Jestem z Adamem prawie 5 lat.Od 2 lat jesteśmy zaręczeni ale nie wiem czy jest sens dalej to ciągnąć.Od początku związku ciągle się kłóciliśmy,bo bardzo różnimy się od siebie. On jest strasznie nerwowy i niekiedy nawet agresywny.Od zaręczyn mieszkamy razem i niekiedy jest jeszcze gorzej.W ataku złości rzuca i niszczy wszystko co ma pod ręką.Nie lubi pracować i ciągle zmienia zajęcie ,bo nic mu nie pasuje-mówił,że mógłby gotować i sprzątać ale żebym tylko ja pracowała.Wiele razy odchodziłam od niego ,ale jakoś potem szybko wracałam.On nie ma nikogo ,dużo przeszedł w życiu i to na pewno zaważyło na jego psychice ,więc ciągle sobie wmawiam ,że będzie lepiej.Ale jeśli jestem tylko naiwna i głupio zakochana wierząc ,że się zmieni...Teraz jesteśmy znowu w seperacjii ale muszę ostatecznie zdecydować czy chce z nim zostać.Myślę już o założeniu rodziny a on nie jest na to gotowy..Poza tym boje się ,że jak będziemy małżeństwem będzie jeszcze gorzej.Niekiedy jest na prawdę dobrze ,bo opiekuje się mną i myślę że mnie kocha tylko czesto nie panuje nad emocjami..
Podobne tematy
kochana nie pakuj się w to. Jeśli już teraz jest agresywny i nie panuje nad emocjami to już tylko krok by w przyszłości podniósł na Ciebie rękę... Czasem jest tak, że wmawiamy sobie że kochamy i że nie możemy bez kogoś żyć, a wcale tak nie jest. to przyzwyczajenie.
Sama piszesz, że chciałabyś założyć już rodzinę, a on nie jest na to gotowy? i co będziesz czekać aż dojrzeje? chcesz się poświęcić? Poza tym nie lubi pracować. To tylko świadczy o jego braku dojrzałości i odpowiedzialności. Co jeśli wpadniecie i pojawi się dziecko? kto je utrzyma skoro on woli sprzątać i gotować?
uciekaj zanim nie jest za późno. poboli i przestanie ale przynajmniej nie zmarnujesz sobie życia...
pozdrawiam
Hehe też znam pewnego Adama, który cierpi na taką samą dolegliwość, jak ten o którym piszesz, mianowicie wyżywanie się na przedmiotach martwych... tzn tak było do czasu, bo teraz już nie tylko na martwych, ale i na żywych kiedy jest pod wpływem alkoholu. Nie wspomniałaś tu o ewentualnym alkoholu, więc wnioskuję, ze z tym nie ma problemu, ale pomyśl czy nie dojdzie do rękoczynów, kiedy będzie miał wlane coś w siebie i się pokłócicie? ![]()
Zdaję sobie sprawę z tego, że jesteście ze sobą już 5 lat i może ci być naprawdę ciężko zakończyć tą znajomość, ale bądź rozsądna. Zastanów się czy jest w ogóle szansa na to, że on kiedykolwiek przestanie tak agresywnie reagować. A jeśli sama piszesz, że on nie jest gotowy na założenie rodziny, to zapomnij na razie o jej zakładaniu. Facet musi do tego dorosnąć, a jego zachowanie nijak się ma do dojrzałości. To małe dzieci rzucają różnymi przedmiotami, kiedy się zdenerwują ![]()
Wiele razy odchodziłam od niego ,ale jakoś potem szybko wracałam.On nie ma nikogo ,dużo przeszedł w życiu i to na pewno zaważyło na jego psychice ,więc ciągle sobie wmawiam ,że będzie lepiej.
zgadzam się z wypowiedziami moich poprzedniczek. dodam tylko, że zastanów się czy jesteś z nim i wracasz do niego dlatego że go kochasz czy z litości?
A może warto byłoby mu jakoś pomóc??? Nie wiem jakaś terapia u specjalisty, co do tej jego złości. No ale z drugiej strony skoro nie potraficie się dogadać to też problem, no ale skoro się kochacie to pewnie też nie potraficie bez siebie żyć ale czasem lepiej jest coś zakończyć nniż za jakieś10 lat gorzko żałować.
dziękuję za pomoc..to bardzo trudne..chyba go kocham ale boję się tego uczucia...teraz znalazł pracę i ma umowę na 3 lata..twierdzi,że mogłby założyć rodzinę a jego ataki agresji zmalały i znowu obiecuje ,że nie mam się czego obawiać będąc z nim...:( poza tym dowiedziałam się,że mój przyjaciel od 2 lat mnie kocha a ja chyba też coś do niego czuję,tylko oboje broniliśmy się przed tym..teraz to już wogóle mam mętlik w głowie...tamten chce założyć rodzinę,lubi pracować, jest spokojniejszy ale zarazem szalony,nie ma nałogów ,przystojny...taki ideał..ale boję sie nowego,że jako para nie będziemy szczęśliwi chociaż jesteśmy bardzo do siebie podobni co do charakterów i zainteresowań...jeśli zostane z Adamem to Mirek ( bo tak ma na imię) mówił,że będzie musiał na jakiś czas zerwać kontakt,bo ta sytuacja coraz bardziej go boli i jakoś musi o mnie zapomnieć
ja chyba zwariuje...a najlepsze ,że oboje dostali prace w tej samej firmie i umowę na 3 lata ,będąc na tej samej zmianie godzinowej w tej samej grupie..
nie wspomniałam również ,że choruję od kilku lat na epilepsję..co prawda opiekuje się mną ale czy ten stres dobrze na mnie wpływa? .. Mirek wie,że choruję a mimo to twierdzi,że to zaszczyt opiekować się mną i móc założyć rodzinę razem.
8 2010-11-26 22:53:20 Ostatnio edytowany przez O-Kasia (2010-11-26 22:54:19)
Srata ta ta Adaś się zmienił. Przepraszam Cię, że w ten sposób piszę, ale słyszałam takie gadanie już nie raz w niejednych ustach i w większości przypadków na gadaniu się skończyło. Ale z drugiej strony, jeśli na prawdę wierzysz w to co mówi, możesz spróbować dać mu szansę. Może faktycznie coś dotarło do niego. Daj mu trochę czasu i sama oceń jego zachowanie. Czy po tygodniu, czy dwóch nie wrócą mu stare nawyki. Pięć lat to szmat czasu, trudno jest to tak po prostu przekreślić. Teraz mówisz o Mirku i zastanawiasz się pewnie, czy z nim nie było by Ci lepiej, ale nie masz żadnej pewności, bo przyjaciel, to nie facet. Nie wiadomo jaki On będzie, kiedy będziecie tworzyć parę i nie mówię tu o początku, bo początki zawsze są śliczne- motyle w brzuchu, rozmowy choćby o pierdołach, które i tak cieszą i takie tam, sama wiesz bo przechodziłaś to zapewne z narzeczonym. Tylko co będzie później, kiedy tych motyli już nie będzie i te rozmowy nie będą już tak was cieszyły? Przyjaciel to jednak tylko przyjaciel. Owszem mógłby się okazać tym właściwym dla Ciebie facetem, ale nie masz pewności. Ze swoim narzeczonym jesteś już długo, znasz go na wylot i wiesz czego możesz się po nim spodziewać. Ty daj mu szanse, a od niego tylko będzie zależało, czy faktycznie się zmieni tak, jak powiedział i sama wybierzesz, czy chcesz z nim wciąż być, czy dać sobie spokój i szukać nowego uczucia.