witajcie, chcialam podzielic sie z Wami pewna historia.
Nie wiem czy dobra kategorie wybrałam, zastanawialam sie nad tym ale w koncu sens jest taki ze chodzi o milosc więc niech będzie miłość.
Miałam kiedyś przyjaciółkę - piszę miałam bo obecnie nasze drogi się rozeszły. Typowa szkolna przyjaźń, w pierwszej klasie podstawówki posadzili nas w jednej ławce i tak już zostało do matury.. Najpierw rzeczywiscie była to przyjaźń od serca, później w mojej przyjaciółce zaczeły zachodzi pewne zmiany, generalnie stała sie dość toksyczna przyjacółka, zazdroszcząca chłopaka, markowych dzinsow, wyluzowanej mamy itp.. Kontrolowala czy spotykam sie z innymi kolezankami, robila rozne male swinstwa niby w zartach itp..
W liceum pewnego dnia zaczelam dostawac smsy od kolegi z osiedla. Chlopak dosc malo rozgraniety, nie zdał matury, generalnie taki mruk. Ja bylam juz w stalym zwiazku od dwoch lat wiec oczywiscie chlopaka olalam. Natomiast moja przyjaciolka, nazwijmy ja Basia smiala sie ze mnie przez kilka tygodni ze taki typ przyczepil sie do mnie, wyzywajac go roznymi obelgami itp..
Nadeszla pora studniowki i ku zdumieni wszystkim Basia zaczela spotykac sie z kolega z osiedla.. (nazwijmy go X). Wszyscy byli w szoku bo musze przyznac ze Basia poza swoimi wadami byla naprawde ladna dziewczyna, z ambicjami, (studiuje obecnie prawo) i pan X nizszy od niej o glowe tak srednio nam pasowal.. No ale wszyscy podsumowali ze Basia zobczyla najwiekszy plus pana X, czyli dosc pokazny majatek jego rodzicow ktory on rozdaje na lewo i prawo..
Ja czekalam tylko kiedy to liceum sie skonczy i kiedy nie bede musiala juz jej widywac ( w ogole zastanawialam sie jak ona moze spojrzec mi w oczy po wysmiewaniu a go a pozniej spotykaniu sie z nim..)
Minelo juz pare lat od tego zdarzenia, ponad cztery, nie mialysmy ze soba zadnego kontaktu i nagle Basia telefonuje do mnie i mowi ze za pare miesiecy bierze slub z panem X i oczywiscie prosi mnie abym byla starsza druhna.. A mi po prostu włosy na głowie sie zjerzyły.. Nie chce swiadkowac malzenstwu ktore wydaje mi sie pozbawione milosci z drugiej jednak strony skoro sa razem tyle lat to wszyscy uwazaja ze naprawde sie kochaja, ale ja wiem ze on nie traktuje jej serio.. Zrobilam maly wywiad w naszym miescie i doszlo do mnie ze spotyka sie z innymi za jej plecami (podobno tylko w celach lozkowych bo Basia od tego stroni itd..)
Wydaje mi sie ze ona bierze ten slub tylko z wygody, bo za pieniadze jeg rodzicow wybudowali wielka wille, jezdza super samochodami oboje nigdzie nie pracuja, i jeszcze przekupili jej matke dajac jej w prezencie samochod prosto z salonu..
Co ja mam robic? Nie mam ochoty w ogole byc na tym slubie a co mowiac jeszcze uczestniczyc w przygotowaniach itd.. Nie chce jej tez ranic i mowic jej co naprawde o tym sadze bo wiem ze ona gdy uslyszy slowa prawdy na pewno wymysli na mnie jakas slodka zemste..
Prosze powiedzcie mi czy ja przesadzam?