Cześć. Jestem tu nowa, jak napiszę coś złego lub głupiego to nie bądźcie na mnie źli, ja po prostu potrzebuję... pomocy, dobrej rady.
Mam pewien problem, z którym męczę się przez ostatnie 3-4 miesiące.
Od ponad 2 lat jestem w związku z wspaniałym chłopakiem. Jest dla mnie bardzo uprzejmy, okazuje mi miłość cały czas, kupuje mi drogie prezenty, co miesiąc w naszą miesięcznicę kupuje mi kwiaty. Ale mój problem polega na tym, że jestem nieszczęśliwa, czegoś mi brakuje! Staram się o tym nie myśleć, ale kiedy idę spać, męczy mnie myśl, żeby skończyć ten związek i zacząć coś nowego. Wpadam w dołki, płaczę do poduszki. Chciałabym przeżyć coś fajnego, szalonego, poznać kogoś nowego, chodzić z przyjaciółmi do restauracji - bez niego! Chcę się odizolować, może zerwać? Ale nie chcę zranić mojego chłopaka, strasznie go kocham, pierwszy raz spotkałam takiego kochanego człowieka jak on. Przeszkadzają mi tez jego wady: kiedy zwracam mu uwagę, to się na mnie obraża i tłumacząc mu o co chodzi, wtyka mi swoje racje, na które już nie potrafię odpowiedzieć lub powiem mu coś złego, np jakieś złe słowo o jego osobie to przez tydzień potrafi mi to wypominać, że ''jego to boli i będzie boleć przez długi czas''. Już nie potrafię z tym wytrzymać, codziennie zastanawiam się co z tym zrobić. Nie wiem czy on mi się już znudził, czy jeszcze coś innego? Kocham go strasznie, ale już nie chce tego dłużej znosić, przy nim nie mogę się otworzyć na świat, spróbować czegoś innego, nowego, coś czego on nie może mi zabronić, ale jednak może, bo powie : ''rób co chcesz'' i się na mnie obrazi. Proszę, doradźcie mi, bo ja już nie mam pojęcia co o tym myśleć, co mam zrobić, jak z tym żyć, walczyć. Już tyle razy mu to mówiłam, ale to nie działa, a też nie chcę go stracić, bo za bardzo mi na nim zależy. Pomocy, błagam, bo wpadnę chyba w jakąś młodzieńczą depresję.