u Ciebie kwestia wiary w Boga... Jeśli jesteś wierząca, to warto, żebyś zwyczajnie zaczęła się modlić i prosić o pomoc:)))
Jeśli kochasz swojego partnera to mów mu o tym. Życie jest krótkie... czasem nie zdążamy bliskim powiedzieć nawet takich prostych słów jak "kocham Cię"...
Pozdrawiam Cię serdecznie!:)
Bardzo smutna historia ja też ciągle wmawiam sobie choroby i jakś też nie moge sobie ztym poradzić...
Najgorzej mnie wykancza nerwica. Podam wam ostatnie moje 5 dni.Piatek do niedzieli starszny bol glowy, piatek zrobione nastepne wyniki z krwi-idealne wyszly. Myslalam ze moze mam guza jakiegos czy cos, bo tylko glowy nie badalam. Mialam ekg rozne, tarczyca, krew- nawet o chlamydii myslalam...W sobote szpital, ale za lekarz jeden na wyjazd pojechal, gdzie indziej czekanie i tak zajelam sie tym ze minal bol glowy.W niedziele, co nie wstalam to mdlalam prawie, wiec szpital. Powiedzialam ze bol glowy, dali mi ketonal zastrzyk. Potem wkrecilam w niedziele moze ciaze czy jakies torbiele to w niedziele spoecjaalnie ginekolog, badania...W poniedzialek juz w miare ok bylo, bo sama autem pojechalam i tak neurolog, stwierdzila ok, ale zadnego przeswietlenia nie bylo, potem poszlam do okulisty, bo moze jaskra czy zle cisnienie w oczach...Dzis wtorek, jakos funkcjonuje choc dalej zle sie czuje jak mysle, ale juz nie mam do jakiego lakarza isc....Doslownie sie wykanczam...Moze jakies leki na nerwy???
Ja tylko jem deprim i lubofarm ale zastanawiam się czy nie odstaeić bo to chyba tylko mi się wydaje że to działa. Ja cierpie z powodu urojonych węzłów chłonnych ale polecam ci portal psychologiczny tam jest masa chipohondryków mi pomaga jak sobie poczytam.
zapisz się na terapię.
bądź dzielna! wszystkiego dobrego ![]()
Ja tylko jem deprim i lubofarm ale zastanawiam się czy nie odstaeić bo to chyba tylko mi się wydaje że to działa. Ja cierpie z powodu urojonych węzłów chłonnych ale polecam ci portal psychologiczny tam jest masa chipohondryków mi pomaga jak sobie poczytam.
moglabyc mniej wiecej podac jakie to jest tutaj badz na adres e mail?? mysle ze tutaj mozna, wiele chetnych osob z podobnym problemem by zajrzalo...
nerwice lękowe ludzie piszą o wszystkich swoich chipohondriach i jak sobie z nimi radzą. zawsze się mi poprawia i mam nadzieje że wkońcu zapomne otych moich węzłach.
Angeliko
miałas ciężkie życie,,,wiesz myślę sobie iz może dlatego nie ufasz , sprawdzasz i chcesz byc zapewniana-może trochę bardziej niz powiedzmy inna kobieta bo kiedys miałaś taką pracę gdzie zapewne widziałaś wiele kłamstw oszustw ze strony facetów...
będzie ci ciężko..ale daj sobie czas...
może warto by było się spotkać z jakąś przyjaciółką...?
masz kogoś by poprostu pogadac?
Angelikads jak tu się nie dzwić ze masz jakieś napady lękowe jak piłaś alkohol w dużych ilościach i brałaś narkotyki. Te substancje, szczególnie narkotyki, wypaliły ci psychike. Jeśli o to chodzi to mnie tu cie nie ma żal, ani mi nie ma przykro, sama chciąłaś to brać, mogłaś unikac takiego towarzystwa. Nieźle się bawiłaś jako nastolatka.
Życie ci musiało być wtedy bardzo obojętne. a teraz masz tego skutki zdrowotne.
Twoje problemy zdrowotne zapewne wynikaja z obciążeń psychicznych-tak przecież często bywa
np.miałam bardzo wysokie ciśnienie i tętno -lekarz był zdumiony,wszystko to minęlo kiedy zaczęlam normalnie i spokojnie ,zyć.
urodziłam i mialam idealne ciśnienie -teraz jest wszystko ok-bolał żoląde,bolała głowa z tyłu-
więc skoro wyniki sa w porządku to musisz pomyśleć o zajęciach np -medytacji
przedewszystkim uspokoj sie.
potrzebujesz kogos z kim bedziesz mogla bez stresowo porozmawiac.
Moja matka ma nerwice lekowa czy jakos tak to z domu nie wyjdzie do sklepu ja ma ataki. ale wszystko wymaga spokoju bo to siedzi w twojej glowie.
Jak facet ci nie pomaga daj sobie z nim spokoj.
Formay lekowej bym nie doradzal bo idzie sie uzaleznic od tego jak moja mama i potem juz ci nikt nie pomoze. Jak sie nudzisz a chcesz z kims pogadfac to napisz na gg 25405392 wieczorami jestem,
odrzuc historie by wydaje sie ze to co napisalas dosyc dlugo juz siedzialo w tobie i widac jakbys na sile chciala sie tego pozbyc.
aha i jeszcze jedno
czy twoj partner zna twoja cala historie??
Angeliko-jestem na tym forum raptem od 3 dni.Weszlem tutaj przypadkiem ale chyba zostane na dluzej,twoja historia nadaje sie na film,choc trudno mi w to uwierzyc ze to wszystko prawda,piszesz tak jednym ciagiem jakbys nie byla soba, wprawdzie nie znam cie i nie moge cie oceniac,ale twoja historia z jednej strony mnie przeraza ze ktos mogl miec taki ciezki los,ja w swoim zyciu zawsze mialem z gorki, a z drugiej strony nie moge naprawde uwierzyc w to co piszesz.Bije sie z myslami czy to prawda czy falsz czy rzeczywiscie ludzie w okolo maja takie problemy,wspolczuje i nie wiem co powiedziec.Wybacz
przyznam, że na mnie ta historia zrobiła wrażenie... przeczytałam od początku do końca i właściwie nie wiem co napisać. Sama często myśle, że moje życie nie ma sensu ale czytając takie historie zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę to niewiele wiem o ciężkim życiu... trzymam kciuki za Twoje szczęście i mam nadzieje, że z czasem wszystko się ułoży, a złe wspomnienia bedą tylko wspomnieniem...
Marcin 84
twoje / jak sądzę imię i wiek/ dane są tak zblizone do osoby która zniszczyła mi życie , że nie umiem nawet pisać ...jak ty piszesz...
przepraszam...
pozdrawiam
i powodzenia..............
DORIS2727 hej wyluzu, spoko, pomyliałs mnie z kimś innym, pisz sobie swobodnie na forum
Marcin...
jest ok...nie pomyliłam ...czasami coś lub ktoś przypomina nam o tym co chcemy zapomnieć, wymazać.
to była tylko mała dygresja przepraszam..
jest ok..
"Nie wiem czy ich winic, ile jest dzieci z rożnych domów ale sa za to mądrzejsze i nie robia takich rzeczy, wiec uważam ze to moja wina, glupota." -nie winisz swoich rodziców ale dla siebie jesteś bardzo surowa.Może stąd te bóle głowy.Całkiem możliwe że teraz odzywa się w Tobie ta mała poraniona dziewczynka którą tak naprawdę nikt nigdy się nie opiekował.Teraz jako dorosła kobieta szukasz w sobie chorób to jest jakby krzyk "niech się mną ktoś zaopiekuje,potrzebuje zainteresowania ,pomocy" .Podobno każdy z nas funkcjonuje jako "ja dziecko" - "ja jako rodzic" i "ja jako ja dorosły".Właśnie w Tobie teraz Twoje wewnętrzne dziecko tak bardzo zaniedbywane prosi o miłość ,uwagę wsparcie troskę i zaopiekowanie.
Teraz możesz zaopiekować się tą małą roztrzęsioną ,wystraszoną dziewczynką.Możesz nauczyć się być da siebie rodzicem takim na jakiego zasługuje dziecko.Twoje ciało daje Ci znak bo być może jesteś już gotowa aby zbadać najbardziej ciemne sekrety duszy.Pięknie piszesz o swojej wrażiwości i empatii na krzywdę drugiego człowieka.Do tego jest zdolny człowiek który naprawdę wiele wycierpiał i nie jedno widział. Pierwsza myśl jak pojawia się w mojej głowie po przeczytaniu Twojej historii to
''Boże i ona to wszystko przeżyła" . Postanowiłam dzięki Tobie nie narzekać więcej na swoje dzieciństwo.
Poszukaj dobrego psychologa bo może być ciężko.
A jeśli chodzi o prostytutki to dal mnie żaden zawód, to upodlenie przekraczające wszelkie granice. To gorsze niż toaleta publiczna. I pomyśleć, że korzystają z tych samych lekarzy co my, z tych samych autobusów itd.(...)
Ja chciałam zauważyć że większość prostytutek to kobiety które w dzieciństwie nie otrzymały miłości od rodziców bądź były molestowane, kto tego nie przezył-nie zrozumie.Ja nie jestem prostytutką ale rozumiem.
Jak zwykle to kobiety są te be...
Mężczyżni którzy korzystają z usług prostytutek mają rodziny,żony,dzieci...
I kto jest gorszą szumowiną.?
30 2011-08-17 22:22:09 Ostatnio edytowany przez Roszpunka (2011-08-17 22:32:21)
Czytając Twój post miałam wrażenie, że czytam scenariusz jakiegoś filmu.
Wiele przeżyłaś, żal mi Cię. To w dużej mierze wina Twoich rodziców. Nie obwiniaj się. Może powinnaś zgłosić się do psychologa? Może potrzebujesz pomocy specjalisty. Daj sobie szansę. Zaczęłaś nowe życie.
To prawda, że jeśli nie szanujemy się za młodu to potem widać tego skutki i wcale nie trzeba długo czekać. Cieszę się, że zmieniłaś swoje życie, że nie uprawiasz już prostytucji i nie zażywasz środków niszczących Twoje zdrowie. Nie potępiam Cię za to jak żyłaś. Podziwiam za to, że zmieniłaś się na lepsze.
Z całego serca Ci życzę wytrwałości, miłości i szczęścia...
Z doświadczenia wiem że nie mówi się wszystkiego mężczyżnie żadnemu! Faceci mają inne myślenie i może nie od razu ale kiedyś może ci to wypominać,najlepiej jak facet jak najmniej wie o tobie nie pyta to nie mów a jak pyta to odpowiedz w skrócie.Pozdrawiam
hm... napisał:
A jeśli chodzi o prostytutki to dal mnie żaden zawód, to upodlenie przekraczające wszelkie granice. To gorsze niż toaleta publiczna. I pomyśleć, że korzystają z tych samych lekarzy co my, z tych samych autobusów itd.(...)
Piszesz jakbys był święty a jakbyś miał możliwośc pójścia do prostytutki to byś poleciał z wywieszonym jęzorem!
Prostytutka to tez człowiek przeczytaj biblię to może zrozumiesz to pojęcie głębiej.
A do autorki postu , straszne to co przeszłaś, ale winię za to twoją matkę, jakby ona była inna dała ci miłość i ciepło to byś nie zdecydowała się na takie życie jakie prowadziłaś a czasami cię do czegoś zmuszano... ale może jeszcze szczęście się do ciebie uśmiechnie, trzymam kciuki:)
NIGDY NIE MÓW NIGDY;)