Hej
Zwracam się do Was z kolejnym problemem, a może nie tak do końca z kolejnym, pewnie niektóre z Was również on dotyczy.
Muszę na samym początku stwierdzić, że to będzie dość długa histora, bo chcę żebyście wszystkiego się dowiedziały i same spojrzały na to z boku, może coś mi doradzając przy okazjii.
Chodzi o to, że jakiś czas temu przeszło miesiąc poznałam fajnego faceta na jednym z portali randkowych. Najpierw pisalismy na tym portalu, potem przeszliśmy na gg, nastepnie były SMS. Świetnie nam sie pisało i gadało, mamy podobne podejście dożycia i jesteśmy obydwoje po przejściach ( a dokładniej po rozwodach).
Po bodajże tygodniu pisania na gg spotkalismy się, muszę przyznać, że jak tylko zobaczyłam Jego zdjęcie na tym portalu randkowym to od razu coś we mnie tknęło. Po prostu super facet. Pewnego dnia zaproponował spotkanie a ja oczywiście się zgodziłam. Bardzo się tremowałąm na samą myśl, wcześniej spotkałam się z kilkoma facetami z podobnego portalu, ale jakoś tak podchodziłam do tego z dystansem, nie denerwowałam się zbytnio, podchodziłam do tego, jak do czegoś zupełnie normalnego. Ale z NIM było zupełnie inaczej, od samego początku kiedy usłyszałam Jego głos (taki męski i sexowny) serce zaczęło mi szybciej bić. Nie wiem co się stało, dlaczego tak się tremowałam, nawet rajstop nie mogłam w spokoju nałożyć (hihihi). Ubrałam się najładniej jak tylko mogłam, w sukienkę obcasy. Chciałam żeby mu szczena opadła z wrażenia.
Jak dojeżdżałam do umówionego miejsca (bo spotkaliśmy się w moim mieście) to emocję wzrosły chyba do zenitu. Muszę powiedzieć, że zupełnie inaczej wyglądał na tych zdjęciach, był przeciwieństwem, ale mimo tego nie zraziłam się, wręcz pzreciwnie, coś mnie ciągnęło do NIego jeszcze bardziej. Na samym początku aż mi się głupio zrobiło, zapytał, co się tak odszczeliłam jak na wesele (heheh) dobre co? Pomyślałam, no OK, i zaczęłam się z tego śmiać. Wzbudził we mnie jakieś takie dziwne uczucie, sama nie umiałam tego nazwać. Poszliśmy na spacer do parku, potem na kawę. Siedząc obok siebie on kilka razy delikatnie niby przypdakiem dotknął moich włosów itd. Było mi bardzo miło z tego powodu, miał zimno na ustach, więc nie próbował mnie pocałować. Gdy tak siedzieliśmy powiem szczerze, odebrało mi mowę, nie wiedziałam co mam mówić, ON również był bardzo speszony, bo było widać to po NIm, ale po mnie jeszcze bardziej. Ja osoba na ogół rozgadana, zachowywałąm się tak dziwnie, że wogóle to nie byłam ja.
Na tym spotkaniu, randce było fajnie, wkońcu przełamaliśmy lody i dobrze Nam się rozmawiało o wszystkim i o niczym. POtem odprowadził mnie do auta i pocałował delikatnie w policzek chyba przez to zimnoooo, kurcze, to mi bardziej jeszcze imponowało w Nim, ponieważ na ogół faceci pierwsze co to chcieli się lizać, a nie zawsze ja miałąm na to ochotę.
Zapytał się również wtedy, czy mam ochotę na drugie spotkanie, ja na to że pewnie. Już się nie mogłam doczekać. Jeszcze nie dojechałąm dobrze do domu, a miałąm tylko 5 km, a On 40 a już dostałam od Niego sms, że dojechał i żebym się nie marwtiła. Potem wieczorem pisaliśmy jeszcze na gg i On mi wtedy napisał, że jestem aniołem bo natchnełam Go nowym życiem. Z tego co mi mowił, to 2 lata był sam i porwała Go praca w zupełności, a pracował jako ochroniarz.
Wogóle zaczełam o Nim myśleć coraz częściej i częściej. Potem jeszcze kilka razy psialiśmy SMS do siebie, ale kontakt się urwał z Jego stronyyyy. Ja byłam bardzo wkurzona, bo myślałam, że mnie po prostu olał i tyle. POtem za jakiś czas z mamy swojej telefonu napsiał mi SMS, że był w szpitalu, bo w pracy został pobity i wylądował w szpitalu a telefon miał swój uszkodzony. I wtedy spytał się czy jesteśmy razem, czy już Go odpaliłam i nie ma szans. Ja na to, że są szanse, bo ja równiez tak myślałam, że to on mnie ma gdzieś. Ale w tym czasie juz się nie odzywał do mnie codziennie, jak wcześniej, tylko co 2 lub co 3 dni, co mnie bardzo złościło. Nie pisaliśmy wtedy na gg, bo jak mówił był bardzo opuchnięty i źle się czuł. Ja w to nie wątpiłam. Chociaż miałą gorsze dni, kiedy sądziłam, że On się po prostu mną bawi. On twierdził, że jak tylko dojdzie do siebie to mi wszystko wyjaśni i będzie tylko dla mnie. Wtedy też pisałam do Niego czasami na Jego mamy tel, bo tamten miał uszkodzony i raz zdarzyła się sytuacja, że jak odpisałam mu na Jego sms, to potem napsiała do mnie Jego mama, że On się kąpie i że bardzo pozytywnie o mnie mówił i że wszystko będzie OK. Ja byłam w siódmym niebie i znowu jak było dobrze, to potem cisza i tak non stop.
Już po mału doszedł do siebie i jak kiedyś dzwonił to mieliśmy się spotkać bo jak mówił bardzo stęsknił sie za mną a ja za Nim. Juz nawet sobie bluzkę kupiła nową na to spotkanie i znowu pechhhh. 2 dni po tym telefonie, napisałam do Niego sms, mówie, raz kozie śmierć, nie chciałam, żeby sobie pomyślał, że jestem nachalna, ale nie mogłam już wytrzymać. I wtedy zadzwoniła do mnie Jego mama i powiedziała, że On jest znowu w szpitalu, bo bardzo słabo się czuł. Powiedziała, że On jej kazał do mnie zadzwonić i poinformować mnie o tymmmm. Przestraszyłam się i bałam o Niego. wcześniej wiedziałam, że chce zmienić pracę, że teraz jak ma mnie, to nie chce już być ochroniarzem i powiedział kiedyś również, że liczy się z moim zdaniem.
Sama nie wiem, jak mam to odczytywać, z jednej strony chyba mu troszkę zależy na mnie, a z drugiej sama nie wiemmm, pech nas prześladuje.
Jego mama powiedziała, że leży On na 2 piętrze i tam nie ma zasięgu, więc mówie sobie Ok, nie będę w takim razie dzwonić, ale SMS mogę napisać. Wczoraj spróbowałam zadzownić do Niego i sygnał był normalny więc nie wiem co jest grane, czy On to robi specjalnie, czy jak. Ja juz pomału wariuję, bo nie wiem czy mu zależy na mnie, On twierdzi że tak, ale wiecie jacy są faceci, ja po moich doświadzceniach boję się zaufać i nie chcę potem cierpieć.
Problem polega na tym, że zaczęło mi już na Nim zależeć, cały czas o Nim myślę i zastanawiam się co On ma w głowie, o czym myśli, czy o mnie....
wczoraj znowu pisałam z Jego mamą, napisała mi SMS po tym jak jej napisałam, co się z Nim dzieje i czy mu już lepiej. Ona mi odp, że wszystko jest w porządku i że jutro czyli dzisiaj może uda im się zejść na dół to zadzwoni do mnie z jej tel, ale wiecie co ja w to nie wierzę, że tak będzie. Bo kiedyś juz tak miaąło być, miaął zadzwonić, odezwać się na drugi dzien i nic cisza tylko była.
Napisałam Jego mamie, żeby się Go spytała, czy jest mozliwości i czy chce, żebym Go odwiedział, ja Go nie chcę sprawdzać, ja po prostu chcę Go zobaczyć, tęsknie za Jego uśmiechem i oczami.
Ona mi odp, że On nawet nie chce, żeby Jego koledzy Go odwiedzili, więc pewnie też nie będzie chciał, żebym i ja Go odwiedziała.
Kurcze, myślałałam, że się spotkamy w tym tygodniu, a tu nici, bo pewnie zostanie w szpitalu na wekend, a nawet jak nie, to pzrecież nie będzie do mnie jechał 40 km, jak dzien czy dwa źle się czuł.
Wiem, że to była długa opowieść i przepraszam jak Kogoś nią zanudziłą, ale proszę o jakieś porady, co ja mam robić?
A Jego mama jeszcze mi napisała cytuję: Proszę o troszkę cierpliwości niech mi Pani uwierzy, a wszystko bedzie OK"
Plis poradźcie mi coś, co o tym wszystkim sadzicie, czy jest szansa, żebyśmy byli razem.