netkobietyWszystkie działy
Stres, lęk, nerwica, depresja

Myśli mroczne

82 odpowiedzi9 729 wyświetleńzałożony przez lenka22, 16.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!

Jeśli przeżywasz kryzys, porozmawiaj z kimś od razu: Telefon zaufania dla dorosłych 116 123, w nagłym zagrożeniu 112. Wypowiedzi na forum nie zastępują pomocy specjalisty.


Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 83 ]

1

Temat: Myśli mroczne

Od dłuższego czasu je mam i doszłam do wniosku, że to jedyne rozwiązanie jakie mi pozostało, że chcę to zrobić, nie wiem kiedy, nie wiem ile jeszcze wytrzymam, ale wiem, że już nie wiele z tego mojego "pięknego" życia mi zostało.
A tak naprawdę chciała bym żyć,  żyć jak normalna 20latka, chciała bym, żeby chociaż jedna osoba wierzyła we mnie, żebym uwierzyła, że naprawdę jestem coś warta.

Musiałam to w końcu wyrzucić z siebie, sorry, że tutaj akurat.

2

Odp: Myśli mroczne

lenka bardzo dobrze, że wyrzuciłaś. ja też myślałam, że żyć normalnie się nie da, zdarza się mi jeszcze mieć jakieś myśli, ale staram się je odrzucać. korzystam z pomocy psychologa już jakiś czas i staram się być dobrej myśli. może również zdecydujesz się na taki krok? Zwłaszcza, że piszesz, iż chcesz żyć jak zwyczajna 20latka, więc jakaś chęć walki czy zmiany jest może warto więc spróbować temu pomoc

3

Odp: Myśli mroczne

Całe życie przed Tobą. Raz się jest na wozie, raz pod... Daj sobie szansę. Ja w Ciebie wierzę. Wierzę, że jesteś warta życia. Wierzę, że porzucisz takie myśli a jeśli się to nie uda pójdziesz do psychologa po pomoc. DEPRESJE się leczy!!!
Ps. dlaczego nie chcesz żyć i czego na miły Bóg nie jesteś warta??? Każde życie jest warte!!!

4

Odp: Myśli mroczne

Chcieć może bym chciała, ale siły już nie mam, nie mam niczego, nikogo w życiu co by mnie motywowało do walki.
Próbowałam, wiele razy zaczynałam dni inaczej myśląc optymistycznie by zmienić coś na lepsze, ale mam dość, że na 7 dni tygodnia 2 są w miare, a w pozostałe płacze. Niektórzy decydują się na taki krok pod wpływem chwili, emocji, bo coś im nie wyjdzie, a co jak komuś nic nie wychodzi od zawsze? jak nic nie mają w życiu, może dla kogoś się wydaję żałosne, głupie, ale ja naprawdę nie widzę w swoim przypadku innego rozwiązania, jestem za słaba psychicznie, zawsze byłam, nigdy nie umiałam walczyć o swoje, tylko czasem wydawało mi się, że można to zmienić, siebie zmienić, ale jednak nie.

5

Odp: Myśli mroczne

Wybacz, ale ja chyba nie umiem czytać ze zrozumieniem. Czy możesz mi powiedzieć ile i jakich terapii przeszłaś, iż twierdzisz, że nic w życiu nie można zmienić. Czy fizycznie jesteś zdrowa? Pełnosprawna? Bo wiesz, pracuję w szkole dla dzieci niepełnosprawnych i mogę mieć spaczenie zawodowe sad

6

Odp: Myśli mroczne

nie przechodziłam żadnych terapii i nie zamierzam, bo tak naprawdę to w czym mi lekarz pomoże? sprawi, że będzie nagle mi się udawać w życiu, że będę się lepiej czuć? znajdzie mi cel do którego będę dążyć?znajdzie mi przyjaciół, którzy nie zapomną o mnie z dnia na dzień?  przez 20 lat ja nie umiałam go znaleźć, to nie wydaje mi się, żeby psycholog, jakaś terapia pomogła. Zdrowa fizycznie również jestem, ale co z tego, niechciana, niedoceniana, niezauważana i tak całe życie, nie zmieniłam tego do tej pory( a próbowałam ) to nie uda mi się również później, po prostu nie mam siły już.

7

Odp: Myśli mroczne

lenka22 a próbowałaś wyrwać się ze swojego dotychczasowego środowiska? Może to by Ci pomogło...
Wiem, że nie jestem najodpowiedniejszą osobą do udzielania takich rad bo sama mam duże problemy ze sobą.

8 Ostatnio edytowany przez endorfina (2010-11-16 19:40:30)

Odp: Myśli mroczne

nie, lekarz tego na pewno za Ciebie nie zrobi bo on od tego nie jest, z jego pomocą przy odrobinie chęci Ty to zrobisz, małymi krokami, odkryjesz swój cel etc. wszystko jest w Twoich rękach. Poza tym jak ktoś czegoś nie próbował to skąd może wiedzieć czy to działa

9

Odp: Myśli mroczne

witajcie
U mnie też nie tak ;/ żle mi bardzo....to tak strasznie boli:( nie wiem co mam z soba zrobic...nie mam na tyle odwagi zeby ze soba skonczyc ale nie mam tez siły zyc. najgorsze jest wpadanie w skrajne zachowania. Pare dni moge miec swietny humor....ba...nawet nie ze swietny tylko wręcz euforie jakąs pozytywną. a za chwile dół..dól tak mocny ze nie pozwala spac... boli czuje jakby mnie coś zżerało. MOge plakac z byle powodu. MOge tez wszystko rozwalic.  I to tak trwa...trwa....juz pare lat. Wczesniej sie nawet samookaleczałam. Teraz tez mam na to ochote. Napiasalam maila do pewnej pani psycholog, bardzo szczery list. Wszystko z siebie wyrzucilam. Dostalam odpowiedz ze powinnam sie czym predzej udac do psychologa czy psychiatry. mam podejrzenie zaburzen afektywnych dwubiegunowych. Ale ja nie moge sie zebrac w sobie i pojsc do psychologa sad.Boje sie.Boje sie tego wszystkiego. Zreszta nawet nie wierze ze dam rade cos zmienic. Nie mam dobrych relacji z rodzicami, nie chce zeby o tym wszystkim wiedzieli. A uwierzcie mi ze mieszkam jeszcze z nimi i Oni nic nie widza.Kompletnie-ale czemu sie dziwic...niby razem mieszkamy ale tak jakby osobno;/. W domu kazdy ma swoj swiat. I tak sobie trwam sama ze sobą.Mam faceta ale On jakby nic nie rozumial.Wiem ze chce pomoc, ze sie martwi. Mam przyjaciolke.Ale to wszystko jest tak silne,mocne , caly ten bol.Ja potrafie sie tez dobrze maskowac. Udawac ze jest ok. Ludzie postrzegaja mnie jako ogromna optymistke,osobe ktora sie niczym nie przejmuje itd. A ja? JA przychodze do domu i placze. W nocy nie spie-mysle o wszystkim,analizuje,boje sie:(. Teraz jak to pisze to popijam drinka bo zaczelam sie schizowac. Wiec zeby sie troche znieczulic to popijam. Nie wiem co myslec o tym wszystkim..NIe wierze czasem ze moge miec depresje. Nie wierze....:(. Ale jednoczesnie wiem ze wszystko jest zle.

10

Odp: Myśli mroczne

nie wiem kto* nie wiem co mam Ci napisać, gdyż sama jak czytałaś wyżej jestem bliska bardzo podjęcia tej ostatecznej decyzji, ale powiem Ci, że gdybym miała chłopaka, gdybym miała przyjaciółke, to nie wiem czy bym była w aż takiej sytuacji jak teraz, ale na pewno próbowałam bym wyjść z tego, masz kogoś kto Cię wspiera i będzie wspierać, więc też pomyśl o nich.
Co do maskowania się i robienia dobrej miny do złej gry, też bardzo dobrze mi to wychodziło, ale od jakiegoś czasu już tak dobrze nie idzie, momentami bardzo musze się zmotywować, żeby się nie rozpłakać w pracy czy autobusie pełnym ludzi, a w domu? też mieszkam z rodzicami, z którymi od kilku dni się nie odzywam, ale powiem szczerze, że mi to nie przeszkadza, zamknę się w swoim pokoju, w swoim świecie, nikt mi nie przeszkadza....

11

Odp: Myśli mroczne

dziewczyny ja też się upierałam, ze nic mi nie pomoze, a rodzice zaciągneli mnie siłą do psychologa bo jeszcze nie byłam wtedy pełnoletnia, oczywiście to nie miało sensu więc szybko się skonczyło, po roku zdecydowałam się sama z własnej woli poprosić o pomoc, wiem jakie macie argumenty i wątpliwości mówie to z doświadczenia, nic na siłe, musicie poczuć w sobie bardziej tą chęć do zmiany, której przecież chcecie, którą macie, tylko w to uwierzcie, uwierzcie, że warto próbować wszystkiego nawet jeśli coś się nie uda, na pewno możecie coś zaoferować światu

12

Odp: Myśli mroczne

lenka22 uwierz mi prosze ze bardziej do dzialania motywuje mnie przyjaciolka wlasnie niz moj chłopak, ja wiem ze On mnie kocha ale widze ze tez sobie z tym nie radzi... wiem ze te dwie osoby są i wiem tez ze odebranie sobie zycia jest samolubnym mysleniem, zreszta brak mi odwagi tak jak pisalam wyzej ale z drugiej strony nie wiem po co zyc. nie widze zadnych perspektyw przed sobą. I najgorsze jest to ze...( to jest okropne uczucie) ze mimo iz wiem ze mam te dwie osoby to czasem zaczynam tak schizowac ,tak wszystko analizowac ze wychdozi na to ze jednak im na mnie nie zalezy. nie czuje sie potrzebna itd.Doszukuje sie czegos nie wiem czego. To jest tak chore i męczące sad . Co do rodzicow to mi tez nie przeszkadza w tej chwili to ze nie mamy kontaktu dobrego. Tylko to co trzeba, nic wiecej. Z tym maskowaniem tez mi coraz gorzej wychodzi. I teraz co...wypilam ktoregos z kolei drinka czuje jestem spokojniejsza... ale tez momentami chce mi sie "wyc" zwyczajnie. jezu jak to wszystko boli ;(.Jeszcze pare lat wstecz nie sadzialam ze bede miala takie problemy z psychą:(

13

Odp: Myśli mroczne

Brak perspektyw na przyszłość cholernie dobija i może rzeczywiście psycholog, jakaś psychoterapia by pomogła,ale co dalej? nie można żyć wiecznie samemu, u mnie tak jest właśnie, że ja nie mam nic, ani przyjaciół, do których mogła bym zwrócić, zwyczajnie pogadać, wyżalić, nie mam celu do którego chciała bym dążyć, nic mnie tu nie trzyma taka prawda, aż mi samej głupio przyznać, że czuję się przegraną będąc tak młodą, czuję, że to koniec już, co mnie spotkało to mnie spotkało i tyle, ale będzie co ma być.
Ale dzięki dziewczyny za rady, za to, że w ogóle ktoś odpisał.

14

Odp: Myśli mroczne

Hej, no to ja należę do podobnych osób, tzn. mam bardzo duże wahania nastroju - tak jak to opisuje 'nie wiem kto*"... Tylko, że ja nigdy nie udawałam przed rodzicami, że jest inaczej, czasem robiąc w domu piekiełko lub wprowadzając atmosferę rodem z domu pogrzebowego... Moi rodzice już się do mnie takiej przyzwyczaili, że z rana nagle tracę sens życia i płaczę, płaczę, płeczę, a za jakiś czas, powiedzmy po dwóch godzinach jest tjuż wszystko ok, a nawet tryskam humorem....eh. Kwestia samoakceptacji - wiem, że taka już jestem - to pierwszy kro kdo zmiany, która może kiedyś nastąpi.... To jest męczące, i to bardzo. A nastrój z reguły mi sie poprawia, jak dostane smsa od pewnego chłopaka.... Banalne i chore... no ale tak juz jest. Jeśli chodzi o skrywanie siebie, to fakt - ludzie mają mnie za opanowaną, sympatyczną, raczej spokojna osobę, czasem lubiącą sie pobawić, ale nie wiedzą, że w domu często zmieniam sie o 180 stopni... jestem drażliwa, złośliwa, użalam sie nad sobą i narzekam. Hmm. terapie już były w moim życiu, można pomyśleć, że nie poskutkowały, ale i tak jest dużo lepiej niż kiedyś. Bo kiedyś nie akceptowałąm siebie w ogóle i wciąż towarzyszył mi nieokreślony lęk  i bardzo nieprzyjemne uczucie, które mi bardzo trudno teraz określić. A teraz tego nie ma, tylko czasem tracę sens i motywację, często płaczę i czuję się źle. Ale jest lepiej;) Serio:)

Lenka i tez mam czasem takie myśli własnie, ale zobacz... życie jest też miedzy innymi po to, żeby cierpiec - moze to troche kontrowersyjne, ale cos w tym jest. Jak sie nie zyje, to sie nic nie czuje, to, żecierpisz, to znaczy, że zyjesz. Pytanie jest nastepujace: czy woli sie zyc i cierpiec, czy nie zyc... odpowiedz niby prosta, jak sie ma juz dosyc, ale...ja chyba wole tak cierpiec, bo mam jedno zycie i chyba wole takie niz zadne....

"nie wiem kto*" a od kiedy Ty mas ztakie ze soba problemy? bo ja z tego co pamietam, to juz w gimnazjum mialam mysli "s" i bylo mi czesto zle.

15

Odp: Myśli mroczne

Moze na poczatek powiem ze mam teraz lat 27 a to sie ciągnie od ... no wlasnie..kiedy to sie naprawde zaczelo i co jest przyczyną...pierwsze samookaleczenia i mysli "S" byly od ok 15 roku zycia.  Bedac w liceum zaczelam czesciej klocic sie z rodzicami. Mialam wrazenie ze nie spelniam ich oczekiwan. Zaczelam sie buntowac. Ostre imprezki opuszczenie sie w nauce w koncu "powtórka" klasy pierwszej licealnej. Oszukiwalam czesto rodzicow bo nigdy naprawde prosze uwierzcie mi-nigdy nie czulam z ich strony wsparcia sad . Oni mysleli ze jak mi dadza pieniadze na "cos tam" albo dadza szlaban to ja pozniej "bede potrafila zyc" ze bede tez ok w stosunku do nich. Nie czulam z ich strony zadnej motywacji. Mialam jakies zainteresowania ale Oni ich nie akceptowali, widzieli mnie w czyms innym. Poddalam sie . Przestalam miec jakiekolwiek zainteresowania. Szkole skonczylam, prace zaczelam (w firmie rodzinnej ha) wiec jestem caly czas w jednym i tym samym miejscu. Studia zaczelam -dalam rade 3 miesiace. Zrezygnowalam.Strach byl silniejszy. Czulam sie gorsza od innych. Wiedzialam ze nie podołam. Znowu rodzice zawiedzeni;/. I tylko praca. Facet jest ze mna od 8 lat. Od przeszlo 3 lat wstecz zaczelo mi sie zle znowu dziac. Nagle...jakby taki "pstryk" pamietam nawet dzien w ktorym nie chcialo mi sie nawet z lozka wstac. A jak juz wstalam to czulam sie jak "nacpana" . OKres kilkudniowego dola. zle mi sie bylo,tak zle ze nie widzialam innego wyjscia jak tyko pociac sie, okaleczyc sie zeby mi tylko ulzylo. Moj chlopal byl przerazony. Ale to wszystko bylo miedzy nami. Zaczleam miec na przemian dobre dni z okresami "dolin" czasem dochodzily do tego jakby napady furii. Moglam trzaskac wszystkim dookola, moglam nawet uderzyc swojego faceta, moglam krzyczec z bólu. Za kazdym razem mnie ogarnial. Pozniej znowu okres lepszego samopoczucia. Ale juz jednka caly czas cos we mnie bylo.Cos co nie dawalo mi spokoju. Byli znajomi, byl facet a ja czulam sie samotna. czulam sie wyobcowana. Zle mi bylo strasznie. Jedyne odskoki byly w weekendy-wypady do pubu i ostre imprezowanie;/ a nastepnego dnia kac moralny strasznie wielki " bo znowu idiotke musialam z siebie zrobic" mimo ze wcale nic takiego nie robilam ale miaalm jakies tam wyrzuty. I tak sie ciagnie do dzis. Przejechalam sie tez na "przyjaciolce" ale dzieki temu znalazlam teraz mysle ze juz prawdziwa przyjaciolke. Takie ..hmm..mozna powiedziec "szczescie w nieszczesciu" I ona potrzebowla kogos i ja. Zgadalysmy sie i jest ok. To bylo ponad rok temu. Ale caly czas okresy lepsze i okresy gorsze. Ale teraz od miesiaca chyba albo i dluzej jest koszmar. Czesto placze. najgorsze jest to samo nakrecanie sie. Wiem ze mam kogos ale zaraz mam tysiac innych scenariuszy. Z facetem przestalo mi sie ukladac. Ale jestesmy ze soba.Kochamy sie. Ale stworzylismy jakby swoje swiaty. Przyjaciolka w przyszlym roku najprawdopodobniej bedzie przebywac calymi tygodniami oddalona ode mnie o 60 km i bedzie tylko zjezdzac na weekend. Boje sie tego strasznie.Dopiero co zaczelam sie cieszyc ze mam taka bliska mi osobe a tu juz musze liczyc sie z tym ze zaraz jej nie bedzie.Tzn bedzie.Ale ja mam oczywiscie schizy ze tam pewnie znajdzie sobie kogos, ze przestane byc Jej potrzebna. Ze nie bedzie mnie przy Niej jak jej bedzie zle. Ze znowu tu sama bede ( facet w delegacjach co chwile;/ ) Wiem ze Ona tam stworzy sobie swoje jakies tam zycie.A ja nie ogarniam tego jak moze byc dobrze przy takiej odleglosci miedzy sobą;/.teraz przynajmniej Ona jeszcze jakos mnie wyciaga z tego domu.Tylko do Niej mam zaufanie. Ale czasem hah - jak zaczynaja sie moje schizy to mi sie wydaje ze moze Ona cos z łaski robi. Chore to jest wszystko, naprawde ;(. Ostatnie "ciecie"mialam przeszlo rok temu. i Co z tego. Chce to nadal zrobic-ba nawaet chcialam 15 min temu ale ze Ona przyslala mi sms-a z pytaniem jak sie czuje to sie opanowalam tylko dlatego ze pewnie bym sie jej do tego przyznala bo nie umiem Jej oklamac ale wstyd by mi bylo ze Ja zawiodlam -bo obiecalam ze bede pracowac nad sobą ;/. Czuje pustke,zal,zlosc, budze sie rano i wiem ze mnie nic nie spotka dobrego. ZA nic nie moge sie zabrac bo wszystko jest dla mnie wrecz niemozliwe, nieosiagalne, bez sensu. Zero perspektyw. Nie wiem czego chce. Kompletnie!!! Nie wiem w czym jestem dobra. Wiem ze moge dla innych zrobic duzo a dla samej siebie nie. Czuje sie jak nic.Zero i dno totalne. mam ochote zniknac czasem. ALe nie mam odwagi.Napisalam maila w koncu do psychologa wszysto opisalam. Ponoc to zaburzenia afektywne dwubiegunowe. Czasem nawet w to nie wierze i mysle sobie jestes zwyklmy leniem ktoremu trudno sie zebrac ,sciemniacz i tyle. I nic. Za chwile placze -bo ja naprawde nie umiem sie za siebie zabrac sad. Chce pojsc do psychologa. mam czas do konca roku . Czas dany przez przyjaciolke.Jak nie pojde to prowadzi mnie na sile. Czasem faktycznie w glebi ducha wolam i krzycze blagam zabierzcie mnie do psychologa juz teraz.Ale nieee..jednak chce poczekac.Nie wiem na co. Ale chce. Ale uwierzcie mi prosze dziewczyny... to straszne . Niszczy mnie to obłednie. Czuje sie juz pusta w srodku. jaki bedzie jutrzejszy dzien? Nie wiem...ale pewnie nic nowego nie wniesie... sad

16

Odp: Myśli mroczne

Witajcie miłe Panny! Na dzień dobry odpowiedzcie sobie na pytanie - CZY ja chcę zmienić moje życie? Ale tak naprawdę. Zmiany rzadko przychodzą z chwili na chwilę, przeważnie do kwestia dłuuuuuuuuuuuuuugo dłuższa. I wymaga działań. SAMO się nie zrobi.NIE WIEM KTO - masz mądrą przyjaciółkę, trzymaj się jej, co Ci szkodzi z nią powspółpracować? LENKA lekarz twojego życia sam nie zmieni - ale może pomóc złagodzić "ból istnienia" który teraz czujesz - tylko on do Ciebie sam nie przyjdzie - to ty musisz wyjść ze swojej skorupy! A może trafi się coś fajnego po drodze, jacyś fajni choć pokręceni nowi znajomi (grupa wsparcia) - zobaczcie jak Wy 2 już się dobrze rozumiecie! RÓBCIE coś na Boga !!! smile

17

Odp: Myśli mroczne

Nie wiem kto* widze, że bardzo potrzebowałaś to wszystko z siebie wyrzucić, a pewnie jeszcze trochę zostało, bo tak się nie da wszystkiego opisać za jednym razem. W ogóle jest też tak, że czasem potrzeba dłuższego okresu takich rozmów, okazji do wygadania się komuś, kto na spokojnie wysłucha, nie oceni, po prostu to wszystko przyjmie. Bardzo fajnie, że masz taką osobę, jak Twoja nowa przyjaciółka. Na pewno jednak spotkania z psychologiem również by Ci się przydały. Być może podjęłabyś terapię? Wiele rzeczy można sobie poukładać na takich spotkaniach. Czasem mamy w sobie nieokreślony lęk, a wraz z psychologiem namierzamy jego źródło i wtedy automatycznie się on zmniejsza. Bo człowiek najbardziej boi sie tego, czego nie zna. Z takiego strachu może wynikać wszystko - problemy w kontakatach z bliskimi, rodzicami, brak zrozumienia innych oraz poczucie niezrozumienia z ich strony, bunt, a ataki furii, o ktrych piszesz również - bo jeśli wciąż jest w nas napięcie, które nie ma ujścia, czy to spowodowane przez lęk, czy to spowodowane tłumieniem prawdziwych uczuć - to oczywiste, że kiedyś pokrywka garnka z gotującą się wodą zacznioe podskakiwać i cały wrzątek wykipi na zewnątrz... Z tego co piszesz, widzę, że uwiera Ci Twoja przeszłość, Twoje dzieciństwo, wszystkie negatywne uczucia z tamtego okresu kładą się cieniem na obecne życie, uniemozliwiając osiągniecie wzglednej harmonii... Warto, naprawdę warto skorzystać z pomocy psychologicznej. A moja osobista rada dla Ciebie - postaraj się np. pomysleć, z czego mogła wynikać taka a nie inna postawa rodziców, jak Ty się czułaś, nazwij wszystkie emocje. Zaakceptuj je. Zaakceptuj siebie taką, jaką jesteś - choć pewnie często jest Ci z samą soba źle. Ale to pierwszy krok, a nawet jeden z większych kroków ku zmianie i poprawie jakości swojego istnienia smile

18

Odp: Myśli mroczne
Anhedonia napisał/a:

Witajcie miłe Panny! Na dzień dobry odpowiedzcie sobie na pytanie - CZY ja chcę zmienić moje życie? Ale tak naprawdę. Zmiany rzadko przychodzą z chwili na chwilę, przeważnie do kwestia dłuuuuuuuuuuuuuugo dłuższa. I wymaga działań. SAMO się nie zrobi.)

Zgadza się. Niestety nie widać poprawy od razu i szybko, tez bym tak chciała, ale warto spróbować dla wizji lepszego życia.
Lenka pomyśl o tym co by było jakbyś znalazła te perspektywy ,cel, poznała interesujących ludzi jak wtedy byś się czuła. Chcesz tego? Wiec mówię Ci to jest osiągalne!

19

Odp: Myśli mroczne
endorfina napisał/a:
Anhedonia napisał/a:

Witajcie miłe Panny! Na dzień dobry odpowiedzcie sobie na pytanie - CZY ja chcę zmienić moje życie? Ale tak naprawdę. Zmiany rzadko przychodzą z chwili na chwilę, przeważnie do kwestia dłuuuuuuuuuuuuuugo dłuższa. I wymaga działań. SAMO się nie zrobi.)

Zgadza się. Niestety nie widać poprawy od razu i szybko, tez bym tak chciała, ale warto spróbować dla wizji lepszego życia.
Lenka pomyśl o tym co by było jakbyś znalazła te perspektywy ,cel, poznała interesujących ludzi jak wtedy byś się czuła. Chcesz tego? Wiec mówię Ci to jest osiągalne!

Właśnie co by było? było by dobrze, nawet bardzo dobrze, ale wcale tak nie musi być.
Ja wiem naprawdę, że to wszystko zależy od mojego nastawienia, od tego co ja zrobie, ale ja chyba nie mam już sił nastawiać się na zmianę, że coś może się polepszyć, nie raz próbowałam coś zmienić, miałam nadzieję, ale ileż można, zdaję sobie sprawę, że z boku patrząc na to, to się wydaje głupie i bezsensowne myśląc o samobójstwie tak po prostu bo jest się samotnym, bo nic nie wychodzi w życiu itd., ale czasem u jednych są to tylko chwile, nastroje, a u innych  to się ciągnie baaardzo długo jak u mnie i nadzieja, chęci znikają.

20

Odp: Myśli mroczne
lenka22 napisał/a:

Właśnie co by było? było by dobrze, nawet bardzo dobrze, ale wcale tak nie musi być.

Rozumiem. Wiem doskonale jak próby męczą i wiem jakie to może wydawać się bezsensowne, mówię to jako osoba ze stanami nerwicowymi, kiedyś też przechodziłam początki depresji. Myślałam, że jest ze mną okropnie źle, ale okazało się inaczej. I zgadzam się z Tobą, że nie musi tak być, mimo tego, że mamy duży wpływ na własne życie nie znamy przyszłości. Tylko czego tak na prawdę jest się w życiu pewnym? Ludzie często myślą, mówią że mogą coś stracić w jednej chwili, ale nie myślą w druga stronę, że można też coś zyskać. I właśnie tak myślą osoby, dotknięte depresja czy czasem nerwica, często są świadomi zmian, ale przeważa u nich myśl, że to jednak pójdzie w tą druga stronę, że się nie uda, takie 'czarnowidzenie' w efekcie rezygnują. Nie chcę Cie diagnozować, nie znam Cię i Twojej sytuacji, chciałabym byś spróbowała bo nie wiem co by ze mną teraz było gdybym przestała próbować wink

21

Odp: Myśli mroczne
lenka22 napisał/a:
endorfina napisał/a:

Lenka pomyśl o tym co by było jakbyś znalazła te perspektywy ,cel, poznała interesujących ludzi jak wtedy byś się czuła. Chcesz tego? Wiec mówię Ci to jest osiągalne!

Właśnie co by było? było by dobrze, nawet bardzo dobrze, ale wcale tak nie musi być.

właśnie co by było? Nie sprawdzisz, nie będziesz wiedzieć. I tak kółko się zamknęło. Szukasz pomocy? Rusz się, sięgnij po nią. Powodzenia w zmaganiach z samą sobą smile

22

Odp: Myśli mroczne
Anhedonia napisał/a:
lenka22 napisał/a:
endorfina napisał/a:

Lenka pomyśl o tym co by było jakbyś znalazła te perspektywy ,cel, poznała interesujących ludzi jak wtedy byś się czuła. Chcesz tego? Wiec mówię Ci to jest osiągalne!

Właśnie co by było? było by dobrze, nawet bardzo dobrze, ale wcale tak nie musi być.

właśnie co by było? Nie sprawdzisz, nie będziesz wiedzieć. I tak kółko się zamknęło. Szukasz pomocy? Rusz się, sięgnij po nią. Powodzenia w zmaganiach z samą sobą smile

tak łatwo napisać rusz się, sięgnij po nią, w praktyce to nie takie łatwe...... wink

23

Odp: Myśli mroczne

lenka22 jak chcesz  to ja zostane twoja przyjaciółką internetową ::;>;>;;>widzisz juz mamy rozwiązanie kochaniutka jestes za młoda zeby tak negatywnie myslec wiesz to bóg daje zycie i zabiera cie tez a w tej chwili to co dzieje sie z tobą to nie twoja wina bo ty napewno jestes zajebiasta tylko musisz to zobaczyc w srodku swojej duszy

24

Odp: Myśli mroczne

Tak. Nie jest łatwe. Nikt nie mówił że będzie łatwo. Nikt nie mówi, że życie jest sprawiedliwe. Ja z depresji wychodziłam 2 lata i wciąż się boję, że ona wróci, że czyha gdzieś za progiem sad

25

Odp: Myśli mroczne
Anhedonia napisał/a:

Tak. Nie jest łatwe. Nikt nie mówił że będzie łatwo. Nikt nie mówi, że życie jest sprawiedliwe. Ja z depresji wychodziłam 2 lata i wciąż się boję, że ona wróci, że czyha gdzieś za progiem sad

I właśnie tego się bardzo boję, że jest to taka długa i niełatwa droga, a co potem? nie jestem osobą cierpliwą, niestety łatwo odpuszczam, a to skutkuje czym skutkuje.
a tak naprawdę, tak niewiele potrzeba mi do szczęścia, tylko czemu u mnie jest to takie niemożliwe, a innym to ot tak przychodzi?

Truskaweczka8585 ehhh, no nie wiem czy byś chciała być moją przyjaciółką, choćby taką internetową ;]

26

Odp: Myśli mroczne

widzisz i juz jest poprawa bo usmiech jest,he he mysl pozytywnie moja droga....wiesz cos ci powiem kidys jak byłam nie grzeczna w szkole to było tej młoda wes grabki i sie rozgarnij działało hehe

27

Odp: Myśli mroczne

Witam,mam 20 lat i rozumiem doskonale wasze problemy. Ja rowniez nie mam ochoty juz zyc,bo i po co...? Dla kogo...? Mieszkam tylko z mama,przyjaciolki zadnej nie mam chlopak odszedl rok temu po dlugoletnim zwiazku i ulozyl sobie zycie z inna. Zyje w srodowisku gdzie wszystkie znajome maja mezczyz,swoje domy,swoje normalne zycie. Ja natomiast nie mam po co wstawac rano.Kazdy dzien wyglada tak samo praca dom i tak w kolko. Szczerze chcialabym zeby ktos lub cos tak doslownie pierdolnelo mnie w glowe zebym zobaczyla jakis sens,cel w zyciu,jakas iskierke,czekam tak juz bardzo dlugo i nic. W sumie pieprze to,po co zyc zeby sie meczyc ? To chyba nie o to chodzi. Nie zyje sie po to,by czekac na lepszy dzien i wogle jaki jest sens zycia skoro nie ma sie czym tego zycia wypelnic. Jestem inteligentna ponoc bardzo ladna,ale mam to doslownie w dupie. Przepraszam za wulgaryzmy,ale jak czlowiekowi jest juz wszystko jedno to tak to sie czasami objawia smile Tak dlugo zyje w takim stanie,ze juz minal czas uzalania sie nad soba czasem sie nawet smieje z tej swojej bezradnosci,czasem po prostu marze zeby trzepnal mnie samochod na ulicy,tak po prostu,chociaz bylo by ciekawie jesli bym przezyla,a jak nie to tez by bylo dobrze. Jak widac mam sprzeczne mysli chialabym zyc,ale nie widze juz sensu wiec cierpliwie czekam,az ktos pozbawi mnie zycia przypadkiem za nim bede musiala to zrobic sama. Takze drogie Panie jesli maci przyjaciolki,mezczyzn,to zyjcie przynajmniej ktos was podtrzymuje przy zyciu,bo mnie juz nawet fakt,ze zostawie mame sama nie przeraza,a to mnie zawsze blokowalo ....

28 Ostatnio edytowany przez truskaweczka8585 (2010-11-17 22:25:12)

Odp: Myśli mroczne

przepraszam za te bazgraje to jest powazny temat ja dziewczyny bardzo wam wspóczuje

29

Odp: Myśli mroczne
lenka22 napisał/a:

Truskaweczka8585 ehhh, no nie wiem czy byś chciała być moją przyjaciółką, choćby taką internetową ;]

o widzisz już węszysz coś złego big_smile
też jestem niecierpliwa, najchętniej to bym chciała wszystko teraz zaraz już:P

cichutka witaj,
dziewczyny ten nastrój nie jest zależny od posiadania kogoś czy nie posiadania, ludzie sa szczęsliwi, maja wianuszek przyjaciół, a i ich różne rzeczy dopadają, to prawda ludzie są bardzo ważni w naszym życiu, nie umiemy żyć w samotności. ktoś bliski mi kiedyś powiedział 'najpierw naucz się być szczęśliwa sama ze sobą pokochaj siebie, a później dziel to szczęście z innymi'

30

Odp: Myśli mroczne

Masz racje NotAgirlNotYetAwoman , potrzebowalam to wyrzucic. W ogole czasem mam ochote krzyczec tak boli. Dzis w nocy zawalalam smsami przyjaciolke. BYla tego masa. Znowu ktorys raz o moich obawach , lękach itd itd itd...Dalam Jej dzis popalic. Az sie wkurzalam sama na siebie. Po co ja to robie. Ona juz chyba z sil opada. Widze ze czasem nie wie co mowic. Jest bezradna a mimo to jest. Milczy by po chwili powiedziec..."i tak bede z Tobą razem przez to przejdziemy, musisz byc sillna skoro nie chcesz na razie dla siebie to zrob to dla mnie  bo ja Cie potrzebuje , tyle mi dalas jakis czas temu" a ja co? wierze wierze wierze....po to zeby nastepnego dnia miec znowu cholerne schizy, analizowac cos... miec tysiące wątpliwosci...cholera to jest tak silne....ze nie panuje nad tym. Co do rodzicow to jestem jedynaczka. jak bylam mala troche  chorowalam. BYlam "chowana pod kloszem" . Rodzice dmuchali na mnie jak tylko mogli. I chyba stworzyli sobie swoja wizje tego jak powinno wygladac ich dziecko. Ucz sie , ucz sie ucz sie.... zebys byla kims, zebys miala lepiej od nas.  ja sie dwoilam i troilam zeby im dogodzic. Niestety zaczelo mnie to przerastac.Oni widzieli chyba we mnie kogos kto moze miec wszystko , chyba mnie troche przecenili.  W podstawówce uczylam sie dobrze ale nie bylam zadnym kujonem czy cos. BYwaly tez drobne problemy. Ale ciagle slyszalam ze jak tak dalej bede robic to zostane "nikim" ulice pojde sprzatac. Nie wiem nawet skad sie wzielo to ze mialam "niby"zdolnosci muzyczne hah. BO moze raz czy dwa bedac u babci brzdęknelam cos na pianinie i jako maly dzieciak powiedzialam " ja chce pianino bo ja bede grac" to tez je dostalam. JEzu ile ja mialam lat....kazde dziecko czegos chce. Zapisali mnie na nauke gry, To jednak ni bylo to-nie wiem jakos ta babka nie potrafila moze we mnie tego zaszczepic do konca albo zwyczajnie  po protu nie mialam az takiego talentu heh. Bo licznych blaganiach odpisali mnie z nauki. Oczywiscie zawiodlam:(. Interesowaly mnie sztuki walki chcialam cos w tym kierunku robic-nie moglam. BO raz ze " no gdzie cos takiego" a poza tym mam wade serca ktora jest niegrozna ale dobrze wiem ze moge uprawiac sport oczywiscie musialabym byc pod kontrola lekarza wtedy ale chcialam. Niestey nie bylo o tym mowy. Zadne sztuki walki poza tym nie jestes do konca zdrowa. OK...przełknelam to jakos. Odkąd pamietam zawsze intereswalo mnie tez kino. W liceum to juz w ogole. Pólki uginaly mi sie od miesiecznikow filmowych od filmow itd. Naprawde czulam ze "siedze w tym po uszy" . Oczywiscie zle. No gdzie takie bzdety.Do niczego Ci sie to nie przyda. Wielokrotnie mialam tez zniszczone rzeczy z tym związane. A to porwane taśmy a to pochowane czy poniszczone gazety. Opuscilam sie w nauce,POzniej zaczelo mi wszystko juz naprawde zwisac. Przestalam sie czymkolwiek interesowac. Dla rodzicow najwazniejszy byl interes. Zero rodzinnych "przesiadywan" rozmow.  A jak rozmowy to o tym jak to jest zle. Ze co to bedzie. Ty sie ucz-chociaz nie... Ty sobie nie poradzisz! Inni robia to i tamto.Sąlepsi. Wiec zaczelam uciekac we wlasny swiat. Kontakt z rodicami juz praktycznie zanikł.  Jak mi bylo zle to czesto slyszalam od matki ze "o co  sie gniewam, nie mam o co, Ona miala gorzej ze ja mam za dobrze itd" A i jeszcze istotna sprawa-zawsze mi wmawiali ze nie ma przyjazni. Nie ma przyjaciol bo kazdy predzej czy pozniej Cie wykiwa. I tak kazdy pojdzie w swoja strone. A ja zawsze od malej juz pragnelam bardzo akceptacji ze strony innych.  W liceum (tak ja napisalam chyba wczesniej ) zaliczylam w pierwszej klasie "powtóreczke" bo naprawde wszysto juz mi zwisalo. Z rodzicami nie moglam o niczym pogadaac zreszta juz nawet nie chciaalam. Zaczelam ich oszukiwac. Jak sie dowiedzieli ze zaliczylam " kibelek" to co ja uslyszlama od mamy? Ze jaki wstyd ze co Ona ma za córke co ludzie powiedza itd itd. W ogole ja niedobra straszna itd. Jakos tam sie pozbieralam w tej szkole. Przebrnelam juz bez wiekszych problemow ale to chyba przez takie straszenie przez rodzicow ze jak sie nie poprawie to Oni beda jezdzic do nauczycieli i narobia mi wstydu przy wszystkich itd. Majac lat 19 poznalam swojego faceta.Cieszylam sie ze mam kogos kto mnie przytuli, wyslucha itd . Calkowicie sie oddalam tej milosci. Troche sie tez zamknelismy w swoim swiecie. ja bez przyjaciolki, bez kontaktow dobrych z rodzicami ( ale zeby nie bylo jakos sie pogodzili z tym związkiem) ale mialam Jego. i tak sobie jestesmy. Po liceum nieudane studia "bo oczywiscie nie dam rady" praca w rodzinnym interesie (moi rodzice swiata poza tym nie widza) gdzie mnie to w ogole nie bawi nie satysfakcjonuje no ale co moglam robic gdzie isc jak nic nie umiem, nic mnie nie interesowalo juz. To mi pozostalo. Z chlopakiem mielismy jakies tam swoje wypady gdzies. Albo kilkudniowe wakacja albo jakis koncercik. On tak caly czas do mnie przyjezdzal albo ja do Niego. Od paru lat zaczelo mnie to juz denerwowac. Mamy po tyle lat i nie mamy nic swojego. Zaczely sie spory z rodzicami znowu ale akurat nie oto. Tu czasem dawali mi do zrozumienia ze moglsibymy juz miec cos swojego. trzy lata temu uslyszalam od matki slowa ktorych nie zapomne do konca zycia nawet nie pamietam dlaczego z jakiego powodu... "ze jesli Ona zechce skonczyc ze soba to bedzie to moja wina" gdy to uslyszalam myslalam ze wszystko w srodku mi peknie ze peknie mi serce ze zaraz umre. Bo za co to to nie wiem. Czym zawinilam? Co zrobilam? Niby kobieta ok, wiem ze mnie kocha ale chyba tez cos jest nie tak. Po tych slowach zaczelismy szukac mieszkania. Nie udalo sie. A sprawa jakos ucichla. I tak te 3 lata temu cos sie zaczelo dziac. Znowu samookaleczenia. Mysli typu ze nic dla nikogo nie znacze. Ze brakuje mi cholernie przyjaciolki. Chlopak niby jest ale jakby juz mnie nie rozumial od pewnego momentu. Chyba stworzylismy jakies swoje swiaty. Ja swiat w ktorym wszystko bylo bez sensu. Brakowalo mi pozytywnego "kopa" od kogos. Dla niego tez wszsytko zaczelo sie robic obojetne. Ja juz nie potrafilam chyba sobie pomoc a On nawet nie probowal. Sa okresy lepsze. Wtedy poznalam tez pewna dziewczyne z ktora nawet sie ukladalo ale miala dosc trudny charakter. Niby wiedzialam ze jestem dla Niej wazne ale uwierzcie mi.... Ona potrafila pokazac pazurki przez co wielokrotnie nie mialam juz dalej tego ciagnac. Ale potrafila tez swietnie przepraszac. Miala i mnie i jeszcze jedna osobe -osobe ktorą owinela sobie wokol palca i za Jej plecami ( mowiac brzydko ) rąbala Jej tylek. Ale ta osoba trwala przy niej dzielnie zreszta tak jak ja ale ja sie jeszcze czasem przeciwstawialam. Potrafilam cos powiedziec i przez to zyskalam chyba wiekszy szacunek u niej. CO sie stalo pozniej.... zaskcze Was...ta dziewczyna wpadla w anoreksje. Starszna choroba. Wiec zaczelysmy o Nia walczyc-ja i "tamta druga".  Nie zwazając na wszystko wokol walczylysmy dla niej. Szczerze bardzo szczerze chcialysmy Jej pomoc. tamta dziewczyna ktora mimo tego ze wiedziala ze xx nie jest z nia szczera i ze nie traktuje i nie traktowala Jej chyba nigdy powaznie mimo wszystko robila co mogla. Ja tez. I widzac poswiecenie ze strony tej dziewczyny nie moglam w to uwierzyc. ALe nic z tego nie wyszlo. Anoreksja okazala sie silniejsza. Dziewczyna ta w ramach terapii musiala zerwac wszelkie stare kontakty ( tzn nie ze musiala ale tak mialo byc najlepiej) wiec i my dalysmy spokoj. Niestety nie mialysmy juz szans na nic. Wiemy tylko tyle ze chyba zaczela z tego wychodzic ale ma juz swoje zycie. I wiecie co? To wlasnie ta dziewczyna ktora tak dzielnie pomagala tamtej, ktora dzielnie znosila jej obelgi i mimo to dala jej szanse...jest teraz wlasnie moja przyjaciolką. To ONa mi dziekuje za to ze wyrwalam ja z dotychczasowego zycia, ze dalam Jej poczucie tego ze jest dla kogos wazna, Widze ze sie stara znowu jak tylko moze zeby mnie teraz wyrwac z tych chorych urojen. I jest chyba moja jedyna motywacja. Pewnie zapytacie gdze moj facet? Otoz wiecej Go nie ma niz jest. Kochamy sie ale zyjemy jakby w dwoch swiatach. Poza tym ma taka prace ze musi wyjezdzac w delegacje. I jedyna osoba ktora jest przy mnie jest ONA. To Ona daje mi sile walczyc ( choc chyba na razie przegrywam ) wszystko mi sie wali. Wszystko. Te chore analizy, caly bezsens, czuje sie jakbym byla pusta w srodku jakby mnie cos zżerało. Nieuzasadniony lęk przed zyciem. Boje sie wszystkiego i nie wierze w to ze dam rade cos zmienic. Mam juz swoj swiat.A jeszcze pare dni temu jak mialam kolejncy straszny dzien i nie umialaam sie juz usmiechnac do mamy uslyszlalam od Niej-o co Ty sie "foszysz" ? Nie masz powodów miec załamek i dolin, ja mialam gorzej. To skoro nie moge miec załamek itd to po co mam sie leczyc skoro to pewnie moje "widzimisie" . NIe chce miec z rodzicami nic wspolnego.Chce tylko uciec od nich. ALe jak to zrobic.ZOwszem jest jeden sposob ale nawet na to nie mam odwagi. POza tym mam chlopaka no i moje słonce ktore jakos stara mi sie rozjasnic kazdy dzien. Ech...znowu Was zawalilam masa informacji. Poczytajcie sobie. Dziekuje za chociaz chwile uwagi.

31

Odp: Myśli mroczne

cześć lenka, głowa do góry, jestm trochę jak mniemam starsza od Ciebie, bo w Twoim wieku mam córke z której jestme bardzo dumna i bardzo ja kocham. Mam tez takie chwile jak Ty, w nocy nie spie, mam juz chyba depresję (jestęsmy zadłuzona rodzina), Corka mnie bardzo wspiera w tym wszystkim. Zwóc sie do swojej mamy, niech Ci pomoże i niech Cie wspiera.
Pamietam jesteś mocna i to nam mocnym Babom Pan Bóg daje po góre, bo słabi by wysiedli, Mysl pozytywnie. Jak chcesz będę równiez Twoja przyjaciólką Mma 49 lat. Bożena

32

Odp: Myśli mroczne

Nie wiem kto* trochę Twoja sytuacja przypomina mi moją, odrobinę... Też jestem jedynaczką i często w tym upatruję swoje różne problemy. Pisałam już też o tym na forum, jeśli chcesz, to tu masz link: http://www.netkobiety.pl/t16317.html
Zwłaszcza podobnym wątkiem wydaje mi się potrzeba posiadania bardzo bliskiej przyjaciółki... Tak sobie myślę, z czego to może wynikać. I dochodzę do wniosku, że jeśli w dzieciństwie nie umiało się, badź nie mogło wyrażać prawdziwych uczuć (bo ja akurat zawsze byłam przez ludzi postrzegana jako grzeczna, spokojna, ułozona, dobrze się ucząca, opanowana - dziwne jak na 10 letnia np wowczas dziewczynke itp.). W domu owszem, nerwy puszczaly, ale to bylo za malo, bo wszyscy mieli mnie za kogos innego. I potem pojawia sie potrzeba bliskosci, ktora w sumie czesrto moze dac tylko relacja z kobieta, bo kobiety sa czesto wrazliwsze od mezczyzn, bardziej znaja swoja nature i potrafia sie wczuc. jednak powiem Ci, ze mnie taka bliska relacja z kolezanka zaczela meczyc, doszlam do wniosku po miesiacu spotkan dosyc intensywnych, ze to nie dla mnie. Ostatnio sie zdystansowalam do niej. Byc moze to nie to. A u facetow zawsze pociagal mnie dystans i swego rodzaju chlod emocjonalny, przez co pozniej w takiej relacji bardzo cierpie. Dziwne to wszystko wink. Wydaje mi sie, ze Twoja relacja z przyjaciolka jest odzwierciedleniem Twoich niezaspokojonych potrzeb, by pokazac sibie, wylac wszystkie emocje, by czuc sie akceptowana, taka, jaka jestes, by miec kogos, kto bedzie czuly, troskliwy, wrazliwy, zrozumie, bedzie i bedzie to robil bezinteresownie, a Ty sie bedziesz wtedy mogla i chciala odwdzieczyc, bo to pozowoli Ci poczuc sie potrzeba bardzo komus... To naturalne, ze masz takie potrzeby, zwlaszcza, jesli w historii Twojego zycia nie byly one za bardzo zaspokojone, a moze nawet wcale... mysle jednak, ze zdajac sobie z tego sprawe byc moze bedziesz latwiej potrafila dojsc z tym wszystkim do ładu, poszukac jakichs innych sposobów wyrazenia siebie, np. poprzez sport, sztuke moze... (choc grac nie chcialas, wiem;), ale moze jakas inna dziedzina...). Wiesz, to zabawne, bo ja tez gralalm na instrumencie smile. A po co to posze... bo piszesz, ze masz wyrzuty sumienia z powodu tego, ze tak czasem zdarza Ci sie "zameczac " swoja przyjaciolke. To rzeczywiscie moze nie byc najlepsze dla Waszej relacji. Bo ona owszem, wyslucha i jest przy Tobie, bo jej zalezy na tej relacji, ale wiadomo, ze po pewnym czasie moze czuc sie odarta z sil, moze stracic energie, bo kazdy czlowiek potrzebuje obopolnego wsparcia - wspiera innych, ale tez to wsparcie i sile zyciowa czerpie od drugiej osoby. I czasem takie wyrzucanie problemow, zalow, trosk, obaw, lekow moze byc zbyt trudne do przyjmowania tego wciaz. Dlatego dobrze by bylo, gdybys troche oszczedzila swoja kolezanke, poszukujac innych sposobo na rozladowanie tego wszystkiewgo, np. terapeutyczne spotkania:)))

33

Odp: Myśli mroczne
BDMDMDED napisał/a:

cześć lenka, głowa do góry, jestm trochę jak mniemam starsza od Ciebie, bo w Twoim wieku mam córke z której jestme bardzo dumna i bardzo ja kocham. Mam tez takie chwile jak Ty, w nocy nie spie, mam juz chyba depresję (jestęsmy zadłuzona rodzina), Corka mnie bardzo wspiera w tym wszystkim. Zwóc sie do swojej mamy, niech Ci pomoże i niech Cie wspiera.
Pamietam jesteś mocna i to nam mocnym Babom Pan Bóg daje po góre, bo słabi by wysiedli, Mysl pozytywnie. Jak chcesz będę równiez Twoja przyjaciólką Mma 49 lat. Bożena

Bożena, dziękuję Ci i zazdroszcze bardzo Twojej córce, Tobie, że macie siebie nawzajem, że Twoja córka ma mame, która jest z niej dumna, ja od mojej nigdy nie usłyszałam, że mnie kocha, czy jest ze mnie dumna, nie jestem córką taką jaką bym chciała i to jest takie dobijające, wydaję mi się, że moje niskie poczucie wartości od małego wyniosłam właśnie z domu, gdzie nigdy nie byłam doceniana, nie ma między nami takiej więzi, moi rodzice są tyle lat małżeństwem i każde co jakiś czas mówi głośno,że to był błąd, wiem, że z problemem jakimkolwiek to oni są na jednych z ostatnich miejsc do kogo bym się zwróciła, a to że nie mam również nikogo innego, to się do nikogo nigdy nie zwracam i potem wychodzi co wychodzi, czyli moje obecne problemy, zaburzenia emocjonalne, czy co tam jeszcze.

34

Odp: Myśli mroczne

Cześć  Lenka. Jak się trzymasz? Mam nadzieję, że kontakt z ludźmi z forum podniósł Cię nieco na duchu. Rodziców się nie wybiera, wiem co czujesz, bo wychowywałam się bez ojca i wciąż słyszałam, że jestem do niego podobna (przez co czułam się gorsza) to nie fair. Jak jeszcze raz powiedzą w twojej obecności, że to był błąd (choć to ich prywatna sprawa) spytaj czy ty też jesteś błędem. Może to ostudzi ich zapał do głupich i nieprzemyślanych stwierdzeń. Trzymaj się cieplutko smile

35

Odp: Myśli mroczne

To prawda ten nastrój nie zależy od tego czy się kogoś ma czy nie,ale jest łatwiej gdy masz kogoś kto Cię wspiera. Ja miałam,może było mi łatwiej żyć w sumie juz nie wiem,bo nawet gdy kogoś miałam i tak byłam nieszczęśliwa.Odpychamy ludzi takimi jakimi jesteśmy....inni,dziwni sami nie wiemy czego nam brakuje,czego chcemy.Jedno jest pewne jak by nie było ciągle jest nam zle. Według mnie ludzi są różni jedni pozytywnie nastawieni,inni normalni zyjacy zwyczajnie i my melancholicy zamknięci w sobie,romayslajacy i szukający sensu zycia. Padło właśnie na nas.

36

Odp: Myśli mroczne

Bo my jesteśmy przeczuleni wrażliwcy. Takim trudniej, bo nie mają skorupy. ALE mając tego świadomość (!!!) możemy starać się nad tym panować smile

37

Odp: Myśli mroczne
Anhedonia napisał/a:

Cześć  Lenka. Jak się trzymasz? Mam nadzieję, że kontakt z ludźmi z forum podniósł Cię nieco na duchu. Rodziców się nie wybiera, wiem co czujesz, bo wychowywałam się bez ojca i wciąż słyszałam, że jestem do niego podobna (przez co czułam się gorsza) to nie fair. Jak jeszcze raz powiedzą w twojej obecności, że to był błąd (choć to ich prywatna sprawa) spytaj czy ty też jesteś błędem. Może to ostudzi ich zapał do głupich i nieprzemyślanych stwierdzeń. Trzymaj się cieplutko smile

Czy podniósł? lepiej się napewno czuję, że trochę wyrzuciłam tego z siebie.
Ale nie zmienie mojego nastawienia z dnia na dzień, to niestety nie jest możliwe, nie wiem co robić, mam mętlik w głowie, nie widzę przyszłości dla siebie, a napewno nie chce żeby wyglądała tak jak moje życie do tej pory, nie chcę być sama,
nie wiem naprawde co robić, ale jeszcze raz dziękuję Wam.

38

Odp: Myśli mroczne

moi rodzice są mało tolerancyjni, nie lubią, gdy robie coś nie po ich myśli. tak jest od dziecka, odbiło się to na mnie, maja jakiś wykreowany wizerunek mnie. najlepiej gdybym żyła tak jak oni chcą, studiowała to co oni chcą. pracowała gdzie oni chcą, załozyla rodzine kiedy oni uznają, że już czas itd

39

Odp: Myśli mroczne

NotAgirlNotYetAwoman powiedz mi ile Ty wlasciwie czasu juz z tym walczysz? I czy sama zdecydowlas sie pojsc do psychologa czy ktos na Ciebie mial ogromny wpływ? Widzisz moim problemem jest tez ogromnie mala wiara w siebie... ja studia tylko zaczelam, bo doszlam do wniosku ze Ci ludzie tam sa tak bardzi inteligentni i gdzie ja do nich? JA nie mam szans na cos takiego, mialam wrazenie ze smieja sie ze mnie za moimi plecami.  W sumie jeszcze bylam sama , kazdy "przyszedl"z kims a ja bylam w tej grupie naprawde totalnie sama;/. Bo to byly studia zaoczne. W nic nie wierze , jak mi ktos mowi wez sie w garsc,zajmij sie czyms to uwierz mi prosze ze ja nie potrafie. ja nie wiem za co moglabym sie zabrac , jesli chodzi o nauke to naprawde sie nie potrafie skupic, Mam natłok mysli, czasem caly dzien przechodze jak lunatyk. Nie wiem co robie. Do tego dochodzi to ze w pracy zaczynam popelniac mase bledow;/.Caly czas jestem myslami gdzies dalej. Jak z kims rozmawiam to nie moge zdania dokonczyc bo gubie wątek az mi wstyd :(Jestem jakby wylaczona z zycia. Wczoraj czytajac Twoja historie doszlam do wniosku ze ja w wiekszosci czasu robilam cos dla kogos...zeby zawsze kogos zadowlic-wlasnym kosztem czesto. Mialam/mam wrazenie ze ode mnie zawsze wymagano dobrego humoru, dobrej rady ze ja w ogole idealna powinnnam byc. i tak przyzwyczailam ludzi do tego. Moge "nie miec dnia" i cos komus nawet nie ze odburkne ale po prostu wykarze mniejsze zainteresowanie to slysze od razu " ojoj bo ktos tu ma zly dzien, no to niemozliwe...TY...Ty masz zly dzien eeee gadasz tam, co CI?" kurcze co mi??ja mam czasem ochote skonczyc to wszystko , uciec albo krzyczec z bolu a ktos mi sie pyta "co mi" bo to niemozliwe zebym ja miala zly dzien..zreszta jaki mam do tego powod... . Widzisz ja nawet mam analizy i "schizy" tego typu ze np...siedzimy w barze jest fajna atmosfera , masa znajomych i co? Skoncza sie tematy nastaje cisza a ja czuje sie odpowiedzialna np za to zeby "podrzucic" jakis temat , zrobic cos zeby na nowo wszyscy sie dobrze bawili. I czuje ze tylko ja tak mam. Mam mase takich "ryc" Czasem jak czuje ze nadchodzą jakies dziwne glupie mysli to staram sie je wyrzucac z glowy, zaczynam np nerwowo chodzic po pokoju, probuje sie za cos zabrac i co?? I tak mnie dopadają. Analiza taka ze hoho. We wtorek jak mi sie zaczelo to wypilam pare drinkow po czym mialam najzwyczajniej w swiecie ochote sie pociąc, ulzyc sobie sprawic sobie ból. Wlasciwie juz prawie mialam w rece żyletke po czym dotarlo do mnie ze jesli to zrobie to nie bede umiala oklamac przyjaciolki i powiem Jej to i bedzie mi wstyd a i wiem ze Ona bedzie przerazona. Tylko to mnie powstrzymalo. Pisalas tez ze mam wyzwolic swoje emocje poprzez cos....ale co? Jak ja nic nie wiem, wszystko przestalo mnie interesowac i cieszyc. 1,5 roku temu zaczelam biegac zeby troche z siebie to wyrzucic...teraz juz nie widze w tym sensu. Od 5 lat jezdzilismy z chlopakiem w Tatry raz w roku latem na pare dni. Cieszylo mnie to , czulam nawet przez pewien czas ze chce to robic czesciej. Chodzilam jak oszalala po górach i z wielkim zawzięciem. Stawiałam sobie co raz to nowe wyzwania.  Poczulam ze to jest to... jadac w tym roku czar prysł, wcale nie bylam szczesliwa nie umiałam sie tym cieszyc, Myslalam juz o tym co bedzie jak wroce ze znowu bedzie to samo ze znowu kicha. Mialam w dodatku ambitne plany ktorych z powodu kontuzji nie moglam zrealizowac i to mnie dobilo. Pomyslalam sobie raz w roku jade i jeszcze nie moge sie tym cieszyc do konca. Przestalo mnie to bawic. Naprawde nie wiem co jest . Nie mam planow na przyszlosc, nie wiem w czym jestem dobra nie wiem czego chce. Utknelam w czyms z czego nie umiem wyjsc mimo ze od jakiegos czasu sie staram. Wszyscy mi mowia ze musze isc do psychologa ale co mi to da...nawet w to nie wierze. Poza tym jesli ma byc cos takiego jak terapia rodzinna to nie "ide na to" nie chce juz niczego od rodzicow. Chce od nich uciec po prostu. Tylko jeszcze nie wiem jak. Albo uciec tak albo w inny sposob sad

40

Odp: Myśli mroczne

Waszym mrocznym myślą mówię precz-won!
Młode kobietki ,życie przed wami,z kimś czy z czymś nie ważne-namierzcie sobie cel i szkoda  czasu
Nie szukajcie śmierci ta sama was znajdzie-myślimy,roztrząsamy,chcemy czuć się wyjątkowe a wy jesteście wyjątkowe .
To nie przypadek ,ze jesteście zróbcie coś poza umartwianiem,pogrzebaniem się za życia!
Mam 38 lat i tyle zmarnowałam a świat jest piękny i zależy tylko od nas-pamiętajcie-to co wam zrobiono to przeszłość a przyszłość należy tylko do was.
smile smile smile

41

Odp: Myśli mroczne

Nie wiem kto*, w sumie to trochę paradoks, że ja Ci doradzam, bo jak mam często podobnie, zresztą wiesz, bo pisałam, no ale przyjrzenie się problemom drugiej osoby chyba pozwala też na przyjrzenie się swoim i może czasem pomóc znaleźć jakieś wspólne wyjście smile Piszesz, że czujesz sie odpowiedzialna za dobry nastroj innych. Wiesz, wlasnie ja tez tak mialam i probuje z tym walczyc, a to nie jest latwe, jesli sie mialo takie przeswiadczenie cale zycie! Po prostu staram sie umiec spojrzec na kogos i sie nie usmiechnac. Moze to sie wydac chore, bo to tak jakbym chciala byc na sile nie mila, no ale tu chodzi o to, ze ja zawsze sie do kazdego kiedys usmiechalam, wlasnie bez wzgledu na to, jak sie czulam, czy ta osobe lubilam, czy nie, czy byl ku temu powod, czy nie. I tak sie staram byc bardziej "naturalna", jesli to w ogole mozliwe... Jak sie skoncza tematy do dyskusji, to staram sie nie poczuwac do tego, by szybko reaktywowac rozmowe. Staram sie wyczekac czasem (bo naprawde nie jest to proste!), az ta druga osoba cos zainicjuje, tlumacze sobie wtedy, ze jestetmy na takich samych prawach i ja nie mam obowiazku wymyslac tematow, ze ta druga osoba tez moglaby sie postarac, zebym to ja sie dobrze w jej towarzystwie bawila, bo czemu by nie mialo tak byc...? Wiesz Nie wiem kto*, mi to właśnie poszło w skrajność, bo miałam taki okres i jeszcze teraz mam, że czasem aż za bardzo wyraże negatywne emocje, że nie umiem tego zrobić tak z taktem, tylko albo duszę w sobie albo cos tak powiem, ze da sie zauwazyc w tym nienaturalnosc. Ale na bledach sie czlowiek uczy. Tobie tez radze poprobowac bardziej pokazywac ludziom prawdziwą siebie, nie ukrywac tego, jak sie czujesz.
Ten natłok mysli, analizy - to tez moja domena, hehe. A moze sprobuj (jeszcze tez nie probowalam, ale moze tez zaczne tak!) wydzielic sobie kazdego dnia po np 2 godz, godz po poludniu, godz wieczorem na takie wlasnie daleko posuniete analizy. Bo wiesz, jesli probujuesz usilnie sie od nich uwolnic, to to sie nie moze udac, one beda jeszcze intensywniejsze. Wiesz, bywa tez tak, ze czlowiek sie uzaleznia od takich mysli natretnych, wiec nie da sie ot tak ich pozbyc, skoro w pewnym sensie sa Ci one potrzebne do zycia jak rybie woda. Ja tak troche tez mam i na terapii sobie uswiadomilam. Wiec jesli masz czas wydzialony na nie, to latwiej Ci bedzie nie myslec w danej chwili, np podczas pracy, bo bedziesz miala w perspektywie za jakis czas calą godzine na nie (a zaznaczam, ze w trakcie tej godziny nie mozesz myslec o niczym innym tylko analizowac, analizowac, analizowac - do znudzenia!, ocz, nawet, jesli to jest przykre smile). Ja chyba tez to wdrożę, bede sie zamartwiac i myslec ze wszystko jest bez sensu, ale tylko o wydzielonych porach smile
Co do Twojego tegorocznego wyjazdu w góry. W mojej ocenie to za duże oczekiwania pokładłaś w tych wyjazdach, przez co, jak było całkiem normalnie, to już się one nie spełniły, bo dla Ciebie musiało być super cudownie i w ogóle miało Ci to zrekompensować wszystkie negatywy życia codziennego i dać sens życia na kolejne miesiace. To musialo sie w koncu zawalic. Gdybys przyjela, ze bedzie to normalny wyjazd w góry ,podczas których bedziesz w milej atmosferze zdobywac szczyty, ale rowniez beda calkiem zwyczajne, nudne, a moze tez smutne chwile - jak to w zyciu, to bys pewnie nie pisala, ze czar prysł. Tak mysle... Nie dałas sobie przyzwolenia, na to, ze tam - w "tak cudownej aurze, ze nie mozlwie zeby moglo byc cos zle" - Ty bedziesz sie mogla źle czuc czasem. A raz są tez przeciez lepsze wyjazdy i gorsze, co nie znaczy, ze "teraz juz wszystko skonczone, nie bawi Cie to i koniec, dziekuje".
Co do terapii rodzinnej, to raczej na pewno nikt takiej Ci nie zaproponuje, nie martw sie i nie zrzucaj na to;). Bo jestes juz dorosla, wiec teoretycznie mozesz stworzyc wlasna rodzine albo jestes na drodze by stworzyc. I mysle, ze z reguly terapie rodzinna wdraza sie, jesli problem dotyczy dziecka malego. Jest tez tak, ze na terapie idzie sie po to, by zmienic swoj sposob myslenia, swoje nastawienie, podejscie, widzenie pewnych spraw, by spojrzec z dystansu, przeanalizowac (sic! wink), a rodzicow sie zostawia juz w spokoju, bo oni maja swoje zycie, swoje podejscie i bez ich woli nie mamy prawa ich zmieniac, zreszta to my idziemy do psychologa, nie oni. Po terapii czesto czlowiek uczy sie akceptowac fakt, ze rodzice sa tacy jacy sa i tak juz bedzie, ze mamy wplyw tylko na swoje zycie i w pelni mozemy nim kierowac, ustawiac sie optymalnie do pewnych spraw. Rodzice i ich problemy to ze tak powiem ich problem. Chyba ze pojda na terapie, no ale nikt na sile nikogo nie moze zmieniac smile
jesli chodzi o mnie to sama chcialam do psychologa, bo znalam osoby, ktorym to pomoglo w zyciu. I zawsze chetnie chodzilam, az moze za chetnie bo ktoregos razu to uslyszlaam nawet, ze ja lubie o swoich problemach mowic... hmm. Pewnie to tez bylo po cos,,,w kazdym razie potem bylam jeszcze na innej terapii i bylo ok. A problemy od kiedy... hmm, chyba od zawsze jakies wyrzuty sumienia, zbytnia grzecznosc...tak to ewoluowalo ze tak powiem, rozne objawy na roznym wtapie rozwoju, byly duże doły, hustawki nastrojow, agresja slowna, rzucanie pzredmiotami w skrajnych sytuacjach, przeasdny perfekcjonizm i totalna olewka - zamartwianie sie, analizowanie - wszystko po trochu wink

buzka smile

42

Odp: Myśli mroczne

big_smile Hej Lenka big_smile zaglądasz tu jeszcze? Jak tam twoje samopoczucie? Wiesz tak sobie myślałam - jak chcesz z kimś być, przyjaźnić się czy cokolwiek - to MUSISZ jednak wyjść z domu i ze swojej skorupy - bo powiedz jak ten ktoś ma ciebie znaleźć??? Trzymaj się cieplutko, pozdrawiam smile

43

Odp: Myśli mroczne
Anhedonia napisał/a:

big_smile Hej Lenka big_smile zaglądasz tu jeszcze? Jak tam twoje samopoczucie? Wiesz tak sobie myślałam - jak chcesz z kimś być, przyjaźnić się czy cokolwiek - to MUSISZ jednak wyjść z domu i ze swojej skorupy - bo powiedz jak ten ktoś ma ciebie znaleźć??? Trzymaj się cieplutko, pozdrawiam smile

Anhedonia, wiem dobrze, o tym, i w tym jest cały problem, że nie mam wyjść i z kim przede wszystkim, to jest takie dobijające, jak widzę, że ludzie gdzieś idą na kawę, na imprezę, a ja do domu, i tak dniem za dniem, weekendy też w domu, bo gdzie ja wyjde sama? sama mam do pubu iść? niestety nie jestem zbyt urodziwa, ani nie mam takiej osobowości, która sama sobie usiądzie gdzieś i zaraz obok niej wianuszek ludzi, taka smutna rzeczywistość :[

44

Odp: Myśli mroczne

lenka a w szkole, uczelni nie poznałaś nikogo? ja mam zamiar odnowić stare kontakty może mi się uda

45

Odp: Myśli mroczne

niestety, ludzie z uczelni nie są zainteresowani jakimikolwiek kontaktami po zajęciach, nie mówie tu konkretnie o mojej osobie, po prostu widujemy się tylko na zajęciach i nic więcej, i to jeszcze z wielkim bólem tam jeżdże, atmosfera w mojej grupie jest jakaś taka nieczysta hmm

46

Odp: Myśli mroczne
lenka22 napisał/a:

niestety, ludzie z uczelni nie są zainteresowani jakimikolwiek kontaktami po zajęciach, nie mówie tu konkretnie o mojej osobie, po prostu widujemy się tylko na zajęciach i nic więcej, i to jeszcze z wielkim bólem tam jeżdże, atmosfera w mojej grupie jest jakaś taka nieczysta hmm

a próbowałaś to zmienić, podejść do kogoś, coś zaproponować, poznać bliżej?

47

Odp: Myśli mroczne

na początku owszem, planowało się jakąś wspólną impreze, jakieś wyjście, ale skończyło się jak się skończyło, każdy ma swoje życie i tym żyję, a ja też nie jestem osobą, która od razu skupia ludzi wokół siebie, gada od rzeczy, mam dystans, muszę się przyzwyczaić, poznać kogoś bliżej, dopiero wtedy się otwiera, ehh to też jest powodem, dlaczego nie mam znajonych.

48

Odp: Myśli mroczne

wiem też mam dystans, tylko przed znajomymi zwykle nie otwiera się za bardzo, po prostu miło spędza czas
swoją drogą coraz częściej słyszę jak to ludzie są zabiegani, ograniczeni, zamknięci jak tak dalej pójdzie za niedługo jakiekolwiek kontakty między ludzkie będą nam obce..

49

Odp: Myśli mroczne

Witamy, w tym roku ruszyliśmy z programem Konstelacja Lwa i serwisem społecznościowym trzymsie.pl. Jest to projekt mający zwiększyć świadomość na temat zaburzeń w środowisku akademickim. Za najciekawsze posty zamieszczone w grupie "Zaburzenia psychiczne a studiowanie"  wysyłamy książkę "Moja wędrówka",w której studenci Uniwersytetu Jagiellońskiego opisują swoją drogę  wychodzenia z m. in. nerwicy i depresji.  Zapraszamy do rejestracji w serwisie i wypowiedzi w grupie Konstelacji.

50

Odp: Myśli mroczne

Dzięki za te wszystkie słowa NotAgirlNotYetAwoman . Powiedz mi jeszcze czy było u Ciebie tez tak zle ze dochodzilo do samookaleczeń? JA czasem widze tylko w tym sens . Najlepszy sposob ulgi. Wtedy czuje sie silniejsza... . W nocy malo spie mimo ze wspomagam sie juz tabletkami ziolowymi na sen. Ale kiepsko to wyglada;/. Zwyczajnie czuje sie jak takie WIELKIE NIC. I coraz czesciej mysle sobie o tym ze lepiej by bylo jakbym "zniknela". Co do wyznaczania godzin na analizy to juz tak kiedys probowalam i nie wyszlo. I masz racje ze jak sie na sile probuje uciec przed tymi myslami to pozniej wracaja z podwója siłą... .

51

Odp: Myśli mroczne

Myslalam, ze juz sie nie odezwiesz wink wiesz co, ja dzis mialam załamkę, opisalam to nawet w temacie "dół psychiczny" w dziale depresji. Eh... Wiesz co, sama diagnozuje u sibie depresje, ale nie mam jednego z podstawowych objawow, ktory wystepuje u Ciebie - problemy ze snem. Bo ja to spie do poludnia (bo nie ma sensu wstawac), ale Ty moja droga to nie sypiasz, z tego co piszesz! W takim przypadku naprawde radze Ci do lekarza sie wybrac. Zrob to dla poprawy jakosci zycia. Bo jak chodzisz niewyspana, to jeszcze gorzej sie czujesz. Jak sen jest zaburzony to juz naprawde jest alarmujace. Co do tych samookaleczen. Kiedys mi sie zdarzylo, ale balam sie tego strasznie robic, balam sie uszkodzic siebie, choc bylo w tym cos uspokajajacego. Jednak nie moge napisac, ze to robie, bo tak nie jest. Jakos tak nie mam ku temu tendencji za duzych. czasem ,jak nachodzi mnie duze napiecie i dol i wszystkie te emocje, to cos tam sobie zrobie, ale to jest nie ciecie sie, ale np. uderze sie badź podrapie (nie mocno, tzn chcialbym mocniej, ale jest we mnie lek przed tym). W sumie w takich chwilach nie wiadomo co z tym napieciem zrobic i takie samookaleczanie sluzy jego rozladowaniu szybkiemu. To oczywiscie nie najlepszy sposob. Jednak rozumiem Cie, ze moze Ci pomagac, kiedys czytalam, ze mozna sie od tego uzaleznic, bo wiesz, jak boli, to wydzialaja sie endorfiny, a endorfina jest pochodna morfiny (narkoty). dlatego moze tak ciezko sie od tego wyzwolic. Myslke ze najlespzym sposobem bedzie jak bedziesz powoli uporzadkowywac swoje zycie emocjonalne to wtedy bedzie mniej takich sytuacji, ktore to beda wyzwalac. Albo sprobuj dla odmiany cos potluc (to zawsze lepiej!), np. stary talerz niepotrzebny, albo zakup atrape telefonu smile. Ja chyba tak zrobie, bo ostatnio zdarza mi sie nieco mocniej "odkladac" tel na polke czy stol, jak jestem zla... Ja pojde jeszcze na terapie, ale chyba dopiero za jakis czas, bo mam inne plany niestety juz na caly przyszly rok sad, jestem smutna z tego powodu, bo nie wiem ,czy dam rade, bardzo dlugo zwlekam juz z ta terapia, A teraz jeszcze sie wszystko przesunie, bo juz podjelam inne zobowiazania zupelnie bezmyslnie, jednak dosyc powazne (dalsza nauka, praca).
Nie wiem kto* mysle, ze na jakis czas moglabys pozazywac jakies tabletki przeciwdepresyjne, oczywisice zapisane przez lekarza psychiatre. Zobaczysz - pomoze, i do tego terapia.

52

Odp: Myśli mroczne

Witaj NotAgirl... .
Nie odezwalam sie od razu bo nie wiedzialam co pisac.
W sobotę bylam na imprezie rodzinnej, gdzie myslalam ze wyjde z niej po 15 minutach;/. Nie zwracałam na nikogo uwagi, nie odzywalam sie do nikogo. Myslami bylam zupełnie gdzie indziej. Mama mojego faceta probowala zagadywac a ja powiedzialam Jej moze dwa slowa i wiecej mi sie nie chcialo. Wszyscy radosni,zadowoleni-zwyczajnie czasem zazdroszcze tego innym, że potrafia sie cieszyc z drobnostek, ze maja jakies to swoje życie i smutki ale radzą sobie .Nie załamuja sie itd. Tak siedzialam i zastanawialam sie momentami o czym Oni w ogole mowią ze ja to chyba z innego swiata jestem.
Przeczytalam o Twoim dołku- wiem co to znaczy naprawde. Piszesz ze zle znosisz porównywania " ze ktos zrobil to , Ty nic, tamten ma to , Ty mogłabys tez miec" i tak w kólko. Znam to i rozumiem Cie doskonale! Ja tak mialam odkąd pamietam. Zawsze od rodzicow slyszalam ze "inni lepsi tylko ze mna cos nie tak" . Ale pisalas ze mama Cie pozniej jakos pocieszala. Mnie nie. Mialam tak i mam nadal ze zamykam sie w pokoju, płacze, mysle nad swoim bezwartosciowym zyciem. CZasem w chwilach naprawde wielkiego bólu psychicznego sięgam po żyletke. W sumie ostatni raz zrobilam to tak z miesiąc temu teraz już powstrzymuje mnie przed tym to ze nie umialabym oklamac przyjaciolki ( mimo ze wtedy Ona tez juz byla ale sie nie przyznalam do tego ale teraz juz nie umiem )  i przyznalabym sie a wiem ze bylaby przerazona. NO i byloby mi wstyd.O  tym ze zrobilam to jakis czas temu powiedzialam Jej w piątek. Prawie zaczela plakac sad. A mialam taka ochote w zeszlym tygodniu zrobic to... Toczylam zaj***walke sama ze sobą. Cos mi mowilo zrob to a "cos" z drugiej strony ze nie mozesz! Udalo mi sie ...nie zrobilam tego. Ale wiem ze sytuacja sie pewnie powtórzy i czy rowniez dam rade? Ech... Popieprzone to wszystko.
Z tego co czytam to podjelas dalszą nauke czyli masz jakies sily w sobie wydaje mi sie smile . Szukasz jeszcze czegos. JA juz przestalam. Nie wiem czego sie chwycic. No gdzie ja?! Czego? A co ja potrafie? W czym moglabym byc dobra? Uwierz mi ze nie mam wiary w siebie w ogole. Dla mnie studia to zupelnie inny swiat. W ktorym dla mnie nie ma miejsca. Czuje sie zawsze gorsza od innych. ZAWSZE ;(  A udaje taką pewniarę sad. Jezu jak nikt nie zdaje sobie sprawy co we mnie siedzi. Patrzą sobie na mnie i myslą "ta to ma zawsze humor, ma dobrze twarda jest itd itp" a ja przy nich czuje sie malutenka. Jak takie nic. Żałosne to jest naprawde.
Co do bezsennosci to ciągnie mi sie juz dłuuuugi czas. Wspomaglam sie czesto kilkoma kawami dziennie-dochodzilo nawet do 6,7 kaw! Myslalalam ze to błędne kolo bo skoro w dzien tyle kawy to wiadomo ze w nocy spac nie bede. Ale kawe odstawilam ,wypijam max 2 dziennie i co? MOze mi sie chciec spac ale nie spie w nocy .A jesli juz zasne to budze sie po dwoch godzinach i co robię? MYŚLE. Nie wiem juz czy od kawy czy z nerwow zaczeły mi sie problemy z żołądkiem. Serce tez troche dostalo w dupe ( przepraszam za wyrazenie ) ale nawet do lekarza nie chce isc. Po co. Czasem sobie mysle ze jak sie przewroce to sie przewroce. Oczywiście nikt mnie do tego lekarza zaciągnac nie moze. Oklamuje ich ze pojde a nie ide. (mowiąc ICH wiadomo kogo mam na mysli-bo przeciez nie rodzicow Oni o niczym nie wiedzą)
Pisalas ze bardzo boisz sie krytyki, ze ludzie zobacza jaka jestes slaba.uwierz mi kochana ze tez tak mam. Nie chce nikomu pokazywac ze jestem taka slaba. Jakbym sie wstydzila tego;/ Ale dla mnie zawsze najgorsza byla krytyka ze strony rodzicow i ogolnie ludzi mi bliskich. To  mnie bolalao strasznie sad i boli nadal przeciez.  Mam sobie ulzyc rzucając przedmiotami? Myslisz ze ja tego nie robie? Jakis czas temu myslalam ze caly moj pokoj do ruiny doprowadze, na koncu padlam , calkowicie umeczona jak świnia, padlam na podloge i ryczalam z bólu -moj facet mnie zbieral. Jak juz mnie to dopada to nie zwracam uwagi na to co biore do ręki i czym rzucam;/A i On nie raz dostal w twarz-praktycznie za nic:(. Nastepnego dnia jest zawsze ciut lepiej ale "to cos" w srodku nadal siedzi. Lęk przed zyciem chyba. Moja beznadzieja, czasem na siebie patrzec nie moge w lustrze (tak jak piszesz) . Powiedzialam sobie teraz ze znowu zaczne biegac hah...i co? Jak myslisz jak mi idzie? W zeszlym tyg w srode wieczorem biegalam jak oszalala,przebieglam 10 km, myslalam ze chociaz spac bede po tym dobrze. Mylilam sie. Owszem zasnelam ale po godzince,dwoch sie obudzilam. Czas ANALIZY! I od tamtego dnia juz nie biegalam. Moze dzis...hmmm... . Czuje sie jak wariatka naprawde. I tak sobie zyje, zadnej decyzji nie umiem podjąc. Nie potrafie sie cieszyc juz do konca z niczego. Ech...
Pozdrawiam Cie serdecznie... trzymaj sie Sciskam!

53

Odp: Myśli mroczne

p.s.objawem depresji nie tylko jest bezsennosc ale równiez nadmiar snu hmm

54

Odp: Myśli mroczne

a ja tu napisze i was pociesze ....bardzo mi was szkoda ale i ja jestem nastolatka wiec wiem jaki to wiek ....jak go trudno sie przechodzi.
jestescie zalamane....nie macie nikogo , chcecie skonczyc z zyciem....typowa depresja.
czujecie sie samotne bo nie macie prawdziwych przyjaciol...a pomyslcie sobie jakie to blache powody. niektorzy rodza sie chorzy, cale zycie na lozku, na wozku, nie potrafia mowic lub nawet logicznie myslec. dla nich marzeniem jaest zatanczyc, spacerowac, spiewac lub widziec, dotknac , poczuc.... takie rzeczy ktore mamy na codzien. oni ich nie maja....i co najlepsze oni ciesza sie z byle czego,, takich rzeczy ktore my nie zauwazamy nawet.
kolejna sprawa - smierc. wy tak naprawde nie zrobicie tego! osoby ktore naprawde pragna smierci robia to w tajemnicy i bez zastanowienia....wy zwlekacie , macie nadzieje ze a noz za dzien czy dwa cos sie zmieni, poznacie kogos fajnego....kto odmieni wasze zycie. poza tym wyobrazcie sobie ten bol przecinania zyl lub brak oddechu... krztuszenie sie... hmmm napewno zdarzylo wam sie nie raz rozciac palca nozem w kuchni. i jak fajne uczucie ? tamto byloby sto razy gorsze. smierc w samotnosci i maczarni a potem byscie zalowaly ale coz bedzie za pozno...
poza tym trzeba do ludzi wychodzic ! od czego jest nk czy gg czy rozne czaty??? mozna tam kogos poznac. spotkac sie potem i wyjsc.
spojrzcie w lustro: popatrz uwaznie co podoba Ci sie w Twoim wygladzie ? wlosy? oczy ? cera ? inni nie maja tago co Ty. odkryj w sobie piekno bo kazda z nas cos w sobie ma takiego.
przyklad : niektore dziewczyny nie maja pieknych buziek jak te lale z kolorowych czasopism ale maja tak piekne figury lub oczy ,wlosy ze az czlowiek zazdrosci....
pryszcze- kiedys zejda smile ja juz mam 4 lata...
wlosy- mozna obciac lub zapuscic , przemalowac , modelowac , krecic , prostowac
paznokcie- wystarczy dbac smile ja mam obgryzki ale zawsze pomalowane big_smile
ubior- nie musisz miec drogich rzeczy . wazne zeby byly czyste i z gustem dopasowane. znam osoby ktore z lumpeksow takie ekstra rzeczy wyciagaja a potem wygladaja jak w nowych i to nadzwyczajnie wygladaja !!!
wydaje mi sie ze cos jeszcze nie napisalam ....
ale... trzeba naprawde na zycie spojrzec z innej strony. ma zazwyczaj jestesmy pesymistami a przeciez nie o to chodzi w zyciu. jak ktos widzi ze czlowiek non stop smutny chodzi i jak gbor to z taka osoba nie chce sie gadac

55

Odp: Myśli mroczne

Dzięki frytka, coś w tym jest, ale proste to to nie jest wink Mnie teraz wybija z równowagi sytuacja z chłopakiem. Dziś mi pomiędzy wierszami powiedział, że on nie ma czasu sie systematycznie spotykac, bo pracuje, i zebym byla bardziej wyrozumiala. A jak napisalam, ze znam takie osoby, co pracuja od rana do wieczora i jeszcze z checia by sie spotkaly po pracy i ze bede sie musiala powaznie zastanowic, bo on ma najwyraźniej inne priorytety, to on mi odpisal, ze jak to przemysle, to zebym sie odezwala i dodal "smutka buzke". Kazdej dziewczynie tutaj w takiej sytuacji napisalabym, zeby porozmawiala z takim chlopakiem, powiedziala, czego chce, a czego nie, a jak to nie poskutkuje, to zeby dala spokoj. Niby napisalam mu ze ja juz wiem, ze tego nie chce i ZEGNAM. Niby jes koniec, ale jak on sie odezwie, to sie zlamie, tak jak lamie sie "słaba kobietka" (pisala ostatnio o swoich problemach w watku "powiedzialam kocham, a on...". sad

Nie wiem kto* jak piszesz, jak piszesz o tym swoim zachowaniu milczącym i nieobecnym na imprezie rodzinnej u swojego faceta to mi sie przypomina jedna osoba z mojej rodziny, mniej wiecej w podobnym wieku, niedawno weszla do naszej rodziny. Zawsze mnie uderzalo to, ze wszyscy sie smieja, zartuja, usmiechaja sie do sibie, chocby z grzecznosci, a ona nic. Mina grobowa, nie zagada, o nic nie spyta. Ani razu mnie nie spytala nigdy o nic pierwsza, ani jak mi leci, ani co slychac (a jest starsza). Wiem, ze ma jakies problemy ze soba, ale teraz dopiero sobie uswiadomilam, ze to moze nie wynika z jej zlosci i wredoty, ale moze ona w srodku jest bardzo smutna i przygnebiona i tez o tym nie mowi nikomu...

Co do nauki Nie wiem kto*. Racka - skonczylam studia, ale uwierz mi, to byla droga przez mękę, caly ten okres edukacji. Ile wylanych lez, zalamek, checi rezygnacji przed kazdą sesja, a wczesniej w liceum. Normalnie sama sie dziwnie, ze przeszlam to. I mozes zmyslec, ze jestem pewniejsza siebie niz Ty, nie wiem, moze, ale wiesz co, mam tytul, ale czuje, ze sie kompletnie nie nadaje do zawodu, wiele razy mialam mysli, ze to nie to, ze ja sie na to nie nadaje kompletnie. I bardzo sie boje podjac p[racy. Najpierw bedzie staz, ktorego tez bardzo sie boje. I to jest taki moj problem z tym, co tez mnie czesto dobija i przytlacza. Ale sa tez lepsze chwile, kiedy jest jako tako i nawet w siebie wierze, jednak jest to jedna wielka hustawka. Nie mysl tak, ze sie nie nadajesz do studiowania. Studiuje sie dla siebie, a nie dla innch i nie po to by sie z innymi porownywac. Naprawde, uwierz.
Masz racje z tym snem, ze zbyt duzo to tez moze byc objawem...Hmm, wiec obie powinnysmy do lekarza pojsc jak najszyciej smile wink ;(
A zbieganiem , w ogole z ćwiczeniami wieczorem jest tak, ze tak przed 19 dobrze by bylo sie wyrobic, bo jak na niedlugo przed snem, to organizm jest pobudzony i nie zasnie sie. Sprobuj wczesniej. Ja tez cwiczylam osttanio troche w domu rozne brzuszki i takie tam, ale znow przestaalm tak jak Ty...
W ogole ciezko mi sie zabrac za pozyteczne rzeczy, bo tez tak jak Ty wciaz mysle, tylko o sprawach zwiazanych z tym chlopakiem, analizuje smsy, przywoluje w pamieci kazde slowo, mysle i mysle, i to nie pozwala nic zrobic, bo wpedza mnie w dol, nawet jesli wylaczam na chwile to myslenie, bo skupie uwage na czyms innym ,to czuje ze z glebi duszy wydobywa sie wielki smutek spowodowany przez tą sytuacje z nim. I to na powrot rozprasza moja uwage...

56

Odp: Myśli mroczne

Z bieganiem jest tak ze ja juz probowalam o różnych porach, moge byc zmeczona (i czesto jestem) ale nie zasne (mimo iz chce mi sie spac) albo zasne a obudzę sie w nocy.
Frytko kochana ,wiem ze chcialas pocieszyc ale napisalaś "...bardzo mi was szkoda ale i ja jestem nastolatka wiec wiem jaki to wiek ....jak go trudno sie przechodzi..." ...otóz ja nie jestem nastolatką-za 3 lata będe miala 3 z przodu a wiec jestem duzo starsza od Ciebie :)i przeszlam juz jednak ciut więcej niz Ty. Ale wiem ze pewnie masz tez jakies swoje problemy ( kto ich nie ma ech... ) poza tym czytając chocby mojego posta to niedoczytalas tego ze ja mam kogos przy sobie-mam faceta i mam przyjaciolke. Nie musze szukac nikogo innego. Samotnosc to cos innego, mozesz miec mase ludzi dookola siebie a i tak czuc sie sama. To przykre uczucie. I ja tak mam. Zdaje sobie tez sprawe z tego jakie inni ludzie mają problemy,straszne naprawde. Depresja bierze sie z czegos innego. To sprawa psychiki,słabej naprawde. Jak zaczyna wysiadac psycha-wali Ci sie wszystko. Problemem moim nie są : pryszcze jak to napisalas , paznokcie itd to zupelnie inna bajka. Ja nawet jak bylam nastolatką to tego typu problemy dla mnie nie istnialy. Caly czas we mnie siedzialo cos innego. Przed samobójstwem czesto hamuje mnie mysl ze to samolubne. Ze sa tu osoby ktore by tego nie przezyly. A wiem co to znaczy ból "cięcia" robilam to nie raz,ale jednoczesnie dawalo mi to siłę. Okaleczenie ciala..mhmm... bolalo jak diabli ale to nic. potem bylo tylko lepiej. To nie jest normalne. To wariactwo.teraz o tym pisze a jak przyjdzie ta chwila to nie mysle o niczym innym tylko o tym. Wiesz czemu czuje sie tez tak beznadziejnie? Wlasnie dlatego ze zdaje sobie sprawe z tego jakie inni ludzie maja problemy a ja? Nie wiem skad sie to wzielo ale nic na to nie moge na razie poradzic. Sama sobie to wyrzucam ,wstydze sie sama przed sobą i mimo tego ze chce cos zmienic-nie udaje mi sie. jestem po prostu zmeczona,i zyje sobie we wlasnym swiecie. Ale dzieki-chcialas pomoc. p.s. nie wiem czy czytalas moje wczesniejsze posty-moze bys bardziej cos zrozumiala smile . 3maj sie

57

Odp: Myśli mroczne

NotAgirlNotYetAwoman wybacz ze nie daje Ci zadnych rad ale naprawde nic juz nie wiem a moge tylko namieszac. Wszystko mi sie wali i nie chce dawac zadnych wskazowek.NIe mam nawet na to sily. Jedyne co moge powiedziec to jesli wiesz ze jak ten chlopak by sie do Ciebie odezwal a Ty bys sie złamala to porozmawiaj z Nim jednak,zreszta skoro bys sie zlamala to jednak Ci zalezy na Nim. Wiec moze warto pogadac. Powiedz mu wszyskto. Co Cie boli itd... . 3maj sie

58

Odp: Myśli mroczne

Te nasze chore analizy i szukanie dziury w calym naprawde potrafia wykonczyc i zniszczyc wszystko. Nie poddawaj sie temu. Moze masz jeszcze szanse na stworzenie z tym chlopakiem czegos nowego smile

59

Odp: Myśli mroczne

dziewczyny dziwie sie sama sobie ze tyle we mnie optymizmu... chyba jestem w ciazy... okresu nie mam juz tydz ... zadnych objaw ze go dostane. i ojciec dziecka nie odzywa sie do mnie. wrecz olewa. wylaczyl 2 nr telefonu.... nie mowilam mu o obawach ale dzis sie odwazylam i mu napisalam....ciekawe czy wlaczy te nr i czy cos odpisze. jutro po pracy smigam do apteki po test ciazowy...
szczerze mowiac jeszcze do mnie nic nie dochodzi ale juz plakalam... hmm czuje sie bezradna... zastanawiam sie nad usunieciem... ,mam wiele powodow....rodzicow mam z zasadami - ciaza nie przejdzie- wyzwia mnie a potem moze nawet wyrzuca.... mam ledwo platna prace... czuje sie wykorzystana i taka samotna ... samotna przyszla mama hmm juz nie kocham tego dziecka. nienawidze je...ale z drugiej strony boje sie ze moge potem zalowac usuniecia...
jutro test a czw rano na czczo sprawdzam... okaze sie

60

Odp: Myśli mroczne

Ej, to jeszcze nie znaczy, że jestes w ciazy ten tydz opoznienia.... a tak poza tym to pierwsza Twoja mysl, pierwsze slowa :"sama sie sobie dziwie, ze tyle we mnie optymizmu" - to znak, ze nie ma co usuwac jesli by sie tak okazalo, bo wiesz, jak juz sie dzidziusia ma, to sie nie zaluje ponoc, tylko pomimo np. tego, jaki jest ojciec, pomimo tego, ze go czasem nie ma, ze jest trudno itp, to pomimo tego, nie zaluje sie tego i jest ono jedna z wiekszych radosci, jak nie najwieksza zycia smile

Nie wiem kto* wcale nie oczekuje, ze bedziesz mi udzielac rad, nie mialabym sumienia Ci tak wykorzystywac wink, ja pisze o tych swoich problemach przy okazji, bo tez potrzebuje to z siebie wyrzucic. Chcialabym nauczyc sie sama porzadkopwac na odpowiednich polkach mojego umyslu takie rzecz...eh... Mam nadz, ze dzis w nocy bedziesz spala dobrze! A sni Ci sie cos, jak zmruzysz oczy? Bo ja to mam takie sny, ze czasem to wolalabym snic niz zyc:P science fiction normalnie wink

61

Odp: Myśli mroczne

Oj snią mi sie tak dziwne rzeczy ze jak sie budze to nie wiem co myslec, sny tak pokręcone ze nie wiadomo "co z czym sie je" ;p. Niektore straszne, niektore calkiem mile:). A dzis spalam w miare 5h jak na mnie to sporo. Od paru dni probuje sobie wszystko ułozyc, staram sie naprawde. Odrzucam negatywne mysli. Dzis ide biegac. Boję sie tego ze jesli to ChAD ( jak to pani psycholog stwierdzila)to to moze byc ten okres "normalnosci" a za chwile wszystko wroci z podwójną siłą i  nie będę miala na to wplywu...a malo to ja razy sie juz "ukladalam"? sad. Póki co ciesze sie ze jestem spokojna od kilku dni...tzn w miare spokojna smile

62

Odp: Myśli mroczne

Hello, ja dzis wstalam ok 9 - po prostu nie moge sama w to uwierzyc, mialam cos zalatwic na miescie i to mnie zmotywowalo, jednak sie okazalo, ze nigdzie nie musialam jechac heh. Nie wiem kto* Ty sie tak nie staraj na sile w "normalnosci" zyc, bo to Ci sie nie uda, jak tak bedziesz do tego podchodzic. Jak stawiasz sobie duze oczekiwania, to mozesz sie latwo zawiesc. Mi ktos kiedys powiedzial, zebym zaakceptowala to, jaka jestem, ze wszystkimi moimi sprzecznosciami, hustawkami itp... CHAD... a miewasz jakieś dłuższe okresy pobudzenia pomiedzy tymi zalamkami?

63

Odp: Myśli mroczne

Czasami są to okresy kilkudniowe, albo i kilku tygodniowe. Pożniej jest albo dół albo "normalnosc" . Ta choroba ma naprawde rózny przebieg, juz kilka osob powiedzialo mi ze ja naprawde mam takie dziwne stany , bo albo jestem az za bardzo wesoła, czasem sie smiejemy ze mam ADHD heh bo nie moge wysiedziec w miejscu i muszę cos robic i wtedy moge naprawde duzo  a za chwile taki dól ze wszystko jest bez sensu. Przeczytalam sporo artykułow na temat tego i duzo objawów mi sie zgadza niestety hmm. http://www.samo-zycie.iq24.pl/default.a … emat=46173 to jest dobra strona ale masz tego w necie bardzo duzo. Poczytaj jak masz ochote:). A co Tobie psyholog powiedzial  w koncu? Postawił jakas diagnoze? Bo skoro chodzisz na terapie...

64

Odp: Myśli mroczne

aha i ja mam tez chyba mały problem z alkoholem hmm. Tzn mam czasem takie okresy ze musze i koniec i potrafie sobie w domu przed komputerem w nocy wypic piwko albo troche wina i tak moge dzien w dzien pozniej przerwa pare dni i znowu. Niby moge sobie powiedziec - nie pij ale po paru dniach znowu zaczne zeby zapomniec hmm. Tylko to nie są duze ilosci zaznaczam! Ale są jednak hmm. Idąc do pubu ze znajomymi to nie ma mowy ze nie bede pila. Tylko tak wyluzuje i czasem robie głupoty tzn ja tak sobie mysle ze pozniej zachowuje sie jak debil a ludzie mowia ze przeciez nic takiego nie robilas bylo ok a ja mam kaca moralnego takiego ze hoho hmm w sumie po takich imprezach czuje sie duuuzo gorzej.

65

Odp: Myśli mroczne

lenka22 prawda jest taka - jeśli sama nie bedziesz chciała sobie pomóc nikt  Ci nie pomoże.Sama chorowałam na depresje -nerwicowo-lękową.Wszystkiego się bałam,rano nie chciało mi się zejść z łózka
i ryczałam zupełnie bez powodu.Dziś pracuje,nie boje się ludzi ,zachwycam się śpiewem ptaków a pewne rzeczy jak np;nadchodzącą zimę której  nie znoszę- biorę na przeczekanie.Wiem że warto czekać na wiosnę i znów będzie cudownie.
   Chciałabym abyś miała świadomość że to Twoje myśli są przyczyną tak złego samopoczucia.Spróbuj jutro rano wstać i powiedzieć sobie "dziś będzie dobry dzień"
    Piszesz że nikt Cię nie docenia -a prawda jest taka że najpierw ty musisz sama się docenić,dać sobie wsparcie czy pocieszenie.
    Kiedy powiesz sobie "idę do sklepu" i usłyszysz wewnętrzny głos który będzie Ci podpowiadał "a będziesz szła,pogoda brzydka taka" tupnij nogą i powiedz " a właśnie że pójdę" Bierz parasol,ciepły szalik i śmigaj...
   Małymi kroczkami.Uśmiechnij się do osoby w lustrze powiedz jej coś miłego...Powodzenia
   

'

Posty [ 1 do 65 z 83 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026