Witam!
Mam na imię Kamila. Ale znajomi mówią na mnie Kama ;P
To mój pierwszy wątek na tym forum. Postanowiłam tu napisać, ponieważ jestem ciekawa co wy myślicie o mojej sytuacji ;D
A więc jakiś czas temu ok 2,5 miesiąca już bedzie (albo dopiero), poznałam pewnego chłopaka. Jest to kolega mojego brata ciotecznego. Na początku nie zwracaliśmy zbytnio na siebie uwagi, ale któregoś dnia zauważyłam, że Radek (tak ma na imię) cały czas na mnie zerka. I jakoś od tamtej pory ja również zaczęłam mu się dokładniej przyglądać. I tak jakoś kiedyś wyszło, że brat poszedł wcześniej do domu a ja zostałam z nim sam na sam na dworze. Nie za bardzo wiedzieliśmy o czym ze sobą rozmawiać, posiedzieliśmy ok 1h i też poszliśmy do domu. Ale na następny dzień było to samo, z tą różnicą, że rozmowa szła nam juuż dużo lepiej
przesiedzieliśmy razem całą noc aż do rana. i Umówiliśmy się na następny dzień. Wybraliśmy się na przejażdżkę po okolicy. I od tamtej pory regularnie się już spotykaliśmy (prawie codziennie). Zostaliśmy parą. On cały czas mi powtarzał, że pomimo tego, że znamy się króko bardzo mnie kocha, że jestem wyjątkowa, że nigdy nie znał takiej dziewczyny jak ja. Na początku nie byłam pewna czy chcę się aż tak angażować, ale z czasem doszłam do wniosku, że do tej pory jest on jedyną osobą przy której czuje się tak dobrze, jestem taka wyluzowana. Uwielbiałam z nim przebywać. Chyba sie zakochałam.
I pewnego dnia stało się coś okropnego. Zadzwonił mój tel poł. od Radka odebrałam a tu jakaś baba mi mówi, że mój chłopak miał wypadek i chce żebym przyjechała do niego do szpitala. Mówiła, że to nic poważnego. Pojechałam czekałam pare godz na zakończenie operacji i okazało się, że radkowi musieli amputować nogę. Byłam wtedy przy nim cały czas w noc i dzień. Spałam na krześle obok jego łóżka w szpitalu. Uświadomiłam sobie, że chyba bym nie przeżyła gdyby on teraz odszedł (a niestety było takie zagrożenie, ponieważ stracił bardzo dużo krwi). Uświadomiłam sobie jak bardzo go kocham!!! On teraz cały czas się mnie pyta czy z nim będę pomimo tego, że jest kaleką, a ja mu mówie, że bardzo go kocham i nie zostawie go tylko dlatego, że stracił nogę.
Teraz takie pytanie... Jak myślicie, czy taki związek ma szansę przetrwania?? Nie znamy się na tyle, żeby wiedzieć co któreś z nas zrobi w róznych sytuacjach życiowych. Jakie mamy przyzwyczajenia itd... Na ten moment jest bardzo dobrze. Kochamy się jest nam ze sobą cudownie, ale 2,5 miesiąca to chyba nie jest czas, po którym możemy być pewni drugiej osoby.
Teraz mówię, że go kocham bo tak w tym momencie czuję, ale niechce też żeby ktoś pomyślał, że jestem z nim z litości, albo że boję sie go zostawić (bo już pare osób mi sugerowało takie rzeczy).
I co myślicie w tym temacie??
Podobne tematy
naprawdę go kochasz ???
masz rację 2,5 miesiąca to za mało by wiedziec czy będziesz z tą osobą na całe życie ...
ale póki co ten związek ma szanse by przetrwac ...
jeśli tylko kochasz ... i on Ciebie :*)
kalectwo nie oznacza końca bycia z kimś ...
mój chłopak jeździ ścigaczem ...
i za każdym razem boję się że mu się coś stanie ...
ale gdyby nie daj Panie Boże się tak stało byłabym z nim bo kocham go cholernie mocno (przepraszam za brzydkie słowo)
jestem z nim rok i jestem pewna że on jest tym jedynym na zawsze :*)
pozdrawiam i wytrwałości życze :*)
Nie jest istotne ile znasz swojego chłopaka, wazne jest co do siebie razem czujecie. Mozna kogoś znac wieki i sie rozstac , a mozna po dwóch czy wiceje mieisącach znajomości zoatsać ze soba całe zycie To że go kochasz z wzajemnością jest naprawdę wspaniałe tym bardziej ze jak piszesz nie przeszkadza ci kalectwo towjego chłopaka. Ja powiem tak.... bynajmniej dla mnie liczy sie miłosc, oddanie, wiernosc , czułosc, dobroć. Jeżeli widzisz , że temu chłopakowi na tobie zalezy i jestes pewna sweich uczuć dalej, pielęgnuj ta miłość i bądź przy nim , bo jak sama piszesz bardzo go kochasz. A w związku jest sie na dobre czy złe. Zyczę ci duzo wytrwaości i odporności na cudze docinki.
musisz sama wiedziec co chcesz od życia ...
wiadomo teraz Polska się rozwija ...
można będzie kupic protezę ... na nogę ...
i życ normalnie ...
najważniejsze żeby się kochac :*)
Nie napisałam jeszcze, że mam dziecko z poprzedniego związku, ale Radek ma bardzo dobry kontakt z moim Gabrysiem ![]()
Mój synek go akceptuje, bardzo go lubi, cały czas się wypytuje kiedy pójdziemy do Radzia?? ;p
Naprawdę czuję się teraz bardzo szczęśliwa;) mój poprzedni związek to była całkowita porażka chociaż na początku też było pięknie... Dlatego się boję przyszłości... A chciałabym ułożyć sobie to życie tak, żeby mojemu maluchowi jak najlepiej się żyło...
Sama go wychowuję i utrzymuję bo jego ojciec jak go weźnie raz na miesiąc do siebie albo czasami nawet wiecej to jest wielkie święto i Gabryś powoli go zapomina. Ale nie o tym miała być rozmowa
za bardzo się rozpisałam...
Stanęło na tym, że jestem prze szczęśliwa i widzę, że moje dziecko na tym tylko korzysta ;D
kochasz go tak czujesz to nie zastanawiaj sie nad tym, przeciez nawet gdyby nie stracil nogi to co bys tez nie wiedziala czy wam wyjdzie prawda? nikt rozpoczynajac zwiazke nie wie czy to na czale zycie czy na pol roku.
mysle ze takie drastyczne sytulacjie wiarza ludzie na cale zycie lub przerastaja i odchodza. ty zostalas, kochasz go jeszcze bardziej i mysle ze to jest wspaniale. nie zastanwiaj si ezyj tym co jest, a przede wszystkim traktuj go normalnie, kto wie, moze uda sie z ta proteza i bedzie calkiem sprawny i bedzie chodzil. musisz byc dobrej mysli.
a co do ludzi, napewno nei raz beda gadac ze jestes z nim z litosci od tego sa ludzie zeby gadac-nie sluchaj tego.
np na mnei tez mowili ze jestem z facetem dla kasy bo byl bogaty-mimo ze tak nei bylo i co przekonywac kazdego? nei ma sensu.
najwazniejsze zebys ty i on wiedzieli co czujecie.
trzymam kciuki i zycze duzo sil nie na milosc bo to macie tylko na przeciwkosci losu.
pozdrawiam
Naszą największą przeciwnością losu jest moja rodzina niestety...
Tzn moja mama mi powiedziała, że to nie jest odpowiedni człowiek dla mnie, ale że jestem dorosła to moje życie i ja sama o sobie decyduje. Tylko, żebym nigdy nie zapominała, że muszę myśleć tak żeby dziecku było jak najlepiej...
Najgorzej jest z babcią... Mieszkam z nią i dlatego mnie to tak strofuje, bo w innej sytuacji to miałabym to głęboko gdzieś. Ale ona mnie cały czas zadręcza, że nie dość, że nie jest bogaty, nie ma swojego mieszkania tylko mieszka z rodzicami to jeszcze teraz jest kaleką. Chciałabym się od niej jakoś uwolnić ale na razie nie stać mnie, żeby się wyprowadzić bo za 700 zl/mc to nie za wiele mozna poszaleć. A tak ona daje mi dach nad glową, gotuje mi obiady no i zajmuje sie dzieckiem gdy ja jestem w pracy...
Wiem, że ona nie jest w stanie mnie przekonać do tego, żebym go zostawiła, ale przez nią nie mogę w pełni skupić sie na moim szczęściu, bo jak sobie pomyśle, że wieczorem musze wrócić do domu i słuchać jej gadania to odechciewa mi sie prawie wszystkiego...
podobno milosc nie wybiera,
ale 10 l temu tez sie tak zakochalam
i po tygodniu wiedzialam ze to" ten jedyny "
jest to mozliwe
Niestety po 5,5 latach moj partner umarl ..........
Teraz mam meza , kocham go ale to juz nie to samo. Nowe inne zycie ,
Oczywiscie ze jestem szczesliwa, ale czasem milo jest wrocic do wspomnien ......o wielkiej milosci
i tez wiele osob bylo przeciwko "nam "
Pomysl co jest dobre dla ciebie i dziecka....
Bo Babcia ma tez swoje racje, miloscia sie nie da zyc.
I bycie z niepelnosprawnym to tez nie sielanka ........
ale milosc tez nie wybiera
Pomysl o dziecku przyszlosci szkole....
nowy zwiazek i dzieci tez kosztuja.....
a dotego partner ktory podejmie lub nie podejmie pracy...
Moze za duzo napisalam i jesli kogos urazilam to przepraszam....
pare miesiecy temu widzilam rodzinke na pozor NORMALNA
Zona z synkiem w szpitalu ojciec w domu z drugim,
w dzien ok siedzi z nia "tez bez nogi"
a w nocy ona placze, bo on byl w takiej depresji ze co noc chodzil i pil z kolegami ze nie ma pracy ect....
a synka babci podrzucal........
no szkoda gadac, ale kazdy zaluguje na szczescie
Mam nadzieję ogromną, że pomimo wszystkich przeciwności nam się uda..
Naprawdę dzięki niemu teraz chce mi się żyć. Rano wstaję uśmiechnięta. Idę do pracy, cały dzień z uśmiechem na twarzy... Przychodzę do domu, mam doskonały humor i mnóstwo energii, żeby np pobawić się z moim smykiem... Dzień w dzień nie mogę się doczekać kiedy znów go zobacze...
Wiem, że samą miłością nie da się przeżyć, ale wierzę w to, że damy sobie radę. Radkowi powiedzieli, żę jeśli rehabilitacja pójdzie dobrze, szybko i sprawnie to bez problemu będzie mógł wrócić do pracy... Jego szef też nie widzi problemu żadnego, także wszystko jest na dobrej drodze. Poresztą ja pracuję i gdy połaczyć moją wypłatę z jego jak na razie zasiłkiem dalibyśmy sobie radę. Na początku byłoby ciężko, ale miłość dodaje skrzydeł. Nie musimy mieć nie wiadomo jakich wygód, żeby przeżyć. Najważniejsze to żeby nie przymierać głodem, a to nam na pewno nie grozi ![]()
dacie sobie rady, mysle ze ty jego jak i on ciebie potrzebujecie w ym samym stopniu.
kasa...pewnie ze est wazna ale sama mowisz ze dacie rady a bez milosci, chcoby i kasa byla nie da sie nic..
too banalne ale najprawdziwsze na milosci wszytsko sie opira-powodzenia
to prawda... bez miłości choćby się miało nie wiadomo ile pieniędzy to i tak trudno o szczęście...
a ja cały czas w skowronkach... czuję się jakbym odrodziła się na nowo.
jestem ogromnie szczęśliwa.
teraz jak tak myślę, to do tej pory jeszcze nigdy tak się nie czułam...
Człowiek tak naprawdę nie ma nic, jeżeli nie ma miłości.
A jeśli ma miłość, to fakt, iż nie ma nic, nic nie znaczy.
Bo razem z miłością przychodzi szczęście, a razem ze szczęściem ten niezwykły wulkan energii, który daje siły na przezwyciężanie wszelkich trudności i trzeba naprawdę ogromnego sprzeciwu ze strony losu, żeby się nie udało.
Tak trzymaj, Kama. Nawet gdy już euforia się wypali, macie skarb, którego wielu szuka całe życie.
Cały czas do przodu... Między nami utworzyła się taka więź, że nikt nie wierzy, że jesteśmy ze sobą tak krótko... Oby tak dalej...
A teraz mam takie pytanie do Was... Jak wy byście się zachowały w takiej sytuacji? Wiem, że może trudno jest sobie takie coś wyobrazić, ale jeśli Ktoraś z Was się wypowie moje drogie Panie będę bardzo wdzięczna ;D