Otóż ja jestem osoba bardzo cierpliwą i wyrozumiałą, rozumiem prawie wszystko ale to co teraz mam w domu przechodzili ludzkie pojęcie. Nie wiem jak to widać z boku no ale ja już nie wytrzymuję.
Jestem z moim facetem 3 lata , mieszkamy razem 2,5 roku. Na początku związku wiadomo każdy facet to ideał , mój też takim był. do czasu kiedy zawiódł mnie po raz kolejny. Już nie wspominam o tym ,e cały dom jest na mojej głowie - jestem w stanie to zrozumieć bo mój mężczyzna dużo pracuje.Ale nie mam zamiaru robić za niego wszystkiego , jak wraca do domu to siada od razu do playstation i siedzi tak dopóki się nie zmęczy i idzie spać. Rano wstaje do pracy i jak wraca jest ta sama sytuacja. Kanapki sobie sam nie zrobi , do kuchni np. po popielniczkę sam nie pójdzie , nic zero pomocy. Słysze co chwilę czy możesz mi przynieść to czy możesz mi przynieść tamto i czuję się nie jak jego kobieta tylko jak służąca na darmowym etacie. Kochamy się raz na miesiąc bo panicz jest zawsze zmęczony albo gra w te durne gry. W weekendy kiedy siedzimy sami zawsze planujemy gdzie wyjechać , gdzie iść ot tak żeby pobyć trochę ze sobą ale jak zwykle nic z tego nie wychodzi bo nagle jemu przestaje się chcieć. Dziś miarka się przebrała , nie wytrzymałam jak po raz kolejny zawiódł mnie. Mieliśmy wyjechać , sprawdzał trasę na mapach w internecie , przygotowałam wszystko a on nagle mi wyskakuje ,że on nigdzie nie jedzie i foch z niewiadomego powodu. Kolejny weekend w domu i oglądanie chłopa przy grze. A wystarczy jeden telefon jakiegoś kumpla to zrywa się jak głupi i leci jakby się paliło.Dziś nie wytrzymałam i wyrzygałam mu wszystko tzn.że jak zwykle mnie zawiódł,że tak naprawdę się do niczego nie nadaje itd. To nie było w nerwach taka jest prawda , nie pamiętam dnia kiedy by coś zrobił ,żeby mnie gdzieś zabrał jak planowaliśmy.Mam już tego dość ale nie wiem co zrobić aby to się zmieniło. Rozmowa odpada - on nie umie rozmawiać i każdą poważną rozmowę odbiera jako atak na jego osobę. Po każdej kłótni z jego winy to ja muszę przepraszać bo jego po prostu nie stać na takie słowa i wolę to odpykać żeby mieć już spokój niż czekać aż on się posili na przeprosiny. I tak bym się nie doczekała.Bardzo go kocham i nie mam zamiaru go zostawiać bo cały czas mam nadzieję ,że coś jeszcze z niego będzie. Wiem,że on też mnie kocha choć nie mówi tego ( raz na rok się zdarzy ) uczuć nie okazuje bo ten typ tak ma. Już naprawdę nie wiem co mam zrobić żeby on się zmienił ,nie był takim leniwcem . nie był taki oschły . Teraz nie gadamy ze sobą bo tym razem ja nie mam zamiaru przepraszać za moje słowa , powiedziałam prawdę , ale mam dosyć życia z kimś kogo trzeba o wszystko prosić i błagać .
Jest na takiego typa jakaś rada ???