Moja historia może się wydać dość powszechna w dzisiejszej dobie internetu.. A jednak pozwolę sobie ją Wam opowiedzieć:)
Będąc już na studiach, poznałam przez internet chłopaka. z którym jakiś czas później się umówiłam. Nie była to miłość od pierwszego spojrzenia w realu:) Jednak jakiś czas przetrwała. Po jakimś czasie ów kolega poprosił mnie, abym zrecenzowała tylko dla niego serwis randkowy, którego on był autorem. Miałam tam spojrzeć typowo damskim okiem na kolorystykę, układ itp. Zalogowałam się, dostając na starce konto premium, najlepsze, mające najwięcej funkcji. Podpowiadałam mu co ma zmienić, jak poprawić wygląd itp. No i któregoś dnia weszłam na konto pewnego chłopaka, który miał cudowne zdjęcia- pomyślałam "O, romantyk z kwiatami" i tego samego dnia napisałam mu maila, że ma świetne zdjęcia. I tak się zaczęło.. Potem była przerwa na ok 2 miesiące.. Ja wróciłam z praktyk i się do niego odezwałam. Łączyły nas maile poruszające problemy egzystencji, życia.. W końcu dałam mu mój nr tel. Zaczęły się smsy, telefony.. Pamiętam, gdy zadzwonił do mnie po raz pierwszy.. Padało u niego i słyszałam jak deszcz odbija się o asfalt po którym szedł. W końcu po wielu rozmowach, zdecydowaliśmy się na spotkanie. Rzuciliśmy się na głęboka wodę, ponieważ mieszkał 300 km ode mnie, więc musiał u mnie spać. Jednak nie obawiałam się tego, ufałam mu.. Zaryzykowałam. Od roku jesteśmy razem. Moja teoria o związkach na odległość jest zupełnie inna niż większości kobiet. Owszem, były chwile, gdy nie widzieliśmy się 3 tygodnie, ale to w pewien sposób cementowało nasz związek. Teraz planujemy jego przeprowadzkę do miasta, w którym ja studiuję i mieszkam. Obecnie nasza sytuacja wygląda tak,że bywamy u siebie na weekendy, nasi rodzice już się poznali.
Portal internetowy, który nas połączył, szczyci się naszym związkiem, promując naszą historię na łamach swojego serwisu. Mnie to nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie, chcę, żeby ludzie widzieli w tym wszystkim sens. Zaryzykowałam, opłaciło się.. Ale najpierw musiałam zdobyć pewność, ze warto, musiałam usłyszeć głos serca..
I udało się:) Miałam szczęście i wszystkim tego życzę:)