netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Czy dać sobie wreszcie spokój?I pogodzić sie, że bede sama

26 odpowiedzi6 591 wyświetleńzałożony przez majka555, 28.07.2017

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy dać sobie wreszcie spokój?I pogodzić sie, że bede sama

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 27 ]

1

Temat: Czy dać sobie wreszcie spokój?I pogodzić sie, że bede sama

Mam 33 lata i strasznie beznadziejną, pustą, nijaką historie życiową za sobą. Nigdy nie byłam w żadnym związku. Poza jakimiś spotykaniami się z facetami, moje najdłuższe relacje trwały miesiąc. Podobno byłam, może jestem atrakcyjną kobietą, tak mi przynajmniej mówili mężczyzni, których spotykalam, ale dziś juz sie zastanawiam czy to wszystko to nie była jakaś ściema.Spotykałam się z facetami, oni mi mówili, że im sie podobam, czasem, że jestem fajna, czasem, że mnie lubią, czasem że jest między nami jakaś chemia i albo znikali albo pospotykali się ze mną jeszcze kilka razy i dopiero znikali. Mówiąc mi, że jednak to nie to. Zdarzały się przypadki, że to ja rezygnowałam. Zawsze chciałam spotkac, tak jak chyba każdy, tylko prawie każdemu się to udało, cos normalnego, takiego zwyczajnego spodobaliśmy się sobie, poznajemy się, polubilismy się, coś zaiskrzyło, dalej się spotykamy, dalej się poznajemy i po prostu ze soba jesteśmy, bo nam jest fajnie razem itd itd. No tak zwyczajnie bez jakiejś nawet nadmuchanej miłości, tak po prostu wyszło, dopasowaliśmy się. Tak jak u wszystkich. U mnie tak nie było. wszystko się rwalo, czasem nawet nie wiedziałam dlaczego, wydawalo mi się, że było ok, a oni mi nagle oświadczali, że to jednak nie to i oni już sie nie chcą więcej spotykać. A ja z każdym kolejnym przypadkiem coraz bardziej się zastanawiałam o co chodzi, co jest ze mna nie tak, dlaczego nikt nie chce ze mna być, dlaczego wszystkim się to udaje, a mnie nie. Ludzie poznawali się w różnych okolicznościach czasem to był strzał od początku, taka mega chemia, mega podobanie się sobie, czasem tak zwyczajnie, że po prostu się lubili, czasem nawet zaczynało się od seksu, czasem od tego że nic wielkiego na poczatku nie było, ale po jakimś czasie przekonywali się, że jednak jest ok, czasem to chłopak wystarał się o dziewczyna, która na poczatku go nie chciała albo na odwrót. A w moim przypadku nic no nic, jakiego sposobu bym nie spróbowała, po chwili słyszałam absolutne nie i nawet nie było rozmowy, że może się jeszcze spotkamy albo chociaż na żywo mi to powiesz, kategoryczne nie. Że im się podobam, że mie lubią, ale to nie to. Kiedy zblizyłam się do 30 i wszystkie koleżanki i koledzy się wykruszyli, a ja ciągle byłam sama i ciagle szukałam, a moi znajomi mnie co jakiś czas dopytywali, szczególnie koledzy o co kaman?Kiedy wyjdę za mąż kiedy sobie kogos znajde?Niektórzy mi sugerowali, że chyba jestem taką księżniczką, która nikogo nie chce.Poziom frustracji oczywiście sięgnął zenitu. Zmieniałam siebie, zmieniałam sposoby, że to się wreszcie udało. Czasem zonaci koledzy albo faceci, których znałam kiedyś odzywali sie i proponowali mi seks, co mnie jeszcze bardzo wkurzało i upokarzało, bo ja nawet nigdy dziewczyna do seksu nie byłam.To o co chodzi z tym seksem myslałam. Po 30tce było chyba nawet lepiej niż przed, w sumie nadal cieszyłam sie jakims zainteresowanie męzczyzn, ale nadal przychodzli albo gdzies mnie poznawali, oświadczali mi jak bardzo to im sie podobam, że mnie lubią, czasem jaka to wielka chemia jest miedzy nami, a chwile pozniej,że nic z tego nie bedzie, bo oni jednak nic do mnie nie poczuli, albo że jednak tej chemii nie było między nami, albo że cos im tam nie pasuje w moim charakterze. Często słyszałam na koniec, ale jakbys chciała seks, to bardzo chętnie. W koncu postawiłam sobie ten związek za punkt honoru, juz nawet nie małżeństwo, ale ten związek, żeby być normalną, mieć tak jak inni, albo żeby ktos cos wreszcie do mnie poczuł, przeciez musi byc taka jedna osoba na świecie myslałam, że obydwoje nawzajem coś do siebie poczujemy. I uwikłałam się w zeszłym roku w jakąs historie na odległość, spotkałam te osobe kilka razy, ale znajomość trwała aż rok niestety. I serio pomysłam, że jest wreszcie, wreszcie to jest ta właściwa osoba, tym bardziej że ona wydawała się być mną tak samo zafascynowana jak ja nią. Potem jak to zwykle u mnie bywa, wszystko zaczęło słabnąć, ale ja ciągle nie dopuszczałam tej mysli do siebie, bo przecież na poczatku było tak super, myslałam to nie mogło zniknać, nie tym razem, przeciez powiedzieliśmy sobie tyle miłych słów, nigdy nie spotkałam osoby, do której wydawało mi się, że tak pasuje i ta osoba też mnie zapewniała, że to może byc coś wyjatkowego. W końcu zaczął mi proponować tylko seks, twierdząc że mu sie bardzo podobam i dlatego, a w koncu że on jednak pomylił chemie i myslał, że to była taka ogólna chemia, a to jednak była tylko chemia do seksu, a on żeby z kimś byc musi cos do kogos czuc.
Wiem głupia historia, ciagle to samo, ale u mnie niestety ten sam scenariusz powterzał się przez całe życie.
No i nie wiem czy ja sie po prostu do związku nigdy nie nadawałam, no po prostu nie miałam tego czegoś w sobie, że z jakichś przyczyn nie byłam osobą, z którą mozna było byc. Czy miałam takiego pecha. Czy miałam zbyt duże wymagania i nigdy tak naparwde nie podobałam się tym facetom. Czy od początku chcieli tylko seksu i wciskali mi te wszystkie kity albo wciskali mi je zupełnie bez powodu. Ale żeby nikomu nigdy nie pasował mój charakter, skoro zaczynało sie normalnie?To co ja mam takiego nieakceptowalengo w tym charakterze, że nie dało się do mnie nic poczuć?
Zawsze wydawalo mi się, że jestem  normalną dziewczyną, nie odbiegają szczególnie od koleżanek i kolegów, mam znajomych, jestem chyba sympatyczna, mam fajna prace, da sie ze mną poimprezować, jestem chyba inteligentna, raczej życzliwa, no taka jakby normalna dziewczyna, to o co chodziło z tymi uczuciami, z tym brakiem chemii i ewentualnym seksem?
Dzisiaj już mi się wszystkiego odechciało, nie chce juz żadnych związków, nie chce żeby ciagle ktoś mnie ranił, nie chcą tych ciagłych rozczaorwań, tego zastanawiania się co jest nie tak. Bo cos jest i koniec i tego sie po prostu nie da zmienic. Troche mi szkoda, że te wszystkie historie zabiły we mnie taką otwartość, wiare, optymizm. I nawet nie wiem czy kiedykolwiek chciałabym to odzywskiwać.
Wiem glupia historia

2

Odp: Czy dać sobie wreszcie spokój?I pogodzić sie, że bede sama

troche to streszcze, bo może ciężko sie czyta takie "wypociny", tym bardziej kiedy ciągle w nich jest to samo i nic konstruktywnego.
Czy pogodzić sie z tym, że bedę sama, przestać szukać związku, normalności, oczekiwac jakichś uczuć, takiej normalnej relacji, bo może ja nigdy do związku nie pasowałam?bo przecież gdybym pasowała i miała to w sobie, to obojętnie czy miałam zbyt wysokie wymagania czy jakakolwiek byłaby sytuacja tych ludzi itd, to to by sie udawało, tworzyło, samo, tym bardziej kiedy ci ludzie byli na poczatku zainteresowani.
Więc albo taka jest moja droga życiowa i tak ma być, ale faktycznie ja sie taka urodziłam, w sensie, że nie nadaje sie do związku, w sensie nie mam tego czegos w sobie i to jest niemozliwe, żeby ktos cos do mnie czuł.
Czy przestać tego oczekiwać, porównywać się do innych, mysleć, że to nienormalne itd tylko skoncentrować się na tym, że z obiektywnego punktu widzenia, wszystko ze mną w porządku i zapomnieć o tej całej przeszłości i innej wizji wszystkiego?
Brać to co jest i nie mysleć, nawet relacje seksulane oczywiście z osobami, które mi sie podobaja, pokorzystać z jakiejś swojej atrkacyjności fizycznej, bo nic innego z tego sie wydobyć nie da?
Nie mam juz siły ciagle się zawodzić, mysleć o co chodzi i że to jakieś nienormalne.
Tylko boje się, że ja jednak oczekiwałam i ciagle gdzieś tam oczekuje czegos innego i to wszystko bedzie trudno wykonalne, a potem może być jeszcze gorzej

3

Odp: Czy dać sobie wreszcie spokój?I pogodzić sie, że bede sama

A ja mam inny problem, parę razy się w życiu sparzyłem i teraz nie potrafię się zakochać, pojawiają się różne dziewczyny w moim życiu i bardzo bym się chciał w którejś zakochać, a nie umiem i na żadnej mi nie zalezy, kręcą mnie fizycznie i tyle. I tak sobie żyję z dnia na dzień.

Może właśnie masz pecha i na takich zrypanych facetów jak ja trafiasz?

4

Odp: Czy dać sobie wreszcie spokój?I pogodzić sie, że bede sama
majka555 napisał/a:

troche to streszcze, bo może ciężko sie czyta takie "wypociny", tym bardziej kiedy ciągle w nich jest to samo i nic konstruktywnego.
Czy pogodzić sie z tym, że bedę sama, przestać szukać związku, normalności, oczekiwac jakichś uczuć, takiej normalnej relacji, bo może ja nigdy do związku nie pasowałam?bo przecież gdybym pasowała i miała to w sobie, to obojętnie czy miałam zbyt wysokie wymagania czy jakakolwiek byłaby sytuacja tych ludzi itd, to to by sie udawało, tworzyło, samo, tym bardziej kiedy ci ludzie byli na poczatku zainteresowani.
Więc albo taka jest moja droga życiowa i tak ma być, ale faktycznie ja sie taka urodziłam, w sensie, że nie nadaje sie do związku, w sensie nie mam tego czegos w sobie i to jest niemozliwe, żeby ktos cos do mnie czuł.
Czy przestać tego oczekiwać, porównywać się do innych, mysleć, że to nienormalne itd tylko skoncentrować się na tym, że z obiektywnego punktu widzenia, wszystko ze mną w porządku i zapomnieć o tej całej przeszłości i innej wizji wszystkiego?
Brać to co jest i nie mysleć, nawet relacje seksulane oczywiście z osobami, które mi sie podobaja, pokorzystać z jakiejś swojej atrkacyjności fizycznej, bo nic innego z tego sie wydobyć nie da?
Nie mam juz siły ciagle się zawodzić, mysleć o co chodzi i że to jakieś nienormalne.
Tylko boje się, że ja jednak oczekiwałam i ciagle gdzieś tam oczekuje czegos innego i to wszystko bedzie trudno wykonalne, a potem może być jeszcze gorzej

Trudno powiedzieć, powodów może być kilka, albo coś w Tobie nie tak, albo masz pecha, albo jescze nie trafiłaś - mówię powodów tysi ące.
Myślę, że nie warto tracić nadziei ani się zamykać, na zasadzie zawsze będę sama, ale tez nie nastawoać się, że na pewno zaraz kogoś poznam.
Nie wiem co Ci doradzić.
Na pewno nie porównuj się do innych, na zasadzie , że oni kogoś mają a Ty nie, bo To cie pognębi.

5 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2017-07-28 13:40:35)

Odp: Czy dać sobie wreszcie spokój?I pogodzić sie, że bede sama

A Ty jak postrzegasz swoją atrakcyjność?  Czy jest w Tobie choć minimalny seksapil ? Ogień , który powodowalby szybsze tętno u mężczyzn? Dużo pewnosci siebie i samoakceptacja?  Czy raczej taka z Ciebie spokojna, miła,  sympatyczna, ale i troszkę wycofana, zamknięta w sobie dziewczyna?  Nie zawsze, ale czesto trzeba wyjść naprzeciw, dać cos z siebie, przekonać że się chce, poflirtować , pokusić.  Może tu leży problem? Jak z Twoim stylem ubierania? Wiele jest w telewizji programów o metamorfozach i niejednokrotnie uczestniczą w nich tzw. " szare myszki" przeobrazajace się w piekne, pociągające kobietki. Może warto spróbować tu coś zmienic, ulepszyć? Choć zgadzam się z powiedzeniem, że " przyciąga się wygladem, zatrzymuje charakterem" , pierwsze wrażenie jest ważne,  ale i do utrzymania  relacji potrzeba wiele, a i to pod warunkiem trafienia w miarę wlasciwego człowieka.

6

Odp: Czy dać sobie wreszcie spokój?I pogodzić sie, że bede sama

Nie sądze, żebym potrzebowała jakiejś metamorfozy, wygląd to chyba najlepsze co zawsze miałam. Do tego go podkreslam. i często słysze, że jestem seksowna no i te notoryczne propozycje seksu, które mnie też zadziwiają. Chociaż może to i lepiej, że mam cokolwiek, gdybym nie miala juz zupełnie nic. No chyba, że ci faceci kłamią, że im sie podobam. Ja po prostu nie mam niczego więcej, do mnie sie nie da niczego poczuć. I to nawet nie chodzi też o moje cechy charakteru, bo ci faceci zgadzają się ze mną, że jestem inteligentna, dobra, sympatyczna, że mnie lubią itd. Ale szczerze mówiąc to moge sobie być jaka chce, totalnie. i tak każdemu czegoś we mnie zabraknie, jednemu tego, drugiemu czegoś innego, finalnie sprowadzi się to do tego, że moge sobie byc najfajniejsza na świecie, mieć wszystkie najfajniesze cechy tego świata, to po prostu nie jestem ja. tego sie nie da na poziomie logicznym wytłumaczyć. i to nawet nie chodzi o to, że jestem taka fajna z wyglądu czy z charakteru czy cokolwiek, ale jesli sie komus spodobałam i mam obiektywnie jakies tam atuty w osobowości, to przecież powinno sie to zazebiać, nie z tą to z inna osobą, a sie nigdy nie zazebia, że tak powiem. do mnie sie po prostu nie da niczego poczuć, ja tego nie mam w sobie

7

Odp: Czy dać sobie wreszcie spokój?I pogodzić sie, że bede sama

A jestem różna raz pewna siebie raz nie, raz śmiała, raz niesmiała, raz zamknieta, raz otwarta. Na pewno po tych wszystkich historiach straciłam na pewności siebie, szarą myszką nigdy nie byłam. raczej otwartą, raczej pewną siebie osobą na pozór. do mnie się po prostu nie da niczego poczuć, na tym emocjonalnym, nienazwanym poziomie, którego nie można wytłumaczyć, ktory sprawia, że coś cie ciagnie do tej osoby, ale nie do jej seksulaności, tylko do niej całej, żeby z nią być, rozmawiać, śmiać sie, jakakolwiek by ona nie była, jakiekolwiek by miała zalety lub wady. do mnie sie tego nie da poczuć i to jest caly problem, który chyba trzeba po prostu zaakceptować

8

Odp: Czy dać sobie wreszcie spokój?I pogodzić sie, że bede sama

Jesteś sobą. Tak po prostu. I młoda, 30-tka to nie dramat. Spokojnie, chcesz, czy nie spotkasz kogoś.

9

Odp: Czy dać sobie wreszcie spokój?I pogodzić sie, że bede sama

A czy myslicie, że przynajmniej w przypadku tych osób, które po jakimś czasie proponowały mi seks, np w przypadku ostatniej znajomości tej na odległosć, która trwała rok i w ogóle tam gdzie po jakims czasie , ale w sumie krótkim facet proponuje ci seks, to może byc tak, że ty sie tym facetom nawet z wyglądu nie podobasz i od początku im sie nie podobałaś i dlatego proponują ci seks i te wszystkie wczesniejsze gadki o podobaniu się, o chemii itd, to była taka ściema dla seksu?i nawet podobania się fizycznego tu nie było?czy żeby chciec z kimś uprawiać seks facetowi raczej faktycznie podoba sie fizycznie kobieta tylko np naprawde nic do niej poza tym nie czuje?

10

Odp: Czy dać sobie wreszcie spokój?I pogodzić sie, że bede sama

A ja mam do Ciebie autorka pytanie... jesteś dziewicą?

11

Odp: Czy dać sobie wreszcie spokój?I pogodzić sie, że bede sama

Ok bez głupich pytan dobrze:) bo robi sie śmiesznie. jeszcze jakby ktos mi mógł odpowiedzieć na moje ostatnie pytanie dotyczące seksu i fizycznego podobania się. we mnie sie po prostu nie można zakochac, ale nie jestem totalnie rąbnieta.

12

Odp: Czy dać sobie wreszcie spokój?I pogodzić sie, że bede sama

Po prostu nie nadaje sie do związków ale czy każdy musi. Faceci maja tu na pewno latwiej. Bo oni mają przyzwolenie na bycie samemu.Na niezobowiązujący seks itd.

13

Odp: Czy dać sobie wreszcie spokój?I pogodzić sie, że bede sama

Myślę, że w większości przypadków jest tak, że jak facet mówi, że chciałby cię bzyknąć to musisz mu się podobać. Oczywiście są też przypadki takie, że weźmie co mu się nawinie i nie będzie zabardzo wybrzydzał - jak to się mówi - "ku chwale ojczyzny" wink ale raczej są to odosobnione przypadki. Jeżeli miałaś kilka takich propozycji to nie jest możliwym aby wszyscy ściemniali co do oceny twojego wyglądu. Któremuś z nich na prawdę musiałaś się spodobać rzeczywiście i dlatego wystosowali taką odważną propozycję tongue
Jeżeli chodzi o mnie to nie było by mowy o tym aby gzić tongue się z kimś kto mi się nie podoba, no tak aby tylko odhaczyć (blee) big_smile

14

Odp: Czy dać sobie wreszcie spokój?I pogodzić sie, że bede sama

Czemu głupich? Wachlarz "samców" oferuje Ci seks bez zobowiązań a Ty chcesz jak w bajce... big love i takie tam. Stąd moje pytanie... ani podchwytliwe, ani złośliwe. Jesteś dziewicą?

15

Odp: Czy dać sobie wreszcie spokój?I pogodzić sie, że bede sama

Jeżeli już "koncert życzeń" to zapytam się czy nie jesteś przypadkiem "przy kości"? tongue Albo czy nie powiedziałaś nam, że masz też dziecko na wychowaniu?? wink

16

Odp: Czy dać sobie wreszcie spokój?I pogodzić sie, że bede sama

Nie jestem przy kości, jestem zgrabna, nie mam dziecka. Jedyne co mi dolega, to że do mnie nie da sie niczego poczuć. Ale chyba sie z tym godze i nawet to przestaje byc aż takie straszne. W końcu uczucia i to, żeby komus na mnie zalezało i wszystkie te romatyczne partnerskie rzeczy, to nie jedyne czym człowiek żyje, co nie znaczy że nie może być szczęsliwy, niekoniecznie żyjąc zupełnie w pojedynke. Chociaż natura stworzyła, nas co do zasady do pary, ale pewnie i tu są wyjatki i niektórych stworzyła troche inaczej. Dzięki za odpowiedzi

17

Odp: Czy dać sobie wreszcie spokój?I pogodzić sie, że bede sama

Sorry Autorka ale pi*przysz 3po3.

Nikt nie będzie zainteresowany Tobą dopóki nie ogarniesz siebie samej. W tej chwili skamlasz jak mały "reksio" czekający na kolację. A desperacja i "zazdrość" o to, że innym się udało a Tobie nie lub też widmo "samotności" w Twojej głowie jest wyczuwalna na kilometr.

Po tych kilku Twoich wpisach - ja, nie chciałbym być z Tobą (pomijam tu Twoje stwierdzenie, że niezła "d*pa" z Ciebie). Bo dla mnie jesteś "miałka". I pewnie to wyczuwają faceci uderzający do Ciebie.

18

Odp: Czy dać sobie wreszcie spokój?I pogodzić sie, że bede sama
majka555 napisał/a:

Nie jestem przy kości, jestem zgrabna, nie mam dziecka. Jedyne co mi dolega, to że do mnie nie da sie niczego poczuć. Ale chyba sie z tym godze i nawet to przestaje byc aż takie straszne. W końcu uczucia i to, żeby komus na mnie zalezało i wszystkie te romatyczne partnerskie rzeczy, to nie jedyne czym człowiek żyje, co nie znaczy że nie może być szczęsliwy, niekoniecznie żyjąc zupełnie w pojedynke. Chociaż natura stworzyła, nas co do zasady do pary, ale pewnie i tu są wyjatki i niektórych stworzyła troche inaczej. Dzięki za odpowiedzi

Nie chcę Cie martwić, ale jak tak będziesz o sobie myślała, to tak się ma szansę stać.

19

Odp: Czy dać sobie wreszcie spokój?I pogodzić sie, że bede sama
majka555 napisał/a:

Nie jestem przy kości, jestem zgrabna, nie mam dziecka. Jedyne co mi dolega, to że do mnie nie da sie niczego poczuć. Ale chyba sie z tym godze i nawet to przestaje byc aż takie straszne. W końcu uczucia i to, żeby komus na mnie zalezało i wszystkie te romatyczne partnerskie rzeczy, to nie jedyne czym człowiek żyje, co nie znaczy że nie może być szczęsliwy, niekoniecznie żyjąc zupełnie w pojedynke. Chociaż natura stworzyła, nas co do zasady do pary, ale pewnie i tu są wyjatki i niektórych stworzyła troche inaczej. Dzięki za odpowiedzi

Mówią, że łabędzie to łączą się w pary big_smile

Harvey napisał/a:

Sorry Autorka ale pi*przysz 3po3.
Nikt nie będzie zainteresowany Tobą dopóki nie ogarniesz siebie samej. W tej chwili skamlasz jak mały "reksio" czekający na kolację. A desperacja i "zazdrość" o to, że innym się udało a Tobie nie lub też widmo "samotności" w Twojej głowie jest wyczuwalna na kilometr.

Nie wiem czy można nazwać cokolwiek u autorki desperacją. W tym akurat chyba jest mocna bo nie bierze byle kogo. Zapewne ma potrzeby ale nie jest w stanie przemóc się aby wziąc kogoś jedynie do seksu. JEżeli ona jest zdesperowana to jak nazwać autorki tych wszystkich (dla mnie) śmiesznych - toksycznych związków?
A czy zazdrosna. Wg. mnie też raczej nie. Innego słowa bym użył ale właśnie zapomniałem i nie napiszę tongue big_smile

Harvey napisał/a:

Po tych kilku Twoich wpisach - ja, nie chciałbym być z Tobą (pomijam tu Twoje stwierdzenie, że niezła "d*pa" z Ciebie). Bo dla mnie jesteś "miałka". I pewnie to wyczuwają faceci uderzający do Ciebie.

Ja to właśnie pisałem w ostatnim takim wątku gdzie autorka prawie, że w podobnym wieku była (wkońcu bana otrzymała) Niby super laska a nikt jej nie chce, nie wiem jak to możliwe tongue

20

Odp: Czy dać sobie wreszcie spokój?I pogodzić sie, że bede sama
On-WuWuA-83 napisał/a:
majka555 napisał/a:

Nie jestem przy kości, jestem zgrabna, nie mam dziecka. Jedyne co mi dolega, to że do mnie nie da sie niczego poczuć. Ale chyba sie z tym godze i nawet to przestaje byc aż takie straszne. W końcu uczucia i to, żeby komus na mnie zalezało i wszystkie te romatyczne partnerskie rzeczy, to nie jedyne czym człowiek żyje, co nie znaczy że nie może być szczęsliwy, niekoniecznie żyjąc zupełnie w pojedynke. Chociaż natura stworzyła, nas co do zasady do pary, ale pewnie i tu są wyjatki i niektórych stworzyła troche inaczej. Dzięki za odpowiedzi

Mówią, że łabędzie to łączą się w pary big_smile

Harvey napisał/a:

Sorry Autorka ale pi*przysz 3po3.
Nikt nie będzie zainteresowany Tobą dopóki nie ogarniesz siebie samej. W tej chwili skamlasz jak mały "reksio" czekający na kolację. A desperacja i "zazdrość" o to, że innym się udało a Tobie nie lub też widmo "samotności" w Twojej głowie jest wyczuwalna na kilometr.

Nie wiem czy można nazwać cokolwiek u autorki desperacją. W tym akurat chyba jest mocna bo nie bierze byle kogo. Zapewne ma potrzeby ale nie jest w stanie przemóc się aby wziąc kogoś jedynie do seksu. JEżeli ona jest zdesperowana to jak nazwać autorki tych wszystkich (dla mnie) śmiesznych - toksycznych związków?
A czy zazdrosna. Wg. mnie też raczej nie. Innego słowa bym użył ale właśnie zapomniałem i nie napiszę tongue big_smile

Harvey napisał/a:

Po tych kilku Twoich wpisach - ja, nie chciałbym być z Tobą (pomijam tu Twoje stwierdzenie, że niezła "d*pa" z Ciebie). Bo dla mnie jesteś "miałka". I pewnie to wyczuwają faceci uderzający do Ciebie.

Ja to właśnie pisałem w ostatnim takim wątku gdzie autorka prawie, że w podobnym wieku była (wkońcu bana otrzymała) Niby super laska a nikt jej nie chce, nie wiem jak to możliwe tongue

Wisz co Wuwuś? A ja obstawiam, że to ta sama osoba co tego bana dostała tylko pod innym nickiem smile

21

Odp: Czy dać sobie wreszcie spokój?I pogodzić sie, że bede sama

Może i masz rację tongue Pójdę sobie looknę jeszcze raz tamten wątek smile

22

Odp: Czy dać sobie wreszcie spokój?I pogodzić sie, że bede sama

Ja wiem który to tamten wątek, powiadacie, że troll?
Nie poznałabym się hmm
A może jednak to ktoś inny?

23

Odp: Czy dać sobie wreszcie spokój?I pogodzić sie, że bede sama

Ok nieważne, to nie chodzi o bycie super laską, albo nie super laską. generalnie faceci wchodzą w związki nie dla wyglądu. Dla wyglądu zaczepiają dziewczyny, podrywaja itd albo ewentualnie chcą z nimi isć do łózka. Raczej dla wyglądu sie nie zakochują. To nie znaczy, że nikt mnie nie chce, pewnie faceci którymi ja nie jestem zainteresowana by mnie chcieli czy dlatego, że wtedy zachowuje sie inaczej, kiedy mi nie zależy itd, nie mam pojęcia. Bo trudno mi uwierzyć, że wszyscy, którzy powiedzieli mi, że im sie podobam i zaczeli ze mną jakąś relacje kłamali, więc nie wiem czy chodzi o to, że mam np za wysokie wymagania czy cos w tym stylu. Fakt jest taki, że kiedy mnie zależy, to osoba, która na początku czegos chciała nagle przestaje chcieć. Nie, nie biore byle kogo, chciałabym się szcześliwe zakochać jak wszysyc, może jestem naiwna, może romantyczna nieważne.A może za bardzo chce, a może sie faktycznie do związków z jakichś względów nie nadaje. Może faktycznie mam beznadziejny charakter, no ale skoro taki mam, to też raczej wiele z tym nie zrobie i pewnie lepiej sie z tym pogodzić, niż ciagle rozczarowywać itd. Wierzyć każdy może w co chce. Moja sytuacja nie jest typowa, więc zapytałam.

24

Odp: Czy dać sobie wreszcie spokój?I pogodzić sie, że bede sama
majka555 napisał/a:

Fakt jest taki, że kiedy mnie zależy, to osoba, która na początku czegos chciała nagle przestaje chcieć.[...].Moja sytuacja nie jest typowa, więc zapytałam.

Akurat jest typowa. Za bardzo chcesz wejść w związek i tym odstraszasz facetów najpóźniej po paru spotkaniach.

25

Odp: Czy dać sobie wreszcie spokój?I pogodzić sie, że bede sama
majka555 napisał/a:

Ok nieważne, to nie chodzi o bycie super laską, albo nie super laską. generalnie faceci wchodzą w związki nie dla wyglądu. Dla wyglądu zaczepiają dziewczyny, podrywaja itd albo ewentualnie chcą z nimi isć do łózka. Raczej dla wyglądu sie nie zakochują. To nie znaczy, że nikt mnie nie chce, pewnie faceci którymi ja nie jestem zainteresowana by mnie chcieli czy dlatego, że wtedy zachowuje sie inaczej, kiedy mi nie zależy itd, nie mam pojęcia. Bo trudno mi uwierzyć, że wszyscy, którzy powiedzieli mi, że im sie podobam i zaczeli ze mną jakąś relacje kłamali, więc nie wiem czy chodzi o to, że mam np za wysokie wymagania czy cos w tym stylu. Fakt jest taki, że kiedy mnie zależy, to osoba, która na początku czegos chciała nagle przestaje chcieć. Nie, nie biore byle kogo, chciałabym się szcześliwe zakochać jak wszysyc, może jestem naiwna, może romantyczna nieważne.A może za bardzo chce, a może sie faktycznie do związków z jakichś względów nie nadaje. Może faktycznie mam beznadziejny charakter, no ale skoro taki mam, to też raczej wiele z tym nie zrobie i pewnie lepiej sie z tym pogodzić, niż ciagle rozczarowywać itd. Wierzyć każdy może w co chce. Moja sytuacja nie jest typowa, więc zapytałam.

Coś tam się da zrobić, tylko pytanie, na ile Ci siębędzie chciało.;)

26

Odp: Czy dać sobie wreszcie spokój?I pogodzić sie, że bede sama

Troll.

Mam coś tam innego fajnego do roboty tongue

27

Odp: Czy dać sobie wreszcie spokój?I pogodzić sie, że bede sama

Może właśnie ZA BARDZO eksponujesz ten wygląd i sprawiasz wrażenie laski na raz...

Posty [ 27 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy dać sobie wreszcie spokój?I pogodzić sie, że bede sama

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026