Witam serdecznie.
Tematów przypuszczam, ze było takich wiele, ale przyznam, ze już dawno chciałem o tym napisać. Czytam to forum i chciałbym się was poradzić. Powiecie, ze to zadanie wydaje się banalne - zakochałeś się? To jej to powiedz, proste. Jednak nie wygląda to do końca tak, jakbym sobie tego życzył.
Z kobietą, o której jest mowa spotykam się od 1,5 roku, ale też z przerwami przez jej pracę. Znaliśmy się już wcześniej, ale tylko z widzenia. Nie będę przedstawiał fazy kiełkowania naszej znajomości, bo już dawno byście opuścili ten wątek. Przejdę od razu do tego, co istotne- potoczyło się to wszystko tak, że zostaliśmy friends with benefits, czyli najprościej widywalismy się głównie na seks. W zasadzie ona sama zaproponowała mi taką relację po tym jak pierwszy raz poszliśmy do łóżka. Z początku wydawało mi się to bardzo wygodne, związek bez zobowiązań, seks z piękna kobietą a do tego życie wolnego strzelca -układ idealny. Nigdy nie sądziłem, że zdobęde się na coś takiego, o tym się słyszało, czytało w gazetach, oglądało w filmach no i masz, stało się. Odpowiadało mi to, ona mi odpowiadała, bardzo i nie tylko pod względem fizycznym co się później okazało. Dla niej taki układ był jak najbardziej korzystny zważywszy na ograniczony czas życia prywatnego, które w ten sposób nie kolidowało z jej zawodowym.
Jest stewardessą, więc ma zupełnie nieustabilizowane życie.
W domu bywa rzadko, właściwie co tu mówić, żyje na walizkach, od samolotu do samolotu, od hotelu do hotelu. Cud, ze w tym wszystkim znajduje jeszcze czas dla mnie jak tylko jest na miejscu. Druga sprawa jest taka, ze odkąd jej facet pare lat temu zginął w wypadku nie chciała się angażować emocjonalnie z nikim. Sama opowiadała, że bardzo to przeżyła, więc prosto z mostu powiedziała mi, ze oczekuje tylko seksu i jeśli mnie to odpowiada to dobrze a jeśli nie to miło było poznać i nie było tematu, ale to był początek znajomości. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, ze moje uczucia z czasem powędrowały w inną stronę, bo się w niej zakochałem.
Samo pożądanie przestało mi wystarczać a zaczęło się to zmieniać gdy po wszystkim zamiast iść do domu, zostawala u mnie i oglądaliśmy jeszcze filmy, słuchaliśmy płyt, komentując przeróżne gatunki muzyczne, smialismy się, rozmawialiśmy do rana, o rzeczach istotnych bądź mniej, o życiu. To była nowość, bo ona nigdy nie godzila się na wspólne spanie do rana, przeważnie każde z nas po wszystkim wracało do siebie do domu i każdy miał swoje życie. Ustaliliśmy, że każde z nas może spotykać się z innymi pod warunkiem, że jedna strona poinformuje drugą o ewentualnym zaangażowaniu i związku z innym partnerem a wtedy kończymy taką relację i przestajemy się umawiać. Nigdy do tego nie doszło. Tzn ja pare razy umówilem się z koleżanką z pracy, ale i tak nic by z tego nie wyszło, bo cały czas myślałem o niej i teraz jak nad tym pomyśle to szukałem chyba u niej tylko jakiegoś podobieństwa do mojej stewardessy, więc spotkania z koleżanką ograniczyly się do kawy i jednego spaceru. Oczywiście byłem w porządku i poinfornowalem ja o tym, ze z kimś się umówilem i niby przyjęła to dobrze, ale przez telefon dało się wyczuć lekka zazdrość z jej strony, co mi się podobało. Później zapytała się mnie jak się udała randka po czym dodała czy ona już w takim razie idzie w odstawkę. Kilka dni później otrzymałem od niej wiadomość mms z Dominikany, gdzie załączyła mi swoje zdjęcie na plaży z podpisem "raj na ziemi. Szkoda tylko, ze ciebie tu nie ma ". Nie bardzo wiedziałem jak to rozumieć, ale ta wiadomość wprawila mnie w niesamowitą euforię. Jest naprawdę intrygująca, fascynuje mnie, ale nie umiem jej rozszyfrować. Nie wiem czy miała na myśli, ze brakuje jej tam seksu czy mnie.
Z jednej strony jej postawa i zasady powstrzymuja mnie by powiedzieć jej co czuje a z drugiej czasem odnoszę wrażenie, że nie jestem jej aż taki obojętny i chce zaryzykować.
2 tygodnie temu poszliśmy razem na wesele mojego kuzyna. Bardzo chciałem, żeby poszła ze mną, więc zapytałem i się zgodziła. Wyglądała naprawdę pięknie, cały wieczór prawilem jej komplementy, dobrze się bawiliśmy. Chciałem trochę dać jej odczuć, ze jestem nią poważnie zainteresowany i ją pocałowałem, publicznie, co nigdy wcześniej nie miało miejsca. Pocałowałem ja raz, potem drugi i odwzajemniła pocałunek, ale za trzecim razem uznała to jako zachętę do seksu choć moje intencje były zupełnie inne. Nie wiem czy w ten sposób się wymigała czy faktycznie niczego się nie domyśliła. Czasem mam wrażenie, że niejeden piętnastolatek poradziłby sobie lepiej niż ja, nie robiąc dziwnych podchodów. Nie wiem z czego to wynika, ze nie mogę się przełamać. Może tak bardzo mi na niej zależy, ze boję się odrzucenia z jej strony albo coś sobie ubzdurałem. Przepraszam za te wypociny, ale nie wiem co robić.
Jak myślicie, czy jest szansa z takiej relacji przejść na poważny związek? Powinienem jej powiedzieć o swoich uczuciach czy może jakoś inaczej zadziałać?