No właśnie..
Dlaczego zawsze doceniamy ich zbyt późno?
Gdy zaczynają poważnie chorować, wtedy zagłębiamy się w to ile na prawdę dla nas zrobili..
Mam cudownych rodziców, wiem, że mnie kochają, dbali o mnie całe życie, miałam wszystko o czym tylko mogła marzyć nastolatka, teraz również spieraja mnie jak mogą..
Jednak nigdy nie usłyszałam od nich "kocham cię", sama też im tego nie mówie, dlaczego tak jest?
Czy to jakiś opór z dzieciństwa?
Gdy patrzę jak się starzeją, jak tata traci zdrowie z przepracowania, to czasami myślę, że bedzie juz za poźno i nigdy tego sobie nie powiemy.
A jak jest u Was? Czy te słowa tez tak ciężko przechodzą Wam przez usta?
Ja nie miałam łatwego dzieciństwa, byłam molestowana, przez wujka, miałam toksycznego brata który pił, ćpał i sie nade mną znęcał psychicznie, ale rodzicom nie mogę nic zarzucić.. a tak cięzko to z siebie wydusić..