netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

ja,on i komputer

34 odpowiedzi15 515 wyświetleńzałożony przez pavana, 22.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 35 ]

1

Temat: ja,on i komputer

Jestem z mężem już prawie 12 lat. Zanim się pobraliśmy nie miał komputera. Jak go juz kupiliśmy (rok po ślubie) to po prostu męża zasysneło. Potrafił całe dnie i noce grać w swoje ulubione gry. Wiele razy przepłakałam do poduszki, bo nie mogłam się doczekać, żeby przyszedł ze mna pobyć. Wiele razy na mnie wrzeszczał, gdy przychodziłam o coś zapytać, kiedy grał. Ale najbardziej bolało wtedy, gdy czując się zaniedbywana, słyszałam jak miło rozmawia ze swoimi znajomymi przez komunikator z gry. Byłam juz wyczulona na jego ton głosu i wiedziałam, kiedy rozmawia ze swoimi koleżankami... Poziom krytyczny nastapił po urodzeniu się naszego drugiego dziecka. Oprócz jego grania mieliśmy jeszcze inne problemy małżeńskie. Wiedziałam, że jeśli nic z tematem nie zrobię, to będzie koniec naszego małżeństwa. Rozpoczęłam terapie u psychologa sama, poniewaz mąż nie chciał byśmy poszli na nią razem. To było znakomite posunięcie - barzdo mnie wmocniło, mąż zobaczył, że cos musi się zmienic, bo inaczej nie uratujemy związku. Teraz jest tak, że faktycznie stara się przeznaczać więcej czasu dla mnie. Widzę to i jest to dla mnie cudne, jednak często  wyżywa się na nas jak nie może na spokojnie posiedzieć przed komputerem ,  (wrzeszczy i jest nieprzyjemny, nie ma cierpliwości do dzieci). Gra w dalszym ciągu bardzo duzo wedłu mnie (średnio ok. 4 -5 godzin dziennie, jak ma wolny dzień to tylko i wyłącznie gra również do późna w nocy). Często po prostu siada, wyłącza się i przepada. Nie pyta, czy pomóc cos z dziećmi, czy rano do nich wstać, czy ja może tez jestem zmęczona itd. Powiedziałam mu, że nienawidze tej jego gry, że mimo, iz widzę poprawe w jego zachowaniu nie potrafię zakceptować jego grania, tylko z trudem to toleruję (czasem z bardzo wielkim) i wciąż widok męża ze słuchawkami na uszach , obróconego plecami do pokoju wywołuje u mnie silne emocje. Nie wiem sama juz co mam z tematem zrobić. Czy ja przesadzam (mąż często mówi, że powinnam byc zadowolona, bo nie pije, nie chodzi na dziwki, siedzi w domu), czy za bardzo sie na tym skupiam, czy mam dac sobie spokój, czy cos z tym robić.... Macie podobne problemy? Jak sobie z tym radzicie?

2

Odp: ja,on i komputer

Pavana  wierzę że taki odcięty od świata mąż to duży kłopot, bo u mnie to chyba ja jestem tak odcięta czasami ha ha ha.

Powiedz wolała byś żeby już wychodził z kolegami , czy gdzieś niż siedział i grał? Bo nie ma złotego środka, ty wygadasz się dzieciom, do kumpeli czy kogoś a on ? Czy ma kumpli czy kogoś z kim pogada realnie?

Komputer to chłonna zabawka , ciągle milion wiadomości, klikasz i wiesz coraz więcej.Wciąga i powiem ci co to jest 4 godziny mijają szybko zanim człowiek zdarzy posmakować  czy rozmowy z kimś czy gry.

Widzisz dom to ciągłe gderanie, dzieci wrzeszczą, wracasz a tu hałas ni tu głowy uspokoić.
Jak usiądzie i wreszcie wyłączy mózg to ktoś go szarpie tata daj mi , tata to i owo, nie wkurzyło by cię?

Mąz potrzebuje odskoczni, pewnie ma trudną prace a co do znajomych wirtualnych dają mu oni tylko dobre, i przez to są ciągle ciekawi i on tak ich ceni.
Zobacz on ma do wyboru np 20 ludzi, znają co on te grę, łącza ich wspólne przygody rywalizacja, każdy wypracował sobie u niego jakieś miejsce.
Jeśli ktoś mu marudzi klika na inna osobę i już go ktoś wysłucha, juz pogada rozśmieszy. Tu nikt mu nie truje wynieś śmieci, no dzieckiem się zajmij.

Jeśli możesz staraj się jak najwięcej rozmawiać z mężem na różne tematy, takie ciekawe które go wciągną, nie bądź monotonna bo wyjdzie mu uchem .
Do tego wypracuj taki rytm że ustalacie że posiedzi 3 godziny a potem z wami siedzi , i jeśli tak uzgodnicie to nie przeszkadzaj mu absolutnie przez te jego 3 godziny.
I dzieci niech mu tez dadzą spokój, potem przewie to omijaj temat komputera za to chwal go za drobne rzeczy.

Zacznij mieć tez swoje sprawy i tajemnice, bo to pociąga facetów, ładnie ubrana w wybrany dzień wyjdź do kumpeli.
Zaintryguj go, niech przypomni sobie że ma fajną żonę, że trzeba uważać bo mu ktoś ją zwędzi.

Jeśli mąż w weekend będzie miał dla was wasze godziny to zaplanuj wspólny basen, śmiech dzieci i jego zbliży was na pewno. Niech mąż poczuje na nowo jak fajnie być tatą.
Bądz dla niego kobietą, owszem mamą dzieci ale przede wszystkim świetna partnerką.
Pomaluj paznokcie, zmień fryzurę  no niech widzi że coś robisz dla siebie.

Musisz być po prostu ciekawsza niż komputer, trudne zadanie ale przy uporze uda się. Nie wypominaj mu ciągle bo to dobija.

3

Odp: ja,on i komputer

Różyczka nie zgadzam się nawet w 1 % z Tobą! Co Ty do mnie piszesz? Że powinnam to i tamto, że powinnam zagospodarować, nie gderać, zorganizować, zadbać o siebie...to znaczy, że ja mam wziąść całą odpowiedzialność za sytuację, zrozumieć i jeszcze się postarac być ciekawą, bo mu wyjdzie uszami?! Jestem przeciwniczką chodzenia koło facetów na palcach!!!! A czemu on nie  docenia, że siedzę w domu, nie imprezuję (choć lubię), że nawet nie flirtuje z innymi facetami (choć lubię) itd Czemu to zawsze jest wymówka TYLKO dla mężczyzn? Mam mnóstwo zainteresowań, na które nie mam czasu, bo mamy dzieci, dom, bo przychodzę po pracy zmeczona i nie moge mieć odskoczni! I cała ta sprawa z komuterem denerwuje mnie podwójnie równiez dlatego, że jakos to jest społecznie przyjęte, że facet może się zapomnieć przed tą grą i tyle. A ja się zapomnieć nie mogę, bo są dzieci, dom i ktoś MUSI się tym zająć.  Ja MUSZĘ być odpowiedzialna i nikt mnie nie usprawiedliwia, że mam wciagającą zabawkę, że mi ktoś gdera nad uchem i potrzebuję odskoczni! Nie znoszę takiego usprawiedliwiania facetów!

4 Ostatnio edytowany przez różyczka (2010-11-22 04:53:17)

Odp: ja,on i komputer

Widzisz napisałam co masz zrobić by mąż przestał kochać bardziej komputer , rady są dobre i skuteczne, ale musiała byś w to włożyć trud , musiała na prawde bez żalu ratować twój związek..

A tymczasem jak myślałam jest w tobie ogromny bunt i żal.Sa dwa wyjścia ale najpierw  odpowiedz ale Szczerze czy ty chcesz wasz związek naprawić.

Na pewno powiesz tak, ale  na to jest dwojaki sposób myślenia i wybierz  jeden.

Jesli rodzina jest dla ciebie najważniejsza, kochasz męża cierpisz i naprawdę chcesz ratować wasza rodzinę to czeka cie zmiana.
Zmiana twojego myślenia że koło męża się na palcach nie chodzi. A właśnie czasami nie ma innego sposobu , trzeba ugiąć dumę i głowę i pochodzić .
Bo przecież biorąc ślub  bierzesz na siebie zobowiązanie dbania o tego człowieka tak samo jak on o ciebie.
To poczucie że ktoś musi być mądrzejszy, że jako kobieta musisz zadbać o to by wasza rodzina , każdy z osobna w niej był szczęśliwy.
Twój mąż powinien jako ukochany człowiek  być na pierwszym planie i jeśli on nie umie sobie poradzić to trzeba mu pomóc.To że on błądzi to możesz z miłości naprawić jego myślenie, pomóc mu zmienić siebie.

Uda ci się to ale gdy pozbędziesz się goryczy. W drugim twoim poście są same pretensje "Czemu on nie docenia że siedze w domu?" a pytałaś go? Na spokojnie pytałaś?

A kto ci kazał wziąć na ramiona wszystkie obowiązki? Chciałaś na początku być idealna gospodynią mamą, sama lepiej wszystko porobić  wzięłaś na głowę cały dom a teraz pretensje?
Sama dobrowolnie nie pozwoliłaś jemu robić po jego, nie włączyłaś do obowiązków. To teraz zegnij głowę  dla dobra rodziny i zrób coś.

Dlaczego ty masz to zrobić mimo iz on rozwala rodzinę? Bo mądrzejsza i bardziej odpowiedzialna jesteś.
Bo jak nie dotrzesz do męża to go stracisz. W końcu któraś miła, wysłuchująca go, skakajaca koło niego ci go zabierze.
Jeśli ty nie zmienisz swojego podejścia on nie wyjdzie z skorupy.

Drugie wyjście to zacznij szaleć, zostaw go i obowiązki, bądź szczęśliwa bo nie jesteś , pragniesz tego?
Rozwalisz rodzinę takim zachowaniem.

Nie usprawiedliwiam jego podejścia, ale znam wiele przypadków gdy żona uniosła się z honorem, typu " On zniszczył niech on naprawia. Było po związku. Jeśli naprawdę chcesz ratować rodzinę to ty się zmień.

Nie jest to miłe, sprawiedliwe, przyjemne ale od ciebie zależy szczęście was wszystkich, czy potrafisz mężowi zapomnieć krzywdy i powalczyć o niego.


Pomyśl jeżeli dla partnera komputer ma większa wartość niż relacje jego z tobą to znaczy że te relacje są złe, gdzieś po drodze zmieniłaś się , narosło kłopotów, on się zmienił.
Jeśli inni ludzie dają mu wsparcie, akceptacje, uśmiech, ciepło to (nie tłumacząc go) nasuwa się pytanie dlaczego najbliższa osoba, zona mu tego nie daje?
Dlaczego ucieka od rodziny w wirtualny świat? Chyba coś jest nie tak, zastanów się.

Poza tym komputer uzależnia,jak alkohol czy inne używki .

5

Odp: ja,on i komputer

pavana widzisz ja rozumie cie doskonale mój chłopak tez bardzo kocha swój komputer  i spędza z nim więcej czasu .
Jóź kiedyś rozmawialiśmy na ten temat to na jakiś czas przestał ciągle przed nim siedzieć a teraz znowu to samo sad
Jak mu o tym powiedziałam to tłumaczył eis tak jak różyczka pisała  ze  ma ciężka prace musi odreagować  a przecież  lepsze to niż chodzenie na piwo z kolegami Ok możne i racja  ale ja tez chciała bym go mieć dla siebie . I jak To zrobić

6

Odp: ja,on i komputer

Oj, Różyczka nie zrozumiemy się. A to dlatego, że dzieli nas sposób myślenia o związku i o mężczyznach. Ja jestem zdania, że aby związek się udał trzeba takiego samego wkładu i wysiłku z obu stron. Jestem za partnerstwem i równouprawnieniem. Uważam, że to nie jest tak, że jak jest w małżeństwie problem, to tylko jedna strona jest winna, czy nie winna i tylko jedna strona ma ponosić wysiłek i odpowiedzialność za to co się dzieje. Oczywiście, że mąż miał powód, żeby "wsysnąć" w swoje gry. Tam ma kolegów, którzy od niego nie chcą nic oprócz wspólnej zabawy, tam się zazwyczaj wygrywa, świat jest piękny i kolorowy i zawsze jest się bohaterem o niezwykłej mocy. W życiu ma się postarzającą, stawiającą wymagania kobietę i trzeba się co dzień starać. Przy czym ten pierwszy scenariusz jest o wiele łatwiejszy i przyjemniejszy! Związku nie da się zbudowac w pojedynkę! I tu się zgodzę, że biorąc ślub bierze się odpowiedzialność za drugiego człowieka: obustronnie! I ja również powinnam być dla niego na pierwszym miejscu.
Napisałaś:
"A kto ci kazał wziąć na ramiona wszystkie obowiązki? Chciałaś na początku być idealna gospodynią mamą, sama lepiej wszystko porobić  wzięłaś na głowę cały dom a teraz pretensje?
Sama dobrowolnie nie pozwoliłaś jemu robić po jego, nie włączyłaś do obowiązków. To teraz zegnij głowę  dla dobra rodziny i zrób coś."
Kocham męża bardzo, ale został on wychowany w bardzo tradycyjny sposób: obiadek pod nos i kobieta do kuchni. I uwierz mi, że te podwaliny partnerstwa, które mam zawdzięczam swojej postawie. I jestem przeciwna temu, że kobiety wciąż masowo pracuja na dwa etaty (praca zawodowa i dom) a mężczyzn się usprawiedliwia, tak jak Ty to robisz. Myślę, że w związku partnerskim o który mi chodzi i do którego dążę nie może być schematów, że kobieta ma się zastanawiać, dlaczego? (siedzi przed komputerem, mało się angażuje w obowiązki domowe itd) ma dobrze wyglądać, starać się być atrakcyjną a facet może uciec w grę i nie starać się w ogóle. Bycie odpowiedzialnym za dwóch jest potwornie męczące i na pewno nie zbuduje się na takiej postawie dobrego związku.
Różyczko piszesz: "koło męża nie chodzi się na palcach, ale czasem nie ma innego wyjścia, od Ciebie zależy szczęście Was wszystkich" To jest właśnie to o czym pisałam wyżej : w pojedynkę nie da się stworzyć dobrego związku.
Myślę sobie, że jestem wartością samą w sobie i nie boję się, że jakaś miła, skakająca wokół niego mi go zabierze - skoro on chce skakającej wokół siebie i nie potrafi docenić tego co ma - ja tu nie pasuję!
No i na koniec: staram się zawsze myśleć dwustronnie, może dla tego nie tak łatwo "rozgrzeszam" męża. Mam grono przyjaciół, którzy dają mi wsparcie, akceptacje, uśmiech i ciepło. Różnica polega na tym, że oni są w realu, mąż nigdy nie musiał czuć się gorszy i czekać, aż najpierw pobędę z nimi, bo się umówiłam, bo czekają, bo musimy razem zabić smoka... Dla mnie jest to po prostu brak dojrzałości, odpowiedzialności i pójście tam gdzie jest łatwiej i przyjemniej, choć nieprawdziwie.
Ach! i jeszcze jedno - wybierając męża szukałam kogoś kogo pokocham, o pewnych cechach charakteru i określonym światopoglądzie, b e z  n a ł o g ó w. Dobrze mu się przyjrzałam i bardzo go pokochałam. Ale wtedy nie miał komputera...

7

Odp: ja,on i komputer

pavana ja też sie z różyczką nie zgadam.

Mam podobny problem, i sama czasem też sie zastanawiam czy za dużo nie narzekam, tyle, że mój mąż potrafi sie oderwać, zapytać czy coś pomóc itd. Ale na sam dzwięk właczania jego kompa we mnie sie gotuje yikes
Słuchaj musisz z mężem pogadać, nie masz innego wyjscia bo on sie prawdopodobnie nie zorientuje o co chodzi a Ty sie pogrążysz w zmęczeniu i depresji.
Znajdzcie wspolny kompromis, po pracy wspolnie z dziecmi spedzacie czas, razem! A gdy dzieciaki idą spać, niech sobie idzie pograć. Na pewno nie zrobisz tak ze całkowicie to wyeliminujesz, ale pogadajcie o kompromisie. Jeden dzień niech sobie gra, drugi Ty wychodzisz i on z dziecmi zostaje, trzeci jesteście dla siebie .. itd smile

8

Odp: ja,on i komputer

Witam ponownie. Na początku wyjaśnienie, absolutnie rozumiem twój żal, nerwy i frustracje   bo to nie jest przyjemne gdy jest sie ignorowanym, gdy ktoś odpycha nas na drugi plan.

Jako kobieta absolutnie te nerwy rozumiem i wiem ile cie kosztuje to. Głęboko niesprawiedliwe jest to że kobiety muszą częściej ustępować dla dobra rodziny, dla szczęścia dzieci.
Niestety sytuacja ta trwa już od bardzo dawna, wieki całe zona była w domu  a mężowi należał sie odpoczynek bo ona niby  nic nie robi.
To oczywiście błędny szowinistyczny  pogląd i nie zgadzam się na takie traktowanie. Żeby była jasność.


Widzisz  mój mąż jest typem milczka, i na początku związku wszystko robiłam jak w zegareczku tylko by gdy wróci po pracy mógł pobyć ze mną. Jak pies dopominałam się  o jego uwagę.
A on wracał po pracy jadł w milczeniu obiad brał pilota i "Odprężał sie  przed tv, Bo w końcu  Nalezy mi sie co".

Cierpiałam bardzo, za jeden jego uśmiech, za wsparcie oddała bym tyle, pracowała bym jak wół a on nie chciał mi tej chwili rozmowy dać.
Co więcej jak już ze mną rozmawiał to  jednym okiem i tak zerkał w tv.
Przerobiłam wszystko od złości , po płacze kłótnie, z szarpałam sobie nerwy.
Nic nie działało, trwało to 4 czy 5 lat.

Po tym czasie z innych powodów poszłam na terapię, i przy okazji zagadnęłam mojego psychologa o to co by tu na tego męża zrobić.
W jakim to byłam szoku i wkurzona gdy on orzekł że Jakim to prawem żądam od męża by on o mnie dbał i zabiegał?
Że dlaczego z pretensjami mu wyskakuje gdy wraca po pracy?
Dlaczego nie zaciekawię go niczym?
Dlaczego nie postaram sie go poznać, i poznać dlaczego woli tv.
Z  gadania psychologa zamiast wsparcia (tak mi sie wydawało rady ) usłyszałam wyrzuty.

Nie wiesz jak ryczałam wracając ale na drugiej sesji  juz przygotowana  to ja zadawałam pytania.

Jak to to on zamiast dbać o szczęście nasze to woli tv a teraz to jeszcze ja mam skakać koło niego?? No może jeszcze  mam dywanem pod jego buty być?
Tyle przez niego płakałam a teraz jeszcze to niby moja wina?

I wyobraź sobie  wzięłam męża tam do poradni i mówię psycholog go pyta .
Czemu pan woli dziennik od rozmowy z żoną odp- Bo lubię dziennik i chce być na bieżąco.

Dlaczego nie poświecą pan zonie czasu na rozmowę odp- Bo ona jak tylko do domu wchodzę  głowę mam jeszcze pełną szumu z pracy a ona nie da mi się wyciszyć, tylko odraz chce pełnej uwagi a ja  tak nie mogę.
Muszę się wyciszyć dopiero mogę pogadać ale ona wtedy to już zła jest, a ja czuje się jak nieudacznik bo znów jest nieszczęśliwa przeze mnie.

Dlaczego sa kłótnie pana z żoną odp- Bo ona mnie nie rozumie że ja tez mam prawo mieć dól, gorszy dzień, że mam masę kłopotów  w pracy, ciągły strach o lepsze jutro. Ja bym z nią porozmawiał gdyby wyciągnęła do mnie rękę.

Byłam zaszokowana jego odpowiedziami bo były inne niż to czego oczekiwałam, wychodziło że to ja robię błąd, i ta świadomość bolała okrutnie.

A psycholog zadał mi takie pytania -
Dlaczego jest pani matka nie partnerka dla męża?
Dlaczego nie da mu pani odpocząć a potem porozmawiacie?
Dlaczego nie zacznie pani pomagać mężowi wyjść ze skorupy i otworzyć się przed panią szczerze.

Przetrawiłam wszystko i ponieważ kocham go nad życie to zawalczyłam. Zgięłam dumę i postarałam się być inna, przestałam tylko myśleć że ja chcę że mi się należy bo on Powinien.
Skończyłam z tymi żądaniami - bo ja serce wkładam a ty to tylko z roboty i tv.

Dziś mąż mówi mi o swoich problemach myślach, jest cudowny inny, rozwinął się jako człowiek.
Odrobina zmiany mojej i słów , pochwał a jaka zmian.
Jest cudowny kochany, ustąpił bo widział że i ja stosuje się do rad psychologa to i ona  ustąpił z tv.
Miliony szczerych rozmów i wiem że warto było podać mu rękę bo on nie umiał naszego związku naprawić.

Dziś jestem szczęśliwa, oglądam z nim dziennik a potem przytula mnie i rozmawiamy, wygłupiamy się albo  idziemy do kuchni.Nagroda za to że spróbowałam go zrozumieć jest jego zmiana.

A i ostatnio nawet usłyszałam że dziękuje mi że nie jestem taka jak zony kolegów co tylko wymagają, marudzą, i facet to dla nich portfel i obowiązki. że ja to i go zrozumiem gdy na prawdę pada po pracy, widzę sińce pod oczami, i nawet zdarza mi sie  masować jego spracowane nogi gdy go bolą.

Ktoś w związku musi być ten mądrzejszy, umieć ustąpić, przyznać się do błędu.

Związek to trudna droga a najważniejszy jest kompromis i nie tylko od strony męża a i od strony żony.

9 Ostatnio edytowany przez kasta (2010-11-23 23:11:45)

Odp: ja,on i komputer

Czytam zawartość tego wątku i nie wierzę w to, co czytam. Różyczko, czy my mamy być kaowcami swoich mężów, partnerów? Czy jak wracam z pracy, zasiadam przed tv, z gazetką, piwkiem, czy przy komputerze i dzieciakom mówię "teraz mamusia się musi wyciszyć, a potem porozmawiamy'. Skąd to? Ja nie żądałam, aby mąż się mną zajmował. Jestem samodzielna, mam swój odrębny świat. Nauczyłam się, że i on i ja takie światy mieć musimy. Ale jest i przestrzeń wspólna, jeśli są i dzieci - tym większa do ogarnięcia. I niestety pracujaca matka nie ma luźnych 4-5 h do własnej dyspozycji. Nie ma też wolnych weekendów, takich tylko dla siebie. Dlaczego więc zakładamy, że faceci mają do tego prawo? Bo są facetami?  A my - wiadomo, praca, dzieci, dom, zakupy, pranie prasowanie. A i jeszcze pamiętajmy, aby zaciekawić, zainteresować męża. Nie przeszkadzać mu za bardzo. To ja pytam - a po cholerę oni zakładają rodzinę? Jeśli chcą mieć czas tylko dla siebie, niech pozostają kawalerami. I dadzą święty spokój - i nam, i sobie. Różyczko - z jakiej Ty bajki jesteś? A już zdanie "a byłoby lepiej, aby z kumplami na piwo wychodził?" - to już gwiazdka. Matko, tak , lepiej co jakiś czas z kumplami na piwo. Bo komputer uzależnia. Zaraz mi napiszecie, że i alkohol. Pewnie, że tak. Ale wyjście z domu na spotkanie z żywymi ludźmi - to jest ważne. Bo trzeba się wysilić, bo trzeba pogadać, wejść w interakcję. Komputer od tego obowiazku zwalnia. Odhumanizuje. I wówczas mamy prawdziwy problem. Pavana - doskonale Cię rozumiem, bo przeżyłam i przeżywam to, o czym piszesz. Zaczęło się od gier, a teraz mam seksoholika. Pornografia komputerowa to worek bez dna. Trzymaj się. Nie umiem Ci powiedzieć, jak Różyczka "chodź wokół męża na palcach, pochyl się". Bo to banialuki. Jeśli Twój mąż reaguje już agresywnie na próbę kontaktu podczas jego zajmowania się komputerem - ON ma problem. I bez jego woli oderwania się od tego, nic nie zdziałasz. Choćbyś topless po domu latała i kapcie w zębach przynosiła. przeżyłam, wiem. Pozdrawiam - Kasta
A, i jeszcze o mądrości. Różyczka pisze, że "ktoś musi być w związku mądrzejszy". Tak. PAVANA, TY jesteś mądrzejsza, bo dostrzegłaś, że jest problem. Bycie mądrzejszym nie oznacza omijania problemu. Szczera rozmowa - jak najbardziej, obawiam się jednak, że się nie da. Bo pewnie Twój mąż nie dostrzega problemu. Jeśli więc zoganizujesz życie sobie po swojemu, z dzieciakami, to może on w jakimś momencie zorientuje się, że Was traci. U mnie nie zadziałało. Może jednak Wy jesteście na początku drogi, i Twojemu mężowi zacznie Was brakować. Jest dorosły, decyzja musi zapaść w nim. Ty niczego nei wskórasz. Przykro, ale jeśli zrobi coś wbrew sobie i dla świętego spokoju - nie na długo będzie mu to pasowało.

10

Odp: ja,on i komputer

Dziekuję kobietki za wpisy! Ten cholerny komputer jest dla mnie dużym problemem. Na prawdę czasem już nie wiem co począć i skupiam się na tym, aby mnie nie bolało. Nie mam pomysłów. Nie potrafię robić czegoś przeciwko sobie (ubierać się w seksowną bieliznę i przechadzać się obok monitora...), nie jestem dyoplomatką i kompletnie nie znam sie na "damskich sztuczkach". Czasem po prostu przeczekuję. Na pewno cała ta sytuacja ochłodziła we mnie uczucia do męża, choć nadal go kocham, to już nie jest to samo co kiedyś. Ale cieszę się, że odkryłam to forum! Jakos tak raźniej się wygadać i usłyszeć odpowiedzi. Nawet, jak ktoś ma inne zdanie to sam fakt dyskusji bardzo uwalnia emocje, działa jak wentylek. Pozdrawiam Netkobietki!

11

Odp: ja,on i komputer

Dziewczyny Pomocy!
Ja jestem w podobnej sytuacji co pavana. Mamy z mężem dwoje dzieci. On jest uzależniony od gier komputerowych. Kłótnie zaczeły sie od tego, a potem czepiałam sie już wszystkiego. Choć u mnie sytuacja wygląda o tyle inaczej, ze mąż spedza przed komputerem ok 8 godzin dziennie- może nawet wiecej. Brakowało mi jego obecności więc gdy wchodził do domu z warsztatu( tam zawsze grał)wyładowywałam od razu furię. Przestaliśmy ze sobą sypiać. Było coraz gorzej tym bardziej że mieszkamy z teściami. Ostatnio zakomunikował mi, że poznał kogoś przez internet i ona pokazała mu zupełnie inny świat. Poza tym, że już chyba mnie nie kocha. Załamałam się. Zaczęłam spełniać jego fantazje, być czuła, robić mu masaże, pyszne jedzonko itd. Dało to tylko tyle, że jak sie próbuje przytulic to już mnie nie odsuwa. Dzieci chorują mi od września i to poważnie( Zapalenia płuc itd.), do tego on dowiedział się ostatnio, że ma cień na prawym płucu. Najprawdopodobniej jest to nowotwór. Do tego on prawie nie pracuje a ja nie mam jak bo dzieci wciąż są chore. Jestem przerażona i nie wiem co robić. Zostałam bez miłości z dwójka maleńkich dzieci( 2 i 3 lata) i bez pieniędzy. Chcę odzyskać jego miłość ale robię wszystko co mi do głowy przychodzi i to nie za bardzo działa. Pomóżcie proszę. Doradźcie coś. Zaczynaja mi przychodzic do głowy głupie mysli... Nie chcę żeby moje dzieci straciły mamę...:( sad sad sad sad

12

Odp: ja,on i komputer

Dziewczyny, jak ja Was rozumiem... Każdą po kolei... Bo mam za sobą już tok myślenia pavany, próby zrozumienia różyczki... i myślenie o najgorszym jak antea... Kilka lat temu wylądowałam u psychologa, bo tematu nie potrafiłam zrozumieć. Bo buntowałam się, bo płakałam stojąc nad nim, bo krzyczałam. A on przez to był jeszcze bardziej rozdrażniony. Jego pasją są gry komputerowe, ale znalazłam też dowód na to, że oglądał panienki... I przez tyle lat motałam się, miałam dość jego, tego małżeństwa, tego, że tylko ja tak naprawdę starałam się je naprawić, skleić, stworzyć rodzinę. I wiecie co? Na dzień dzisiejszy mogę Wam powiedzieć, że nie każdy facet da sie zaciągnąć na terapię jak mąż różyczki (miałaś to szczęście), nie każdy zareaguje na płacz, na rozmowę. Trzeba zająć się sobą, wyrzucić z głowy myślenie "on" i tylko "on". Gra? Niech gra. Siedzi? A niech siedzi. Dziewczyny, jeśli nie rozumiecie tego dziś, uwierzcie mi, przyjdzie taki moment, kiedy Wam się przeleje i powiecie "dość, ja też chcę mieć swoje życie". I naprawdę zaczniecie dbać o siebie. Nie wierzyłam, bo jestem też jedną z kobiet "kochających za bardzo", oplatających swą miłością jak bluszcz. Nie wierzyłam, ale to działa. I wiecie jaki jest efekt? człowiek jest spokojniejszy, a on... Wreszcie zauważa naszą obecność. To, o co tak walczyłyśmy, tylko, że w koncu przestaje nam na tym zależeć. I cały sęk w tym, że robimy to dla siebie, ale też i dla ratowania związku, bo faktycznie, faceci to dziwne stworzenia, a mądrość kobiety polega na tym sprycie, na tym by pokazać mu i udowwodnić pewne rzeczy.
Pavana, ha, obie dobrze wiemy, że ubieranie skąpych fatałaszków nic tu nie pomoże. Ja wszystkiego próbowałam, najlepszym sposobem nie jest przeczekanie. Najlepszym sposobem jest zajęcie się sobą. W pełnym tego słowa znaczeniu. Włącz komputer, baw się tym ,pomaluj paznokcie, poczytaj książkę, ja cały czas się tego uczę. A im bardziej się uczę, tym on bardziej mnie zauważa. Nie reaguj, naucz się nie patrzeć w jego stronę, niech gra, a Ty ciesz się swoim życiem. Coś w tym jest, że facet króliczka gonić musi.
A Kasta napisała, że ktoś w związku musi być mądrzejszy. I że u niej nie zadziałało. Bo na kazdego działa coś innego, o tym trzeba pamiętać. I dlatego trzeba mieć alternatywę - swoje życie.
Antea, przykro mi z powodu tego, co Cię spotkało. Ale uwierz mi, ja też mam tę klikuletnią drogę za sobą. Ostatnio przeczytałąm takie mądre zdanie, że Hiszpanki są dobrymi żonami, bo każdego dnia udowadniają swoim mężom, że są lepsze od kochanke. I nie krzyczą, nie naskakują. Tego też się uczę... Choć ciężko żyć ze świadomością, że ja zasuwam po pracy, a on siedzi i gra. Ja prasuję, a on gra, ja gotuję, on gra. Ja odkurzam, a on tylko się odsuwa. Staram się, uff, jak się staram.
Jeszcze niedawno też spełniałam jego marzenia. Wszystkie. I też spełniałam fantazje, pyszne jedzonko itd. Im bardziej wchodziłam do tyłka, tym on bardziej miał dość. To jak w tym powiedzeniu "zagłaskać kotka na śmierć". Moment zwrotny, kiedy przestałam. Bo nie tędy droga. Myśl teraz przede wszystkim o dzieciach, przecież chorują. Nie o nim. Będzie dobrze, wszystko się ułoży. I nie możesz myśleć o najgorszym ,bo z każdej sytuacji jest jakieś wyjście.

13

Odp: ja,on i komputer

Uważam że "mysza981" ma rację mężowie z jakim kolwiek uzależnieniem (a gry komputerowe to też uzależnienie) to kula u nogi kobiety i całej rodziny. Wszystko kręci się mimo woli wokół ich nalogu co prowadzi w konsekwencji do ciężkiej depresji u żon, do braku kontaktu z dziećmi itd.... Dziewczyny moje zdanie jest takie to nie wy macie problem ale wasi panowie jeśli nie pomagają prośby i groźby to czas po prostu dać sobie spokój , oświadczyć że może zagrać się na śmierć a przy okazji zaglodzić (bo zero obiadkó) umrzeć z brudu (bo zero prania ) itd... Chcąc nie chcąć będzie zmuszony wstać od gry żeby choć zrobić sobie kanapkę. Ja co prawda nie z powodu komputera ale innego miałam podobny obraz męża ale postawiłam się i o dziwo z czasem dużo się zmieniło . Trzebo tylko przestać się nad nim użalać i być konsekwentną.

14

Odp: ja,on i komputer

Dokładnie tak. To trudne, ale trzeba zmienić sposób myślenia. I na wszystkim to wyjdzie dobre. Nie rozumować na zasadzie "co zrobić żeby był zadowolony, co zrobić żeby mnie zauważył" bo to i tak nic nie da. Tylko myśleć "co ja mam ze sobą zrobić, żebym była zadowolona".

15

Odp: ja,on i komputer

Boże! Laski! Nie jestem kretynką( no może trochę) smile Rozumiem wasz tok myslenia ale na serio kazdy facet jest inny. Nigdy nie spotkałam nikogo tak zawziętego jak on. Od dziecka miał,, Jak Ty mi tak, to ja Ci tak" Wet za wet.Poza tym ma tak dziwaczny tok myslenie, ze uważa że gdy już o czymś powie, to ze jest za późno, żeby cokolwiek zmienić. Ze wtedy jak cos robię, to jest to wymuszone. A ja do ch... nie jestem wróżką i wielokrotnie próbowałam mu to wytłumaczyć, ale nie działa. on nie umie zmienic tego toku myślenia. Do tego ta dziewczyna, którą poznał, podobno pokazała mu inny świat, że rozumiała go bez słów, ze gdy zaczynał zdanie, ona je kończyła. Ale to nie jest rzeczywistość... Nie tak wygląda życie. Nikt nigdy nie obiecywał, że bedzie lekko, ale nie sadziłam, że może być aż tak ciężko.. sad Dlatego wiem, ze za późno zareagowałam i to nie była tak do końca jego wina.Może nawet więcej było w tym mojej... Prawda, ze problemy zaczeły sie od gier, ale dalej ja to ciągnełam. Stałam  się zimna jak głaz i przysłowiowe,, kucharka w kuchni, dama na salonach i dziwka w łóżku" u mnie nie miało miejsca. Wiem że powinnam zając sie trochę sobą, żeby zaczął mnie zauważać, ale mając w domu malutkie dzieci i brak funduszy ciężko jest zadbać o siebie. A bardzo chce jakoś uratować to małżeństwo, na nowo rozkochać go w sobie, no i oczywiście wyrwać go z nałogu. Nie zdąży otworzyc oczu a juz laptopa ma na kolanach...O żadnej terapii nie ma mowy- w zyciu się na nia nie zgodzi. Są momenty kiedy mam nadzieje, ale są też takie gdy nie mam już siły walczyc. Tylko co miała bym powiedzieć dzieciom, ze czemu tatuś od nas odszedł?Tym bardziej, że mnie mogło by nie być a one są tak strasznie za nim, ze dosłownie żebrzą o każdą mozliwą chwile z nim...To wszystko jest strasznie poplatane, ale wiecie co jest najgorsze? O wszystko tak w głębi duszy obwiniam siebie i to mnie przeraża...Nie potrafię go obwiniać, znienawidzić, ani nic z tych rzeczy..Mam wrażenie ze to ja zniszczyłam życie nam obojgu i tym dwóm małym osóbkom, a nie ma zielonego pojecia jak to naprawić...Troche podbudowujecie na duchu, więc nie przestawajcie pisać...Fajnie jest wiedzieć, ze nie jest się samemu z podobnymi problemami.

16

Odp: ja,on i komputer

bylam w zwiazku prawie 4 lata z facetem uzaleznionym od kompa. jak wspominam czasy, kiedy mieszkalismy razem to  kazde moje wspomnienie kreci sie wokol komputera. kazda proba rozmowy z nim na ten temat i prosba o ograniczenie czasu przed monitorem konczyla sie klotnia. dlatego uwazam, ze nie ma sensu z nimi na ten temat gadac, bo i tak nic nie osiagniesz ta rozmowa.
ja tam zgadzam sie w bardzo duzym stopniu z  różyczka. olalabym te jego granie i zajela sie soba. w moim przypadku to przynioslo efekty. wychodzilam ze znajomymi, mialam swoje sprawy, swoj swiat o ktorym mu za wiele nie opowiadalam i po jakims czasie sam chcial ze mna wychodzic i o wszytsko wypytywal. bylam fajna, bezproblemowa i to pewnie sprawilo, ze sobie o mnie przypomnial, a komputer zaczal ograniczac.
mysle, ze to nie chodzi o to, zebys chodzila na palcach wokol meza, tylko przeciwnie- olewaj jego zafascynowanie komputerem.
ale oczywiscie przyznaje, ze my bylismy tylko para chlopak-dziewczyna, mieszkalismy razem przez rok, wiec nie ma co porownywac tego zwiazku do Twojego malzenstwa z 12-letnim stazem.

17

Odp: ja,on i komputer

Wiecie co? Ja chyba tak nie potrafię. Jeszcze nie przyszedł ten moment żebym potrafiła z niego zrezygnować i przestać walczyć, a co do dbania o siebie to staram sie jak mogę. Nawet po domu zaczęłam sie inaczej ubierać... Zaczął nawet trochę ostatnio na to reagować, ale najbardziej boli mnie chłud i brak potrzeby bycia ze mną z jego strony...Narazie walczę bo podobno ,, dopóki walczysz jesteś zwycięzcą"  i tego się trzymam. Jak to wszystko rozpadnie sie w diabły przynajmniej bedę wiedziała, że zrobiłam wszystko co było mozliwe...A mam pytanie. Czy któraś z Was w takiej sytuacji została sama z dziećmi? A jeśli tak to jak sobie poradziłyście? Boję sie tego że wczesniej czy później to sie stanie i chciała bym wiedziec jak to przetrwać....

18

Odp: ja,on i komputer

To ja mam nieco inny problem, który zaczął mi ostatnio doskwierać coraz mocniej. Oczywiście chodzi o Niego i Komputer (a właściwie blogi, różnego rodzaju forum i inne blipy itp itd). Mój Partner od jakiegoś czasu - około roku zaczął się zmieniać. Nie widziałam tego dobrze, bo nie mogłam obserwować, ale to co zobaczyłam ostatnio to mnie powaliło i teraz nie wiem co mam robić. Jesteśmy ze sobą już dobre 8 lat. Od ponad roku jednak zauważyłam, że zaczynam tracić na rzecz forów w Internecie, blogów i innych miejsc wymiany myśli. Nie wiem dlaczego - zawsze rozmawiało nam się dobrze, mieliśmy wspólne tematy, a tu zaczęło robić się coraz bardziej "sucho". Myślałam, że to moja wina (dość intensywnie pracowałam i miałam spory kawał dojazdu do domu a on może sobie pracować spokojnie w domu - jest programistą). Więc wymyślałam różne wyjazdy, wycieczki itp itd (ale tak by nie było zasięgu). Oczywiście coraz częściej słyszałam, że taki wyjazd to nie, bo jak potrzeba to on nie może pracować. O święta naiwności - o tym nie pomyślałam (przecież to jego praca) - no dobrze, więc zaczęłam wymyślać miejsca, gdzie był dostęp do Internetu... Dzięki temu zyskałam samotne wieczory i dłuższe samotne spacery (bynajmniej nie do pracy). To postanowiłam zrobić inaczej - fajna, sexy bielizna, przechadzanie się pod nosem itp itd. Co słyszałam? Źle się czuje (a podobno to domena kobiet) i takie tam o zmęczeniu. Odpadłam. Postanowiłam zbadać sprawę od innej strony - zaproponowałam, że też chcę zobaczyć co on tak czyta - bo to na pewno interesujące. Reakcji dzikiej awantury się nie spodziewałam... A taka była. Czemu? Nie wiem do dziś. Więc stwierdziłam, że podejdę jeszcze inaczej i w końcu udało mi się dotrzeć do jednej ze stron, na których działał. Udało mi się dotrzeć do komentarzy - na różne tematy. Co mnie zaskoczyło, to to, że kiedy się dowiedział, że to ja od razu wykasował konto.  Nie żeby było tam coś co mogłoby świadczyć w jakikolwiek sposób na jego niekorzyść (albo do tego nie dotarłam). Ostatnio, ponieważ jestem w ciąży pracuję już z domu. I tu mnie coraz mocniej boli gdy widzę jak on pracuje (20 do 80: czyli 20% czasu  na pracy-pracy, 80% czasu na forach, blogach itp itd). RSS to ma dłuższy niż mur Chiński. Nie chcę poruszać tego tematu, ponieważ dobrze pamiętam poprzednią awanturę i widzę jak się zachowuje gdy pytam "co ciekawego czytasz" (zwłaszcza gdy się cieszy jak szczerbaty do sucharów). Jestem w ciąży i nie chcę się denerwować, tym bardziej, że rozwiązanie coraz bliższe. Ale czuję niepokój co będzie potem... Co jeśli to wszystko wciągnie go jeszcze bardziej? Czemu potrafi do mnie przez cały dzień powiedzieć 5-6 zdań (bez prowokowania go do rozmowy) a na stronach ma tyle do powiedzenia?
A teraz humoreska codzienna - rano wstajemy (ludzie na ogół po wstaniu idą się myć, jedzą śniadanie itp) i co się dzieje? Pierwsze to komputer i sprawdzić co się pojawiło do godz. 2-3 w nocy (bo o tej porze kładzie się spać). Gdy wracamy ze sklepu spaceru lub cokolwiek w tym stylu co się dzieje? Komputer (nie że trzeba rozpakować siatki) i sprawdzić co się pojawiło. Czasem jak patrzę na niego to widzę swojego dziadka, który kiedy wracał do domu, pierwsze co to zaglądał do barku (po prostu nie zważał na nic - i tak był do wieczora, gdy padał od alkoholu), te same ruchy, ten sam wyraz twarzy... Czy to może być uzależnienie? Czy ja i moje dzieci będziemy musiały zakładać blog by się z nim porozumiewać? JAK z czymś takim walczyć?

19

Odp: ja,on i komputer

oj dziewczyny, jak ma Was rozumiem, moja walka z ....wiatrakami trwa od lat, nie wiem, 2 może 3. Wiem jedno, oddalamy się tak strasznie od siebie, że gdyby nie moja przyjaciółka, zapomniałabym jak się rozmawia. Moje życie polega na wydawaniu poleceń, łep w komputer i nic się nie liczy. Mamy 2 małych dzieci, ja wróciłam do pracy,żeby nie zwariować, oboje jesteśmy niby wykształceni, a jednak okazuje się że w prostych sprawach, nie mamy jak, lub o czym rozmawiać. Jak widzę ten łep cieszący się znad laptopa, to mam jedną myśl...przypier.........nie wiem czy mnie rozumiecie??? postanowiłam zająć się sobą, zobaczę co z tego wyjdzie.....

20

Odp: ja,on i komputer
tparado napisał/a:

oj dziewczyny, jak ma Was rozumiem, moja walka z ....wiatrakami trwa od lat, nie wiem, 2 może 3. Wiem jedno, oddalamy się tak strasznie od siebie, że gdyby nie moja przyjaciółka, zapomniałabym jak się rozmawia. Moje życie polega na wydawaniu poleceń, łep w komputer i nic się nie liczy. Mamy 2 małych dzieci, ja wróciłam do pracy,żeby nie zwariować, oboje jesteśmy niby wykształceni, a jednak okazuje się że w prostych sprawach, nie mamy jak, lub o czym rozmawiać. Jak widzę ten łep cieszący się znad laptopa, to mam jedną myśl...przypier.........nie wiem czy mnie rozumiecie??? postanowiłam zająć się sobą, zobaczę co z tego wyjdzie.....

Rozumiem i to aż za dobrze (przeraziłaś mnie, że to tyle trwa u Ciebie bo u mnie krócej i mam nadzieję, że zaniknie)... Dlatego też szukałam miejsca gdzie by się wygadać (wyklikać).
A myślałam, że to tylko na mnie tak działa cieszenie się do kompa, i na pytanie co "Co Cię tak cieszy" odpowiedź "Nic" (wtedy w myślach "to idź do specjalisty jak się cieszysz do monitora, bo to chyba niezbyt dobrze") wink ... Trzymam kciuki za zajęcie się sobą. Myślę, że to jeden z najlepszych sposobów  (tylko czasem zimowymi wieczorami trudno tak siedzieć i słuchać jak pracuje klawiatura a Ty nie masz do kogo ust otworzyć (bo "tak", "nie", "nie wiem") smile

21

Odp: ja,on i komputer

Mój ojciec od zawsze był uzależniony od komputera. Zaczęło się od pierwszych modeli, komodore, amiga, potem PC. zaczynał granie od "pikselowych żabek skaczących po ekranie", potem woolf, pierwsze gry VGA, a teraz gra w najnowsze gierki po sieci. Moja matka zawsze miała z nim krzyż pański. Też podjęła taktykę "olewać i robić swoje". Skutek był taki, że ojca nie miałam i do dziś nie mam. Mieliśmy 3pokojowe mieszkanie. Mieszkaliśmy w nim w czwórkę - ja, mama, brat i tata. Pewnego dnia [może miałam z 4lata] tata stwierdził, że potrzebuje swojego pokoju, żeby miał swój kąt w domu, żeby mógł w spokoju realizować swoje pasje i potrzebę samotności. Dodam, że to były czasy kiedy komputery dopiero wchodziły na polski rynek, więc o takich typach uzależnienia nikt jeszcze nigdy nie słyszał. Mama zgodziła się na prośbę ojca i od czasu jak odstąpiła mu jeden pokój, tak został w nim po dziś dzień. Ja gniotę się z bratem w jednym pokoju od 18lat. Mama zajmuje salon, a ojciec swoją norę.

Od czasu jak dostał ten pokój to skończyła się rodzina. Całe dnie siedział przed kompem, za zamkniętymi drzwiami, z browarkiem oczywiście[do dziś nie wiem, czy te 2 piwka dziennie nie są wynikiem alkoholizmu, aczkolwiek to inna kwestia]. W każdym bądź razie dzień ojca wyglądał tak: wstaje, idzie do pracy, wraca, siada do kompa i zamyka drzwi za sobą, raz dziennie można spotkać go w kuchni - bierze sobie piwo z lodówki i wraca do kompa. Jedzenie kupuje po drodze, gdyż mama - metodą olewactwa - przestała mu gotować 10 lat temu. I tyle. gra do 1-2 w nocy i idzie spać [tak przypuszczam gdyż wtedy gaśnie światło wink], potem wstaje i cały dzień powtarza się od nowa i tak 18lat. Dodam, że kiedy zaczęło brakować mu kasy na piwka i żarcie z restauracji to wypiął się na nas, przestał mamie dawać kasę. Skończyło się na rozdzielności majątkowej, teraz tatuś płaci połowę czynszu + marne alimenty i to jest cały jego udział w naszym życiu. Komputer odciął go od nas. Nigdy z nami nie rozmawiał, nigdy się nami nie interesował, praktycznie w ogóle go nie widywałam a mieszkał za ścianą! [chore!] Od zawsze płakałam, zazdrościłam koleżankom, że ich ojcowie z nimi rozmawiają, przytulają, zabierają do kina i na spacery. Mój miał nas w nosie. Przez 23 lata mojego życia wyszliśmy do kina [żeby nie skłamać] 2 razy. I to tylko w sytuacji, kiedy moja mama miała przebłyski i cisnęła ojca, żeby łaskawie spędził z nami czas w końcu. 2 razy. I to kino, wiecie jak to wyglądało? Zawiózł nas do kina, zostawił na seansie i sam pojechał w cholerę, a po dwóch godzinach po prostu nas odebrał. Tak właśnie tato spędzał z nami czas. Komputer zabrał mi ojca, a metoda - olewactwo - się niestety nie sprawdziła. Powiem też, że sama - jako dziecko - próbowałam trafić do niego. Przychodziłam do niego do pokoju, próbowałam rozmawiać, niestety rozmowa albo nie dochodziła do skutku ["wyjdź, jestem zajęty, później"], albo kończyła się na jego pytaniu "jak w szkole?". Kiedy próbowałam opowiadać co u mnie i moich koleżanek, słyszałam tylko "mhm, aha, mhm" [czyt. w ogóle mnie nie słuchał, dalej grał i pomrukiwał randomowe słowa, nieraz nawet wtedy kiedy zakończyłam monolog i po prostu siedziałam cicho]. Był okres kiedy ojciec stracił pracę. Siedział wtedy całe dnie w domu. Był to taki okres, że akurat dojrzewałam i strasznie kłóciłam się z bratem. Zwłaszcza, że mieliśmy jeden pokój i najzwyczajniej w świecie było nam za ciasno - ja chce spać, on słuchać muzyki. Ja chce przyprowadzić koleżankę, ale nie mogę bo on był brudasem i nie chciał posprzątać swojego syfu i tak na okrągło. Dodam, że pokoik był malutki, siedząc każdy przy swoim biurku stykaliśmy się krzesłami[masakra!]. W każdym razie ojciec widząc i słysząc nasze kłótnie i czasem rękoczyny [zdarzało się, że się tłukliśmy po glowach smile] po prostu domykał szczelniej drzwi do pokoju. My z bratem na zmiane wydzwanialismy do mamy, żeby "powiedziała coś bratu/siostrze". Matka więc zadzwoniła do ojca i zapytała co się dzieje w domu i czemu nie ogarnie sytuacji, czemu musimy do niej dzwonić skoro on jest w domu i mógłby zareagować, a wiecie co jej ojciec odpowiedział? " Jak se wychowałaś to tak masz! Ja jestem zajęty[wyszła nowa gra i w nią grał]".

Takich sytuacji mogłabym przytaczać bez liku. Ojciec wybrał komputer. Kocha maszynę, nie nas. Dla niego nie istnieje rodzina już. Dlatego radzę wszystkim Wam kobitki, które macie dzieci, abyście pozbyły się wrzoda, albo wysłały ich na terapię. Ja w tym momencie fizycznie mam ojca, dawcę nasienia, ale nie mam taty. Powiem Wam, że mieszkaliśmy razem tyle lat, a ten człowiek jest dla mnie obcy. Szanuję go bo jest moim ojcem i na tym się kończy. Żadnych więcej pozytywnych uczuć. Wolałabym gdyby się rozwiedli i gdyby odszedł z naszego mieszkania. Wolałabym go nie znać i miec o nim jakies pozytywne wyobrażenie niż żyć w takiej patologii.

22

Odp: ja,on i komputer

Tisha... Zbielałam z przerażenia - nawet w najczarniejszych myślach nie rozważałam takiej możliwości (może dla tego, że mierzę innych swoją miarą i wydaje mi się, że skoro ja kocham dzieci i się o nie troszczę to druga połowa zrobi to samo).
Współczuję z całego serca sad ale dzięki za informację, będę musiała jeszcze przemyśleć sprawę pod takim kontem.

23

Odp: ja,on i komputer

próbowałam jak on zacząć w coś  grac, ale niestety, wcale mnie to nie ,,podnieca", nie lubię i nie widzę potrzeby rywalizowania z grupą nieznanych mi osób. Dziewczyny nie nudzicie się???  najgorsze jest to , że to jest jak każdy inny nałóg-te oczy wpatrzone, te głupie uśmiechy pod nosem.... jak słyszę dźwięk włączanego kompa, ogarnia mnie taka wściekłość, a tłumaczenie wszystkich naokoło-siedzi w domu  , nie pije, i co z tego??jak go nie ma, nie ma go ze mną, a ja coraz bardziej zaczynam się......nudzić. Zaczynam organizować sobie życie bez niego, do czego to doprowadzi???zobaczymy.

24

Odp: ja,on i komputer
tparado napisał/a:

próbowałam jak on zacząć w coś  grac, ale niestety, wcale mnie to nie ,,podnieca", nie lubię i nie widzę potrzeby rywalizowania z grupą nieznanych mi osób. Dziewczyny nie nudzicie się???  najgorsze jest to , że to jest jak każdy inny nałóg-te oczy wpatrzone, te głupie uśmiechy pod nosem.... jak słyszę dźwięk włączanego kompa, ogarnia mnie taka wściekłość, a tłumaczenie wszystkich naokoło-siedzi w domu  , nie pije, i co z tego??jak go nie ma, nie ma go ze mną, a ja coraz bardziej zaczynam się......nudzić. Zaczynam organizować sobie życie bez niego, do czego to doprowadzi???zobaczymy.

tparado a jak sądzisz skąd się tu wzięłam? :-)
Ja co prawda nie mam problemu z grami tylko z forami i innymi blogami (ale dla mnie to "jeden pies"). Kiedyś sporo graliśmy razem ale potem jemu odeszło a ja chciałam robić coś z nim... Może Twoja druga połowa się zorientuje, że coś "jest nie halo", jak zobaczy, że Cię coraz częściej wieczorami nie ma, albo jesteś tak zajęta, że nie masz czasu. Z drugiej strony, czy zauważy, czy nie będzie to świetny pretekst do jeszcze większej ucieczki w wirtualny świat?

25

Odp: ja,on i komputer

Cześć Kobietki! Tisha z całego serca współczuję i myslę o swoich dzieciach na każdym kroku. Po twojej opowieści pewnie będę to robić jeszcze bardziej.Od dziecka wierzyłam, że dzieci powinny mieć oboje rodziców, dlatego wciąż walczę nawet pomimo kobiety którą mój mąż poznał w jednej z gier i stała się dla niego Słoneczkiem (Tak określał ją w smsach, przeczytałam kilka jak pierwszy raz w życiu przejrzałam jego telefon). Ona jest daleko więc na tym polega moja przewaga, ale on tyle czasu poświęca na gry, że ciężko mi uwierzyć że się z nią nie będzie kontaktował(skoro są w jednym sojuszu czy coś takiego). Obiecał mi że już nie bedzie miał z nia kontaktu, ale nie wiem czy mogę mu uwierzyć.Z jednej strony bardzo bym chciała uwierzyć, ale z drugiej nie chcę potem wyjść na kretynkę i w momencie gdy złapie go na gorącym uczynku usłyszeć;,, Kochanie to nie tak jak myslisz". Do tego dochodzi jeszcze życie z człowiekiem uzaleznionym od gier. Wiem że tak naprawdę sama będę musiała zapracować na utrzymanie mojej rodziny, ale mam chociaż to że on poświęca dzieciom tą godzine dziennie, bawi się z nimi, szaleje, a one bardzo go kochają. Świata poza nim nie widzą, więc chyba warto się poświęcić. Ja już swojego życia nie zmienię, ale chociaz im mogę spróbować zapewnić wszystko czego im trzeba, a teraz zdecydowanie potrzebny im tata. Nie wiem jak długo dam rade tak wytrzymać, ale na razie dalej walczę. Tisha, dziwi mnie jedna rzecz. czemu Twoja mama wytrzymywała tyle lat z kims kogo praktycznie nie było i kto nie dawał wam nic poza świadomością, że istnieje.. ja jeszcze trochę powalczę, ale jeśli uznam że to nie ma sensu, to odejdę od niego... Jeszcze nie wiem jak bym przetrwała ale musiała bym sobie poradzic....w kazdy możliwy sposób...trzymam za Ciebie kciuki, aby twoje małżeństwo w przyszłości było udane...

26 Ostatnio edytowany przez Tisha (2011-02-08 15:30:49)

Odp: ja,on i komputer

Moja mama wyszła z założenia, że "lepszy ojciec jaki jest, byle był" i po prostu mu odpuściła. Dodam jeszcze, że tatko jest niezłym bajkopisarzem i nagadał całej rodzinie, że to wszystko wina matki bo ona założyła firme i bankrutuje[wierutne kłamstwo] i on musi utrzymywać całą rodzinę, więc należy mu się "solidny odpoczynek po pracy, bo tyra non -stop. Dlugo by opowiadać.


Niemniej jednak chciałam nawiązać do watku kobiet poznawanych w grach internetowych. Życie jest ironiczne - ojciec uzależniony od gier, a potem trafił mi sie narzeczony też lubiący gry internetowe, aczkolwiek nie był uzależniony[przynajmniej wtedy - jak jest teraz - nie wiem]. Grał ok 2h dziennie w jakiegoś RPG online, i widzisz, te 2h dziennie wystarczyły mu na poznanie panienki i zdradzenie mnie z nią. Dasz wiarę, że panna zaczęła z nim znajomość, żeby mieć większe profity w grze?

27

Odp: ja,on i komputer

Jak gram zawsze używam nicków męskich i głównie gram po angielsku, żeby nie trzeba było wskazywać płci - tak by mój facet nie miał żadnych wątpliwości co robię (a właściwie robiłam).
Kilka razy mi się zdarzyło, że byłam nagabywana przez "nieszczęśliwe laski" pragnące szybko się zlevelować i przy okazji poznać kogoś fajnego. Ohyda - faceci reagowali na nie jak pszczoły na słodkie. Większość od razu zamiast grać gdzieś z nimi na privach się rozpisywała. Rozumiem, że dziewczyna w grze to jeszcze wciąż rzadkość (chociaż czasem można się zdziwić, bo te co chcą grać na ogół się ukrywają i nie szukają przygód), ale bez przegięć, jak zaczyna się z tego robić sposób na podryw sad

28

Odp: ja,on i komputer

Mój nie dosyć że pracuje jako informatyk to jeszcze od czasu do czasu lubi sobie też pograć i to dosyć długo. Najchętniej jego gry bym wyrzuciła.

29

Odp: ja,on i komputer
aniołek330 napisał/a:

Mój nie dosyć że pracuje jako informatyk to jeszcze od czasu do czasu lubi sobie też pograć i to dosyć długo. Najchętniej jego gry bym wyrzuciła.

Chyba informatycy / programiści i wszyscy "tej maści" są jakoś bardziej podatni na uzależnienia od gier itp... smile

30

Odp: ja,on i komputer

hm, ja się po prostu przyzwyczaiłam i zajmuję się wtedy sama sobą. tylko że chyba u mnie mój facet nie przepada aż na tak długo, nie zarywa cały nocy...

31

Odp: ja,on i komputer

Czytam Wasze posty i widzę siebie i mojego faceta.

Jestem z nim od 3 lat. 2 miesiące temu urodziło się nasze drugie dziecko.
Kiedy go poznałam komputer służył mu wyłącznie do opłacania rachunków tudzież ściągania filmów. Po pół roku odkrył sieciową grę mmorpg.
Nic niezwykłego, kreowanie postaci, lvlowanie, wspólne wypady na Raidy, bicie jakichś mobów. Było niewinnie po 1 - 2 h.
Komunikatory i rozmowy przez nie,śmiechy żarty. Wymienianie się nr telefonów,smsy (zaloguj sie idziemy tam i tam, jutro półjdziemy zdobyć to i to).

Nim się obejrzałam narzeczony potrafił rozmawiać ze mną tylko o grze. Co dziś zrobił, jaki ma lvl, gdzie był, jaką zbroję złożył, zdobył. Ja mu o rybkach on mi o stodole.
Żadna rozmowa się nie kleiła bo nie interesował go świat realny,myślami był zawsze w grze.

Gdy wstawał do pracy zrywał sie 2 h wcześniej aby jeszcze pograć, potem praca i powrót - kawa ,gra , pytanie gdzie obiad i granie. Koniec grania o 3-4 w nocy szybki sex i sen. # h snu i znów w kółko to samo.
Zaczęło mnie to niepokoić wcześniej ale myślałam " przejdzie mu jak zawsze".

Doszło do tego ze koledzy z gry przyjeżdzali (potrafili przejechać 170km, aby wpaść w 3 dniową libację alkoholową podczas której słyszałam wiadomości,nowinki z gry co kiedy zrobili, zrobia, plany itp).
Kiedy zaczął grać po 16 h dziennie byłam ju z przerażona.
Stawałam na głowie aby coś zmienić, odciągnąć go od tego.
Cała rodzina tłumaczyła mu ze jest uzależniony że straci rodzinę a być może pracę. Jak grochem o ścianę.
Noce nie przespane, ja myśląca non stop - jak temu zaradzić, co zrobić? Gdy z nim rozmawiałam mówił mi "walcz o mnie". Walczyłam.

Doprosiłam się nerwicy,leczyłam się.
Odchodziłam, wracałam,wyrzucałam z domu,przyjmowałam, dowiedziałam się o ciąży.
W ciąży oczywiście gra,gra,gra. Narzeczony nie przejmował się tym że jestem przy andzieji w 5 miesiącu sama malowałam,meblowałam mieszkanie (240 m kw), podczas gdy moje kochanie siedziało przy grze).
Doskonale wiedziałam że dziecko nic nie zmieni.

Po urodzeniu dziecka poszłam po rozum do głowy.
Zrozumiałam jaką ja kretynką byłam.
Żadnych płaczów, pretensji,awantur,zakazów,nakazów,błagania.
Pokazałam mu że ja też muszę mieć czas dla siebie, swoich znajomych. Że nie jestem kurą domową a stopy mam małe żeby mieć bliżej do zlewu. Dałam do zrozumienia że to że mamy dziecko nie oznacza że będę przy nim na zawsze już usidlona, a chętnych amantów wokół mnie jest wielu, że to on  musi teraz walczyć abym z nim została.
Że jak i matka i ojciec maja takie same obowiązki wobec dziecka.

Przykładowo:
Nakarmiłam piersią dziecko i bye bye. Szłam do knajpki ze znajomymi, do kina, zawalałam obiad tak jak i on swoje obowiązki ojcowskie, olewałam dom tak jak i on.
Kiedy dzwonił i słyszał mój radosny śmiech przez telefon i głosy mężczyzn wiedziałam że czuł się tak jak ja, gdy patrzyłam się na jego plecy, słuchałam rozmów poprzez komunikatory, śmiech i radość które zarezerwowane były tylko dla wirtualnych przyjaciól. Bo nie dane było mi zobaczyć takiej radości i takiego uśmiechu jeśli chodziło o moją osobę.

Na dzień dzisiejszy narzeczony gra owszem 1- 2 h dziennie. Ale kiedy o coś poproszę, zażądam odchodzi od komputera.
Przejął obowiązki domowe i opiekę nad dziećmi.
Czasami mu tylko dobija i wraca do dawnych nawyków co doprowadza mnie do szału.

A teraz odniosę się do tego co napisali inni i co mnie zdumiewa:

Różyczka.

"Widzisz dom to ciągłe gderanie, dzieci wrzeszczą, wracasz a tu hałas ni tu głowy uspokoić.
Jak usiądzie i wreszcie wyłączy mózg to ktoś go szarpie tata daj mi , tata to i owo, nie wkurzyło by cię?"

Kobieta ciągłe gderanie i dzieci słyszy 24 h na dobę i musi to znosić bez słowa skargi. Bo przeciez to matka....A czy ktoś zapytał ją czy gdy chce wypić kawę w spokoju a dzieci ją szarpią "mama, mama"  nie wkurza jej to? Zdaniem facetów nie! Bo to matka przecież, ona nie ma prawa być zmęczona, nie wyspana, rozdrazniona.
A co ja kurde Matka Teresa z kalkuty?

"Jeśli możesz staraj się jak najwięcej rozmawiać z mężem na różne tematy, takie ciekawe które go wciągną, nie bądź monotonna bo wyjdzie mu uchem ."
----A co jeśli ja gadam na różne tematy a on zmienia temat na grę? Bo tylko i wyłącznie to go interesuje?

"Zacznij mieć tez swoje sprawy i tajemnice, bo to pociąga facetów, ładnie ubrana w wybrany dzień wyjdź do kumpeli.
Zaintryguj go, niech przypomni sobie że ma fajną żonę, że trzeba uważać bo mu ktoś ją zwędzi."

----A kobieta po powrocie do domu dostanie wieeelką burę że sie szlaja, ze gówno z niej nie matka, i na pewno z kimś na bok poszła. I wielki żal faceta w sercu bo te godziny spędzone z dziecmi mógł przeznaczyć na grę.

"Widzisz napisałam co masz zrobić by mąż przestał kochać bardziej komputer , rady są dobre i skuteczne, ale musiała byś w to włożyć trud , musiała na prawde bez żalu ratować twój związek.."

-----A może odwrotnie? Facet to dziwny zwierz, nie zrozumie co miał póki tego nie ztraci, chociażby na parę dni. Wtedy dopiero docenia.
Dlaczego to kobieta ma się uganiac za facetem i stawac na głowie aby ratowac związek...chore, to tak jakby ona była winna, nabroiła i musiała to naprawić.

"Drugie wyjście to zacznij szaleć, zostaw go i obowiązki, bądź szczęśliwa bo nie jesteś , pragniesz tego?
Rozwalisz rodzinę takim zachowaniem. "

--- A on swoim nie?

Mysza 981

"Jeszcze niedawno też spełniałam jego marzenia. Wszystkie. I też spełniałam fantazje, pyszne jedzonko itd. Im bardziej wchodziłam do tyłka, tym on bardziej miał dość. To jak w tym powiedzeniu "zagłaskać kotka na śmierć""

Bo facet to dziwna konstrukcja im bardziej Ty od niego się opędzasz, olewasz go tym bardziej on do ciebie lgnie.



Pozdrawiam.

32

Odp: ja,on i komputer

Popieram Kyntie!

Lepiej bym tego nie ujęła - te wszystkie rady, żeby to kobieta zabiegała w sytuacji kiedy facet jest nałogowym maniakiem komputerowym to o kant d**y potłuc. Dlaczego ona ma się urabiać po łokcie?! Bo on gra?! To czyja to wina? Kobiety?! Ona ma latać i naprawiać to co on psuje w rodzinie?! Bez jaj.

Cieszę się Kyntio, że Ci się udało, ale musisz być czujna - wiesz w grach sączasem okresy przestoju, a potem wchodzi ulepszenie i abarot znów nie możesz go od kompa odciagnąć. Trzymaj się! I powodzenia smile

33

Odp: ja,on i komputer

Dawno tu nie zaglądałam. Przeczytałam wszystkie posty i poczułam wielki smutek. My kobiety musimy znosić te wszystkie godziny spędzane w wirtualnym świecie, zajmować się życiem codziennym - dziecmi, domem, szukać czegos co przyniosło by nam radość i ulgę, czekać by być przez partnera zauważaną.... W głowie mi się nie mieści, że ci dorośli przecież mężczyźni kompletnie nie mają takich myśli i że zabicie potwora może być najwazniejszą sprawą danego dnia... To przykre! Ja odpuściłam - zajęłam się sobą. Owszem to działa - mąż stara się spędzać więcej czasu ze mną, ale moje uczucia zmieniły się! Jest mi teraz łatwiej, umiem cieszyć się swoim rozwojem, planować wyjścia z domu, inwestowac w siebie. Ale uczuć do męża jest mniej i czuję się rozczarowana, bo wychodząc za mąż nie chciałam żyć własnym zyciem , tylko wspólnym... Ot, zycie! Pozdrawiam Was wszystkie dzielne kobietki i życzę sukcesów i mądrości!

34

Odp: ja,on i komputer

Mam nadzieje, ze jeszcze tu zagladacie. Ja z tego samego, klasycznego wirtualnego piekla. On gra cale  noce, sluchawki, plecy te sprawy. Dzieci go irytuja o sobie nie wspomne:( rodzina sie rozpada. Nic, kompletnie nic go nie interesuje....z niecierpliwoscia czeka jak pujde Malutka usypiac I juz gra...nie mam po co wracac do salonu...a on juz nie zagladnie  nawet do sypialni. Olewanie nic nie daje, no moze Tyle, ze sie nie wydziera, w spokoju moze grace lie chce, Potem  odsypiac lie chce!!! A ja dom, dzieci, pies, zakupy, pranie, sprzatanie etc. Moj placz go tylko rozwscieka.....prosby rozsmieszaja. Starsza corka zalamana, mowi, ze  nie ma taty, zazdrosci kolezanka, ze maja normalnych ojcow. Malutka jeszcze do niego podchodzi, probuje sie tulic...ale wiem, ze niedlugo intuicyjnie przestanie, tak jak ja przestalam, tak jak przestala starsza corka! Jestem sama, samotnie wychowuje dzieci, czuje sie wolna w sensie zwiazku ( w sytuacji jaka zgotowal), a mimo to odsuwam od siebie facetow, nie reaguje na wysylane sygnaly, on mnie I nasze dzieci tak odrzucil jak smieci a ja czuje potrzebe bycia lajalna, czysta w stosunku do niego! Ja potrzebuje lekarza I to dobrego! Od kilku tygodni mam zawroty glowy, nie moge spac, mam bole w klatce piersiowej...a jak go widze z tym padem w lapach I tych sluchawkach to az mnie  sciska w zoladku. Nie wiem co mam robic, on mnie juz nie kocha, cierpie strasznie, zal mi dzieci.....czuje, ze powinnam odejsc ale sie boje. Prosze Was pomozcie mi, nie mam juz sily. Jestem z Trojmiasta moze ktoras z Was ma podobny problem, moze sie spotkamy.......

Posty [ 35 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026