witam:) prosze Was o pomoc, jak sobie poradzic w sytuacji kiedy odeszla kobieta ktora kocham i z ktora planowalismy zycie.. nasz zwiazek zazcal sie jakies 2 lata temu od przypadkowego poznania sie na portalu interenetowym:) Przez pierwsze miesiace zwizku nie potrfilem sie otworzyc i okazywac jej uczuc w takin sposob aby jej to odpowiadalo..Ona rbila wszystko przyjezdzala codziennie i stara sie o mnie i walczyla o moje uczucie...taki stan rzeczy trwal ok 5 miesiecy..az powiedziala dosc...w chcwili kiedy to powiedziala uswiadomilem sobie ile ona dla mnie znaczy i jak bardzo ja kocham..od tego Dnia zmieniklem sie o 180 stopni, okazywalem uczucia, ona byla na pierwszym miesju.liczylem sie z jej zdaniem,pomagalem we wszystkim...bylo super, bylu wyjazdy w gory nad morze, imprezy..zaczely sie wspolne plany staranie sie o dziecko...az nagle znalazla inna prace i przez pewien czas nie potrafilem tego zaakceptowac i klocilismy sie o to...po powrocie z pobytu na morzem po 3 dniach powiedziala mi ze w niej sie wypalilo uczucie, ze intersuje sie innymi i ze to nie ma sensu...wtedy przyznala ze spotyakla sie z kolega znowej pracy o czym mi nie mowila...nasze rozstanie trwalo ok tygodnia i wrocila ze slowami przepraszam wiem ze popelnilam blad i ze bardzo mnie kocha!! ale od tej sytuacji juz nigdy nie byla taka jak wczesniej, okazywala mniej uczucia, nie bylo inicjatywy z jeje strony w ich oakzywaniu, tylko na moje slowa kocham mowial ja ciebe tez.... ja otwracie jej mowilem ze cos jest nie tak i ze chcialbym aby wrocilo to co bylo przed rozstaniem..twierdzila ze to wroci...mijaly tyg i nic z tego nie bylo tylko rozmowy i obietnice bez pokrycia... ja nadal nie potrafilem jej zaufac do knca po tym coz zrobila a ona nie potrafila badz nie chciala mi udowodnic ze moge jej wierzyc i ze zaluje swego bledu...zrobilem cos co przekreslilo nasz zwiazek mimo planow na wspolne zycie...a wiec sam chcialem sie upewnic ze moge jej ufac i ze jest szczera...okazalo sie ze w danej chwili byla winnym miejscu niz mi powiedziaal ze jest..wydalo sie ze ja sprawdzilem i powiedziala ze to koniec mimo ze 15 minut wczesniej bylo wszystko dobrze:) minal ponad miesiac od tej sytuacji i spotkalismy sie 2 razy, ona uwaza ze mnie juz nie kocha i ze potrafi mi zaufac...ze bardzo ja zranilem tym ze sprawdzilem i slwomi ktore wypowiedzialem w wielkich emocjach podczas jedengo spotkania...wysylalem kwiaty pisalem listy,,,a ona jakby mnie nie znala,traktuje mnie jak obcego mimo ze tyle nas laczylo..mam pytanie czy zjej strony to mogla byc milosc i czy mozna tak po prpstu przestac kochac i odejsc??? ja nie potrafie sie z tympogodzic i wroic do norlamalnego zycia gdyz kocham ja ponad wszystko. prosz eo pomoc..czy warto walczy i czy jest sens??
Podobne tematy
jak widać chyba można tak nagle zacząć przestac kochać,a moze ona juz od dawna cie niekochala..ty ją sprawdziłęś i dzieki temu miala wymówke by odejść
najgorsze jest ze jak rozmawialismy to mowila ze kochala... ciezko jest zrozumiec kobiete
4 2010-12-04 20:16:57 Ostatnio edytowany przez anka1234 (2010-12-04 20:17:45)
tak uwazasz?to cos ci napisze-ciezko tez zrozumiec faceta.ja zerwalam z chlopakiem(on ze mna nigdy)i niebiegł za mna wcale.spotkalismy sie po tyg bo chcialam by oddal mi rzeczy.oddal,mowil ze niecchial dac mi wcale odejsc ani zebym zabierala rzeczy,mowi ze dziekuje przeprasza,kocha......mowil zebym sie do niego odzywala.nastepnego dnia napisal ze chce mnie wspierac chce miec dobry kontakt ze mna ale niebedziemy razem,ale to niepozegnanie na zawsze-odezwie sie niedlugo.wie, ze go kocham ale niechce mnie ranic napisal ze jest rozdarty ..i odszedl,minol tydz i pisze laskom mile komenty na nk...i gdzie jego milosc?gdzie jego rozdartosc?tam gdzie miłosc twojej dziewczyny.NIEMA JEJ
pewnei masz racje... ciezko jest zrozumiec takich ludzi...ktorzy mowia jedno a zachowanie i czyny swiadcza o czyms innymm...teraz ja widze w sklepie usmiechnieta bez zadnego ciepienia i bolu..po prostu jakby nic sie nie stalo i ten czas i plany byly dla niej pustymi slowami
6 2010-12-04 20:22:51 Ostatnio edytowany przez anka1234 (2010-12-04 20:23:42)
a ja widze swojego byłego brylującego na portalach społecznościowych hihi widzisz..life is brutal i pomyślec ze gdybym ja niezerwala bylisbysmy razem...świat jest zakłąmany i ludzie tez
prawda...najgorsze jest to ze w tym wszystkim tylko jedna strona cierpi ta ktora naprawde kocha i sie starala....
8 2010-12-04 20:37:16 Ostatnio edytowany przez anka1234 (2010-12-04 20:41:12)
hehe widzisz ja sie niestaralam zawsze,byłam tą ktora ciagle rzucala słowa ,,odchodze''a wcale niechcialam,i tez sie mecze i cierpie bo tez kocham ale coz.....
ja zerwalam jako pierwsza teraz i mi smutno....on jakby dostosowal sie do tego czego chcialam i niecierpi..a powinnien prawda?bo przeciez mnie niegdy wczesniej niezostawil nawet niemial tego w planach......
zycie jest dziwne niezrozumiale ale wiem jedno trzeba iść dalej iść do przodu i czekac co los przyniesie..moze spotkacie sie jeszcze kiedys madrzejsi starsi z bagazem doswiadczen i bedziecie razem a moze w czasie tego czasu bez siebie znajdziecie inna milosc mocniejsza?ja w to wierze i ide do przodu i nawet nieczekam na jego,,odezwe sie bo to niepozeganie na zawsze....''po co...jak bedzie mial sie odezwac odezwie wtedy bede myslec po co czekac z nadzieja,,,ktora moze sie okazac tylko nadzieja.RUSZAJ DO PRZODU
na to juz nic nie poradzimy..nie wiem jak Tobie ale mi jest sie ciezko poniesc i wrocic do normalnosci...caly czas mam ja w myslach i marze aby wrocila mimo ze wiem ze napewno tak nie bedzie
10 2010-12-04 20:44:21 Ostatnio edytowany przez anka1234 (2010-12-04 20:45:30)
NAPISZE tak-jak zerwalam i mialam jednak nadzieje ze przemysli pewne kwestie i bedziemy razem to bylo ok zylam normalnie.jak spotkalismy sie po tygodniu i wtedy po czulych JEGO słowach jednak on odszedl-po raz pierwszy -zalamałam sie.mija poltora tyg....i zaczelam jesc jakos zyc choc mam malo tu znajomych.bo ile mozna płakaćja wychodze z zalozenia ze probuje raz jesli ktos jednak nieche byc ze mna daje spokoj dlatego ja swego faceta nieprosilam o powrot.napisal przepraszam a wszystko ze cie ranie jestem rozdarty juz nieodp i niepisze -zniklam z jego zycia-daje mu ŻYĆ!
Ja mam narazie z tym problem..mimo ze powiedziala mi ze nie jestesmy razem i ze juz nigdy nie bedziemy..to ja nadal chce walaczyc i poswiecic sie jak potrafie dla Niej...oze to glupie ale dla niej zmienilem sie o 180 stopni ale ona tego nie docenila....
TO ODPOWIEDZ MI NA PYTANIE-skoro twierdzisz ze sie zmieniles a ona tego niedoceniła..to na co liczysz teraz?
ja musze sie podniesc i szybko podnosze musze..nawet z tego powodu ze go kocham:)
mialem nadzieje ze ona zrozumie ze stracila kogos wartosciowego i wroci i ona sie zmieni.... law wiem ze tak nie bedzie bo dala mi to do zrozumienie swoim zachowaniem
14 2010-12-04 21:00:48 Ostatnio edytowany przez un hombre (2010-12-04 21:02:14)
misieeeek, ja jestem w tej samej sytuacji, tez troche nawalilem, zmienilem sie i zmieniam swoje wady charakteru, ale ona juz nie chce, mowi ze stracila zaufanie i ze chce isc dalej, spotykac sie z innymi choc mowi, ze sie ze mnie jeszcze nie wyleczyla i czesto placze.
Tez chcialbym jeszcze powalczyc, ale spojrzmy na to zdroworozsadkowo... Moja 5 miesieczna walka nie przyniosla skutkow, nawet mnie oddalila od niej bo zdarzylem troche nawalic podczas prob odzyskania jej. Czy Twoja walka doprowadzila Cie blizej celu?
A jesli nie, to moze warto zmienic taktyke i zastanowic sie, czy to co robisz ma sens?
Czasem warto odpuscic sobie, nawet na jakis czas i dac jej odetchnac.
Lepsza metoda na odzyskanie kogos jest najpierw odzyskanie siebie, zdrowego rozsadku i balansu - nie staranie sie o ta osobe, a przestanie zabiegac i po prostu zajecie sie soba. Ja sie wlasnie tego powoli ucze i to do mnie zaczyna powoli docierac.
wiesz co widze po swoim chłopaku?i to widze rownież u twojej dziewczyny.
sa ludzie ktorzy mimo wad wielu przeszkod kłotni rozstan walcza o siebie bo czuja ze to ta jedyna jedyny niepotrafia bez niej żyć a jest część ludzi kotrzy niechca ciagle zmagać sie z problemi .wola zakończyć problemowy związek i zacząć od nowa z czystą karta.
moj chłopak zostal porzucony ale wie ze go kocham ale wysluchal moich słow ze teraz bedzie dobrze pozniej i tak sie rozwali wiec-on odszedl.
twoja dziewczyna nie do konca wierzy pewnie w twa zmiane albo już jej niechce i niepotrzebuje
tak to widze
un hombre, pwiem Ci tak ja w mojej walce tez popelnile bledy gdyz nie potrafilem utrzymac nerwow na wodzy i w sytuacji gdy ona mne lekcewazyla w rozmowie i mowila dziwne slowa..ja zachowalem sie jak cham i uzylem slow ktorych tak naprawde nie czulem...a wiem ze moja walka tylko mnie oddala od nie,, gdyz ona czuje sie zagabywana o osaczona...ale narazie nie potrafie zyc ze swiadomoscia ze ona jest szczesliwa beze mnie mimo ze do osttaniego dnia zwiazku mowila ze Kocha i ze chce zyc ze mna..
anka 1234, wlasnie tak powiedziala dokaldnie ze nie wierzy w moja zmiane i nie potrafi mi zaufac...nie chce mnie ranic wracajac na miesiac i nie okazujac uczucia i robiiac mi na zlosc... mowi ze wie ze i tak by sie to rozpadlo bo moze ja bede robic wszytsko aby jej udowodnic ale ja ona nie...a jedna osoba zwiazku nie utrzyma a tym bardziej go nie odbuduje
18 2010-12-04 21:13:13 Ostatnio edytowany przez anka1234 (2010-12-04 21:14:27)
jednak jeszcze trzeźwo potrafie myśleć jeszcze.:) ludzie popełniaja błędy.ty popełniłes błąd w swoim ,ja w swoim.ale teraz nikogo nieintersuje to ze jesteśmy inni liczyl sie tamten czas.oni zdecydowali ze chca iść bez nas.ja niewalcze,a wiesz dlaczego?bo skor on wie ze mimo tego ze go rzucilam -kocham go a chce isc beze mnie to znaczy ze juz nietak mu zalezy albo brutalniej-a niech bedzie-juz wogole mu na mnie nie zalezy! znudzily mu sie wieczne huśtawiki i idzie swoja drogą i szuka szcześcia wiec głowa do góry czas podnieść glowe i tez ruszyć w podroż moze jakąś obiecująca?kto wie
madrze piszesz..tylko u mnie narazie wpomnienia sa silnieksze i te dobre chwile sa w myslach.... to mnie bardziej dobija bo ona tego nie czuje i dla niej to juz nic nie znaczy..zaczela inny rozdzial zycia beze mnie
20 2010-12-04 21:22:29 Ostatnio edytowany przez anka1234 (2010-12-04 21:23:13)
a myślisz ze mnie nie boli?jak widze jak moj w pól porzucony chlopak piszac ze jest rozdarty dzien wczesniej mowiac ze kocha..siedzi teraz na nk i pisze kazdej fajnieszej komentarze?jak probuje znaleźć sobie inna dziewczyne?ale co mam zrobic?moze rzuce sie pod pociag...jak sadzisz;p
ale jednak nieskorzystam
sama sie dziwie ze smieje sie z tego ale wczoraj..wracajac z pracy przyznalam sie ze mial wady-kazdy je ma ale gdybym tak niezrywala pewnie dalej bylbysmy razem.ale to sie stalo i niema odwrotu niema szansy....wiec po co siedziec i czekac na cos co nigdy sie niewydarzy?
napisal ze chce miec dobry kontakt ze mna ze chce mnie wspierac niechce bym cierpiala ze sie odezwie?i gdzie sie odezwal?woli siedziec na nk wiec przeprosilam wczoraj w duchu jego i przyznalam sie ze bylam ta krzywdzaca i pora ruszyc
sa ludzie ktorzy mimo wad wielu przeszkod kłotni rozstan walcza o siebie bo czuja ze to ta jedyna jedyny niepotrafia bez niej żyć a jest część ludzi kotrzy niechca ciagle zmagać sie z problemi .wola zakończyć problemowy związek i zacząć od nowa z czystą karta.
tak było własnie u mnie, ja chciałam walczyć, a mój chłopak nie
((
ale mam dziś kryzys , mija już ponad miesiąc, nie widziałam go wcale, nie mam z nim kontaktu mailowego od ok dwóch tygodni, całkiem nieźle się trzymałam, a do dwóch dni mam kryzys, od wczoraj nic tylko mi się płakać chce
wspomnienia i dobre chwile o których pisze misieeeek biorą górę nad wszystkim ...
nie wiem jak cierpią faceci, nie wiem też jak Ci doradzić, ja staram się wypełnić czas, szukać zajęcia, ale są dni takie dziś, wczoraj kiedy zwyczajnie brakuje mi sił, żeby cokolwiek , mogłoby się wydawać że z czasem będzie lepiej, ale nie jest, dziś tęsknię okropnie
Kaja 83, mam dokladni taka sytuacje jak Ty...sa dni ze wydaje mi sie ze juz sie pozbieralem i bedzie dobrze az u nagle przychodi kryzys widze same dobre chwile i wspominam wszystko..mimo ze jestem facetem i mam 25 lat nie wstydzesie tego z lzy mi same poleca....sam sie boje tego ile to moze trwac
23 2010-12-05 14:45:45 Ostatnio edytowany przez anka1234 (2010-12-05 14:47:02)
u mnie tez KAAJU tak jest.sądziłam ze mój chłopak bedzie walczyl o mnie wkoncu w naszym zwiazku niedzialo sie az tak zle..ja narzekalam na brak czasu -jego a on?na nic nienarzekal bo on nigdy problemow niema ale mimo to nieposzedl za mna ....stwierdzil -niechce bys dalej cierpiała...przepraszam za wszystko i .....odszedl on:) a ja niewalcze.bo wiem ze gdyby cchialbyc ze mna to by był.a skoro nieodzywa sie juz ponad tydz wiec chyba jasne wszystko
myśl że nie jestem sama tak jakby trochę mnie pociesza, co za paradoks, myslałam, że może mężczyznom jest się ławiej odciąć, zakończyć cos, ze to my jestesmy bardziej emocjonalne, wrażliwe,, widzę, że tak nie jest , podobnie poznałam mojego chłopaka, dwa lata temu przez internet tak jak ty swoją dziewczyną misieeeek, dziś brakuje mi sił , może jutro bedzie łatwiej
Kaju tez se tak pocieszam ze moze bedzie lepiej, ale poki co nie widze swiatelka w tunelu...czas mija a ja nadal Tesknie i bardzo mi jej brakuje, mimo ze mnie skrzywdzila to i tak tego nie paietam tylko ze mile chwile...to bardziej boli ciebie i mnie z jednego powodu, nie wazne cy to kobieta czy facet...po prostu my kochamy kogos sczerze, nasze uczucie jest prawdziwe a oni po prostu nie kochaja wygaslo to w nich i jest im latwo zaczac inne zycie bez nas
czas naprawdę przyzwyczaja do tego bólu i niedługo tęskni się i kocha ale już się nie płacze
pewnie masz racje..ale poki co w moim przypadku nie potrafie sobie poradzic z tym uczuciem jakim ja darze...wydaje mi sie ze czas ktory minal nic nie zmienil. nadal kocham ja tak samo i dlatego nadal cierpie i czasami ronie lzy....chociaz bym nie chcial bo nie jest tego warta
nikt za nas tego nie przezyje, zaklinować tego w sobie też nie damy rady , ja mam nadzieję, ze przestanę go kochać szybciej niż się spodziewam, najlepiej byłoby natychmiast, nie wiem co mam dziś ze sobą zrobić totalna niemoc mnie ogarnęła w ten weekend, wrzasnęłabym
czas naprawdę przyzwyczja do bólu i sprawia że wspomnienia bladną a rana w sercu się zasklepia coraz bardziej i bardziej i jeżeli nawet na dzień dzisiejszy tego nie dostrzegasz to z każdym dniem, tygodniem bedzie coraz lepiej. Każdy związek jaki mielismy w zyciu, nawet te najbardziej toksyczne i raniące, daje nam jakieś doswiadczenie, jakąś naukę, jeżeli wyciagamy z każdego prawidłowe wnioski, jesli słuchamy innych tych bardziej doswiadczonych, jesli czytamy tu na forum podobne historie ale ze zrozumieniem, jesli czytamy literaturę psychologiczną, to wszystko sprawia ze zmieniamy się, i jesli bedziemy w przyszlości w jakimś zwiazku to bedziemy bardziej ostrozni i bedziemy podchodzili do tego z wiekszym dystansem, bedziemy wytyczali jasne granice, czego chcemy a czego nie chcemy bo to nas rani, nie wiem jak dla Was ale dla mnie to forum działa jak terapia i nawet to że mogę tu całkiem szczerze wszystko napisać co chcę, przynosi mi wielką ulgę.
masz racje, zawsze mozliwosc wygadania sie komus duzo pomaga..ale w kwestii zapominania i wygasania uczucia...to obawiam sie ze w oim przypadku to moze trwac zbyt dlugo i calkowicie mnie to wykonczy...nie potrafie zainteresowac sie inna kobieta gdyz w glowie mam obraz tej ktora kocham i wszystkie inne na starcie sa dyskfalifikowane...mimo ze tak wiele zlego mi ta osoba zrobila
A gdybyś się czymś zajął i tak tego nie rozpamiętywał? czy masz jakieś zainteresowania, pasje?
tak mam pasje i zainteresowania...staralem sie temu poswiecic ale to jest tak ze na pare minut potrafie sie odciac od mysli i jakas przypadkowa sytuacja zaraz mi przypomina te osobe i zaczyna sie myslenie i jestem w swoim swiecie
33 2010-12-05 16:11:44 Ostatnio edytowany przez anka1234 (2010-12-05 16:12:15)
w takim razie sie zastanawiam co ze mna nie tak skoro mi jakos udaje sie zapominac......moze dlatego ze ja poprostu daje komus odejść skoro ma być szczesliwszy?i widze ze czuje sie szczęśliwszy beze mnie..?
kiedys usłyszalam zdanie..jesli naprawde kochasz..pozwolisz komuś odejść....
Tak jest Aniu, że pozwalamy odejść, ja też mojemu pozwoliłam .. wlaściwie, to nie mogłam nic zrobić, próbowałam raz.. ale też uważam, że nie można kogoś zatrzymywać, mam nadzieję, ze faktycznie udaje Ci się, bo to mogą być pozory tylko, ja miałam okres, ze świetnie się trzymałam, potrafiłam sobie wszystko w glowie poukładać, pojechałam sobie na wakacje, a teraz znowu po ponad miesiącu przyszło pogorszenie i już wspomnienia biorą górę, tęsknota doskwiera...
Co do pasji, zainteresowań o których piszecie, to moża je realizować, szukac czegoś nowego, ale to odrywa mysli na moment a potem trzeba wrócić do problemu
misieeeeek, w pewnym sensie jestem w bardzo podobnej sytuacji.
Od 5 miesiecy nie jestem z nia razem, wiem, ze ona mnie jeszcze choc minimalnie kocha bo sama mowi, ze tak jest, ze placze, ale najwyrazniej jest bardzo zdeterminowana aby isc dalej i ten rozdzial zamknac, otworzyc sie na kogos innego. Czy na to zasluzylem? Tak na prawde wiekszosc ludzi mowi ze nie, ze wiele sytuacji ktore mi wypomina jest bez sensu rozpamietywac, ale ona jest jeszcze bardzo mloda no i latwo ja niestety skrzywdzic, przy tym jest uparta jak osiol i nic nie da sie jej wytlumaczyc. No ale kocham ja taka jaka jest ![]()
Walczylem o nia praktycznie te 5 miesiecy, mile slowa, gesty, bliskosc w potrzebie, w trudnych chwilach, udowadnianie, ze moze byc fajnie teraz, przeprosiny, wyznania - na nic to.
Caly czas ja kocham tak samo i pewnie nie przestane ale zrozumialem, ze przynajmniej w moim przypadku, nic nie zdzialam takimi czynami, jesli nie w ogole, to na pewno nie predko.
Zreszta zaczynam powatpiewac w sens posiadania jakiejkolwiek nadziei, jesli ona mi mowi, ze mysli nad spotkaniem sie na randce z jakims tam kolesiem.
Ona mi nie wierzyla, ze sie zmienilem i zmienie, mowila, ze pewnie bedzie dobrze przez miesiac a potem znow to samo, poza tym juz nie miala sily i checi sprobowac. Twoja jeszcze z tego co mi mowisz, boi sie zaryzykowac, "moja" jest zdecydowana zamknac tamten rozdzial i ukladac sobie zycie z dala ode mnie.
Szczerze wam powiem to przeraza mnie, z jaka latwoscia jej to wychodzi, tzn nie mowie, ze ona nie przezywa i nic ale najwyrazniej jest zdeterminowana olac mnie, nie odzywac sie i chciec zapomniec.
Tak czy siak misieeek, wydaje mi sie, ze jesli nie bedziesz sie odzywal przez pewien czas to moze przyniesc wiecej korzysci niz ciagle odzywanie sie. Moze do swiat sie nie odzywaj a potem po prostu zloz zyczenia, moze ona sama do tego czasu sie odezwie?
Nie wiem co tobie doradzic ale musisz zrozumiec, ze zamartwianie sie nikomu zadnych korzysci nie przynioslo.
Stan naszego umyslu jest efektem naszych mysli, jesli bedziesz sobie wmawial i zadreczal sie tym wszystkim, to bedziesz stwarzal sobie dodatkowe problemy i przyciagal kolejne.
Moze pozwol jej zatesknic, pozwol jej pomartwic sie co u ciebie?
Czasem im bardziej do kogos lgniemy, tym bardziej od nas uciekaja, moze wiec warto troche oddalic sie, zeby druga strone przyciagnac?
hmm jest wiele prawdy w tym co mowisz..ale ja uwazam ze w mojej sytuacji czas pomoze jej tylko zapomniec o mnie i ulozyc sobie zycie z kis innym...tym bardziej ost.powiedziala ze od dluzszego czasu niby miala watpliwosci ale myslala ze da rade dac mi uczucie...ale wykorzystala pretekst i odeszla i mowi ze juz nie kocha...
Wiesz co, ja tez juz czasem sie gubie jak to jest z ta miloscia i jak ona sie ma do dania sobie luzu, nie odzywania sie.
Z jednej strony jesli kogos kochasz, to czy zmieni to fakt, ze sie miesiac nie bedziecie odzywali? No nie, sprawi to, ze strasznie za soba zatesknicie i nie bedziecie mogli sie siebie doczekac...
Jesli jednak przez ten miesiac ta druga osoba zapomni o tobie, to czy to jest milosc? Czy warto o cos takiego walczyc? Przeciez walka nie sprawisz, ze ktos cie pokocha a jesli pod wplywem dzialan do ciebie wroci to skad wiesz, ze to nie jest pod wplywem presji, na "odczep sie"? Walka o milosc to nie moze byc tylko walka jednej strony, faceta! OK, jestesmy zdobywcy, my sie staramy, ale do diaska, w zwiazku dwie strony musza chciec.
Z drugiej strony czasem kochamy a czesc nas nie potrafi w danej chwili wrocic do drugiej osoby, jest chaos w sercu, bitwa mysli i wtedy wlasnie potrzeba troche czasu, aby wszystko sobie ulozyc, przemyslec i zdecydowac.
Jak widzisz, we wszystkich przypadkach wydaje mi sie, ze czas jest sprzymierzencem, zreszta wszystkie madrosci na temat zerwan i zwiazkow zdaja sie o tym mowic.
Jesli przeczytasz sobie niezliczona ilosc opracowan psychologow, "zigolakow" i innych "specjalistow", to wyglada to bardzo podobnie:
- Calkowicie zerwij kontakt na np miesiac,
- zapomnij o niej na ten czas, skup sie na sobie, hobby, imprezy, przyjaciele, praca - wszystko to co pozwoli tobie o niej nie myslec a co tez sprawia tobie przyjemnosc,
- za jakis czas przypomnij o sobie ale do tego czasu staniesz sie nie tylko tym kims, kim byles na poczatku a w kim sie zakochala ale kims lepszym, bo wiesz co bylo zle i nad czym trzeba bylo popracowac.
Atutem tego jest tez to, ze do tego czasu nabierzesz sily i jesli nic z tego nie bedzie to bedziesz do tego tez troche przygotowany, a czemu?
Bo jesli ZAAKCEPTUJESZ fakt, ze juz nie jestescie razem i moze nigdy nie bedziecie oraz ODSEPARUJESZ od efektu koncowego (uda sie albo nie) to tak czy inaczej zrozumiesz, ze zycie toczy sie dalej.
Powiem Tobie szczerze, ze ja np przez cala moja sytuacje poswiecilem sie paru nowym rzeczom, ktore pozwalaja mi zapomniec o swoich problemach.
Zagladam tutaj i staram sie tyle o ile moge pomoc innym i dac troche nadziei, kiedy jest uzasadniona albo doradzic cos, aby ludzie sie sami nie krzywdzili. Bardzo mi pomaga pomaganie innym, to na prawde jest fajne.
Kolejna rzecz, duzo czytam. Przez 4 miesiace przeczytalem wiele ksiazek o odzyskiwaniu ex ale najgorsze jest to, ze nie potrafilem sie do ich zasad dostosowac, bo bylem pod wplywem zbyt wielkiego wplywu uczucia paniki, tesknoty itd. Teraz jak widze, gdybym zastosowal sie do pewnych madrosci to nie wykluczone jest, ze juz teraz bylibysmy razem (choc tego nikt nie wie) ale trudno, kolejne rzeczy sie nauczylem i na pewno zapamietam na przyszlosc.
Zaczalem tez duzo czytac o samodoskonaleniu sie, o treningu umyslu, pozytywnym mysleniu, zrozumieniu, ze jestesmy wlasnie kowalami naszego losu i to my mamy wplyw na to co sie dzieje z nami.
Przypomnialem sobie tez o fotografii, lubie fotografowac i staram sie temu oddac.
Stary, prawda jest taka, ze musisz zaakcepotwac pewne fakty i zdystansowac sie.
Kolejna parszywa madrosc, ktora przeczytalem brzmi: "Ten, komu zalezy mniej, kontroluje zwiazek". Niestety tak jest, zawsze ktos kocha bardziej i zawsze wlasnie ta osoba cierpii najbardziej. Niekoniecznie to musi odnosic sie do waszej sytuacji ale to daje do myslenia.
Wiem Kaju że może przyjść pogorszenie tylko ja nie mówie,że wogóle nie myśle bo myśle,zastanawiam sie czy słowa które wypowiedział były prawdziwe-czyli że nieżegna sie na zawsze...czy choć czasem niepomyśli o mnie,o nas...ale kiedy zaczynam tak sobie myśleć-nagle taki głos rozsądku podpowiada-kobieto!po co myślisz..gdyby myślał o tobie chcial sie odezwac to by to zrobił,1,5 tygodnia to nie aż tak długo..ale skoro tyle potrafi nieodzywać sie to pózniej bedzie jeszcze łątwiej milczeć ale coż mam wybór...albo płąkac albo żyć.fakt tesknie zaczynam bo nieraz niewidzielismy sie tydz bo kazdy ma swoje obowiazki-to szkoła itd..chciałąbym przytulic pocalowac powiedziec rzeczy ktorych niezdązyłąm powiedziec.....dzis naszło mnie,a moze napisze do niego wkoncu pisal ze naprawde chce miec ze mna dobry kontak bez problemow,,ale za chwile pomyslalam,,i co z tego że tesknisz i chcesz sie dowiedziec co u niego...?niemasz juz prawa tego robic i zaprzatac mu głowy swoją osoba a gdyby chcial wiedziec co np u mnie juz by napisal bo potrafi:)
39 2010-12-05 19:19:32 Ostatnio edytowany przez anka1234 (2010-12-05 19:20:58)
a DO UN HOMBRE-Naprawde mądre słowa o tym daniu czasu itd tylko wiesz ,co ktos mi osttanio powiedział?że jeśli dwoje ludzi naprawde sie kocha to nietracą czasu i niedaja sie sobie męczyc robiąć jakieś długie przerwy.....lgną do siebie,bo niepotrafią żyć bez siebie,to najwyżej dają czas by pogodzić sie z rozstaniem badz ochłonąć z myśli i zostać przyjaciólmi -bo tak czasem bywa jesli w zwiazku niewydarzylo sie nic tak strasznego by sobie coś wybaczac to i ludzie czasem zostaja na stopie koleżeńskiej
Widzisz Aniu, nie ma jednego wzorca milosci, ludzie kochaja troche inaczej. Niektorzy niewyobrazaja sobie wlasnie przerw pomiedzy dwojgiem, jesli sie kochaja, bo jak sama mowisz "jeśli dwoje ludzi naprawde sie kocha to nietracą czasu i niedaja sie sobie męczyc robiąć jakieś długie przerwy". Milosc jednak, choc wiele potrafi wybaczyc i zniesc, ma tez jakies swoje granice wytrzymalosci. Czasem mozemy skrzywdzic kogos na tyle, ze milosc tej osoby do nas zostaje poddana probie, nadwyrezona i z jednej strony ta osoba caly czas nas kocha i chce byc z nami a z drugiej strony ja w jakims tam sposob skrzywdzilismy i nie moze na nas patrzec.
Czasem tez w zwiazkach, gdzie ludzie bardzo sie kochaja a nawzajem rania, przerwa potrafi uczynic cuda. Zerwanie nie musi byc permanentne, zerwanie nie jest zawsze rownoznaczne z utrata milosci, uczucia.
Rozstanie, przerwa w zwiazku, rozlaka, nie jest strata czasu dla ludzi, ktorzy sie kochaja, bo dzieki temu moga jeszcze bardziej zrozumiec jak sa dla siebie wazni a w wielu sytuacjach nawet nauczyc sie jako kochac druga osobe, zeby byla z nami jeszcze szczesliwsza a my z nia.
fajnie piszesz naprawde i chciałabym wierzyć ze u mnie tak bedzie ...tylko przerwa....ale skoro moj chłopak przystal na moje rozstanie,przeprosil za wszystko powiedzial ze to niepozeganie na zawsze ze jest rozdarty poltora tyg sie nieodzywa widze na słodzi dziewczynom na nk wiec mozna sie domyslic szuka dziewczyny to widzisz.....
sama juz nic niewiem dlatego stwierdzilam ze to koniec zaczol od nowa
Mój zły stan psychiczny w ten weekend pogorszył się, dostałam telefon od jego matki, zupełnie nieświadomej faktu, że nie jesteśmy razem, od ponad miesiąca... coś zaczęła przeczuwać, domyslać się, próbowałam jej tłumaczyć, że to nie była moja decyzja, nie mogła w to uwierzyć, błagała mnie , żebym coś zrobiła, że przecież się kochamy... tylko że ja nic nie mogę zrobić, przecież probowałam, a głową muru nie rozbiję. Nie wiem co teraz, czy próbować się z nim kontaktować, czy nie.
Jak znowu to odkopię to będzie bolało jeszcze bardziej... z drugiej stony, nie wiem, całkiem się dobiłam ;(
un hombre, u mnie w związku tak było, że wielka miłość , bliskość a z drugiej strony nieudane próby porozumienia się i wzajemne ranienie się, granica pękła
też czytam takie ksiązki różne, poradniki o związkach , o miłości , relacjach
43 2010-12-05 21:12:42 Ostatnio edytowany przez un hombre (2010-12-05 21:16:06)
No u mnie Kaju tez tak wlasnie bylo, jak jej rodzina dowiedziala sie o tym, ze zostawila mnie, to byli w szoku i niedowierzali. Wydawala sie tak szczesliwa ze mna, mimo tego, ze sprzeczki byly i nie zawsze bylo rozowo ale jej rodzice widzieli, ze jak bylo dobrze to bylismy bardzo szczesliwi.
Niestety zranilem ja wielokrotnie, duperelami, ktore moze wiekszosc dziewczyn by tak nie dotknely jak ja, ale tez nieprzemyslanymi slowami, troche arogancji, egoizmu i krotkowzrocznosci. Tu tez granica pekla, akurat w najgorszym z mozliwych momentow, kiedy to juz wiedzialem co bylo zle i jak naprawic, kiedy juz wszystko sie ukladalo w moim zyciu. No ale trudno.
Widzisz Aniu, nie chce byc brutalny, ale jesli zrywasz z chlopakiem to musisz sie liczyc z konsekwencjami. Jesli to mialo sluzyc tylko "probie" tego, jak mu zalezy albo nauczka, to to jest bardzo ryzykowna gra i nie do konca moralna, ale nie nam to sadzic.
Chodzi o to, ze mozna sie przeliczyc w tej grze... Jesli Ty z nim zrywasz to moze byc calkowicie uzasadnione z jego strony, aby Tobie odpuscic...
Ty podjelas taka decyzje i Ty musisz sie teraz liczyc z konsekwencja tego. Nawet jesli kocha ale slyszy od Ciebie, ze Cie rani (albo sam sobie to uswiadamia) to mimo calej glebi jego uczucia, moze dojsc do wniosku, ze lepiej bedzie tak jak postanowilas.
Moze i jest facetem, ale tak na prawde inicjatywa nie musi byc teraz po jego stronie. Jesli Ty zerwalas i nagle sobie uswiadamiasz, ze popelnilas blad, to moze Ty powinnas zawalczyc o was?
Prawda jest tez, ze ludzie moga sie bardzo kochac ale niestety nie potrafia byc ze soba aby sie nie ranic, moze pewnych roznic nie da sie przeskoczyc.
44 2010-12-05 21:30:34 Ostatnio edytowany przez anka1234 (2010-12-05 22:09:52)
Być moze i masz racje...ale widzisz zerwałam a po tygodniu sie spotkalimsy powiedzial mi wiele roznych słow mowil bym sie odzywala,że neichcial wcale tak łatwo mi dac odejść a nastepnego dnia mu sie odwidzialo-stwierdzil ze przemysłał moje słowa -ze ,,teraz bedzie super a wszystko i ak sie rozwali''.i napisal ze wie ze go kocham ale chce miec ze mna dobry kontakt bez problemow ale razem niebedziemy,niechce mnie ranic.jest rozdarty itd......widzisz zadzwonilam do niego ,powiedzialam ze go kocham i on o tym wie a mimio to poszedl sobie rzucajac na koniec,,to niepozeganie na zawsze -a ja spytalam co to znaczy a on,,niedlugo sie odezwe''
wiec powiedziaalam ze jest dorosly i szanuje jego decyzje.zerwalam bo niemial czasu dla mnie albo mial malo a jednoczesnie mowil ze kocha..wiem ze to byla ryzykown gra i przegralam.ale skoro kiedys tam potrafil walczyc o dziewczyne ktora go zdradza a o dziewczyne ktora zerwala nie,mimo tego ze kocha...to coż....wiec teraz czas pokaze i czy tak jak zapowiedzial odezwie sie...czy to byly tylko słowa:)
Choć jak znam życie to jest very brutal i nic z tego nie bedzie
widzisz ja mam pewien problem a mianowicie -jestem uzalezniona od słow-,,odchodze''i wiem ze to ryzykowne bo jak to wypowiadam to w środku sie boje ale robie to dalej.znalazlam sobie taki sposob jesli ktos w jakis sposob mnie rani badz nieslucha mnie...i zawsze konczy sie tak ze przegrywam tą walke.....4mc temu tez zerwalam ale tak na powaznie- niby jak teraz, ale zalowalam i bieglam za nim niebylismy ze soba 1 dzien.ale teraz niebiegne wiesz czemu?bo zerwalam bo mial dla mnie malo czasu wiecznie byl zmeczony okazywal mi uczucia -fakt,ale dla mnie to bylo za malo spotykanie sie co dwa dni na dwie godzinki.pisal do mnie esy ,nieoklamywal mnie ale nieuczestniczylam w jego zyciu...i wierzylam ze jak odejde bo czuje sie jak piate kolo u wozu to wroci przemysli,zacznie sie starac ale jak widac mam niewyparzony jęzor i na spotkaniu mu dowalilam ze i tak sie nieuda no i coz.....stwierdzil ze niema sensu.ale też chcialam raz ,by o mnie zawalczyl ,tak jak mowilam wiele razy,mowilam odchodze w zlosci -on zawsze mówil zartem ,,jasne chcialabys;; ale niepotrafil ze mna rozmawiać o problemach zawsze mowil-bedzie dobrze a ja czulam ze wszystko we mnie narasta a on niewidzi problemu(on zawsze byl bezproblemowy) a ja czulam ze w jego zyciu mnie jest malo.dlatego pod wpływem chwili powiedzialam ze szkoda na niego czasu skoro wiecznie jest zmeczony.wierzyłam ze zawalczy porzadnie a nie tylko slowami..e tam chcialabys odejsc ale nieudałosie-wiem kim jestem.zaryzykowalam-przegralam.dlatego dalam mu odejsc.
Niestety, niewypazony jezor to problem jest ![]()
Ja na miesiac przed rozstaniem lekkomyslnie powiedzialem pod wplywem emocji, zlosci, jak sie poklocilismy, ze moze po prostu do siebie nie pasujemy... Niestety to ziarno zostalo zasiane w jej sercu i niedlugo potem wykielkowalo i bylo jednym z glownych argumentow przeciw, kiedy to walczylem o nia a ona odpierala moje starania.
Niestety trzeba poniesc konsekwencje czynow i wyciagnac wnioski na przyszlosc.
Uważam, że nie ma co myśleć: "co by było gdyby" i dodatkowo obwiniać siebie za rozpad związku przyjmując za złą monetę jakieś konkretne zachowanie. Prawda jest taka, że jesteśmy ludźmi i możemy mieć chwile słabości, możemy coś powiedzieć, czego tak naprawdę byśmy nigdy nie powiedzieli. un hombre nie wierz w to, że to przez taką błahostkę rozpadł się związek... poza tym, piszesz o swojej zmianie itp. A ona? Ból po rozpadzie związku przeszywa nas bardzo mocno, ale w moim przekonaniu tylko chwilowym i najłatwiejszym rozwiązaniem jest powrót - szczególnie jeśli druga strona nie jest do koca przekonana lub tylko jej się wydaje, ze chce,a tak naprawdę doskwiera jej samotność.
Kaja - przepraszam, ale to okropne, ze dzwoni do Ciebie niedoszła teściowa. Przecież to ty cierpisz! Dlaczego ludzie myślą, że oni lub ich dzieci są najważniejsze na świecie. Nie kontaktuj się z nim bo przedłużysz sobie cierpienie, a Pani Mamie wyjaśnij, że to koniec i niestety nie ma innej opcji, dodaj, ze to nie ty podjęłaś tę decyzję, ale się z nią już pogodziłaś. Zapamiętaj - TERAZ TO TY JESTEŚ NAJWAŻNIEJSZA I DBAJ O SIEBIE!
47 2010-12-06 12:11:21 Ostatnio edytowany przez anka1234 (2010-12-06 12:14:12)
no fakt ponosze teraz konsekwencje:) boli ,ale co zrobić,mineło juz dwa tygodnie i walczyc nie ma co.tak chciał i tak niech bedzie
a po drugie..skoro na dowidzenia powiedzial ze jest teraz rozdarty a juz nastepnego dnia pisal innym dziewczynom komplementy(napewno by kogos poderwac tak jak mnie) to chyba co ja co ale zakochany nie byl tak bardzo.bo choc ja zerwalam jako pierwsza,zainicjowalam cała tą szopke niesiedzialam zaraz na naszej klasie i niepodrywalam innych.
Droga Kajuś, ja miałam to samo z telefonem, ale nie od niedoszłej teściowej tylko od wujka Palanta ( przepraszam za określenie, ale teraz inaczej nie mówię o nim jak tylko to słowo ), spróbowałam za Waszą namową pójść na imprezę, potańczyć, szczerze byłam tylko godzinę, kompletnie nie mogłam się odnaleźć, po godzinie wróciłam do domu, za wcześnie jak dla mnie, wokół same pary. Nienawidzę świątecznych piosenek, świątecznych ozdób, wszystko co świąteczne. Beznadziejnie się czuję.
masz racje, zawsze mozliwosc wygadania sie komus duzo pomaga..ale w kwestii zapominania i wygasania uczucia...to obawiam sie ze w oim przypadku to moze trwac zbyt dlugo i calkowicie mnie to wykonczy...nie potrafie zainteresowac sie inna kobieta gdyz w glowie mam obraz tej ktora kocham i wszystkie inne na starcie sa dyskfalifikowane...mimo ze tak wiele zlego mi ta osoba zrobila
Wiem, że w przypadku uczuć jest do trudne bo często uczucia nie idą w parze z rozumem ...
Ja od 6 miesięcy nie mieszkam z żoną i synem. Powodem była głównie rutyna, nie doszło do jakichś drastycznych zdarzeń z jej i mojej strony, które obiektywnie mogłyby być powodem rozstania 9-letniego związku. Po prostu któregoś dnia powiedziałem że nie mogę już tak żyć z nią, ale dopiero po fakcie gdy się rozstaliśmy zrozumiałem co utraciłem...
Ale co chce powiedzieć - ja próbowałem potem walczyć, prosić abyśmy dali sobie ostatnią szansę - żona już nie chciała. Nie możemy zamartwiać się myślami o kimś kto dalej nie chce walczyć o nasz związek - myślmy o sobie!
Zwracam też uwagę na jedno - lepiej że teraz takie zdarzenie miało miejsce gdy jestem młody (ja mam 29 lat), gdzie dowiedziałem się że żyłem z osobą która nie chce walczyć.
Moja zmiana na lepsze, praca nad wadami - to zauważy już nowa kobieta którą poznam. Bo jeśli wasz były partner nie chce dalej walczyć o związek - nie jest wart aby doświadczyć bycia z nami "zmienionymi - lepszymi" ludźmi.
Myślmy o sobie.
Życzę powodzenia wszystkim.
Rozstanie to trudny okres w życiu. Pomyślcie że kazdy to przechodzi. Każdy kiedyś kochał nieszczęśliwie i to bedzie się ciągnęło miesiącami, może nawet latami, ale kiedyś będzie nowa miłość i świat znowu będzie piękniejszy. Uwierzcie. Powodzenia.
Zwracam też uwagę na jedno - lepiej że teraz takie zdarzenie miało miejsce gdy jestem młody (ja mam 29 lat), gdzie dowiedziałem się że żyłem z osobą która nie chce walczyć.
A wziales pod uwage, ze moze ona walczyla wlasnie o was (czego moze nie dostrzegales), a to, ze nie chce Cie spowrotem jest uzasadnione, bo Ty ja zostawiles, zraniles wlasnie tym i ona juz nie chce dawac kolejnej szansy komus, kto byc moze tak latwo zrezygnowal?
chwytajzycie
masz żonę i dziecko, może jednak nie poddawaj się tak łatwo, bo raz dostałeś strzała.. nie rezygnujesz za szybko? żebyś nie żałował..
bo widzisz mnie ostatnio ktoś powiedział, ze jak ktoś ci 15 razy da do zrozumieni NIE tzn NIE, mnie mój było chłopak nie powiedział, tego dosłownie 15 razy, ale różne zdarzenia po rozstaniu mi to sugerowały i coraz bardziej mnie w tym utwierdzały, nie wiem ile tego było, czy 15 .. ale już nie trzeba mi więcej , wiem na czym stoję ...
Może nadzieja się jeszcze tli, chyba przez te święta, ale one też miną bez echa, sylwester da mi w kość , nawet jak się postaram to tak będzie, bo serce nie idzie w parze z rozumem, jak to wcześniej zostało napisane.
chwytajzycie napisał/a:Zwracam też uwagę na jedno - lepiej że teraz takie zdarzenie miało miejsce gdy jestem młody (ja mam 29 lat), gdzie dowiedziałem się że żyłem z osobą która nie chce walczyć.
A wziales pod uwage, ze moze ona walczyla wlasnie o was (czego moze nie dostrzegales), a to, ze nie chce Cie spowrotem jest uzasadnione, bo Ty ja zostawiles, zraniles wlasnie tym i ona juz nie chce dawac kolejnej szansy komus, kto byc moze tak latwo zrezygnowal?
Un Hombre, pytanie jest właściwie.
Tutaj jest apel do wszystkich kobiet przede wszystkim - jeśli coś wam nie odpowiada nie kumulujcie tego miesiącami, latami w sobie, po to aby w pewnym momencie wybuchnąć i chcieć się rozwieść. Od razu mówcie co wam nie odpowiada i próbujcie poprawiać wspólnie związek.
U mnie niestety żona wszystko w sobie dusiła, ja nie widziałem problemu w związku i w którymś momencie ona wybuchła i nie miała dalej już siły. Ja to rozumiem - ale słuchajcie takie postępowanie jest nie w porządku bo nie daje nam mężczyznom szansy na zmianę postępowania.
Wiem moja wina była ewidentna, raz się wyprowadziłem bo dusiłem się w związku, z kobietą gdzie każda inicjatywa wyjścia na zewnątrz, spędzenia wieczoru była z mojej strony. Po tygodniu wróciłem i daliśmy sobie szansę ( to było rok temu) ale nic ani w jej postępowaniu ani w moim nie zmieniliśmy i minęło kolejne 6 miesięcy i znowu jej powiedziałem że nie chcę być z nią bo się duszę.
Dzisiaj tęsknię bardzo, ale już nie wiem za kim? Bo na pewno nie za kobietą która nie widzi potrzeby dokonania zmian w swoim zachowaniu. Ja się zmieniam to wiem, a ta tęsknota to myślę kwestia wspomnień z 9 lat.
chwytajzycie
masz żonę i dziecko, może jednak nie poddawaj się tak łatwo, bo raz dostałeś strzała.. nie rezygnujesz za szybko? żebyś nie żałował..bo widzisz mnie ostatnio ktoś powiedział, ze jak ktoś ci 15 razy da do zrozumieni NIE tzn NIE, mnie mój było chłopak nie powiedział, tego dosłownie 15 razy, ale różne zdarzenia po rozstaniu mi to sugerowały i coraz bardziej mnie w tym utwierdzały, nie wiem ile tego było, czy 15 .. ale już nie trzeba mi więcej , wiem na czym stoję ...
Może nadzieja się jeszcze tli, chyba przez te święta, ale one też miną bez echa, sylwester da mi w kość , nawet jak się postaram to tak będzie, bo serce nie idzie w parze z rozumem, jak to wcześniej zostało napisane.
Kaju83 wiem żona i dziecko - to nie tak że nie próbowałem.
Rozstaliśmy się 6 miesięcy temu, ja próbowałem - zaproponowałem terapię małżeńską, proponowałem abyśmy dali sobie czas na zmianę nas samych a potem spróbowali. Próbowałem wspólne spacery. To nic nie dało - żona silnie nalegała nad rozwodem, a przy każdej próbie rozmowy o powrocie już mówiła żebym jej nie nagabywał, bo ją to już męczy. Jak to powiedziała ona to zostawiła za sobą i idzie dalej.
Sprawa rozwodowa w styczniu/lutym 2011. Ja ze swej strony już nie robię nic bo stracę godność, każda moja próba była przez nią wrogo odbierana, a ja się poniżałem.
Tutaj jest apel do wszystkich kobiet przede wszystkim - jeśli coś wam nie odpowiada nie kumulujcie tego miesiącami, latami w sobie, po to aby w pewnym momencie wybuchnąć i chcieć się rozwieść. Od razu mówcie co wam nie odpowiada i próbujcie poprawiać wspólnie związek.
Bądźcie szczerzy panowie
Jak kobieta mówi, co w związku jest wg niej "nie tak" - mówicie, że ględzimy ![]()
Tu chodzi o gotowość obu stron do przyznania się, że są jakieś kłopoty.
chwytajzycie napisał/a:Tutaj jest apel do wszystkich kobiet przede wszystkim - jeśli coś wam nie odpowiada nie kumulujcie tego miesiącami, latami w sobie, po to aby w pewnym momencie wybuchnąć i chcieć się rozwieść. Od razu mówcie co wam nie odpowiada i próbujcie poprawiać wspólnie związek.
Bądźcie szczerzy panowie
![]()
Jak kobieta mówi, co w związku jest wg niej "nie tak" - mówicie, że ględzimy
Tu chodzi o gotowość obu stron do przyznania się, że są jakieś kłopoty.
niekochana72 ja zgadzam jeśli mówi to jest ok. Jak nie mówi to nie wiesz o tym że coś jest nie tak.
niekochana72 napisał/a:chwytajzycie napisał/a:Tutaj jest apel do wszystkich kobiet przede wszystkim - jeśli coś wam nie odpowiada nie kumulujcie tego miesiącami, latami w sobie, po to aby w pewnym momencie wybuchnąć i chcieć się rozwieść. Od razu mówcie co wam nie odpowiada i próbujcie poprawiać wspólnie związek.
Bądźcie szczerzy panowie
![]()
Jak kobieta mówi, co w związku jest wg niej "nie tak" - mówicie, że ględzimy
Tu chodzi o gotowość obu stron do przyznania się, że są jakieś kłopoty.niekochana72 ja zgadzam jeśli mówi to jest ok. Jak nie mówi to nie wiesz o tym że coś jest nie tak.
To teraz zastanów się i bądź szczery: czy nigdy nic nie mówiła? Czy przestała, bo Ty nie reagowałeś? Może nawet "nie słyszałeś", że ona do Ciebie mówi?
Bo raczej trudno mi uwierzyć w istnienie kobiety, która nie komunikuje się z partnerem
Raczej już mamy zdolność do przeginania w drugą stronę ![]()
u mnie tez KAAJU tak jest.sądziłam ze mój chłopak bedzie walczyl o mnie wkoncu w naszym zwiazku niedzialo sie az tak zle..ja narzekalam na brak czasu -jego a on?na nic nienarzekal bo on nigdy problemow niema ale mimo to nieposzedl za mna ....stwierdzil -niechce bys dalej cierpiała...przepraszam za wszystko i .....odszedl on:) a ja niewalcze.bo wiem ze gdyby cchialbyc ze mna to by był.a skoro nieodzywa sie juz ponad tydz wiec chyba jasne wszystko
mój odszedł, mówiąc ze nie wie czy kocha jako kobiete czy jako przyjaciółkę ale nie daje mi spokoju.... codziennie coś napisze, wyprowadził się do naszych wspólnych przyjaciół do których przez to przestałam przychodzić... łatwiej jakby pozwolił mi o sobie zapomnieć... ale ja jestem podła bo po tylu latach nie chce się z nim przyjaźnić ani chodzić na piwo po przyjacielsku....
no widzisz ..każdy jest inny...jedno przestaja sie kontaktować inni pisza dzwonia choc nie sa razem nie wiedza czego chca...u mnie dalej cisza i pewnie tak juz zostanie
Cześć dziewczyny,
Myślimy z koleżanką nad założeniem firmy pomagającej kobietom ze złamanym sercem. Chciałybyśmy nie tylko zapełnić czas po rozstaniu, ale i odbudować ich poczucie własnej wartości i pokazać, że nie można uzależniać swojego szczęścia od faktu czy mamy faceta czy nie. Pomyślałyśmy nad takimi propozycjami jak: totalna metamorfoza wyglądu (tj. wizyta u fryzjera, kosmetyczki, stylisty, a na koniec profesjonalna sesja zdjęciowa w studiu fotograficznym), kursy językowe (amerykański angielski, włoski, hiszpański?), wyjazdy na shopping ze stylistą (np.. do Mediolanu), warsztaty budowania poczucia własnej wartości, wspólne wieczory aby się wypłakać, pomoc psychologa przy leczeniu złamanego serca, wspólne gotowanie, spotkania wieczorne w celu opowiadania swoich miłosnych historii czy nawet drukowanie T-shirtów z dowolnym nadrukiem związanym z rozstaniem. Chciałybyśmy wzmocnić te kobiety i pomóc im w tym trudnym dla nich czasie.
Co o tym myślicie i jakie jeszcze realne pomysły mogłybyśmy dodać do naszej oferty? Jak myślicie jak to wszystko można by zorganizować i czy gdybyście borykały się z rozstaniem czy skorzystałybyście z oferty naszej firmy?
61 2010-12-14 18:02:22 Ostatnio edytowany przez gazia (2010-12-14 18:04:02)
Dla bogaczek to tak otwórz, a normalna kobieta po rozstaniu jest bidna jak mysz pod miotlą, mysli jak tu nie kipnąc z głodu, gdy zabraknie kasy.Okład to ona sobie może zrobic ale z zimnej wody, saune to w swoim pocie i lzach. A Mediolan palcem po globusie , najlepiej swoim. ![]()
chcesz na naszym bólu zarabiać pieniądze? tak ? żartuję ...
aczkolwiek tak będzie ! to jest tak, że faktycznie po rozstaniu jak minie etap ryczenia i można wstać z łózka, potrzebne jest zajęcie, bo duzo czasu wolnego jest, więc albo rzucamy się w wir pracy , albo poglębiamy nasze zainteresowania, albo szukamy czegoś nowego co nas pochłonie, więc biznes na tym jest.. psycholog - owszem , sama byłam, ale parę razy tylko ... myslę, ze kursy jak najbardziej, ja dla siebie poszukałam czegoś,.... tylko własnie te pieniądze... bo wiesz z pełnego panelu takich atrakcji nie wiele skorzysta... poza tym wieczory o miłości, nie wiem.. chyba że nauka strzelania do makiety w postaci byłego faceta dla niektórych na pewno, powodzenia
Ech... Jak czyta się takie historie to robi się smutno... Już nie wspominając o tym, że smutno jest gdy samemu przeżywa się takie rozstania... Sama mam też za sobą takie rozstanie i nie chciałabym drugi raz przezywać tego samego ![]()